Widok

Czy milosc po milosci moze byc miloscia?

Temat to mi sie udal:D
ciekawi mnie wasze zdanie na temat milosci.... Czy w zyciu mozna kochac tak samo silnie wiele kobiet? Czy moze to jest tak ze w zyciu mozna kochac prawdziwie tylko raz, a potem to sie kocha i szanuje ale to juz niejest to...?
Gadale z wieloma osobami i wiekszosc tak ma ze kogos kocha. Nie jest z ta osoba ale ja kocha. Moze byc z kims i ta osobe kochac ale wie ze jezeli tamta osoba by przyszla i dala jej szanse to z obecnego zwiazku nic by niebyla. Czy tak wlasnie jest?
ciekawi mnie wlasnie to czy ludzie potrafia prawdziwie kochac tylko jedna osobe na swiecie, a reszta to juz jest jakas slabsza milosc, bezx tak wielkiego znaczenia....A moze to tylko iluzja, moze ta sooba ktora tak prawdziwie kochamy to nie istnieje, moze kochamy tylko swoje wyobrazenie o tej osobie, zludzenie? przeciez ta osoba mogla sie zmienic, moglo sie stac wiele rzeczy...wkoncu nawet my moglismy sie zmienic....
Czy ja wogule logicznie mowie i ktos to rozumie?:D

Pozdrawiam
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4
Judith napisał(a):

> mylisz się Anty...życie Cię jeszcze zaskoczy, zobaczysz:)

hmm dokladnie te same slowa uslyszalam statnio od przyjaciela :)

A wogole, to uwazam, ze ta dyskusja jest naprawde swietna. Szczegolnie mi sie podobaja jeszcze jedne slowa Judith, z ktorymi sie zdecydowanie zgadzam.. :

"i żadna z tych miłości nie umiera tylko przechodzi w stan uśpienia.....pozostaje "wpisana" w nas do końca życia"

Jeszcze kilka moich nowych refleksji dot. tematu -

otoz, wydaje mi sie, ze w czlowieku, od kiedy przyjdzie na ten swiat, zaczyna sie kumulowac bardzo duzo sila, bardzo duzy potencjal uczucia. gdy dorasta - zaczyna miec juz ogromne pragnienie milosci, znalezienia kogos, z kim moglby urzeczywistnic to marzenie, stworzyc idealny zwiazek. Bardzo intensywnie szuka i gwaltownie sie zakochuje (nawet w zupelnie nieosiagalnych osobach->gwiazdy tv), bardzo cierpi. Ale kiedy juz w koncu znajdzie ta swoja pierwsza prawdziwa milosc - angazuje sie w nia bez reszty, jest w stanie wszytko dla niej poswiecic, ma poczucie, ze bierze udzial w czyms mistycznym, jedynym, wyjatkowym. I w koncu - kiedy ten zwiazek sie konczy - wiadomo - na poczatku ból, desperacja bla bla bla
Ale z czasem - zaczyna po prostu brakowac kogos bliskiego, i "przychodzi czas" na zwiazanie sie z kims nowym.
I teraz - moje wyjasnienie- czemu to juz nie jest 'to'.. - bo nie jestesmy juz w stanie w ten drugi zwiazek zaangazowac naszych pierwotnych, najsilniejszych i najczystszch uczuc - one zostaly przy tej pierwszej osobie. Brakuje tego potencjalu milosci, ktory kiedys dodawal skrzydel. Bez niego - budowanie zwiazku moze bardziej przypominac tworzenie zgodnego, udanego ukladu, opartego na szacunku, czulosci, poznaniu - ale moze brakowac mu.. magii.

