Widok

Czy cierpienie uszlachetnia...?

Chce Was wszystkich oficjalnie powitac, mimo, ze zostawilam tu juz kilka postow.Nie licze na czerwony dywan, ale na konkretne, interesujace dyskusje.
Moj pierwszy jako nowy:) dotyczy cierpienia.Czy Waszym zdaniem, kiedy chcemy uniknac cierpienia, szukajac prostrzych drog i rozwiazan...jestesmy tchorzami?Czy czlowiek, ktory cierpi wiekszosc zycia, jest szlachetniejszy?Czym jest cierpienie i jakie ma dla nas skutki?Czy buduje poczucie w nas wartosci, czy wrecz przeciwnie...zamyka nas na ludzi i na siebie przede wszystkim.Czy celem czlowieka jest cierpiec, czy byc szczesliwym, bo czy cierpienie (nawet dla wielkich idei) moze byc szczesciem...?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cierpienie na bank uszlachetnia....uczy cierpliwości.To też zależy od rodzaju cierpienia........i powodu cierpienia.Na dłuższą metę jednak wykańcza.Należy więc nie zamęczać się problemami.Omijać szeroki łukiem to co jest przyczyną cierpienia.A co zrobić jak się tęskni
??????
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Co do uszlachetniania to chyba to chodzilo o prace? bylo cos w stylu "praca uszlachetnia" no ale ta bardziej popularna wersja brzmiala "praca uszlachetnia, lenistwo uszczesliwia" :D

A cierpienie moze utwardziac;)
Sadze ze szukanie latwej drogi, lepszej, zdala od cierpienia to swiadczy o inteligencji, i braku sklonnosci s/m ;)
Nie wiem co kto rozumie przez slowo uszlachetnia......ale jezeli ktos mialby myslec ze jak bedzie cierpial to bedzie lepszym czlowiekiem, bedzie swietym itp to wedlug mnie glupio mysli.....cierpienie moze utwardzac charakter, wzmocnic nasza psychike na rozne zle rzeczy, ale czy bedziemy dobrzy czy zli to juz inna bajka.....
A cos takiego jak szukanie cierpienia by sie uszlachetnic lub wzmocnic to chyba najwieksza glupota jaka mozna robic....uwielbiam cierpiec, uwilbiam klopoty, wiec jezeli mnie ktos kocha to go zgnoje, wtedy mnie zostawi a ja bede cierpial? bardzo to szlachetne....no i jak ta sytuacja mnie wzmoni...bedzie cudownie:D.....nie ma co szukac cierpienia na sile....wkoncu to uszlachetnia....juz lece do kuchni, poparze sobie reke nad kuchenka, mowia ze ogien oczyszcza, no a bol i cierpienie spowodowane opazeniami wzmocni mnie i uszlachetni:D

Moim zdaniem wszystko zalezy od nas, to jacy jestesmy zalezy tylko i wylacznie od nas, mozemy byc "szlachetnymi" ludzmi bez cierpienia, znacznie lepszymi rzeczami tworzacymi nasza szlachetnosc, jest empatia, obiektywizm, itp
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
mozna tez uwzglednic aspekt wiary.np ojciec pio w pewnym sensie byl s/m ;) tzn. cierpial fizycznie (chodzi tu o biczowanie sie itp) uszlachetniajac swoja dusze i nie mozemy tego podwarzac,nie powinnismy starac sie tez zrozumiec jego czynow,bo i tak tego nie potrafimy i nie zrozumiemy.

czlowiek potrafi zniesc nawet najgorsze cierpienia,wiec wnioskuje ze w jakis sposob jestesmy do nich stworzeni.sa nieodlacznym elementem ludzkiej egzystencji materialnej i duchowej.tak jak napisal anty,to czy cierpienie uszlachetnia,zalezy od czlowieka i tego w co w zyciu wierzy,na czym opiera swoj ziemski byt,co motywuje go do zycia..

duzo zalezy rowniez od otoczenia.jesli pragniemy w jakims stopniu sie "uszlachetnic" w cierpieniu,to ludzie moga w nas to zniszczyc,pocieszajac slowami "ty tak cierpisz,niech tez cierpia inni,bo czemu ty masz zle a oni dobrze" (oczywiscie zniszcza to jesli sam wczesniej jeszcze do takiego przemyslenia nie doszedles).

cierpienie jest na pewno w jakims stopniu zmaterializowanym lub nie organizmem,ktory chorujac na jakas chorobe po raz pierwszy,wytwarza antyciala,aby zapobiec jej nawrotowi,a nawet jesli jeszcze raz zachoruje,to wie jak ma sie bronic i ten okres jest latwiejszy (moze nawet mniej bolesny).

