Widok
Jak powinnam się zachować?
W skrócie. Mieszkamy z męża siostrą i jej rodziną w jednym domu. Jedno wejście, osobna klatka, ona na dole my u góry. Garaże połączone ze sobą, drzwi z klatki do domu zazwyczaj już nie zamykamy.
Wczoraj wpuściła do domu nam obcych sobie ledwie znanych ludzi, nowych sąsiadów by skorzystali z jej garażu bo ma kanał. Z jej garażu do naszego można przejść bez problemu, a poprzez garaże można poruszać się po całym domu. Nie było by to takie złe ale gdyby była wtedy w domu i miała nad tym kontrolę. A ona wyjechała i zostawiła tych obcych ludzi samych. Ja zostałam zostawiona w ciąży z małym dzieckiem w domu z mężczyznami których nie znam, nawet tego nieświadoma. Dopiero wychodząc z domu zobaczyłam jaka jest sytuacja. Córcia nastawiona już na plac zabaw a ja w kropce co robić.
Zadzwoniłam do męża by to wyjaśnił, bardzo się zdenerwował, zadzwonił do niej no i trochę nakrzyczał, że tak się nie robi. Co to za obcy ludzie w naszym domu.
Wieczorem przyszła do nas staneła na korytarzu i zaczęła krzyczeć, że co my sobie wyobrażamy na nią krzyczeć, że ona ich zna, że owszem może nie powinna ich zostawiać samych itd. No i wypomniała że kiedyś my też zgubiliśmy klucze i dom był zagrożony. Mąż mówi, że klucze się ostatecznie znalazły w domu to po pierwsze a po drugie przez ten czas, kiedy nie było wiadomo gdzie są, ja siedziałam i pilnowałam domu, zresztą zamkniętego od środka a mąż jeszcze tego samego dnia wymienił zamki i rozdał każdemu klucze. Wiadomo za błędy się płaci. Klucze znalazły się po kilku dniach. To nie taka sama sytuacja co wpuścić obcych do domu i ich zostawić. Ona ich zna no i co z tego? My nie, więc czemu naraża też nasze mieszkanie u góry czy nasz garaż i samochód w nim , narzędzia itd który jest ściankę obok?
Krzyczała strasznie przy naszej córeczce, która nie zna krzyku i była bardzo przestraszona. Ja szybko zabrałam córkę do pokoju i zamknęłam drzwi włączyłam jej bajeczkę. Mąż w tym czasie próbował z nią rozmawiać. Ja słysząc co ona tam wykrzykuje w końcu nie wytrzymałam i wybiegłam i jej mówię, że owszem klucze zgubiliśmy i dorobiliśmy ale jej syn notorycznie zostawia klucze w zamku bo ma głowę w chmurach czy wypuszczają psa pod dom by się załatwiał pod drzwi i w tym czasie zostawiają drzwi otwarte bo im sie nie chce psa wyprowadzić. A w nią jakby wpadł szał, że ja mam się nie wtrącać, to nie mój dom i wystartowała mnie by mnie bić. Musiał ją trzymać jej nastoletni syn. A ja jestem w ciąży. Mąż w końcu powiedział, że ma wyjść z naszego domu. Jej dzieci odprowadziły ją na dół i przyszły przeprosić także zachowały się moim zdaniem bardzo ładnie. Ale mimo wszystko dzieci przepraszać za 40 letnią matkę... Trochę to dziwne.
Moje pytanie brzmi. Jak powinnam się teraz zachowywać. Owszem to dom jest w połowie jej a w połowie mojego męża i ja to szanuję ale myślę, że ja mam prawo się odezwać jeśli ktoś krzyczy w moim domu, na mojego męża przy moim dziecku i w dodatku nie szanuje mnie i mojej zagrożonej ciąży i chce mnie bić czy popychać bo nie wiem jakie miała wobec mnie zamiary wyrywając się do przodu. Założyliśmy tu rodzinę więc ok, ich dom jeśli byśmy się nie wiem rozstawali czy coś ale teraz? Jesteśmy szczęśliwą, kochającą się rodziną, wychowuję tu moje dziecko, oczekuje kolejnego. No żyję tu. Nie weźmiemy teraz kredytu na 30 lat by nie mieć z nią kontaktu.
