Widok
Z wyczuciem jak i stanowczym tonem poinformować, że np. korzystacie z usług innej firm i w najbliższym czasie nie jesteście zainteresowani zmianami bo współpraca przebiega w jak najlepszym kierunku. A gdyby jednak coś się zmieniło to niech zostawią nr telefonu to Wy osobiście się z nimi skontaktujecie bo po co ów Pani/Pan ma „zawracać” sobie tym głowę :P
I jak?
Już to mówiłaś i nie podziałało? U mnie zawsze działa ;) Tylko musisz dobrać odpowiedni ton głosu. On jest zdziałać cuda.
I jak?
Już to mówiłaś i nie podziałało? U mnie zawsze działa ;) Tylko musisz dobrać odpowiedni ton głosu. On jest zdziałać cuda.
Czarny PR?
Kiedyś spławiłem "klienta" (w takim dosłownym znaczeniu tego słowa) i to tak bez ogródek (co nie leży w mojej naturze), uciekając odgrażał się że zostanę zwolniony. Efekt był jednak całkiem przeciwny, zyskałem tym sporo szacunku u współpracowników jak i zwierzchników;)
Może i w Twoim przypadku wykroczenie poza zwykłą asertywność może przynieść ci więcej dobrego niż złego.
Nie dowiesz się póki nie spróbujesz;)
Kiedyś spławiłem "klienta" (w takim dosłownym znaczeniu tego słowa) i to tak bez ogródek (co nie leży w mojej naturze), uciekając odgrażał się że zostanę zwolniony. Efekt był jednak całkiem przeciwny, zyskałem tym sporo szacunku u współpracowników jak i zwierzchników;)
Może i w Twoim przypadku wykroczenie poza zwykłą asertywność może przynieść ci więcej dobrego niż złego.
Nie dowiesz się póki nie spróbujesz;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
To już nawet nie o to chodzi że kobiecie nie wypada, ale wypowiadając się w ten sposób budujesz zły obraz firmy, czyli poniekąd działasz na niekorzyść firmy.
Problem w tym, że nawet jak mówię stanowczym głosem NIE DZIĘKUJĘ to delikwent nadal odbiera to jako NIE jak TAK.
Może są jakieś poradniki, które mówią jak skutecznie odbić piłeczkę, aby już do nas nie wróciła…
Problem w tym, że nawet jak mówię stanowczym głosem NIE DZIĘKUJĘ to delikwent nadal odbiera to jako NIE jak TAK.
Może są jakieś poradniki, które mówią jak skutecznie odbić piłeczkę, aby już do nas nie wróciła…
Popieram! Tylko niech z tą równością na stanowiskach pracy idzie w parze to samo wynagrodzenie.
P.S. Nie wiem na ile znasz rynek pracy, ale w w/w zawodach na ogół jest zaznaczona poszukiwana płeć, co oczywiście jest niezgodne z prawem, więc nawet jesli firma ma profesjonalny dział HR i nie pozwala sobie na takie "wpadki" to i tak w drodze rekrutacji wybiorą płeć, która jest ich zdaniem pożądana.
P.S. Nie wiem na ile znasz rynek pracy, ale w w/w zawodach na ogół jest zaznaczona poszukiwana płeć, co oczywiście jest niezgodne z prawem, więc nawet jesli firma ma profesjonalny dział HR i nie pozwala sobie na takie "wpadki" to i tak w drodze rekrutacji wybiorą płeć, która jest ich zdaniem pożądana.
Ja raczej nie bardzo daję dojść do słowa drugiej stronie. Zaczynam oczywiście od grzecznego "nie jestem zainteresowana" a gdy pojawia się "pokonywanie obiekcji" przez drugą stronę to już bardzo poważnie się pytam "CO BYŁO NIE ZROZUMIAŁEGO DLA PANI W MOIM STWIERDZENIU NIE JESTEM ZAINTERESOWANA" Na ogół, dają sobie spokój. Ewentualnie bardziej bezczelni próbują jeszcze złapać kontakt, to wtedy się pytam czy długą ma tą formułkę do odklepania i czy płacą mu za kontrakt z klientem czy tylko za telefon do niego.
