Widok
Jeśli komuś (mieszkańcom) ma pomóc rezygnacja z podlewania ogródków, to uważam wprowadzenie zakazu za zasadne (chociaż powinny być jakieś widełki czasowe, co by w nocy automatyka jednak mogła trochę ogródki odświeżyć).
Mam tylko nadzieję, że Burmistrz, Radni i reszta władzy nie będzie mimo zakazu swoich posiadłości również podlewać, bo w tej kwestii nie powinno być równych i równiejszych.
Mam tylko nadzieję, że Burmistrz, Radni i reszta władzy nie będzie mimo zakazu swoich posiadłości również podlewać, bo w tej kwestii nie powinno być równych i równiejszych.
Ktoś bronił rolnika podlewającego pole (oczywiście słusznie), że to nie kwestia ogródka, tylko żywność, ze to ma wpływ na cenę chleba potem itd. No i fajnie. Ale mój ogródek to też żywność. To moje pieniądze (sadzonki!) i moja kieszeń (ekologiczne warzywa, na których nie będę wydawać fortuny w sklepie). Więc sorry, ale będę podlewać, bo to nie moje widzimisię...
I tak oto władza samorządowa chcąc ukryć swoje wieloletnie zaniedbania jeszcze głębiej dzieli mieszkańców, zrzucając winę na "podlewających ogródki". Ludzie obudźcie się, płacimy za tę wodę - niezależnie od celu jej używania. Rozumiem, że w sytuacji kryzysowej trzeba znać priorytety, ale pierwotną przyczyną tego, że w ogóle trzeba te ograniczenia wprowadzać jest niewydolność istniejącej sieci!
Dopóki jesteś zdrowy to sobie rób ten pohybel. Zobaczymy później jak będziesz prosił mieszkańców by nie zabierali całego ciśnienia, bo jesteś po dializie, spod skóry wychodzi sól i inne trucizny organizmu, które strasznie szczypią...cierpisz, ale nie możesz się umyć bo sąsiedzi na złość leją wodę na darmo i do oporu, by okazać frustrację Urzędowi, który i tak ma to gdzieś.