Widok
Dziewczyny, co Wy widzicie w ślubach?
Witajcie, jestem kobietą i niesamowicie dziwią mnie zachwycające się ślubem kobiety. Może czegoś nie dostrzegam ale własnie po to piszę. O co w tym chodzi, że tak bardzo Was to zachwyca? Dodam, że jestem w nieformalnym związku z facetem, którego kocham i który jest najlepszym mężczyzną na świecie, mieszkamy razem, mamy wspólne plany, marzenia, wspólną kasę, problemy i zamiłowania. Czasami ludzie mówią do nas: "pani mąż", "pańska żona", więc czasem pojawia się stwierdzenie, że może powinniśmy coś z tym zrobić ale taka myśl nie wzbudza we mnie entuzjazmu czy zachwytu. Moim zdaniem sama chęć bycia z kimś jest większym wyrazem miłości niż TAK na ślubnym kobiercu. Po co Wam to i czemu macie z tego tytuł tyle frajdy? Co jest w tym fajnego? Jestem naprawdę ciekawa Waszych opinii...
Nie, nie ma się co oburzać. Dobrze, że pyta. Znaczy, że myśli, zastanawia się, o co biega.
1. Wersja dla niewierzących, pragmatycznych: ślub to kontrakt, reguluje sprawy finansów, dzieci i dziedziczenia. Są zdecydowane korzyści: wspólne rozliczenie podatku, korzystne kredyty (niektóre), prawo do spadku itd. Są też minusy, jak przy każdym kontrakcie np. wspólnota majątkowa - nie każdy to lubi, podział majątku w razie rozwodu, czyli zerwania kontraktu.
2. Wersja dla romantycznych, nie koniecznie wierzących: "Tak", wypowiadane w czasie ślubu ma moc magiczną, jest gwarancją, że nigdy się nie rozstaniemy, że łatwiej będzie nam znosić trudy codzienności bla, bla, bla - tego to się akurat radzę wystrzegać, bo potem wielkie rozczarowania bywają i płacz ogólny ;)
3. Wersja dla wierzących: ślub to sakrament, przysięgę składamy sobie przed Bogiem; bez ślubu kościelnego praktykujący katolicy popełniają grzech ciężki i nie mogą przyjmować komunii. Wbrew pozorom wiara w ludziach nie gaśnie i dla wielu osób ( w tym dla mnie) związek nieformalny jest zbyt dużym obciążeniem sumienia, żeby móc się takim stanem rzeczy cieszyć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego to jest ważne, wtedy patrz wersje 1,2 ;)
Ślub jest ważny dla każdego z innego powodu i nie w każdym wieku ma się ochotę na ślub.
Ja raczej uważam, że mniej ważne jest wesele. Miałam wielką, ale to wielką ochotę wziąć ślub w dżinsach i białej koszuli w towarzystwie tylko świadków, żeby naprawdę przeżyć ten fakt kameralnie. Jednak byłoby to trochę egoistyczne wobec całkiem fajnych naszych rodzin, dlatego zorganizowaliśmy wesele. Ale było to dla mnie tak męczące i stresujące, że powiedziałam sobie - NIGDY WIĘCEJ!!!!!!!!;)
1. Wersja dla niewierzących, pragmatycznych: ślub to kontrakt, reguluje sprawy finansów, dzieci i dziedziczenia. Są zdecydowane korzyści: wspólne rozliczenie podatku, korzystne kredyty (niektóre), prawo do spadku itd. Są też minusy, jak przy każdym kontrakcie np. wspólnota majątkowa - nie każdy to lubi, podział majątku w razie rozwodu, czyli zerwania kontraktu.
2. Wersja dla romantycznych, nie koniecznie wierzących: "Tak", wypowiadane w czasie ślubu ma moc magiczną, jest gwarancją, że nigdy się nie rozstaniemy, że łatwiej będzie nam znosić trudy codzienności bla, bla, bla - tego to się akurat radzę wystrzegać, bo potem wielkie rozczarowania bywają i płacz ogólny ;)
3. Wersja dla wierzących: ślub to sakrament, przysięgę składamy sobie przed Bogiem; bez ślubu kościelnego praktykujący katolicy popełniają grzech ciężki i nie mogą przyjmować komunii. Wbrew pozorom wiara w ludziach nie gaśnie i dla wielu osób ( w tym dla mnie) związek nieformalny jest zbyt dużym obciążeniem sumienia, żeby móc się takim stanem rzeczy cieszyć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego to jest ważne, wtedy patrz wersje 1,2 ;)
Ślub jest ważny dla każdego z innego powodu i nie w każdym wieku ma się ochotę na ślub.
