Widok

Dla ateistów pod przemyślenie:)

Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem jaki nauka ma z religią.
Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym
studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
- A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej - Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, więc profesor dodaje - Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda? - aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak.. jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada - Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada - Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie - Kto je stworzył?
- wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak synu, zimno również istnieje.
- Nie panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta. Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła - nie
potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie wyjaśnia student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz
panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?
W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student rozgląda się po sali - czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem...
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy
wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to że nikt. A zatem zgodnie z
naukowa metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można
powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu panie
profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać
pańskim wykładom, profesorze?
W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z
niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać
wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej - stanowi
niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę
mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi - Oczywiście że istnieje.
Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu
człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy
obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie
zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako
zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak
ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla
określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w
momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które
jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku
światła.
Profesor usiadł zamyślony.
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 4
Niektórzy ludzie nazywają "zestaw czynników" Opatrznością^^ Może to tylko semantyka, a może nie...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
To nie jest kwestia poddawania się albo nie. Wszystkie moje wybory są zdeterminowane. Jeśli chcę walczyć, to znaczy ze zaistniał zestaw czynników, które spowodowały że chcę walczyć, jeśli nie to nie. Świadomość tego nie umniejsza woli walki.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Stvoriczko, z Twojego postu bije wręcz brak wiary w człowieka, w swoje własne możliwości, w siebie samą. Jeżeli właściwie Ciebie zrozumiałem, to uważasz, że nasze życie jest determinowane nie siłą naszej woli, umysłu i postrzegania świata, a czynnikami zewnętrznymi, z którymi nie potrafimy(sz) sobie poradzić i poddajesz się im w rezygnacji.

Czy tak uważasz?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie masz wpływu na geny, nie masz wpływu również na to gdzie się wychowasz: w inteligenckiej rodzinie z tradycjami, czy w menelskiej rodzinie, gdzie jedyną tradycją jakiej się nauczysz będzie uzbieranie na kolejną flaszkę. Czy będziesz kochana i wspierana przez rodziców w swoich wyborach, czy będziesz drżeć ze strachu przed ich powrotem do domu, te rzeczy zostają w nas przez całe życie.

Poczytaj sobie np. o dorosłych dzieciach alkoholików. Jakie funkcje oni przejmują w dorosłym życiu (zagubione dziecko, bohater, buntownik itp). Czy wybory, których dokonują w życiu zależą wyłącznie od ich wolej woli? Czy DDA jest w stanie ot tak, na pstryknięcie palców postanowić "od dziś już nie jestem DDA" i przeżywać świat jak normalny człowiek?
Duża część naszych wyborów wynika z nieuświadomionych potrzeb.

Z dwójki identycznie wychowywanych dzieci jedno posiada inny materiał genetyczny niż drugie, chyba że mówimy o bliźniętach jednojajowych, a nawet jeśli tak, na drodze życia spotykają ich inne doświadczenia, które w odmienny sposób ich determinują.
Poza tym skłonności do uzależnień są przekazywane genetycznie.

Czy boisz się pająków/myszy/czegokolwiek innego? Czy potrafisz na własne życzenie (przecież to Twoja wolna wola) przestać się ich bać? W końcu to irracjonalne, a życie bez tego strachu byłoby lepsze, więc decyzją Twojej wolnej woli powinno być: "nie boję się". "Nie odczuwam odrazy". Potrafisz?

Jesteśmy zbiorem motywacji, często sprzecznych, na które ma wpływ nieskończona ilość czynników. Przykład: mam skłonności do tycia i lubię słodycze. Jestem w sklepie. Widzę batonik. Chętnie bym go zjadła, ale czy po niego sięgnę, to zależy przede wszystkim od mojego stanu emocjonalnego i faktów związanych, które mogą mieć miejsce albo nie mieć: czy jestem akurat głodna (głodni ludzie na zakupach kupują więcej jedzenia), czy przewidywane utycie spowoduje we mnie wystarczającą ilość frustracji żeby NIE sięgnąć po batonik: czy oglądałam ostatnio zdjęcia szczupłych modelek i chciałam być jak one, czy raczej spotkałam kogoś, kto wypowiadał się że woli pulchniejsze kobiety? Czy dokuczano mi kiedyś z powodu wyglądu, czy byłam tolerowana? Czy niszczono moje poczucie własnej wartości, czy budowano je? Czy spotkało mnie ostatnio coś przykrego, co muszę sobie wynagrodzić, czy nie?