Na koniec - wydaje mi sie (dzis tak bardziej optymistycznie) - ze jednak mozliwe jest prawdziwie pokochac po raz kolejny, stworzyc z kims wiez na miare tej pierwszej. Ale - jak sadze - dopiero, gdy w czlowieku znow nagromadzi sie to szalenstwo, glod milosci, silne poczucie zblizajacego sie cudu. No i zeby te uczucia nie laczyly sie juz w glowia z ta 'pierwsza osoba', ale z kims nowym, niokreslonym. Wtedy - mysle- jest szansa na new true love.
Oczywiscie to wymaga czasu - tylko pytanie - ile? rok, 2, moze 5, 10 lat...???
To jest zapewne sprawa indywidualna. Kazdy sam jakos chyba czuje jak to u niego jest ( o ile wogole ktos ten caly proces odbiera choc podobnie do mnie..) - i albo sie zamyka i rezygnuje, przeczuwajac, ze musi minac duzoo czasu, albo tego czasu wymaga mniej. A moze tego wogole nie da sie przewidziec..?

ok, pozno juz, dobranoc wszystkim, pozdrawiam :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Temat rzeczywiście rozwiał się na wiele wątków.
Ale pozwólcie, że na koniec moich wypowiedzi posłużę się jednym z ostatnich stwierdzeń Antyspołecznego...napisał mianowicie---->

Milosc jest to ten stan ktory jest w nas zawsze, nie wazne ile czasu bylismy z ta druga osoba, i jak sie to skonczylo, jezeli zawsze bysmy byli gotowy wrocic do tej osoby, jezeli tylko czekamy na tel by jechac do tej osoby, i by z nia byc, na jakichkolwiek zasadach, to to wlasnie jest milosc.

Jeszcze raz dzięki Antyspołeczny...podoba mi się to określenie, jest trafne!
Naprawdę!
Szkoda tylko, że nie można się go nauczyć w żaden inny sposób jak tylko go DOŚWIADCZYĆ

Pozdrawiam Was wszystkich! A jeśli będzie taka okazja chętnie wezmę udział w ciekawej pogadance na forum
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
mylisz się Anty...życie Cię jeszcze zaskoczy, zobaczysz:)
...and when the rain falls down, I'll be sunshine in your life...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
milosc Milosci nie rowna, ja zapoczatkowujac ten watek myslalem o takiej milosci za ktora bez namyslu mozna oddac zycia, o milosci wiecznej, nieskonczonej, nieograniczonej....tej jedynej, ktora pamieta sie nawet na lozu smierci, chociaz nie trwa juz od kilkudziesieciu lat......bylem ciekaw czy po takim uczuciu mozna jeszcze kogos pokochac tak prawdzwie.

Kazdy z nas kochal kiedys kogos tak ze ta milosc pozostala w jego sercu i nadal trwa. Mozna sie teraz zastanawiac nad miloscia i zakochaniem, ale jak dla mnie to ten podzial jest prosty. Milosc jest to ten stan ktory jest w nas zawsze, nie wazne ile czasu bylismy z ta druga osoba, i jak sie to skonczylo, jezeli zawsze bysmy byli gotowy wrocic do tej osoby, jezeli tylko czekamy na tel by jechac do tej osoby, i by z nia byc, na jakichkolwiek zasadach, to to wlasnie jest milosc. A to ze ktos z kims byl iles tam lat, ze sie rozumieli i takie tam, ot nic nie znaczy, takie osoby moga sie poklocic o bzdety, moga sie rozstac i nawet czesc sobie na ulicy nie mowic...Taki uklad to bylo tylko zakochanie, moze sie przedluzylo, ale jezeli w pewnym momencie ludzie staja sie sobie opcy lub sie nienawidzia to ja nie jestem w stanie nazwac tego miloscia.

Mnie jednak zastanawialo czy po tej jedynej milosci jest szansa by rownie mocno kochac inna osobe, juz wiem ze nie mozna....milo bylo was poczytac, chociaz odpowiedz juz mialem z gory ustalona...chcialem tylko potwierdzenia tego co juz wiedzialem, wiec zapewne na sprzeczne z moja wizja wypowiedzi nie zwrocilem uwagi az tak bardzo....