sa chwile gdy nie potrafimy nie cierpiec,a nawet chcemy cierpiec,bo jest to cos pozadanego w danej sytuacji.poprzez wlasne doswiadczenie cierpienia,potrafimy pomoc drugiej osobie,co moze byc odebrane jako szlachetnosc,choc jak dla mnie jest to za duze slowo.bardziej by zaslugiwal na takie miano czlowiek,ktory nie przezywajac cierpienia potrafi z wlasnej nieprzymuszonej woli chocby starac sie pomagac ludziom,nie opierajac tego na zadnym doswiadczeniu,ot tak po prostu dla czlowieka..

cierpienie uczy,rozwija,dobija,umacnia,niszczy,buduje,daje czas do przemyslen,zmienia...ale czy uszlachetnia to zalezy od osobistej hierarchii wartosci...poznaliscie kiedys szlachetnego czlowieka??
moim zdaniem bylby za idealny,bo w tym slowie mieszcza sie wszystkie zalety i dobra,a idealow nie ma..

it's up to you...;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czy szlachetny człowiek to taki, który ZAWSZE postępuje szlachetnie? Moim zdaniem nie. To raczej człowiek, który cały czas dąży do tego, by być szlachetnym tak, jak nakazuje mu kodeks moralny jego kultury. Ale czasem, jak to człowiek, upada i to jak się z tego podniesie, jak przezwycięży, albo inaczej - jak przyjmie cierpienie swojego upadku, będzie właśnie świadczyć o jego szlachetności.

A przecież tak często tzw. "opinia publiczna" spisuje na straty naprawdę szlachetnych ludzi, nie patrząc na to, czy próbują oni powstać na nogi czy nie.

Zaś cierpienie istnieje - czy się tego chce czy nie. I też - można je przyjąć, można i odrzucić, i wszystko będzie zależało od naszego indywidualnego spojrzenia.

Jeśli przyjmie się i zaakceptuje, to może, przy odrobinie szczęścia uszlachetnić człowieka, ale nie ma kołaczy bez pracy - trzeba się nad tym solidnie napracować.

A jeśli się sprawę oleje i będzie się uciekać w hedonizm...?

Pozdrawiam
bolek
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wydaje mi się, że każdy człowiek, z którym jest wszytsko "ok" nie bedzie sam się okaleczał(sprawiam bólu), a jeśli tak jest to ma problem z samym sobą. Rozmawiając o cierpieniu mam na myśli sytuacje, które serwuje nam życie, takie których sami bysmy się nie spodziewali i nie chcieli przeżywać. Niestety często trzeba pocierpieć by coś osiągnąć, jakiś cel w życiu. Najczęściej jednak cierpimy gdy angażujemy się emocjonalnie i życie układa się inaczej niż byśmy chcieli, wtedy zawsze boli... niestety nigdy nie ma w życiu tak by wszytsko było po naszemu. Tak więc nikt nie ucieknie przed cierpieniem, no chyba, że nie bedzie się angażował i żył w swojej małej zamkniętej klatce, ale co to za życie- bez milosci i cierpieni...
Gdyby nie było kolorów na świecie byłoby szaro i smutno, gdyby nie bylo różnorodnych uczuć takich jak radość i cierpienie(itp.) życie nie miałoby tak specywistego i tak wyrafinowego smaku!!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Odebrałam pierwszy wpis, jako zapytanie co jest istotą naszego życia i czy trzeba godzić się na cierpienie, jeśli można go uniknąć. W religii chrzescijańskiej bardzo wyraźne jest skupienie na krzyżu, który mamy dźwigać kazdego dnia. Daje to jakieś przyzwolenie na cierpienie, na narzekanie, umartwianie się i przyzwyczaja ludzi do nieodzowności bólu. Wręcz podkreśla się, że cierpienie uszlachetnia i daje nam klucz do nieba. Większość z nas wyrosła w tej kulturze, więc siłą rzeczy przyswajamy sobie takie myślenie. I ja, mówiąc szczerze, przez lata godziłam się na coś tam, co mi nie odpowiadało, bo wydawało mi się, że tak trzeba. A teraz myślę inaczej, że naszym prawem, a nawet obowiązkiem jest bycie szczęśliwym. I wydaje mi się, że nikomu, ani niczemu to nie przeszkadza. Często najłatwiej jest cierpieć, świadczy to o naszej bezradności. Myślę, że dużo trudniejsze i zarazem większe jest takie człowieczeństwo, które nakazuje odbicie się od dna, znalezienie sensu i walkę o szczęście.
Moje przemyślenia są prywatne, nie mają nic wspólnego z żadnym oficjalnym światopoglądem.
lubię cyfry i litery
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
masz racje rut :) niekiedy trudniej jest byc szczesliwym niz cierpiec.czesto cierpimy tez z wlasnej glupoty...