Determinizm nie oznacza biernego przyjmowania rzeczywistości, zaprzestania wysiłku, poniechania ambicji. Wciąż możesz wyznaczać sobie cele i realizować je. Tyle że po prostu uznajesz: ok, ta motywacja jest we mnie silniejsza niż tamta.
Wiara w wolną wolę daje poczucie siły, jest to miłe, tyle że to ułuda. Moim zdaniem.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oj dzieci,dzieci.I tak wszyscy skończymy w zupie:)
@Milani-"wzbogać się albo umrzyj próbując to zrobić"-koleżanka chyba za bardzo się spina.:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@milani - nie wyczytałem, nie dodałem; zawarłem myśl ogólną.

Dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych i o cokolwiek poprosisz, może być Ci dane...ot tak, po prostu:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Ależ gdzie Ty to wyczytałeś w mojej wypowiedzi?
Czy sam sobie to po prostu dodałeś? :0

Ja nie jestem samowystarczalna. Bóg jest mi potrzebny. Bo to On daje siły do działania i wskazuje drogę. I tym bardziej nie mogę usiąść z założonymi rękami i powiedzieć: "o mój Boże! Dałeś mi rodziców, którzy mnie tak wychowali, dałeś mi takie a nie inne geny, takie, a nie inne życie, więc nie oczekuj ode mnie nic więcej, niż mi dałeś, bo taką mnie stworzyłeś"
Wręcz przeciwnie, dostałam worek talentów, mam je rozmnażać, rozwijać się, tak jak umiem, a nie zakopywać w ziemi i czekać na śmierć. Czyż nie?
Bóg pokazuje, że nawet to, co wydaje się niemożliwe, może się stać, kiedy mamy wiarę, prawda?
Więc niezależnie od tego, jak bardzo wydawałoby się, że moje życie jest już przegrane, bo geny, bo wychowanie, bo pozycja, bo tamto, czy siamto- mi nie wolno się poddawać. W perspektywie wiary logika wywraca się do góry nogami. Drzewo może wydać owoce, nawet, gdy jeszcze nie przyszedł na nie czas, góra może rzucić się w morze. Niemożliwe jest możliwe. Nie ma siły większej niż Bóg. Potrzebna jest tylko wiara. Nie, nie w siebie. W Boga.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@milani - nigdzie nie napisałem, że należy być biernym wobec wyzwań, jakie stawia przed nami życie. Wręcz przeciwnie, uważam że z życiem należy brać się jak z bykiem za rogi i aktywnie działać.
Uważam jednak, że błędem jest przyjmowanie postawy "po co mi Bóg, sam sobie dam radę, jestem samowystarczalny" - to rzecz jasna kwestia wyboru.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Stvoriczko, owszem, nie mam wpływu na geny. Ale na wszystko inne mam wpływ. Chociażby na to, jak daną sytuację, na którą nie mam wpływu, przyjmę. Co za wnioski z niej wyciągnę. I jak sobie z nią poradzę.
Wychowanie też ma ogromny wpływ:) Ale ode mnie już zależy, czy w pewnym momencie swojego życia się zatrzymam, spojrzę w tył, zobaczę, co "otrzymałam w spadku" po swoich rodzicach, domu rodzinnym, i zdecyduję, czy coś w życiu zmienię, czy nie, czy będę powielać ustalone wzorce.
Gdyby wszystko było zdeterminowane, sytuacje, że z jednej rodziny, z dwójki identycznie wychowywanych dzieci, jedno zostaje księdzem, a drugie złodziejem, praktycznie nie zdarzałyby się. Nie zdarzałyby się sytuacje, kiedy z rodziny alkoholików wychodzi dziecko, które umie pić z umiarem, ani takie, w których z rozbitych rodzin, wychodzą dzieci, pozostające w wiernych związkach całe życie. A takie sytuacje są. I to nawet nie tak rzadko.

Moi rodzice nie byli idealni. Wychowali mnie bardzo nieidealnie. Absolutnie nie nauczyli mnie podejmowania jakichkolwiek decyzji, chęci rozwoju, czy niezależności. Oni uczyli mnie bycia poddanym, pogodzonym ze swym losem, zgadzającym się ze złym traktowaniem czy poniżaniem np w pracy. Słowa: "W pracy musisz się na wszystko zgadzać i nic nie mówić, bo cię zwolnią" były ulubionym mottem mojej matki. Ciekawe co by moja matka powiedziała na to, że faktycznie zwolnili mnie raz z pracy za to, że powiedziałam to, co myślę- swoją drogą miałam rację;)- ale na szczęście o tym nie wie;) Hehe:)