Teraz ciekawi mnie jednak....moze napisze to pozniej. Napewno w innym watku, bo tu juz zaczynam sie gubic ;)

Pozdrawiam

PS: Mnie tez jakies chorobsko meczy od jakiegos czasu
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Witaj!

Często zdarza się nam oceniać ludzi i sytuacje po pozorach, a nie wszystko jest takie na jakie wygląda...i Ty to w swoim poście pokazujesz, Żeglarzu.
Kiedyś natrafiłam na pewne zdanie, które trzyma się mnie do dziś..."Każdy ma prawo do miłości".
Dawno dawno temu wierzyłam w księcia z bajki, w tego jedynego i w miłość, która zdarza się tylko raz w życiu.......dzisiaj, kiedy urosłam wiem, że można kochać wielu ludzi....i żadna z tych miłości nie umiera tylko przechodzi w stan uśpienia.....pozostaje "wpisana" w nas do końca życia. Ktoś kiedyś napisał, że "miłość nigdy nie umiera tylko opuszcza człowieka, który na nią nie zasługuje" (to tylko cytat ale można go sobie zinterpretować jak kto chce).
Wierzę też, ze "na świecie jest tyle miłości, że starczy dla każdego, trzeba się tylko rozejrzeć dookoła":)

...i tym optymistycznym akcentem chcę Was wszystkich pozdrowić i uściskać...całować nie będę, bo wirus mnie zaatakował..... ale trzymam się dzielnie;)
...and when the rain falls down, I'll be sunshine in your life...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Rut napisał(a):

> Kto o tym decyduje? Warte to jest
> zastanowienia.

Co, nie kto.
Strach
Niestety
W zyciu nie moze byc za dobrze,
bo jest niedobrze ze jest za dobrze

...zycie :(
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja tu nawiążę do wpisu Żeglarza, dopiero teraz go zobaczyłam, bo jest gdzieś tam w środku. Można go streścić jednym zdaniem, że dopiero miłość po miłości jest miłością. Opisuje miłość wieku późniejszego, który nazywa się też czasem kryzysem wieku średniego. Ale słowo kryzys to uproszczenie, bo czasem jest to właśnie rozwój. W pewnym momencie dostrzegamy u siebie całkiem inne rozumowanie, inne odczuwanie, inną ostrość widzenia, całkiem inne talenty, inne upodobania i wymagania. To po prostu kolejny etap dojrzewania, spowodowany fizjologią. Myślę, że forumowicze po czterdziestce wiedzą, o czym mówię. Może się zdarzyć, że nasz partner rozwinął się inaczej, w inną stronę i nawet chyba często tak bywa. Na pewno można temu zapobiec, bo rozwój można stymulować i bazować na rzeczach, które łączą, a nie dzielą. Mam tu na myśli pielęgnację związku. Czasem jednak się to przegapi, czasem popełnia się błędy, ulega słabościom, ale nie o tym teraz chcę pisać.
Myślę, że zakochiwać się i kochać można wiele razy i to do konca życia. Ale niewatpliwie istnieje jedna najmocniejsza miłość, która nieustannie nas poraża na wspomnienie i przyprawia o mocniejsze bicie serca.
Żeglarz zadał trafne pytanie, z czyjego powodu kończą się nasze życiowe miłości. Kto o tym decyduje? Warte to jest zastanowienia.
lubię cyfry i litery
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Opieram się na doswiadczeniu HANI i że jestem tu po raz pierwszy od razu mówię/piszę...CZEŚĆ WSZYSTKIM!!!
Ale do rzeczy...
GIZMO (nie wiem czyś Ty facet czy ba...kobieta, może byś się śmiało określił;-) Twoja wypowiedź sprowokowała mnie do wzięcia udziału w tej ciekawej (dzięki Antyspołeczny!)wymianie doświadczeń.
Pisząc...cytuję----->KOCHAŁEM również już kilka razy więc wiem że to możliwe---koniec cytatu...nie miałes na myśli ZAKOCHANIA się bo...cytuję---->Na podstawie obserwacji swojego bogatego w zakochiwanie życia---koniec cytatu...masz świadomość że to nie to samo. Proszę bądź z nami szczery i napisz ile/ile razy, Twoje KOCHAŁEM przestało istnieć z powodu drugiej strony a nie z twojej ???
Gram w "otwarte karty" i odrazu piszę dlaczego pytam.
Myślę że zbyt pochopnie nazwałeś statecznego ojca rodziny zakochującego sie w 20-letniej blondyneczce... żałosnym, niedojrzałym, dupkiem, który zwyczajnie ulega swojemu popędowi seksualnemu choć ma do tego prawo;-)