Ja raczej uważam, że mniej ważne jest wesele. Miałam wielką, ale to wielką ochotę wziąć ślub w dżinsach i białej koszuli w towarzystwie tylko świadków, żeby naprawdę przeżyć ten fakt kameralnie. Jednak byłoby to trochę egoistyczne wobec całkiem fajnych naszych rodzin, dlatego zorganizowaliśmy wesele. Ale było to dla mnie tak męczące i stresujące, że powiedziałam sobie - NIGDY WIĘCEJ!!!!!!!!;)
Dzięki za opinie. Oczywiście sakrament to jest argument ale czy sakramenty bierzmowania, chrztu czy pokuty są mniej ważne, mniej istotne, skoro nie towarzyszy im taki zachwyt? Kto decyduje o ważności sakramentów i wyższości ślubu od sakramentu na przykład pokuty czy bierzmowania?
No i czemu akurat za ten sakrament trzeba płacić jak za zboże, czemu towarzyszy przy tym tyle "ceregieli"? Białe suknie, limuzyna, wesele na sto osób, zadłużenie, żeby tego dnia wszytsko było idealne....a co potem? Czy nie jest ważniejsze późniejsze życie w małżeństwie zgodnie z tym co się przysięga? Nie można po prostu drugiej osobie przed Bogiem wyznać miłości bez całej tej otoczki? Czemu to jest takie MEGA WYJĄTKOWE? Moim zdaniem bardziej wyjątkowe jest pozostanie z drugą osobą bez przysięgi, w imię takiego obustronnego: "chcę z Tobą być więc jestem" - to jest wyraz prawdziwej miłości.
No i czemu akurat za ten sakrament trzeba płacić jak za zboże, czemu towarzyszy przy tym tyle "ceregieli"? Białe suknie, limuzyna, wesele na sto osób, zadłużenie, żeby tego dnia wszytsko było idealne....a co potem? Czy nie jest ważniejsze późniejsze życie w małżeństwie zgodnie z tym co się przysięga? Nie można po prostu drugiej osobie przed Bogiem wyznać miłości bez całej tej otoczki? Czemu to jest takie MEGA WYJĄTKOWE? Moim zdaniem bardziej wyjątkowe jest pozostanie z drugą osobą bez przysięgi, w imię takiego obustronnego: "chcę z Tobą być więc jestem" - to jest wyraz prawdziwej miłości.
Mylisz pojęcia.
Co innego ślub, co innego wesele.
Ślub ma być pieczęcią Twego związku.
Wesele dodatkiem. Wcale nie musisz robić wesela. Naprawdę. I to są trochę krzywdzące opowieści, o tym ile to za ślub trzeba zapłacić. Tak właściwie to nic nie musisz płacić. Serio. A jeśli jakiś ksiądz mówi ci inaczej, to źle mówi, i możesz poskarżyć się biskupowi. Ewentualnie, możesz zapłacić 50 zł za światło w kościele i tyle.
Nie ma hierarchii sakramentów. Każdy jest jednako ważny.
Grzech nie popełnia się "bo nie ma ślubu" tylko dlatego, że "jest seks" ;). To może się wydawać staroświeckie, ale zasady są jasne- seks tylko po ślubie, inaczej grzech ciężki, bez względu na to, jak bardzo się kochacie. Dura lex sed lex;) W nieformalnych związkach jest to tym bardziej źle widziane przez kościół, bo nie jest to chwilowe zapomnienie, ale stałe regularne grzeszenie z premedytacją;)
Gdybyście żyli w związku "białym", bez cielesnych rozkoszy, to spoko, możecie i nikt się czepiał za bardzo nie będzie;)
Wszystko przez ten seks!:)
Tak jak wspominałam, zupełnie serio możesz wziąć swego chłopa, dwoje świadków i po wcześniejszym umówieniu się z księdzem (trzy miesiące wcześniej+kurs przedmałżeński, pewne procedury muszą być zachowane), możecie wziąć ślub tanio, spokojnie i kameralnie i nikt wam tego nie zabroni.
A cały ten dział o ślubach, weselach i szaleństwach z tym związanych nie wynika z tego, że tak być musi, tylko z tego, że dziewczyny lubią się w to bawić.
Ty nie musisz. Wcale nie musisz. A gdy poczujesz, że jest to jednak dla Ciebie ważne, ślub możesz wziąć na luzie. Serio, serio;)
Co innego ślub, co innego wesele.