O tym, kim będę, przesądza przede wszystkim to, czy zechcę zmienić swoje życie, pokierować nim tak, jak ja tego chcę, czy będę bierną.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Interpretacja Halewicza jest słuszna,tyle że nieaktualna od jakichś 150 lat.Trochę wedle zasady:kto się urodził w pałacu,ten umrze w pałacu;kto się urodził w czworakach ten w nich umrze.Determinizm w walce z oddolnym buntem.
Polecam papieskie homilie na ten temat.Wbrew pozorom nie jest to trudna lektura.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Oj Halewiczu, wiara w to, że coś nas determinuje, jest mało chrześcijańska;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zły kusi, Ty nie musisz ulegać - w końcu masz wolną wolę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ten przekaz jest prosty, spróbuj zobaczyć co jest pod nim. Cała ta idea: "stworzę cię słabego podatnego na pokusy, którymi następnie będę dyndał ci przed nosem i patrzył jak się męczysz" jest najzwyczajniej w świecie okrutna.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Milani, to jaki masz zestaw genów, w jaki sposób zostałeś wychowany i jakie losowe zdarzenia Cię spotykają, na to wszystko nie masz wpływu, zwłaszcza w początkowych, kluczowych dla rozwoju osobowości latach, a to w ogromnej mierze przesądza o tym, kim będziesz.
Czy chęć do wypracowania czegoś w sobie (niezbędna żeby cokolwiek wypracować) bierze się znikąd? A jeśli nie, to skąd się bierze? Co ma na nią wpływ? Czy można nią sterować?
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@milani - w pewnym sensie tak jest - podstawy myślenia, pojmowania świata, wynosi się z domu, wysysa się z mlekiem matki; to determinuje nas w pewnej części w dorosłym życiu.
Czytanie Ewangelii rozwija umysł i co ciekawe, przy odpowiednim przygotowaniu historycznym (zrozumienie kontekstu w odniesieniu do ówczesnych czasów) i socjologicznym, można odnaleźć wiele pozytywnych wskazówek odnoszących się do naszego życia.
Wiara nie polega na bezmyślnym klepaniu pacierzy, a czytaniu Ewangelii ze zrozumieniem. Owe pacierze, czyli modlitwa, to sposób komunikacji z Bogiem, intymny i osobisty.
Ludzie czytają książki/poradniki w stylu "jak żyć", "jak wpływać na innych", "jak osiągnąć sukces" - ja czytam ze zrozumieniem Ewangelię i tam znajduję za każdym razem nową wskazówkę. Na tym polega fenomen nauk Chrystusa.
Vide słynna Ewangelia św. Mateusza (22) "(...)Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" - czyli każdy otrzymuje to, co mu się należy, co jest mu przypisane.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Stvoriczko, nie zrozumiałaś przekazu. Skrótowo: drzewo figowe jest obrazem ówczesnego judaizmu i arcykapłanów - skorumpowanych, powolnych Rzymowi, faktycznie szydzących z istoty wiary w Boga, a dbających o swoje własne interesy - Chrystus nazwał ich "po imieniu", dlatego chcieli go zabić.

Czyżbyś nie zauważała podobieństw do dzisiejszych czasów? Rozejrzyj się wokół siebie. Czy ludzie, których znasz, sieją dobro, czy też dbają tak naprawdę tylko o siebie?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Uważasz, że to, co robisz, jest zdeterminowane tym, jakim się urodziłeś?

Nikt nie jest gotowy, póki się nie przygotuje. To chyba logiczne? Nikt nie rodzi się przygotowany do tego, by pracować, ba, nie rodzi się nawet gotowy, żeby samodzielnie żyć. Wszystko musisz w sobie wypracować, a jeśli nie wypracujesz, to nie możesz mieć do nikogo pretensji, że się nie przygotowałeś:)

Twoje podejście na zasadzie Takim mnie Boże stworzyłeś, takim mnie masz nie uwzględnia możliwości osobistego rozwoju.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ale karanie społeczeństwa za to że nie jest gotowe żeby przyjąć nauki a karanie drzewa za to że nie jest w stanie wydac owocu, przy założeniu boskiej wszechmocy i wszechwiedzy jest chybione, zakładając miłosierdzie: oto stworzyłem was takimi a nie innymi, a teraz ukarzę was za to że nie jesteście jednak inni.
Czy odnosi się to do figowca, czy do jego metafory, rezultat jest ten sam. Najpierw stworzę coś o określonych cechach, a potem ukarzę za to, że posiada te cechy. Miłosierne, doprawdy.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie zrozumiałem go. Miałem problem z odczytaniem sensu tej Ewangelii. Wczytałem się w dość jasny komentarz, który poniżej cytuję:
"Jezus został uroczyście powitany podczas przybycia do Jerozolimy. To ostatnie przybycie na Święto Paschy. Przez kilka dni razem z Dwunastoma przychodzi do miasta, a wieczorem opuszcza Jerozolimę i wraca do Betanii. W Betanii położonej blisko Jerozolimy mieszkają przyjaciele i uczniowie Jezusa, Maria, Marta i Łukasz, znani lepiej z Ewangelii według św. Jana.