Nie myśl, że cie atakuję bez urazy ale to mnie poruszyło...

Czy opuścisz rodzinę czy samą kobietę to niema różnicy, wszyscy w miłości M angażujemy się nie tylko uczuciowo i emocjonalnie ale i materialnie...
a opuszczając powodujemy ból, zawód etc.

Nie opuściłem rodziny choć różne myśli przechodzą mi przez głowę po tym jak pokochałem (nie zakochałem się) pokchałem osobę, która jak zresztą pisałeś Ty i inni, pasowała do mnie a ja do niej...to żeczywiście można wyczuć...Nie była to sezonowa miłość...a przed nią z wieloma kobietami rozmawiałem... Ona stała się moim przyjacielem a miłość pryszła dopiero po paru ładych miesiącach i nie było to zauroczenie...

Pisaliście też, że miłość w związku (czy formalnym czy nieformalnym) powinna być podsycana...Mnie sumienie nie oskarża, że tego nie robiłem w stosunku do mojej żony...dałem im więcej niż przeciętna rodzina w europie może mieć...ale przyszedł moment w którym moja wewnętrzna potrzeba miłości M (nie piszę tu o seksie) nie znalazła odzewu ze strony mojej drugiej połowy............O tym, czy wcześniej kochałem czy moje modzieńcze zakochanie stało się rutyną dnia codziennego, przekonałem się dopiero jak pojawiła się miłość M która cały czs trwa i pomimo, że z ową kobietą już się nie spotykam nie wyobrażam sobie innej miłości z przyjaźnią w moim życiu...choć mam taką cichą nadzieję.
Możesz mnie nazwać jak chcesz ale nie możesz generalizować tego typu problemów bo każdy przypadek jest inny jak każdy z nas jest inny...
Facetom też może być czasami bardzo bardzo ciężko (zanim się zakochają w kimś z zewnątrz) choć tego wprost nie pokażą...

Pozdrawiam i sorry jeśli kogoś uraziłem swoją szczerością
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zlosliwiec:P
Myslalem ze to nie zalezy od wieku....zreszta moja dusza jest juz wiekowa...Kiedys na tym forum dawano mi 50 lat :P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czy mam,Anty,rozumiec ze Twoje problemy sercowe zaczely sie juz w przedszkolu?
Przeciez jeszcze tak naprawde nie zdazyles poznac tego co to jedni za tym tesknia a inni przeklinaja.


Powyzej to tylko moje zdanie.
Nie wszyscy musza sie z tym zgadzac.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak zrobilem....poltora roku czekalem, leczylem sie...i od ponad roku czulem ze sie uleczam...od kilku miesiecy bylem pewien ze juz jest oki, az tu nagle.....bec...i wszystko wrocilo, i to w najgorszym mozliwym momecie:D
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

Shirkus, zgadzam się, że "zanim bedziemy probowac z
kims nowym musimy sami sie wyleczyc".

Ale jak poznać, że już jesteśmy wyleczeni??
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Rut napisał(a):

> E tam, Look.