Ślub ma być pieczęcią Twego związku.
Wesele dodatkiem. Wcale nie musisz robić wesela. Naprawdę. I to są trochę krzywdzące opowieści, o tym ile to za ślub trzeba zapłacić. Tak właściwie to nic nie musisz płacić. Serio. A jeśli jakiś ksiądz mówi ci inaczej, to źle mówi, i możesz poskarżyć się biskupowi. Ewentualnie, możesz zapłacić 50 zł za światło w kościele i tyle.
Nie ma hierarchii sakramentów. Każdy jest jednako ważny.
Grzech nie popełnia się "bo nie ma ślubu" tylko dlatego, że "jest seks" ;). To może się wydawać staroświeckie, ale zasady są jasne- seks tylko po ślubie, inaczej grzech ciężki, bez względu na to, jak bardzo się kochacie. Dura lex sed lex;) W nieformalnych związkach jest to tym bardziej źle widziane przez kościół, bo nie jest to chwilowe zapomnienie, ale stałe regularne grzeszenie z premedytacją;)
Gdybyście żyli w związku "białym", bez cielesnych rozkoszy, to spoko, możecie i nikt się czepiał za bardzo nie będzie;)
Wszystko przez ten seks!:)
Tak jak wspominałam, zupełnie serio możesz wziąć swego chłopa, dwoje świadków i po wcześniejszym umówieniu się z księdzem (trzy miesiące wcześniej+kurs przedmałżeński, pewne procedury muszą być zachowane), możecie wziąć ślub tanio, spokojnie i kameralnie i nikt wam tego nie zabroni.
A cały ten dział o ślubach, weselach i szaleństwach z tym związanych nie wynika z tego, że tak być musi, tylko z tego, że dziewczyny lubią się w to bawić.
Ty nie musisz. Wcale nie musisz. A gdy poczujesz, że jest to jednak dla Ciebie ważne, ślub możesz wziąć na luzie. Serio, serio;)
No właśnie tu jest problem, bo konkubinat jest traktowany przez nasze państwo "po macoszemu" - mam tu na mysli na razie kwestie formalne. Nie ma prawa do informacji o drugiej osobie(np. w przypadku wypadku), nie ma prawa do dziedziczenia, wspólnego rozliczania itd. W świetle prawa osoby pozostające w związkach nieformalnych są pokrzywdzone. No i w oczach opini publicznej jesteśmy obarczeni bardzo krzywdzącym okresleniem o pejoratywnym zabarwieniu.
A co do ślubu cywilnego to jest to jakies rozwiązanie ale też nie dla wszystkich. Napewno nie dla mocno wierzacych, bo z tego co wiem to kościól katolicki nie uznaje ślubu cywilnego i w myśl nauki koscioła takie osoby pozostają grzesznikami tak jak ci żyjący w konkubinacie. Jedni i drudzy grzeszą seksem i nie mogą przyjmować sakramentu komunii. Czyli również sakramentu pokuty, bo nie ma postanowienia poprawy i żalu za grzechy.
Czemu uważasz, że konkubinat to unikanie odpowiedzialności?
Wydaje mi się, że konkubinat jest prawnie pozdbawiony mozliwosci brania odpowiedzialności za druga osobę, przez to właśnie, że nie posiada prawnej formy.
A co do ślubu cywilnego to jest to jakies rozwiązanie ale też nie dla wszystkich. Napewno nie dla mocno wierzacych, bo z tego co wiem to kościól katolicki nie uznaje ślubu cywilnego i w myśl nauki koscioła takie osoby pozostają grzesznikami tak jak ci żyjący w konkubinacie. Jedni i drudzy grzeszą seksem i nie mogą przyjmować sakramentu komunii. Czyli również sakramentu pokuty, bo nie ma postanowienia poprawy i żalu za grzechy.
Czemu uważasz, że konkubinat to unikanie odpowiedzialności?
Wydaje mi się, że konkubinat jest prawnie pozdbawiony mozliwosci brania odpowiedzialności za druga osobę, przez to właśnie, że nie posiada prawnej formy.
zalegalizowany konkubinat to małżeństwo. tylko inaczej nazwane, nie wiem o co cały ten krzyk z legalizacją konkubianatu - albo się jest w związku nieformalnym albo w formalnym. konkubiant albo mazłżeństwo, jak Ci przeszkadza wspólnota majątkowa można zrobić intercyzję albo rozdzielność a co do dziedziczenia to od tego jest testament.
