Widok
Uważam ze w kosmetyce jest troche inaczej... Tanie zabiegi to tanie marki kosmetyków typu Bielenda itd nie z wyzszej półki a przez co efekty mniejsze bez dwóch zdan. Kazdy wiadomo musi płacić praktycznie za wynajem, ZUS itd... energia, woda, waciki, itp są wszedzie podobne cenowo. NIe wiem jak dla Was ale jesli ktos jest dobry i ma duzo klientów, wypracowana swoja marke to nie bedzie robić za grosze. Wiadomo ze moze dozucic cos gratis, próbke jakis zabieg droższa maseczke czy jakies urzadzenie,a tak to na nic sobie nie moze pozwolic. Oto moje zdanie":)
Dobry i tani nie muszą sie wykluczać - podobnie jak niekoniecznie "drogi" oznacza "dobry".
Dla przykładu: fryzjer.
Jeśli ma własny lokal (a nie wynajmowany), jeśli pracuje sam (a nie płaci pracownikom i za pracowników) - może być znacząco tańszy od konkurencji.
Może także sporo zaoszczędzić na ZUS-ie (jeśli jest np. rencistą lub "młodym" emerytem, albo podlega pod KRUS, albo korzysta z rozwiązania opisanego na stronie nie.płać.ZUS-u.pl).
Pomijam pracę na taniej (czytaj: kiepskiej) chemii albo zatrudnianie ludzi na czarno - bo to działanie na bardzo krótką metę i nikt przy zdrowych zmysłach tego stosował nie będzie.
Z drugiej strony - jeśli jest rzeczywiście dobry, jego ceny będą rosły.
Z prostej przyczyny: doba ma tylko 24h a w dodatku czasami trzeba spac i jeść :)
Jeśli zatem fryzjer widzi, że ma zawalony terminarz na przynajmniej 2-3 tygodnie naprzód, to dlaczego nie miałby podnieść cen?
Nawet jeśli spowoduje to (niewielki) odpływ części klientów, to i tak bezrobocie mu nie grozi.
Dla przykładu: fryzjer.
Jeśli ma własny lokal (a nie wynajmowany), jeśli pracuje sam (a nie płaci pracownikom i za pracowników) - może być znacząco tańszy od konkurencji.
Może także sporo zaoszczędzić na ZUS-ie (jeśli jest np. rencistą lub "młodym" emerytem, albo podlega pod KRUS, albo korzysta z rozwiązania opisanego na stronie nie.płać.ZUS-u.pl).
Pomijam pracę na taniej (czytaj: kiepskiej) chemii albo zatrudnianie ludzi na czarno - bo to działanie na bardzo krótką metę i nikt przy zdrowych zmysłach tego stosował nie będzie.
Z drugiej strony - jeśli jest rzeczywiście dobry, jego ceny będą rosły.
Z prostej przyczyny: doba ma tylko 24h a w dodatku czasami trzeba spac i jeść :)
Jeśli zatem fryzjer widzi, że ma zawalony terminarz na przynajmniej 2-3 tygodnie naprzód, to dlaczego nie miałby podnieść cen?
Nawet jeśli spowoduje to (niewielki) odpływ części klientów, to i tak bezrobocie mu nie grozi.