Rut, napisalem to z pozycji "egoistycznego samca", zeby pomoc nadwrazliwym, ktorzy w swoich tesknotach zadaja sobie jedynie niepotrzebne cierpiena. Najlepsze podejscie lezy gdzies tam po srodku opinii tu wyrazanych w tym temacie.

> Nawet setki,
> czy tysiące tych nocy niczego nie gwarantują.

No, tysiace to moze by juz gwarantowaly, a przynajmniej wskazywalyby, ze cos juz waznego sie odbylo.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dokladnie. a w najlepszym wypadku - zmarnowac jej i sobie czas
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a wlasnie, ze nie! bo mozna skrzywdzic osobe, dzieki ktorej 'leczymy sie' z poprzedniej milosci. zanim bedziemy probowac z kims nowym musimy sami sie wyleczyc.

Look napisał(a):

>
> Najlepszym lekarstwem na milosc jest nastepna milosc.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Nie ma miłości i nie ma szczęścia, dopóki człowiek do nich nie dojrzeje.;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Look napisał(a):

> Najlepszym lekarstwem na milosc jest nastepna milosc.
>
> Tymczsem jak trudno ja znalezc to mozna wrocic do starej.
> Trzeba jedynie pamietac, ze kobiety oczekuja od nas wiekszego
> zdecydowania, bo same czesto nie wiedza czego chca. Dlatego wez
> inicjatywe w swoje rece i dzialaj tak zeby nie okazac
> jakiejkolwiek watpliwosc, a wtedy jest szansa, ze ona uwierzy,
> ze to jest wlasnie to. No a jak uda ci sie przypieczetowac to
> spedzona razem noca, to ona juz nie moze ci sie umknac, chyba
> ze sie zle odzywiasz i nie wysypiasz - no to twoja wina, wiec
> tak jak jest - tak musi byc.

......niestety to wcale nienajlepsze lekarstwo.....w ten sposób można tylko kogoś niechcący zranić......
Poza tym spędzona razem noc zdziałac może wiele, ale nic nie trwa wiecznie.....chyba, ze się o to postarasz;)
...and when the rain falls down, I'll be sunshine in your life...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jestes w jakims zwaizku obecnie....wiec?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
E tam, Look. Jeśli miłość i trwały związek ma sie opierac tylko na wspólnie spędzonej nocy, to jest kiepska rada. Nawet setki, czy tysiące tych nocy niczego nie gwarantują. Chciałam napisać tu coś optymistycznego, ale niestety nie umiem pisać bajek, tylko opieram sie na własnych doświadczeniach.
lubię cyfry i litery
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Antyspołeczny napisał(a):

> Czy ja wogule logicznie mowie i ktos to rozumie?:D

Najlepszym lekarstwem na milosc jest nastepna milosc.

Tymczsem jak trudno ja znalezc to mozna wrocic do starej. Trzeba jedynie pamietac, ze kobiety oczekuja od nas wiekszego zdecydowania, bo same czesto nie wiedza czego chca. Dlatego wez inicjatywe w swoje rece i dzialaj tak zeby nie okazac jakiejkolwiek watpliwosc, a wtedy jest szansa, ze ona uwierzy, ze to jest wlasnie to. No a jak uda ci sie przypieczetowac to spedzona razem noca, to ona juz nie moze ci sie umknac, chyba ze sie zle odzywiasz i nie wysypiasz - no to twoja wina, wiec tak jak jest - tak musi byc.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Towarzyskie

Gdzie dziś znaleźć ludzi którzy chcą budować znajomość? (3 odpowiedzi)

Cześć, gdzie dziś pozyskać nowe znajomości? Do aktywności rodzinnych lub solo? Grupy internetowe?...

Perfumy co możecie polecić? (6 odpowiedzi)

Szukam jednocześnie czegoś trwałego jak i podobajacego się dziewczynom. Co sądzicie o testerach?...

do góry