Re: DO
Byłam wczoraj z moim rudzielcem u weterynarza... nie wiem dla kogo było to gorsze przeżycie dla mojego kota czy dla mnie :/
w skrócie:
rudemu trzeba było wyczyścić zęby z kamienia,...
rozwiń
Byłam wczoraj z moim rudzielcem u weterynarza... nie wiem dla kogo było to gorsze przeżycie dla mojego kota czy dla mnie :/
w skrócie:
rudemu trzeba było wyczyścić zęby z kamienia, niestety był na korytarzu pies Brootoos się tak przestraszył że warczał i syczał, żeby wyczyścić zęby trzeba dać narkozę, pan dr zważył Brootoosa w transporterze policzył jaka dawkę i wziął strzykawkę, w tym czasie pani (może stażystka, uczennica, albo jakaś pomocnica) otwierała transporter by szybkim ruchem narzucić koc na rudego i mu podać narkozę, ale Brootoos wyczaił co się dzieje i wyskoczył z transportera, ze stołu lekarskiego i dał nura na korytarz, stamtąd się wycofał bo nie było gdzie biec i pobiegł do drugiego gabinetu (jakiegoś zabiegowego) to pan dr ze strzykawką poszedł za nim i zamknął drzwi, a później się zaczęło!!!!!!!! Serce miałam w gardle, puls taki że prawie padłam i chciało mi się ryczeć :/wycie mojego kota, to jak rozwalał gabinet obijał się o drzwi i ściany - to było przerażające!! i wyobraźcie sobie po ok 10-15 minutach wyszedł lekarz bez ani jednej ranki!! i powiedział - "udało się, proszę przyjść za 3 godziny" :) od razu wykorzystałam to że jest pod narkozą i poprosiłam by mu tez obciąć pazurki i wyczyścić uszy ;P
jak wracałam po niego to się zastanawiałam czy to nasza ostatnia wizyta w tym gabinecie i trzeba będzie patrzeć za innym weterynarzem w okolicy ;P ale nie pan dr powiedział, że nie on (mój Brootoos) pierwszy i nie ostatni ;) mało tego został też umyty i wysuszony bo się w odchodach wytarzał ;P
zobacz wątek
15 lat temu
1985sloneczko