Moja córcia od wczoraj wspomina tą sytuację, czemu ciocia krzyczała, że tak nieładnie i widziałam jak ciągnęła za włoski dziś rano.
Przykro mi bo to wspólny dom i taka atmosfera. Urodzę dziecko, nie wiem wspólne imprezy rodzinne, urodzinki, chrzest itd.
Ja wiele znosiłam, bo młodsza bo nie mój dom, traktowała mnie zawsze z góry. Ale na litość Boską jestem dorosłą kobietą, dbam o rodzinę, kocham moje dzieci nie pozwolę by ktoś tak się przy mnie zachowywał. Miała w nosie, że córcia jest przerażona, że ja mogę stracić dziecko. Czy mam urwać kontakt na zawsze? Przepraszać nie mam zamiaru bo i za co. Wiem, że to trudna sytuacja, dla teściów dla męża. Teście wiadomo staną po stronie córki nie synowej ale naszej winy zupełnie teraz moim zdaniem nie ma. Boję się teraz wyjść z domu, bo nie wiem do czego jest zdolna. Zamknęłam się od środka w naszym mieszkaniu czego w życiu nie zrobiłam od 5 lat. Może nie powinnam pisać o tym na forum, raczej na pewno ale nie mam zupełnie z kim porozmawiać o tej sytuacji a nie mogę przestać o tym myśleć.
Wczoraj wpuściła do domu nam obcych sobie ledwie znanych ludzi, nowych sąsiadów by skorzystali z jej garażu bo ma kanał. Z jej garażu do naszego można przejść bez problemu, a poprzez garaże można poruszać się po całym domu. Nie było by to takie złe ale gdyby była wtedy w domu i miała nad tym kontrolę. A ona wyjechała i zostawiła tych obcych ludzi samych. Ja zostałam zostawiona w ciąży z małym dzieckiem w domu z mężczyznami których nie znam, nawet tego nieświadoma. Dopiero wychodząc z domu zobaczyłam jaka jest sytuacja. Córcia nastawiona już na plac zabaw a ja w kropce co robić.
Zadzwoniłam do męża by to wyjaśnił, bardzo się zdenerwował, zadzwonił do niej no i trochę nakrzyczał, że tak się nie robi. Co to za obcy ludzie w naszym domu.
Wieczorem przyszła do nas staneła na korytarzu i zaczęła krzyczeć, że co my sobie wyobrażamy na nią krzyczeć, że ona ich zna, że owszem może nie powinna ich zostawiać samych itd. No i wypomniała że kiedyś my też zgubiliśmy klucze i dom był zagrożony. Mąż mówi, że klucze się ostatecznie znalazły w domu to po pierwsze a po drugie przez ten czas, kiedy nie było wiadomo gdzie są, ja siedziałam i pilnowałam domu, zresztą zamkniętego od środka a mąż jeszcze tego samego dnia wymienił zamki i rozdał każdemu klucze. Wiadomo za błędy się płaci. Klucze znalazły się po kilku dniach. To nie taka sama sytuacja co wpuścić obcych do domu i ich zostawić. Ona ich zna no i co z tego? My nie, więc czemu naraża też nasze mieszkanie u góry czy nasz garaż i samochód w nim , narzędzia itd który jest ściankę obok?
Krzyczała strasznie przy naszej córeczce, która nie zna krzyku i była bardzo przestraszona. Ja szybko zabrałam córkę do pokoju i zamknęłam drzwi włączyłam jej bajeczkę. Mąż w tym czasie próbował z nią rozmawiać. Ja słysząc co ona tam wykrzykuje w końcu nie wytrzymałam i wybiegłam i jej mówię, że owszem klucze zgubiliśmy i dorobiliśmy ale jej syn notorycznie zostawia klucze w zamku bo ma głowę w chmurach czy wypuszczają psa pod dom by się załatwiał pod drzwi i w tym czasie zostawiają drzwi otwarte bo im sie nie chce psa wyprowadzić. A w nią jakby wpadł szał, że ja mam się nie wtrącać, to nie mój dom i wystartowała mnie by mnie bić. Musiał ją trzymać jej nastoletni syn. A ja jestem w ciąży. Mąż w końcu powiedział, że ma wyjść z naszego domu. Jej dzieci odprowadziły ją na dół i przyszły przeprosić także zachowały się moim zdaniem bardzo ładnie. Ale mimo wszystko dzieci przepraszać za 40 letnią matkę... Trochę to dziwne.