Nieeee ja nie lubię, nachalnego telemarketingu, i potrafię doprowadzić mojego rozmówcę do białej gorączki. W firmie raczej wyższe instancje i tak nie mają do czynienia z takimi telefonami, co więcej....lepiej by nie mieli - bo wtedy taki telemarketer mógłby mieć uraz i już więcej nie podniósł by słuchawki i nie wykręcił numeru do klienta.;)
Nieeee ja nie lubię, nachalnego telemarketingu, i potrafię doprowadzić mojego rozmówcę do białej gorączki. W firmie raczej wyższe instancje i tak nie mają do czynienia z takimi telefonami, co więcej....lepiej by nie mieli - bo wtedy taki telemarketer mógłby mieć uraz i już więcej nie podniósł by słuchawki i nie wykręcił numeru do klienta.;)
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
~MissMix, litości, tylko nie ta feministyczna propaganda.
To samo wynagrodzenie?:D Przecież to hasło komunistyczne:D
"Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy?":P
Chyba nie jesteś tak naiwna, by wierzyć że w XXI wieku, w kapitalizmie, gdzie firmy tną koszta na potęgę, ktoś kupuje towar (jakim jest praca) drożej, mimo że może go kupić taniej, tylko dlatego że sprzedającym jest mężczyzna?:P
Feministki nie chcą równości, one chcą więcej dla siebie. To takie "wszyscy są równi, a niektórzy równiejsi".
Przejrzyj sobie ogłoszenia o pracę na jakimś portalu, chociażby na trojmiasto.pl - zobacz w ilu jest określone że to ma być wyłącznie kobieta, a w ilu że wyłącznie mężczyzna. Mimo to feministki twierdzą że ten wynik jest odwrotny, że nikt nie chce przyjmować kobiet:)
Walcząc o równość feministki powinny pomagać też mężczyznom, by dostawali prace sekretarek, pielęgniarek, bibliotekarek, urzędniczek, opiekunek do dzieci, przedszkolanek.
Walczy się o przywileje dla kobiet, nie o równość. I feministki to głównie głupie kobiety. Wykształcone, czasem nawet inteligentne, ale głupie. Walczą nie z tym przeciwnikiem co trzeba, i cieszą się ze zwycięstwa które często uderzają w wizerunek kobiety (także jako osoby niezależnej).
Najzabawniejsze, że przeciętna kobieta popierająca feminizm nie jest świadoma czym jest feminizm. Ma w głowie obraz ruchu sprzed 50 lat:)
To samo wynagrodzenie?:D Przecież to hasło komunistyczne:D
"Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy?":P
Chyba nie jesteś tak naiwna, by wierzyć że w XXI wieku, w kapitalizmie, gdzie firmy tną koszta na potęgę, ktoś kupuje towar (jakim jest praca) drożej, mimo że może go kupić taniej, tylko dlatego że sprzedającym jest mężczyzna?:P
Feministki nie chcą równości, one chcą więcej dla siebie. To takie "wszyscy są równi, a niektórzy równiejsi".
Przejrzyj sobie ogłoszenia o pracę na jakimś portalu, chociażby na trojmiasto.pl - zobacz w ilu jest określone że to ma być wyłącznie kobieta, a w ilu że wyłącznie mężczyzna. Mimo to feministki twierdzą że ten wynik jest odwrotny, że nikt nie chce przyjmować kobiet:)
Walcząc o równość feministki powinny pomagać też mężczyznom, by dostawali prace sekretarek, pielęgniarek, bibliotekarek, urzędniczek, opiekunek do dzieci, przedszkolanek.
Walczy się o przywileje dla kobiet, nie o równość. I feministki to głównie głupie kobiety. Wykształcone, czasem nawet inteligentne, ale głupie. Walczą nie z tym przeciwnikiem co trzeba, i cieszą się ze zwycięstwa które często uderzają w wizerunek kobiety (także jako osoby niezależnej).
