Widok
No coż - jogurty naturalne + owoce są niewątpliwie najlepsze bo mają bardzo mało cukru, odpowiednie bakterie ( łatwiej strawić to mleko w nich dzięki tym bakteriom) Nie każde dziecko da się na nie namówić jak już spróbowało słodszych alternatyw..
Ja jagurty dawalam od około 7mego 8mego miesia zycia.
Danonki znacznie póżniej koło 1,5 roku zycia..A pewnie nie zaszkodziłoby i później.
Danonki - mają więcej cukru. chemia? Pewnie taka sama jak w zwykłych jogurtach dla doroslych ale nie wiem. To serki wiec proces homogenizacji pewnie zabija trochę dobrości w nich :( Wywołują AZS ? Tylku u osób uczulonych bo zawierają białko mleka krowiego. Jak ktoś ma z tym problemy to pewie naturalne jogurty są dużo lepsze..Albo produkty bez białka krowiego bo to ono jest pewnie winne...
jogurty dla dzieci nestle te bez lodówki - są MEGA wygodne ale nie zawierają żywych jogurtowych bakterii i są przez to mniej zyskowne dla organizmu. Teroretycznie nie zawierają chemii - patrząc na termin ważności jakoś mi trudno uwierzyć ale są objęte ostrzejszymi przepisami produktów dla małych dzieci
Ogólnie każda mama musi wybierać :))))
I każda z nas zwraca uwagę na inne plusy czy minusy.
Ja jagurty dawalam od około 7mego 8mego miesia zycia.
Danonki znacznie póżniej koło 1,5 roku zycia..A pewnie nie zaszkodziłoby i później.
Danonki - mają więcej cukru. chemia? Pewnie taka sama jak w zwykłych jogurtach dla doroslych ale nie wiem. To serki wiec proces homogenizacji pewnie zabija trochę dobrości w nich :( Wywołują AZS ? Tylku u osób uczulonych bo zawierają białko mleka krowiego. Jak ktoś ma z tym problemy to pewie naturalne jogurty są dużo lepsze..Albo produkty bez białka krowiego bo to ono jest pewnie winne...
jogurty dla dzieci nestle te bez lodówki - są MEGA wygodne ale nie zawierają żywych jogurtowych bakterii i są przez to mniej zyskowne dla organizmu. Teroretycznie nie zawierają chemii - patrząc na termin ważności jakoś mi trudno uwierzyć ale są objęte ostrzejszymi przepisami produktów dla małych dzieci
Ogólnie każda mama musi wybierać :))))
I każda z nas zwraca uwagę na inne plusy czy minusy.
tak samo uważam
dziecko jeszcze sie naje tych danonków słodkich jogurcikó cukierków z witaminkami itp.
ostatnio luknęłam na ten jogurcik reklamowany Froop bo kumpela zachwalała bo tam owoce i dobre córcia jej wcina i jak zobaczyłam skład tego specyfiku to się przeżegnałam tyle tego tam było na całą strone A4
dziecko jeszcze sie naje tych danonków słodkich jogurcikó cukierków z witaminkami itp.
ostatnio luknęłam na ten jogurcik reklamowany Froop bo kumpela zachwalała bo tam owoce i dobre córcia jej wcina i jak zobaczyłam skład tego specyfiku to się przeżegnałam tyle tego tam było na całą strone A4
ale niektóre mają jazdy!!! Mój syn mleko zwykłe je od roku!!! Widzę że tu same Panie Doktorki :d Widać że niektórzy żyją za czasów murzynów.Polecam jeszcze złote klatki i nie wypuszczanie dzieci na dwór,bo przecież w powietrzu spaliny.
Moja lekarka nie miała przeciw wprowadzeniu danio a jest PEDIATRĄ być może tu bardziej wykwalifikowane PANIE ..
Jezu jak ja czytam takie wątki to śmiać mi się chce.. Współczuje dzieciom.
Moja lekarka nie miała przeciw wprowadzeniu danio a jest PEDIATRĄ być może tu bardziej wykwalifikowane PANIE ..
Jezu jak ja czytam takie wątki to śmiać mi się chce.. Współczuje dzieciom.
Paulo Coelho
Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy:
cieszyć się bez powodu,
być ciągle czymś zajętym
i domagać się ze wszystkich sił, tego czego się pragnie.
Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy:
cieszyć się bez powodu,
być ciągle czymś zajętym
i domagać się ze wszystkich sił, tego czego się pragnie.
zachęcam do przeczytania artykułu: http://www.przekroj.pl/wydarze(...)1387.html
a tym, którzy są zbyt leniwi oto i jego urywek:
Na zlecenie miesięcznika konsumenckiego niemieccy analitycy przebadali wodę Żywiec Zdrój. Instytut Matki i Dziecka właśnie ten produkt poleca w żywieniu najmłodszych. Badania przeprowadzono dwukrotnie, z rocznym odstępem. W obu przypadkach okazało się, że w wodzie Żywiec Zdrój jest więcej bakterii niż w tej z kranu. – Gdyby to była kranówa, sanepid odciąłby jej dopływ – uważa doktor Hałat, były główny inspektor sanitarny. Epidemiolog dodaje, że wodę z tak wielką ilością bakterii można podawać niemowlętom wyłącznie po przegotowaniu. Ale o tym na etykiecie butelki nie było i nadal nie ma słowa.
Agnieszka Dunal z Wrocławia, mama trzyletniego Jasia, o bakteriach w wodzie Żywiec Zdrój dowiedziała się niedawno. Wcześniej przetestowała popularne deserki dla niemowląt. Na podłodze z lastriko. Długo i z niedowierzaniem wpatrywała się w podłogę, na której kilka godzin wcześniej rozbiła niewielki słoik. Był w nim deser owocowy dla niemowląt znanej firmy.
– Nie mogłam uwierzyć! Podłoga w miejscu, gdzie rozlał się smakołyk, stała się śnieżnobiała – opowiada matka. – Zaczęłam się zastanawiać, czy to jabłko, morela, czy może dodatek witaminy C zachował się jak środek wybielający? I jaki wpływ może mieć ten cudowny wybielacz na organizm mojego dziecka?
Na etykiecie deseru Agnieszka Dunal nie doczytała się, ile witamin znalazło się w słoiczku, doczytała się za to, że skład produktu został uzgodniony z Instytutem Matki i Dziecka, który reklamuje się na swej stronie internetowej jako „ekspert w opiece nad rodziną”. Postanowiła pisemnie poradzić się eksperta. Na pierwszy list Instytut nie odpowiedział. Na drugi, w ostrzejszym już tonie, przyszła odpowiedź.
– Dowiedziałam się, że za jakość produktu i jego rzeczywisty skład odpowiada producent – dziwi się Agnieszka Dunal. – Czyli że naukowcy w ogóle nie badali, co znajduje się w deserze, na którym się podpisali. Oświecono mnie jeszcze, że dzięki witaminie C dzieci w Polsce nie mają szkorbutu.
– Rzeczywiście wiemy na pewno, że witamina C zapobiega szkorbutowi – zapewnia Wojciech Matusewicz, ale dodaje: – Poza tym niewiele więcej wiemy. Nie ma żadnych poważnych badań, które potwierdzałyby popularną tezę, że witamina C na przykład zapobiega przeziębieniom lub je łagodzi. A dodaje się ją dziś, zwłaszcza dzieciom, do wszystkiego. Jest w kaszkach, zupkach, serkach i napojach. Tymczasem nadmiar witaminy C, także wbrew obiegowej opinii, jest szkodliwy – powoduje kamicę nerkową.
Agnieszka Dunal na wszelki wypadek postanowiła bojkotować produkty rekomendowane przez Instytut Matki i Dziecka.
Nie udało nam się dowiedzieć, czy uczyniła słusznie. Sławomir Janus, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka, jest zbyt zajęty, by rozmawiać z dziennikarzami. Trzeba długo czekać, by pisemnie odpowiedział na pytania, a efekt tego oczekiwania jest niejednoznaczny. „Rekomendując dany produkt spożywczy, bierze pod uwagę jego skład, wartość odżywczą i jakość zdrowotną” – czytamy w piśmie od Sławomira Janusa, a „rekomendacje Instytutu otrzymują tylko te produkty, które produkowane są zgodnie z dobrą praktyką produkcyjną i dobrą praktyką higieniczną, w zakładach pracujących w systemach zabezpieczających jakość produkcji i gwarantujących bezpieczeństwo produktu finalnego”.