Moje pytanie brzmi. Jak powinnam się teraz zachowywać. Owszem to dom jest w połowie jej a w połowie mojego męża i ja to szanuję ale myślę, że ja mam prawo się odezwać jeśli ktoś krzyczy w moim domu, na mojego męża przy moim dziecku i w dodatku nie szanuje mnie i mojej zagrożonej ciąży i chce mnie bić czy popychać bo nie wiem jakie miała wobec mnie zamiary wyrywając się do przodu. Założyliśmy tu rodzinę więc ok, ich dom jeśli byśmy się nie wiem rozstawali czy coś ale teraz? Jesteśmy szczęśliwą, kochającą się rodziną, wychowuję tu moje dziecko, oczekuje kolejnego. No żyję tu. Nie weźmiemy teraz kredytu na 30 lat by nie mieć z nią kontaktu.
Moja córcia od wczoraj wspomina tą sytuację, czemu ciocia krzyczała, że tak nieładnie i widziałam jak ciągnęła za włoski dziś rano.
Przykro mi bo to wspólny dom i taka atmosfera. Urodzę dziecko, nie wiem wspólne imprezy rodzinne, urodzinki, chrzest itd.
Ja wiele znosiłam, bo młodsza bo nie mój dom, traktowała mnie zawsze z góry. Ale na litość Boską jestem dorosłą kobietą, dbam o rodzinę, kocham moje dzieci nie pozwolę by ktoś tak się przy mnie zachowywał. Miała w nosie, że córcia jest przerażona, że ja mogę stracić dziecko. Czy mam urwać kontakt na zawsze? Przepraszać nie mam zamiaru bo i za co. Wiem, że to trudna sytuacja, dla teściów dla męża. Teście wiadomo staną po stronie córki nie synowej ale naszej winy zupełnie teraz moim zdaniem nie ma. Boję się teraz wyjść z domu, bo nie wiem do czego jest zdolna. Zamknęłam się od środka w naszym mieszkaniu czego w życiu nie zrobiłam od 5 lat. Może nie powinnam pisać o tym na forum, raczej na pewno ale nie mam zupełnie z kim porozmawiać o tej sytuacji a nie mogę przestać o tym myśleć.
Mąż mówi, że na przeprosiny nie ma co liczyć, zna jej charakter. Emocje oczywiście macie racje, że opadną. Wiem, że może bez sensu tak wybiegam w przyszłość ale już rozmyślam jak to będzie na wszystkich takich rodzinnych sytuacjach. Zawsze tak niestety mam, przeżywam bardzo. Ja mam moją rodzinę daleko więc przeważnie wszystkie urodzinki itd robiliśmy tylko z męża rodziną. Smutno będzie teraz zostaliśmy praktycznie sami. Córcia teraz też jest taka rozbita ale no to jej ciocia, ktoś z kim spotykała się święta czy urodziny. Bo tak to nigdy nie wpadała ''na kawę''. Zawsze było widać, że nie zaakceptowała tego że się wprowadziliśmy, pomimo że pół domu nigdy nie było jej.
Emocje opadną jej, ale czy ja powinnam ot tak zapomnieć o tym że ktoś nie uszanował spokoju mojego dziecka i chciał się rzucić na mnie? Bo ja jestem tym najbardziej zszokowana, dla mnie to nie wiem patologia. Nie wiem czy mi emocje opadną, po tym jak rzuca się na mnie siostra męża. Już nawet nieważne czy w ciąży jestem czy nie. Przecież to była agresja, której nic nie tłumaczy.
Emocje opadną jej, ale czy ja powinnam ot tak zapomnieć o tym że ktoś nie uszanował spokoju mojego dziecka i chciał się rzucić na mnie? Bo ja jestem tym najbardziej zszokowana, dla mnie to nie wiem patologia. Nie wiem czy mi emocje opadną, po tym jak rzuca się na mnie siostra męża. Już nawet nieważne czy w ciąży jestem czy nie. Przecież to była agresja, której nic nie tłumaczy.
No chyba tak trzeba będzie zrobić niestety. Szkoda, że tak wyszło. Z jej mężem i dziećmi jest ok. Już nie chodzi nawet o samą tą sytuację, gdyby przyszli i powiedzieli zwykłe przepraszam, faktycznie nie powinniśmy tak zrobić to by przecież było ok. Teraz jednak zostaje już sprawa awantury przy córeczce i próby wyrywania się do bicia. To jest najgorsze. Szczerze mówiąc, zdziwiła mnie opinia, że to jest rozdmuchane. Bo dla mnie to jednak okropne zachowanie. Atak na rodzinę brata? Za zwrócenie uwagi? Ona wpadła w amok, szał nie wiem jak to nazwać.
Są dwa garaże połączone takimi zwykłymi drzwiczkami bez zamka. Jeden garaż wychodzi na jedną stronę domu drugi na drugą. Zamknięcie domu to jedne wspólne drzwi na klatkę schodową no i obie bramy garażowe. W momencie gdy ktoś jest w garażu czyt w domu już może być wszędzie (od garaży do mieszkań jest też już przejście bez zamka na klatkę, zwykłe drzwi). My nie znamy tych ludzi, nawet mijając mnie się nie przedstawili, ot jesteśmy u Ciebie w domu i mamy Cię gdzieś, także chyba nie są tacy całkiem ok. Przestraszyłam się.
Sprawy techniczne, czy zamykać mieszkanie, czy wstawiać zamki, zamurować...chyba nie takiej porady oczekiwała autorka.
Po pierwsze jesteś cała wkurzona i zniesmaczona na wysokich emocjach dlatego widzisz to wszystko tak tragicznie. Wrzeszczeliście na siebie w obie strony a w awanturze kobieta wyrwała się do przodu, skąd wiesz, że chciała Cię bić? Założę się, że nikt nie przebierał w słowach, Ty i mąż pewnie też. Ta sytuacja pewnie była tylko zapalnikiem, bo nie lubicie się od dawna i nie chodzi o to, że ktoś wpuścił sąsiadów czy nie, bo przecież nic się złego nie stało, nikt nikogo nie obrabował. Siostra ma kupę pretensji i nie nam tu rozstrzygać czy słusznie czy nie. Powiem Ci, że bardzo dobrze się stało, że się tak powściekaliście. Rozkroiliście ten wrzód, który narastał i teraz trzeba iść za ciosem i wyjaś nić wszystko do końca. Gorzej już nie będzie, już wszyscy daliście popis i wszystkim pewnie jest wstyd za tę żenującą sytuację. I dobrze, koniec z zachowaniem 'bułkę przez bibułkę' . Nie demonizuj, że córka przestraszyła się wrzasków przez szwagierkę, Ty też wrzeszczałaś. Rozumiem te emocje. To też Twoja wina, że awanturowaliście się przy dziecku. Przytulam Cię mocno. Nieciekawie Ci się porobiło. Zwłaszcza w ciąży niepotrzebne Ci takie nerwy. Ochłoń, poddaj się czasowi, niech emocje opadną ale tym razem nie zakopuj urazy pod dywan, tylko pogadajcie ze szwagierką teraz, puki jeszcze całkiem nie okrzepło. Podnieś głowę i bądz tą mądrą. Szwagierka jest starsza no i co z tego. Ile Ty masz lat?
Po pierwsze jesteś cała wkurzona i zniesmaczona na wysokich emocjach dlatego widzisz to wszystko tak tragicznie. Wrzeszczeliście na siebie w obie strony a w awanturze kobieta wyrwała się do przodu, skąd wiesz, że chciała Cię bić? Założę się, że nikt nie przebierał w słowach, Ty i mąż pewnie też. Ta sytuacja pewnie była tylko zapalnikiem, bo nie lubicie się od dawna i nie chodzi o to, że ktoś wpuścił sąsiadów czy nie, bo przecież nic się złego nie stało, nikt nikogo nie obrabował. Siostra ma kupę pretensji i nie nam tu rozstrzygać czy słusznie czy nie. Powiem Ci, że bardzo dobrze się stało, że się tak powściekaliście. Rozkroiliście ten wrzód, który narastał i teraz trzeba iść za ciosem i wyjaś nić wszystko do końca. Gorzej już nie będzie, już wszyscy daliście popis i wszystkim pewnie jest wstyd za tę żenującą sytuację. I dobrze, koniec z zachowaniem 'bułkę przez bibułkę' . Nie demonizuj, że córka przestraszyła się wrzasków przez szwagierkę, Ty też wrzeszczałaś. Rozumiem te emocje. To też Twoja wina, że awanturowaliście się przy dziecku. Przytulam Cię mocno. Nieciekawie Ci się porobiło. Zwłaszcza w ciąży niepotrzebne Ci takie nerwy. Ochłoń, poddaj się czasowi, niech emocje opadną ale tym razem nie zakopuj urazy pod dywan, tylko pogadajcie ze szwagierką teraz, puki jeszcze całkiem nie okrzepło. Podnieś głowę i bądz tą mądrą. Szwagierka jest starsza no i co z tego. Ile Ty masz lat?