Marek szczegółowo opisuje pobyt Jezusa w Jerozolimie. W pierwszym dniu Jezus zwiedził świątynię. W drugim dniu Jezus w drodze do miasta zatrzymał się, poszukując owocu na figowcu.

Przeklinanie figowca w kwietniu za to, że nie ma jeszcze wczesnych czerwcowych, czy dojrzałych sierpniowych owoców, wydaje się nie tyle irracjonalne czy destrukcyjne, lecz stanowi osnowę pierwszej przypowieści. Oto Judea i Jerozolima, cały Izrael nie jest przygotowany do przyjęcia Jezusa, Syna Bożego. Drzewo figowe jest obrazem świątyni i judaizmu, wskazuje na bezowocne kapłaństwo i bezowocne nauczanie nauczycieli religijnych.

Jeśli arcykapłani mieliby wiarę Abrahama i rozumieli Pisma, uznaliby Jezusa za jedynego kapłana, jedynego pośrednika między Bogiem a ludźmi. Jeśli faryzeusze mieliby wiarę Abrahama i rozumieli Pisma, przyjęliby nauczanie Jezusa bez zastrzeżeń, odrzuciliby swoje tradycje.

Wiarę i zrozumienie Pisma posiadają prości ludzie, którzy powitali Jezusa przed bramą Jerozolimy słowami: "Hosanna! Błogosławiony Przychodzący w imię Pana. Błogosławione nadchodzące królestwo Dawida, naszego ojca. Hosanna na wysokościach!". Arcykapłani nie dopuściliby do takiego powitania Jezusa na terenie świątyni.

Zamiast modlitwy, w świątyni kwitnie handel. Mesjasz z rodu Dawida dokonuje oczyszczenia Domu Bożego. W swoim domu, Mesjasz powinien być przywitany z honorami królewskimi. Usuwając handlarzy sprowadza na siebie gniew gospodarzy świątyni. Jezus troszczy się także o to, by poganie i kobiety mogły uczestniczyć w pełni w oddawaniu czci Bogu i protestuje przeciwko segregacji rasowej i płciowej w świątyni.

Arystokracja świątynna odebrała działania Jezusa jako zagrożenie własnych interesów ekonomicznych i społecznych. Ich pozycja w stosunku do Rzymian i własnego narodu w dużym stopniu zależała od kontroli nad Świątynią i zachowywania w niej porządku.

Ponowne zatrzymanie się przy figowcu rankiem następnego dnia, stanowi osnowę drugiej przypowieści. Izrael przestanie być jedynym posiadającym źródło pełnego i prawdziwego objawienia Bożego. Oczekiwana ofiara za grzech świata zostanie złożona przez innego Kapłana, w innym miejscu w innym domu Bożym, nie dla jednego narodu judejskiego, lecz dla wszystkich narodów, dla wszystkich ludzi, którzy przyjmą przez wiarę Jezusa do swojego życia.

Uczniowie patrząc na uschłego figowca, otrzymują lekcję wiary. Nie wierzcie ludziom bezowocnym i bezowocnemu nauczaniu tych ludzi, wierzcie Bogu. Wiara uwidacznia się w modlitwie.
W odpowiedzi na modlitwę zostaną zaspokojone ich potrzeby. W odpowiedzi na przebaczenie doświadczą mocy Bożego przebaczenia.
Przez wiarę będą przenosili góry mocą Boga. Dla człowieka posiadającego wiarę nic nie będzie niemożliwe do wykonania.

Arcykapłani oraz inni oponenci Jezusa przystąpią do zgodnego współdziałania, wszyscy mają wspólny cel, chcą znaleźć powód do aresztowania Jezusa."
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hal, napisałbyś jak Ty rozumiesz ten kawałek, który zacytowałeś. Napisz o wszystkim, czego ateiści nie rozumieją. Konkretnie. Nie jako jakieś tajemnicze "coś".
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Kawa czy Herbata - rano (219 odpowiedzi)

Piszcie co lubicie wypić rano - i dlaczego. Ja pijam wcześnie rano sypaną 2 łyżeczki z mlekiem +...

Grajdołki (322 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

Własna firma? (57 odpowiedzi)

Czy ktoś z Was prowadzi własna firmę i pracuje jako Wirtualna asystentka? Z tego co słyszałam to...

do góry