Najzabawniejsze, że przeciętna kobieta popierająca feminizm nie jest świadoma czym jest feminizm. Ma w głowie obraz ruchu sprzed 50 lat:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Dlatego pisałem że feministki są głupie i walczą ze złym wrogiem.
Walczą o zmiany prawne, czyli chcą siłą zmusić właścicieli firm do lepszych względów dla kobiet. Ludzie mają jednak wrodzony bunt wobec tego co narzuca im się siłą. W efekcie znajdą sposoby by omijać te prawa.
Gdyby feministki była chociaż tak mądre jak kobiety nie będące feministkami, to skupiłyby się na edukowaniu kobiet.
Ja niezależnie od miejsca, nigdy nie miałem problemów by zarabiać więcej niż inni na równoległych stanowiskach. W pracy dawałem z siebie wszystko, a potem umiejętnie pokazywałem właściwej osobie że robię za dwóch i ktoś powinien to docenić odpowiednio wysoką podwyżką. Targowałem się też o jej wysokość:P
Pozostawiając to bez komentarza zgadzasz się na taki stan rzeczy.
Jeśli jesteś wartościowym pracownikiem (tzn nie obijasz się, nie siedzisz na trojmiasto.pl w godzinach pracy, nie spijasz kolejnej kawy plotkując z koleżankami i masz ponad przeciętną wydajność) to możesz się upomnieć o "swoje". Nie oczerniać innych, ale ukazać jak wielkim dobrem jesteś dla firmy.
Jeśli szef daje podwyżkę bo ktoś ma rodzinę na utrzymaniu, to znaczy że jest bardzo ludzki. Rzadko się taki zdarza, ale takiego jeszcze łatwiej przekonać by i nam coś dorzucił;)
Jeśli nie walczysz o swoje, to on odbiera że ci nie zależy. Jeśli Twoim argumentem jest "bo on ma więcej" to jakby nie chodziło ci że masz mało, tylko że on ma dużo (albo nawet za dużo), więc wychodzisz na zołzę:P
W Twoim przypadku nie jest to jednak kwestia płci, ale tego kto chce zarabiać więcej a kto nie.
Walczą o zmiany prawne, czyli chcą siłą zmusić właścicieli firm do lepszych względów dla kobiet. Ludzie mają jednak wrodzony bunt wobec tego co narzuca im się siłą. W efekcie znajdą sposoby by omijać te prawa.
Gdyby feministki była chociaż tak mądre jak kobiety nie będące feministkami, to skupiłyby się na edukowaniu kobiet.
Ja niezależnie od miejsca, nigdy nie miałem problemów by zarabiać więcej niż inni na równoległych stanowiskach. W pracy dawałem z siebie wszystko, a potem umiejętnie pokazywałem właściwej osobie że robię za dwóch i ktoś powinien to docenić odpowiednio wysoką podwyżką. Targowałem się też o jej wysokość:P
Pozostawiając to bez komentarza zgadzasz się na taki stan rzeczy.
Jeśli jesteś wartościowym pracownikiem (tzn nie obijasz się, nie siedzisz na trojmiasto.pl w godzinach pracy, nie spijasz kolejnej kawy plotkując z koleżankami i masz ponad przeciętną wydajność) to możesz się upomnieć o "swoje". Nie oczerniać innych, ale ukazać jak wielkim dobrem jesteś dla firmy.
Jeśli szef daje podwyżkę bo ktoś ma rodzinę na utrzymaniu, to znaczy że jest bardzo ludzki. Rzadko się taki zdarza, ale takiego jeszcze łatwiej przekonać by i nam coś dorzucił;)
Jeśli nie walczysz o swoje, to on odbiera że ci nie zależy. Jeśli Twoim argumentem jest "bo on ma więcej" to jakby nie chodziło ci że masz mało, tylko że on ma dużo (albo nawet za dużo), więc wychodzisz na zołzę:P
W Twoim przypadku nie jest to jednak kwestia płci, ale tego kto chce zarabiać więcej a kto nie.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"