it's up to you...;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czy cierpienie uszlachetnia?
Napewno zależy to przedewszystkim od tego jak cierpimy ( czy obnosimy je pokazując jacy to my jesteśmy biedni, pokrzywdzeni, uzalamy się nad sobą, czy potrafimyczy cierpimy z godnoscią ; czy potrafimy udzwignąć cieżar tego doświadczenia , nie poddając mu się biernie...itp). Zycie ludzkie składa sie niestety takze z cierpien i smutku; nie wierzę że można przejśc przez życie nie doświadczająć go.
Myślę , że cierpienie uczy przedewszystkim wrażliwości na innych cierpiących, a takze pokory.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Cierpienie czasem uszlachetnia,
a czasem działa odwrotnie...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

jeszcze smęty o cierpieniu;)


Gdyby nie cierpienie... jak wyglądałoby nasze życie?
Trzeba trochę pocierpieć w sensie duchowym...
To pozwala w pełni przeżyć szczęśliwe chwile...
Gdzie nie było cierpienia, nie może być
mowy o szczęściu.
Jeśli kogoś nie można zranić,
nie można go też uszczęśliwić...
(Myślę o szczęściu nie polegającym bynajmniej
na posiadaniu worka pieniędzy,
pełnego brzucha...)

Cierpienie metafizyczne bywa potrzebne.
Może uszlachetniać...
Niekiedy pozwala wydobyć pokłady
świeżutkiej energii...
Może być mobilizujące.

Lepiej tak cierpieć,
by potem wyjść na spotkanie
prawdziwego szczęścia,
niż tkwić jak kołek
w beznadziei i bezruchu,
w zawieszeniu między prawdziwym smutkiem
a prawdziwą radością,
łudząc się, że się coś przeżywa,
a nie przeżywając tak naprawdę nic,
tylko małe pseudoszczęścia
i jeszcze mniejsze pseudocierpienia...

Pozdrawiam;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Wiem, ze Bog nie dalby mi ciezaru, ktorego nie moglabym uniesc, czasem sie tylko zastanawiam, dlaczego poklada we mnie az takie wielkie nadzieje."-to slowa Matki Teresy, ktore sa zawsze ukojeniem w moim cierpieniu.To prawda, ze cierpienie wzmacnia, a moim zdaniem rowniez uczy. Podobal mi sie tez przyklad z Ojcem Pio...Jak na ironie...najczesciej cierpia wlasnie ludzie, ktorych moznaby okreslic wlasnie szlachetnymi...ludzie naiwni, zbyt mocno ufajacy, zamknieci w sobie, ktorzy nie sa zawistni i bezwzgledni.Czasem jednak cierpienie wyrzadza tak wielkie krzywdy, ze pragna zemsty...wtedy rodzi sie w nich intryga, chec odwetu za rany, zarowno psychiczne jak i fizyczne.Wszystko ma swoje granice...i choc zalezy od indywidualnego podejscia, trzeba ukoic bol...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
jesli cierpienie uszlachetnia, to dlaczego nie chcemy cierpiec?? to znaczy ze nie chcemy byc szlachetniejsi??
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Chcieć chcemy, ale nam się nie zawsze chce...

Pozdrawiam.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
julka napisał(a):

> jesli cierpienie uszlachetnia, to dlaczego nie chcemy
> cierpiec?? to znaczy ze nie chcemy byc szlachetniejsi??

no ale ono nie ma nic wspolnego ze szlachetnoscia....
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cześć!!!!
Nie popieram tego uczucia i nie jestem masochistką.Nie życzę też tego nikomu.To jest chyba najgorsza rzecz jaka może spotkać człowieka- to cierpieć. Gdyby cierpienie uszlachetniało to ja byłabym już diamentowa..Ale bez wątpienia uodparnia na wiele rzeczy i spraw.Wiem to z doświadczenia i czasami sama się dziwię jak zmieniło się moje podejście do wielu spraw.

Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A ciekawi mnie co sadzicie o tym ze cierpienie zabija uczucia.....cierpienie utwardza, ale przez to zejestesmy twardsi to to co nas spotyka juz nas tak nie rani, przyzwyczajamy sie do tego, nie rusza to nas, stajemy sie kuklami, wszystko nam zwisa, nie czujemy tego co powinien czuc czlowiek....np ogladamy telewizje, wiadomosci, ile tam jest zlych wiadomosci, codziennie pokazuja tyle cierpienia, ale nas to nie rusza, to nie dotyczy nas, a potem juz sie utwardzamy do tego stopnia ze nierusza nas to ze nasi przyjaciele cierpia, bo to nie dotyczy nas, a pozniej utwardzamy sie do tego stopnia ze ktos zadaje nam bol ale nas to nie rusza bo juz nas nic nie moze ruszyc, jestesmy tak twardzi tak bezuczuciowi ze zyjemy, a przemoc i nienawisc na swiecie nic nie znaczy, bo tak musi byc a my musimy byc twardzi....

czytalem pewna ksiazke, czytam sporo wiec nie powiem co to byla za ksiazka bo nawet na to nie zwracam uwage (tzn na toby pamietac co dokladnie pochodzi z jakiej ksiazki)......fakt ze autor opisuje ze czytal sobie gazete a w tle lecialy wiadomosci....jego maly synek wlasnie je ogladal, wiadomosc byla o tym ze w wietnamie spuszczono napalm na jakies wioski.....dziecko zapytalo co to znaczy i co to jest napalm, ojciec nie odrywajac sie od gazety powiedzialze "napalm ottaka substancja ktora po zetknieciu ze skora przylepia sie do niej i zaczyna plonac, ojciec powiedzial to i dalej czytal gazete....w pewnym momecies pojrzal na syna i zobaczyl ze on placze....

I to jest wlasnie to, takie male dziecko jeszcze to rozumie, ma uczucia, nie jest jeszcze spaczone, my juz jestesmy przegrani, my tego nie dostrzegamy, dla nas to informacja, dla niego to bol i cierpienie innych.....ale my musimy byc twardzi, nas cierpienie nie moze ruszac, tracimy swoje uczucia, wyrzekamy sie ich....mowia ze czlowieka od zwierzat odroznia to ze my kierujemy sie uczuciami wyzszymi...ale czy to co wlasnie powiedzialem nie swiadczy ze na wlasne zyczenie sie ich wyzbywamy?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Czlowiek to jedyne zwierze, ktore potrafi sie usmiechac, ale ma do tego najmniej powodow"
Calkiem niedawno mialam sytuacje, w ktorej myslalam identycznie. Ogladalam "Ptaki", z nastawieniem ze bede sie naprawde bac, bo kiedys ogladalam ten film, kiedy bylam dzieckie. Utkwily mi w pamieci rozwscieczone mewy, atmosfera strachu, ogluszajacy krzyk wszystkich ptakow. Wiecie jak sie zdziwilam po tym filmie pgladajac go teraz?! Nie bylo ani jednej chwili, zebym sie mogla bac!
Przemoc powszednieje. Jest czyms naturalnym. Tego wieszaja, tego pala, tego rozstrzeliwuja, a kto dzis by pomyslal, ze II Wojna Swiatowa to cos strasznego?Na ulicy morduja (juz nawet nie w nocy), sexem handluja i moglabym tak jeszcze dlugo. Co jest jednak najgorsze, ze juz nawet nie mozna podac przykladu jaki Anty wymieniles. Widzieliscie jakie dzis bajki serwujemy dzieciom? Mnie mama czytala "Dzieci z Bullerbyn", a teraz pokemony walczy ze soba, robokopy sie zabijaja i takie tam podobne czary mary. Pistolety na wode, na kulki...Dlaczego rodzice zabraniaja patrzec dziecku na film gdzie dwoje ludzi uprawia sex w jakiejs sympatycznej komedii romantycznej, a pozwala ogladac kiedy sie piora po gebach?! Dlaczego kiedy czytamy w gazecie o morderstwie staruszki, to nie jest to humanitarny jeden cios, tylko 30 kluc nozem? Bo taki glupkowaty nastek nafaszerowany agresja jak worek ziemniakami, widzial w tv, ze po jednym ciosie, rambo nadal wstaje!
To nie cierpienie zabija uczucia, tylko spowszednienie cierpienia. Cierpienie powinno uszlachetniac, ale nie wlasne cierpienie tylko cudze. Kiedy je widzimy, powinnismy reagowac pomoca, co by nas uszlachetnilo, ale odwracamy glowe...
Dzis jest tak, ze jesli ktos nas np. napada i chcemy uzyskac pomocy, to najlepiej nie krzyczcie:"Na pomoc", tylko:"Pali sie", bo na to pierwsze na pewno nikt nie zareaguje...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry