Znam problem, ale...
Niestety, kiedy mieszka się w "mrówkowcach" nie da się wyeliminować różnych dziwnych dźwięków. Budzę się rano co dzień o 6:00 (nawet podczas urlopu i w weekendy), bo mój kochany berbeć piętro wyżej...
rozwiń
Niestety, kiedy mieszka się w "mrówkowcach" nie da się wyeliminować różnych dziwnych dźwięków. Budzę się rano co dzień o 6:00 (nawet podczas urlopu i w weekendy), bo mój kochany berbeć piętro wyżej dostaje porannego szału i gania po mieszkaniu na boso, goniąc za piłeczkami gumowymi, którymi odbija o podłogę, do tego dochodzi trąbka, której młody "używa" dość regularnie, a która drażni nawet psa, który wyje jak wściekły. Do tego sąsiadka z dołu, która śmieje się jak foka z zadyszką i drze japę podczas orgazmu (ostatnio mój mąż zapytał czy to tak można tyle razy i to tak głośno? Nie wiem, ja nie potrafię - na szczęście trwa to w czasie zjazdów z zagranicy sąsiada i jest cisza, gdy małpa ma okres :-)). Ale teraz i tak kocham moich sąsiadów z góry, bo poprzedni rzygali mi na parapet, a od imprezowych tańców i śpiewów "chcemy je sa wypić z tej maleńkiej butelczini" /przepraszam za fonetyczny zapis/, spadł mi tynk z sufitu :-). Więc da się żyć. Zamontowałam rolety zewnętrzne (mieszkam obok przystanku autobusowego i SKM, znam cały rozkład jazdy na pamięć), włączam pralkę gdy zaczyna spuszczać wodę pralka sąsiadów, tupot małych nóg zagłuszam Radiem Zet (dobra reklama :-)), a w razie awaryjnym łykam tabletki na sen (zapisane zresztą przez moją ginekolog, której zwierzyłam się, że jak jeszcze jeden raz się nie wyśpię, to oszaleję). Na dom mnie nie stać, więc jest oki. A tak a propos - mieszkam w mieszkaniu z wielkiej płyty :-).
zobacz wątek