Radzę zacząć myśleć co podajecie swoim dzieciom i jak to później może na nie wpłynąć
a tym, którzy są zbyt leniwi oto i jego urywek:
Na zlecenie miesięcznika konsumenckiego niemieccy analitycy przebadali wodę Żywiec Zdrój. Instytut Matki i Dziecka właśnie ten produkt poleca w żywieniu najmłodszych. Badania przeprowadzono dwukrotnie, z rocznym odstępem. W obu przypadkach okazało się, że w wodzie Żywiec Zdrój jest więcej bakterii niż w tej z kranu. – Gdyby to była kranówa, sanepid odciąłby jej dopływ – uważa doktor Hałat, były główny inspektor sanitarny. Epidemiolog dodaje, że wodę z tak wielką ilością bakterii można podawać niemowlętom wyłącznie po przegotowaniu. Ale o tym na etykiecie butelki nie było i nadal nie ma słowa.
Agnieszka Dunal z Wrocławia, mama trzyletniego Jasia, o bakteriach w wodzie Żywiec Zdrój dowiedziała się niedawno. Wcześniej przetestowała popularne deserki dla niemowląt. Na podłodze z lastriko. Długo i z niedowierzaniem wpatrywała się w podłogę, na której kilka godzin wcześniej rozbiła niewielki słoik. Był w nim deser owocowy dla niemowląt znanej firmy.
– Nie mogłam uwierzyć! Podłoga w miejscu, gdzie rozlał się smakołyk, stała się śnieżnobiała – opowiada matka. – Zaczęłam się zastanawiać, czy to jabłko, morela, czy może dodatek witaminy C zachował się jak środek wybielający? I jaki wpływ może mieć ten cudowny wybielacz na organizm mojego dziecka?
Na etykiecie deseru Agnieszka Dunal nie doczytała się, ile witamin znalazło się w słoiczku, doczytała się za to, że skład produktu został uzgodniony z Instytutem Matki i Dziecka, który reklamuje się na swej stronie internetowej jako „ekspert w opiece nad rodziną”. Postanowiła pisemnie poradzić się eksperta. Na pierwszy list Instytut nie odpowiedział. Na drugi, w ostrzejszym już tonie, przyszła odpowiedź.
– Dowiedziałam się, że za jakość produktu i jego rzeczywisty skład odpowiada producent – dziwi się Agnieszka Dunal. – Czyli że naukowcy w ogóle nie badali, co znajduje się w deserze, na którym się podpisali. Oświecono mnie jeszcze, że dzięki witaminie C dzieci w Polsce nie mają szkorbutu.
– Rzeczywiście wiemy na pewno, że witamina C zapobiega szkorbutowi – zapewnia Wojciech Matusewicz, ale dodaje: – Poza tym niewiele więcej wiemy. Nie ma żadnych poważnych badań, które potwierdzałyby popularną tezę, że witamina C na przykład zapobiega przeziębieniom lub je łagodzi. A dodaje się ją dziś, zwłaszcza dzieciom, do wszystkiego. Jest w kaszkach, zupkach, serkach i napojach. Tymczasem nadmiar witaminy C, także wbrew obiegowej opinii, jest szkodliwy – powoduje kamicę nerkową.
Agnieszka Dunal na wszelki wypadek postanowiła bojkotować produkty rekomendowane przez Instytut Matki i Dziecka.
Nie udało nam się dowiedzieć, czy uczyniła słusznie. Sławomir Janus, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka, jest zbyt zajęty, by rozmawiać z dziennikarzami. Trzeba długo czekać, by pisemnie odpowiedział na pytania, a efekt tego oczekiwania jest niejednoznaczny. „Rekomendując dany produkt spożywczy, bierze pod uwagę jego skład, wartość odżywczą i jakość zdrowotną” – czytamy w piśmie od Sławomira Janusa, a „rekomendacje Instytutu otrzymują tylko te produkty, które produkowane są zgodnie z dobrą praktyką produkcyjną i dobrą praktyką higieniczną, w zakładach pracujących w systemach zabezpieczających jakość produkcji i gwarantujących bezpieczeństwo produktu finalnego”.
Radzę zacząć myśleć co podajecie swoim dzieciom i jak to później może na nie wpłynąć
Moja Danonków nie jada, ani tez tych jogurtów Nestle. Odkąd skończyła 9 miesięcy daję jej zwykle jogurty (owocowe, naturalne lub serki homogenizowane).
Też mnie zastanawia czemu tak dużo mam jest za tymi Danonkami? Nie dość że małe (moja córka gdyby je jadała to musiałabym jej min. 3-4 na raz dać), drogie to jeszcze strasznie słodkie.
Też mnie zastanawia czemu tak dużo mam jest za tymi Danonkami? Nie dość że małe (moja córka gdyby je jadała to musiałabym jej min. 3-4 na raz dać), drogie to jeszcze strasznie słodkie.