Widok
Liverpool
Odwróceni
Odchyleni
Na brzegach widnokręgu
Trwacie udając miłość
Krzyczycie do siebie przez kilometry
O waszym wielkim uczuciu
Czynicie wyznania
przez zwoje kabli telefonicznych
kupujecie sobie prezenty
Składacie deklaracje
Mieszkacie razem
Pobieracie się
Robicie sobie dzieci
Łączą was tylko
Błędne przeświadczenia
Nic nie ma w środku
Nawet próżni
Odchyleni
Na brzegach widnokręgu
Trwacie udając miłość
Krzyczycie do siebie przez kilometry
O waszym wielkim uczuciu
Czynicie wyznania
przez zwoje kabli telefonicznych
kupujecie sobie prezenty
Składacie deklaracje
Mieszkacie razem
Pobieracie się
Robicie sobie dzieci
Łączą was tylko
Błędne przeświadczenia
Nic nie ma w środku
Nawet próżni
No
Stoicie twarzą do ściany
Lgniecie do niej
Kurczowo się trzymacie
Nosicie odcisk jej faktury na policzkach
Czujecie pod palcami
Znacie jej zapach
Obłapiacie ją tak dramatycznie
Wgniatacie się w nią
Nadwyrężając konstrukcję kostną
Owijacie twarze szmatą
By nie widzieć człowieka
Zabijanego obok waszych stóp
Wy stoicie twarzą do ściany i zachwycacie się jej wszechobecnym spokojem.
Lgniecie do niej
Kurczowo się trzymacie
Nosicie odcisk jej faktury na policzkach
Czujecie pod palcami
Znacie jej zapach
Obłapiacie ją tak dramatycznie
Wgniatacie się w nią
Nadwyrężając konstrukcję kostną
Owijacie twarze szmatą
By nie widzieć człowieka
Zabijanego obok waszych stóp
Wy stoicie twarzą do ściany i zachwycacie się jej wszechobecnym spokojem.
Bla bla
Jestem taka brzydka
W środku
Kocham Cię
Chyba
Jestem z Tobą
Ale marzę o ucieczce
O wolności
Jestem jak chory ptak
Nie wykrztuszę nawet słowa obawy i skargi
Chcę mieć przed Tobą tajemnice
Chce by czasem Cię nie było
Chcę być tak patologicznie sama
A potem zaraz się boję,
Że spadnę w przepaść bez Twych rąk.
W środku
Kocham Cię
Chyba
Jestem z Tobą
Ale marzę o ucieczce
O wolności
Jestem jak chory ptak
Nie wykrztuszę nawet słowa obawy i skargi
Chcę mieć przed Tobą tajemnice
Chce by czasem Cię nie było
Chcę być tak patologicznie sama
A potem zaraz się boję,
Że spadnę w przepaść bez Twych rąk.
Łódź
Wypełnia mnie cisza
Czuję się jak w łonie matki
Bezgranicznie bezpieczna
Moich włosów nie rozwiewa wiatr nocny
Światła w mych oczach
Nie wibrują
Dźwięki złagodniały
Kształty zaokrągliły się
Rozmyły na wieczność
Usta me zesztywniałe milczą
Chłonę wszystko dookoła
Wciągam do odchłani świadomości
Napełniam ręce powietrzem
Jestem uległa i otwarta w stosunku do mroku
Noc mnie otula
Nie myślę o niczym
O niczym nie będę pamiętać
Tylko elektryczna chwila
Która otworzyła szeroko oczy
Niczego nie musze być pewna
Dotykam granicy
Puściłam sterStoję tu naga
I trwam
Przez te kilka sekund
Czuję silnie i prawdziwie
Elektryczny prąd
Czuję się jak w łonie matki
Bezgranicznie bezpieczna
Moich włosów nie rozwiewa wiatr nocny
Światła w mych oczach
Nie wibrują
Dźwięki złagodniały
Kształty zaokrągliły się
Rozmyły na wieczność
Usta me zesztywniałe milczą
Chłonę wszystko dookoła
Wciągam do odchłani świadomości
Napełniam ręce powietrzem
Jestem uległa i otwarta w stosunku do mroku
Noc mnie otula
Nie myślę o niczym
O niczym nie będę pamiętać
Tylko elektryczna chwila
Która otworzyła szeroko oczy
Niczego nie musze być pewna
Dotykam granicy
Puściłam sterStoję tu naga
I trwam
Przez te kilka sekund
Czuję silnie i prawdziwie
Elektryczny prąd
...
Zawczasu przed lustrem przećwiczywszy
Dramatyczne pozy, miny, gesty
Udałem się na miejsce
Centrum nadziei
O tak, miałem garnitur i krawat...
Kolejka była długa
A jutro
Będzie jeszcze dłuższa
Wszyscy czekają
Na rezurekcję
Oplata nas ten niesamowity pled
Błękintny plastron
Flara...
Zbieramy wory odpadów
Na kolanach, dorobiwszy się garba
Zbieramy nadzieję wśród śmieci,
Wśród ścieków
Wśród ludzi...
A potem robimy z tego surowiec wtórny...
A ja
W tej jasnej
Przeszklonej poczekalni
Czekam na efaekt
Na dawcę...
Dramatyczne pozy, miny, gesty
Udałem się na miejsce
Centrum nadziei
O tak, miałem garnitur i krawat...
Kolejka była długa
A jutro
Będzie jeszcze dłuższa
Wszyscy czekają
Na rezurekcję
Oplata nas ten niesamowity pled
Błękintny plastron
Flara...
Zbieramy wory odpadów
Na kolanach, dorobiwszy się garba
Zbieramy nadzieję wśród śmieci,
Wśród ścieków
Wśród ludzi...
A potem robimy z tego surowiec wtórny...
A ja
W tej jasnej
Przeszklonej poczekalni
Czekam na efaekt
Na dawcę...