Dla mnie jest bezsensem tworzenie nowych dziwny form, jak to są dokladnie te same co stare tlyko pod inna nazwą.
Dla mnie jest bezsensem tworzenie nowych dziwny form, jak to są dokladnie te same co stare tlyko pod inna nazwą.
Madness is the gift, that has been given to me!!
a, i nie rozumiem twojej wypowiedzi, czy ty chcesz aby było coś jak sakrament konkubinatu ? bo tak zrozumialam, bo albo rozmawiamy o sakramentach albo o slubie cywilnym i konkubiancie czyli o swieckich, bez sensem jest mieszanie kościoła do dyskusji na temat legalizacji konkubiantu.
jak ktoś jest wierzący nei ma problemów z wzięciem slubu kościelnego który jest dla niego bardzo naturalną koleją rzeczy.
jak ktoś jest wierzący nei ma problemów z wzięciem slubu kościelnego który jest dla niego bardzo naturalną koleją rzeczy.
Madness is the gift, that has been given to me!!
Masz rację. Nie zmienia to jednak faktu, że skoro ślub to formalność z punktu widzenia prawa i sakrament z punktu widzenia kościoła, czyli coś normalnego, to można by rzec, że w pewnym momencie to naturalna kolej rzeczy. Co więc w tym takiego nadzwyczajnego? Bo to o tym jest wątek. Czemu ludzie nie przeżywają innych sakramentów tak jak ten?
Skoro ktos kogoś kocha i jest to dla niego zrozumiałe i naturalne i oczywiste, to skąd ten fetysz? Kocham i tyle. Czy przysiega w kościele, podpis w urzedzie ma większe znaczenie niż nasze wzajemne oddanie, miłośc, uznanie i szacunek płynący z natury?
Podejrzewam, że gdyby mi przyszło brać ślub, to nie wzbudzałoby to u mnie takich emocjii i fascynacji jak u całej masy kobiet, które spotkałam w życiu.
A Ty podczas swojego ślubu cywilnego czułaś coś wyjątkowego?
Skoro ktos kogoś kocha i jest to dla niego zrozumiałe i naturalne i oczywiste, to skąd ten fetysz? Kocham i tyle. Czy przysiega w kościele, podpis w urzedzie ma większe znaczenie niż nasze wzajemne oddanie, miłośc, uznanie i szacunek płynący z natury?
Podejrzewam, że gdyby mi przyszło brać ślub, to nie wzbudzałoby to u mnie takich emocjii i fascynacji jak u całej masy kobiet, które spotkałam w życiu.
A Ty podczas swojego ślubu cywilnego czułaś coś wyjątkowego?
To co czułam podczas ślubu zachowam dla siebie, bo bylo to bardzo intymne przeżycie. dodam że ślub brałam w wieku 29 lat więc siksą nie byłam.
Sakrament to sakrament, i dlatego "kocham cię " w świetle ksiązyca nie wystarcza, to chyba proste. albo sie jest wierzącym albo nie.
A dlaczego trzeba papierki podpisywać po cywilnemu? bo kto uwierzy w "kocham cię" jak tego nie widział ?
nikt twojej miłosci i oddania się drugiej osobie nie kwestionuje, ale "kocham Cie" może powiedzieć była dziewczyna twjego partnera po śmierci, że to ją kochał i co będzie ? twoje słowo przeciwko jej słowu - dlatego są od tego formalności urzędowe by temu zapobiec.
Ani sakrament ani akt cywilny nie zapewnią wiernosci i milosci - tez o tym pamiętajmy
Sakrament to sakrament, i dlatego "kocham cię " w świetle ksiązyca nie wystarcza, to chyba proste. albo sie jest wierzącym albo nie.
A dlaczego trzeba papierki podpisywać po cywilnemu? bo kto uwierzy w "kocham cię" jak tego nie widział ?
nikt twojej miłosci i oddania się drugiej osobie nie kwestionuje, ale "kocham Cie" może powiedzieć była dziewczyna twjego partnera po śmierci, że to ją kochał i co będzie ? twoje słowo przeciwko jej słowu - dlatego są od tego formalności urzędowe by temu zapobiec.
Ani sakrament ani akt cywilny nie zapewnią wiernosci i milosci - tez o tym pamiętajmy
Madness is the gift, that has been given to me!!
Zgadza się.
Dla mnie uczucie między dwiema osobami jest bardziej wyjątkowe niż przysięga. I to fakt, że miałam to szczęście spotkać mężczyznę mojego życia, stanowi dla mnie coś wyjątkowego i nadzwyczajnego a nie słowa czy dokumenty.
Poza tym, gdyby mój mężczyzna był szczęśliwszy beze mnie to bym mu tę wolność dała. Ślub jest na całe życie. Co jeśli dwójce osób wydaje się, że się kochają i po kilku latach zamiast miłości jest nienawiść? Ślub kościelny nie przewiduje czegoś takiego jak rozwód. Jeśli kogoś kochasz to daj mu to czego pragnie - nawet jeśli ma to być życie bez Ciebie. My dajemy sobie wolność wyboru. Nic nie musimy, my poprostu chcemy. Nawet jeśli się to skończy (czego bym nie chciała), każde z nas pójdzie w swoją stronę nie szarpiąc się w sądzie.
Dla mnie uczucie między dwiema osobami jest bardziej wyjątkowe niż przysięga. I to fakt, że miałam to szczęście spotkać mężczyznę mojego życia, stanowi dla mnie coś wyjątkowego i nadzwyczajnego a nie słowa czy dokumenty.
Poza tym, gdyby mój mężczyzna był szczęśliwszy beze mnie to bym mu tę wolność dała. Ślub jest na całe życie. Co jeśli dwójce osób wydaje się, że się kochają i po kilku latach zamiast miłości jest nienawiść? Ślub kościelny nie przewiduje czegoś takiego jak rozwód. Jeśli kogoś kochasz to daj mu to czego pragnie - nawet jeśli ma to być życie bez Ciebie. My dajemy sobie wolność wyboru. Nic nie musimy, my poprostu chcemy. Nawet jeśli się to skończy (czego bym nie chciała), każde z nas pójdzie w swoją stronę nie szarpiąc się w sądzie.
A to ja się wtrącę, bom bogata w doświadczenia;)
"jak ktoś jest wierzący nei ma problemów z wzięciem slubu kościelnego który jest dla niego bardzo naturalną koleją rzeczy."
Bla, bla, bla! Uproszczenie do kwadratu, nie wszystko i nie zawsze jest proste, oczywiste i naturalne.
Brałam najpierw ślub cywilny. Żadnych szczególnych wrażeń, podpisanie papierków. Sprawy formalne od tej pory załatwiało się łatwiej.
Po trzech latach wzięłam ślub kościelny. Z różnych przyczyn nie mogłam wcześniej. I poczułam ulgę, wielką ulgę, bo mnie sumienie gryzło. W kościele czułam, że jest to ceremonia, że nie przed człowiekiem, a przed Bogiem przysięgałam mojemu chłopu, że go nie opuszczę. To dla mnie bardzo poważna sprawa.
Po żadnym ze ślubów nasze życie i uczucia nie uległy widocznym zmianom. Po prostu się kochaliśmy i kochamy nadal. Po prostu. Zmiana jest we mnie. Jestem spokojna. Mojemu mężowi nie było to potrzebne do szczęścia, ale mnie tak i zrobił to dla mnie, bo mnie kocha. A ja to bardzo doceniam.
Konkubino Droga, nie potępiam Cię, ani nie pouczam, wręcz przeciwnie całkiem dobrze rozumiem;) Jedyne czego mogę Ci życzyć, to przemyślanych decyzji bez presji otoczenia i w zgodzie z własnym sumieniem. I rozważ różne możliwości, nie ograniczaj się do zbuntowanego "nie, bo nie" ;)
Modę na wystawne wesela, też możesz olać;), nie to jest ważne.
"jak ktoś jest wierzący nei ma problemów z wzięciem slubu kościelnego który jest dla niego bardzo naturalną koleją rzeczy."
Bla, bla, bla! Uproszczenie do kwadratu, nie wszystko i nie zawsze jest proste, oczywiste i naturalne.
Brałam najpierw ślub cywilny. Żadnych szczególnych wrażeń, podpisanie papierków. Sprawy formalne od tej pory załatwiało się łatwiej.
Po trzech latach wzięłam ślub kościelny. Z różnych przyczyn nie mogłam wcześniej. I poczułam ulgę, wielką ulgę, bo mnie sumienie gryzło. W kościele czułam, że jest to ceremonia, że nie przed człowiekiem, a przed Bogiem przysięgałam mojemu chłopu, że go nie opuszczę. To dla mnie bardzo poważna sprawa.
Po żadnym ze ślubów nasze życie i uczucia nie uległy widocznym zmianom. Po prostu się kochaliśmy i kochamy nadal. Po prostu. Zmiana jest we mnie. Jestem spokojna. Mojemu mężowi nie było to potrzebne do szczęścia, ale mnie tak i zrobił to dla mnie, bo mnie kocha. A ja to bardzo doceniam.
Konkubino Droga, nie potępiam Cię, ani nie pouczam, wręcz przeciwnie całkiem dobrze rozumiem;) Jedyne czego mogę Ci życzyć, to przemyślanych decyzji bez presji otoczenia i w zgodzie z własnym sumieniem. I rozważ różne możliwości, nie ograniczaj się do zbuntowanego "nie, bo nie" ;)
Modę na wystawne wesela, też możesz olać;), nie to jest ważne.
Szczęśliwa konkubino, nic nie mam do konkubinatu bo póki co w takim zyję, ale decydując się na taki rodzaj związku (nieformalny) trochę nie masz prawa obrażać się na brak praw osób żyjących w takim układzie wobec siebie- w końcu jest to związek nieformalny więc dlaczego takie osoby mają mieć formalnie przywileje (bo takim np jest wspólne rozliczanie z podatków, spadki itp). Na przykład w końcu każdy mógł powiedzieć po Twojej śmierci że był Twoim konkubentem i rości sobie prawa do spadku. Wyobraź sobie Twojego partnera pogrążonego w żałobie który musi udowadniać przed sądem latami, że z Tobą żył dlatego ma prawo do tego czy tamtego. Przepraszam za przykład ale to życie niestety pokazuje sens podpisywania papierków takich jak akt ślubu na przykład.
Wg mnie ślub cywilny jest idealnym rozwiązaniem dla takich którzy chcą mieć te przywileje i żyć spokojnie nie martwiąc się o los tej drugiej połówki w razie jakiegoś zdarzenia.
Osobiście biorę ślub bo:
a) jesteśmy praktykujący i chcemy przysiąc przed Bogiem wieczne zobowiązanie,
b) ze względu na ułatwienia jakie Państwo zapewnia małżeństwom- w razie choroby informacje, możliwość podejmowania decyzji, w razie (nie daj Boże) śmierci- prawo do pochowania, noszenia żałoby, spadku itd. Jak będziemy mieć dzieci nie będzie musiał mój oświadczać że to on jest ojcem itd.
A wesele? To dla nas proste - chcemy ucieszyć się z naszymi przyjaciółmi i rodziną z naszego szczęścia i miłości. Mam nadzieje, że każde kolejne dziesięciolecie małżeństwa będziemy obchodzić coraz huczniej.
Przygotowania do ślubu i wesela rzucają się trochę na mózg- (niestety mój też) ale to kwestia rozsądku, żeby nie dać się ponieść.
Aha- co do wagi sakramentu, to wydaje mi się ten o tyle istotny, że się go podejmuje nie samodzielnie, a w parze. Taka para w oczach kościoła pewnie tworzy środowisko do przekazania wiary kolejnemu pokoleniu...Pewnie o tyle jest to istotne. (nie dysponuje tu jakąś szaloną wiedzą- tak to po prostu odbieram) Pozostałe sakramenty też się świętuje i przypuszczam, że nie jedna komunia będzie bardziej wystawna niż moje wesele :)
Bardzo dobry wątek!
Pozdrawiam!
Wg mnie ślub cywilny jest idealnym rozwiązaniem dla takich którzy chcą mieć te przywileje i żyć spokojnie nie martwiąc się o los tej drugiej połówki w razie jakiegoś zdarzenia.
Osobiście biorę ślub bo:
a) jesteśmy praktykujący i chcemy przysiąc przed Bogiem wieczne zobowiązanie,
b) ze względu na ułatwienia jakie Państwo zapewnia małżeństwom- w razie choroby informacje, możliwość podejmowania decyzji, w razie (nie daj Boże) śmierci- prawo do pochowania, noszenia żałoby, spadku itd. Jak będziemy mieć dzieci nie będzie musiał mój oświadczać że to on jest ojcem itd.
A wesele? To dla nas proste - chcemy ucieszyć się z naszymi przyjaciółmi i rodziną z naszego szczęścia i miłości. Mam nadzieje, że każde kolejne dziesięciolecie małżeństwa będziemy obchodzić coraz huczniej.
Przygotowania do ślubu i wesela rzucają się trochę na mózg- (niestety mój też) ale to kwestia rozsądku, żeby nie dać się ponieść.
Aha- co do wagi sakramentu, to wydaje mi się ten o tyle istotny, że się go podejmuje nie samodzielnie, a w parze. Taka para w oczach kościoła pewnie tworzy środowisko do przekazania wiary kolejnemu pokoleniu...Pewnie o tyle jest to istotne. (nie dysponuje tu jakąś szaloną wiedzą- tak to po prostu odbieram) Pozostałe sakramenty też się świętuje i przypuszczam, że nie jedna komunia będzie bardziej wystawna niż moje wesele :)
Bardzo dobry wątek!
Pozdrawiam!
konkubino napisałaś "Moim zdaniem sama chęć bycia z kimś jest większym wyrazem miłości niż TAK na ślubnym kobiercu" - to zapewne dlatego, że jesteś niezbyt wierząca... My ślub braliśmy żeby przed Bogiem ślubować sobie miłość wierność i uczciwość małżenską. Przed Bogiem - to dla nas było najważniejsze. TAK na ślubnym kobiercu to coś więcej niż sama chęć bycia z kimś - to przysięga złożona przed Bogiem, w jego obliczu, z jego łaską i błogosławieństwem zaczynacie tworzyć Rodzinę. Rodzinę katolicką. Nie wyobrażam sobie osobiście, żebym w przyszłości nie mogła np na komunii moich dzieci przystąpić do komunii, albo żyć cały czas niezgodnie z sumieniem w związku niesakramentalnym, ale to dlatego, że wierzę i kieruję się w swoim życiu określonymi zasadami.
Ktoś niewierzący zapewne tego nie zrozumie (może to uszanować, ale nie zrozumieć :) ), dlatego są różne formy związków, np związki cywilne - które osobiście bardzo popieram - mogą funkcjonować małżeństwa osób, które nie są wierzące/praktykujące a kochają się i chcą tworzyć Rodzinę - podziwiam osobiście Pary, które zawierają związek cywilny z takim samym celebrowaniem jak związek kościelny i nie bawiące się w "szopkę" ze ślubem kościelnym, jeśli w Boga nie wierzą.
Anamana - zgadzam się ze wszystkim co piszesz - bardzo mądrze :)
Jesli chodzi o "ważność" sakramentów szczęsliwa konkubino, to nie ma co nad "ważnością" debatować. Mozna powiedzieć, że najważniejszy jest chrzest - bez niego nie byłoby pozostałych sakramentów, ale nie o tym ta dyskusja?
Czemu sakrament Małżeństwa najbardziej się "celebruje" ? może dlatego, że jest to JEDYNY sakrament, który łączy dwójkę ludzi i jest udzielany im razem, jednocześnie, bo od momentu zawarcia związku małżeńskiego są jednością - każdy inny sakrament jest udzielany jednej osobie - chrzest, bierzmowanie, komunia. Tylko ślub udzielany jest parze małżonków. Dlatego może nie jest to sakrament najważniejszy, ale najbardziej wyjątkowy ze względu na to, że łaska Boga zsyłana jest na parę osób jednocześnie.
A jeśli chodzi o "otoczkę" sakramentów - robiąc komunię dla dziecka też można mu kupić drogą kieckę, wsadzić w limuzynę i wynająć restaurację na obiad i sprosić całą rodzinę. Tak samo 18 urodziny można zrobić kameralnie w domu dla rodziców i rodzeństwa, a można wynająć klub na całą noc i sprosić pół szkoły.
Każdy na swój sposób i swoją kieszeń świętuje ważne wydarzenia w swoim życiu.
Ktoś niewierzący zapewne tego nie zrozumie (może to uszanować, ale nie zrozumieć :) ), dlatego są różne formy związków, np związki cywilne - które osobiście bardzo popieram - mogą funkcjonować małżeństwa osób, które nie są wierzące/praktykujące a kochają się i chcą tworzyć Rodzinę - podziwiam osobiście Pary, które zawierają związek cywilny z takim samym celebrowaniem jak związek kościelny i nie bawiące się w "szopkę" ze ślubem kościelnym, jeśli w Boga nie wierzą.
Anamana - zgadzam się ze wszystkim co piszesz - bardzo mądrze :)
Jesli chodzi o "ważność" sakramentów szczęsliwa konkubino, to nie ma co nad "ważnością" debatować. Mozna powiedzieć, że najważniejszy jest chrzest - bez niego nie byłoby pozostałych sakramentów, ale nie o tym ta dyskusja?
Czemu sakrament Małżeństwa najbardziej się "celebruje" ? może dlatego, że jest to JEDYNY sakrament, który łączy dwójkę ludzi i jest udzielany im razem, jednocześnie, bo od momentu zawarcia związku małżeńskiego są jednością - każdy inny sakrament jest udzielany jednej osobie - chrzest, bierzmowanie, komunia. Tylko ślub udzielany jest parze małżonków. Dlatego może nie jest to sakrament najważniejszy, ale najbardziej wyjątkowy ze względu na to, że łaska Boga zsyłana jest na parę osób jednocześnie.
A jeśli chodzi o "otoczkę" sakramentów - robiąc komunię dla dziecka też można mu kupić drogą kieckę, wsadzić w limuzynę i wynająć restaurację na obiad i sprosić całą rodzinę. Tak samo 18 urodziny można zrobić kameralnie w domu dla rodziców i rodzeństwa, a można wynająć klub na całą noc i sprosić pół szkoły.
Każdy na swój sposób i swoją kieszeń świętuje ważne wydarzenia w swoim życiu.
pytanie czemu was to boli ze inni wydaja fortuny na ich wesela?? nie wasza kasa nie wasze wesele wiec czemu? serio pytam bo nie rozumiem czemu obcy ludzie maja problem z tym ze ktos wydaje swoja kase na to na co ma ochote. A nawet jesli komus bardziej zalezy na weselu niz na slubie no to co, ma do tego prawo bo to jego zycie...
Do konkubiny, dopoki jest was dwoje, sprawa jest maloskomplikowana
Gdy pojawia sie dziecko, prawo nie traktuje rowno takich zwiazkow.Podam histirie, moze mocną, ale prawdziwą...
Gdt kobieta niezamezna urodzi dziecko, potwierdzic ojcostwo musi ojciec dziecka.
Niestety w rodzinie moich znajomych zdarzylo sie niszczecscie,ze matka podczas porodu zmarla. Dziecko przezylo, ale ze szpitala zostalo odebrane przez dziadkow. Co z tego ,ze wszyscy wiedzieli , ze ojcem jest partner, ale to dopiero musial udowadniac w sadzie. Sprawa sie tak dlugo ciagnelo, ze prawnymi opikunami dziecka sa dziadkowie,dla dobra dziecko. A kiedy ojciec mial sie przyzwyczaic do dziecka, kiedy od razu mu je zabrali dziadkowie.
Gdy pojawia sie dziecko, prawo nie traktuje rowno takich zwiazkow.Podam histirie, moze mocną, ale prawdziwą...
Gdt kobieta niezamezna urodzi dziecko, potwierdzic ojcostwo musi ojciec dziecka.
Niestety w rodzinie moich znajomych zdarzylo sie niszczecscie,ze matka podczas porodu zmarla. Dziecko przezylo, ale ze szpitala zostalo odebrane przez dziadkow. Co z tego ,ze wszyscy wiedzieli , ze ojcem jest partner, ale to dopiero musial udowadniac w sadzie. Sprawa sie tak dlugo ciagnelo, ze prawnymi opikunami dziecka sa dziadkowie,dla dobra dziecko. A kiedy ojciec mial sie przyzwyczaic do dziecka, kiedy od razu mu je zabrali dziadkowie.
Fakt, ślub wiele spraw reguluje. Jak będziemy myśleć o założeniu rodziny, to pewnie i ślub weźmiemy. Ale raczej z przyczyn formalnych, bo tak czy siak w życiu uczuciowym niczego ten fakt nie zmieni. I teraz na myśl o ślubie nie czuję żadnego zachwytu. Ot kolejna sprawa, którą bedzie trzeba się zająć i tyle. Dla mnie to czysta formalność. Co innego jak urodzi nam się dziecko....tu na samą myśl robi mi się cieplej na sercu...
konkubina - nie wiesz czy to czysta formalność czy nie bo jeszcze nigdy w życiu ślubu nie brałaś (tak mniemam) więc raczej nie wiesz do końca jak to jest.
A ja kilka lat mieszkałam z mężem bez ślubu, więc i byłam konkubiną i jestem żoną, to drugie zdecydowanie bardziej mnie się podoba
A ja kilka lat mieszkałam z mężem bez ślubu, więc i byłam konkubiną i jestem żoną, to drugie zdecydowanie bardziej mnie się podoba
Madness is the gift, that has been given to me!!
podjecie decyzji o slunie ejdnak cos zmienia w zyciu. Niby wszyscy przed slubem mowia no ale co podpisanie papierka ma zmienic nic sie nie zmieni a po slubie jednak mowia ze sie zmienilo i to duzo. Glownei mowia o podejsciu do tej drugiej osoby jakos tak powazniej, z wiiekszym szacunkiem bo to juz nie chlopak/dziewczyna tylko mąż/ żona.