Nie ma nic gorszego jak wspólne mieszkanie czy interesy z rodziną. Jeżeli macie taką możliwość to wstaw zamek do drzwi waszego mieszkania i garażu. A ze szwagierką poczekaj aż emocje ucichną i wtedy spróbujcie się dogadać. Ja jestem w podobnej sytuacji prowadzimy wspólną firmę z rodziną męża i nasze kontakty zostały ograniczone do minimum ale szkoda o tym pisać. Z obcym zawsze się dogadasz a jeżeli nie to po prostu zrywasz kontakt.
po pierwsze uwazam ze jestes w tej chwili rozdygotana emocjonalnie troche przez ciaze .
jezeli ona ma zaufanie do tych ludzi i wie kto to i dobrze ich zna,to Wasi sąsiedzi, to ja nie rozumiem Twojego strachu o siebie i dziecko, i bezpieczenstwo domu.
jeden minus to owszem powinna Cie poinformowac ze zostawia ich tam a sama wychodzi czy cos w ten desen, bo jak oni skoncza zeby pozamykac wszystko. ale za to przeprosila :" że ona ich zna, że owszem może nie powinna ich zostawiać samych itd."
z drugiej strony jezeli Ty sie boisz mieszkania w domu i w kazdym czlowieku widzisz zloczynce to troche wspolczuje Tobie bo to straszne tak zyc.
pisze tak bo w moim domowym otoczeniu to byla norma - udostepnianie piwnicy, garazu itp. mozna bybylo sie wkurzyc gdyby kozystali z waszych narzedzi czy myszkowali po domu, ale przyszli naprawic auto - sasiedzi wiesz gdzie mieszkaja nie sa to typki z ulicy, a to ze ty ich nie lubisz to tylko Twoj problem, bo co innego lubienie /nielubienie a co innego zagrozenie zycia i mienia . fakt ze powinna poinformowac ale to wszystko!
pozatym skad wiesz jak dokladnie ich rozmowa przez telefon wygladala, moze twoj mąż zbluzgał siostre bo ty czułaś sie w zagrożeniu, dramatycznie mu to przedstawilaś i takze sie nakrecil - bo wyglada na to ze na nia Twoj mąż pierwszy nawrzeszczał.
a co do innych rzeczy wygarnietych w awanturze to ciosy ponizej pasa bo niby skad maja wiedziec ze akurat Tobie to przeszkadza kiedy siedzicie cicho tylko nagle w sprzeczce to wyplywa?
ludzie rozmawiajcie ze sobą!!! a to ze sie wyrywala - bo ja ktos ciagna do domu, a jezeli masz o niej tak niskie mniemanie to naprawde masz wielki problem. i moze wszyscy Cie widza jako kaprysna nadetą paniusię?(nie mowie ze tak jest ale ze tak Cie odbieraja, dlatego nawet nikt Ci dzien dobry nie mowi)
a to ze rekoczyby moze tez nadinterpretujesz moze chciala tylko nad Toba zapanowac mentalnie
jezeli ona ma zaufanie do tych ludzi i wie kto to i dobrze ich zna,to Wasi sąsiedzi, to ja nie rozumiem Twojego strachu o siebie i dziecko, i bezpieczenstwo domu.
jeden minus to owszem powinna Cie poinformowac ze zostawia ich tam a sama wychodzi czy cos w ten desen, bo jak oni skoncza zeby pozamykac wszystko. ale za to przeprosila :" że ona ich zna, że owszem może nie powinna ich zostawiać samych itd."
z drugiej strony jezeli Ty sie boisz mieszkania w domu i w kazdym czlowieku widzisz zloczynce to troche wspolczuje Tobie bo to straszne tak zyc.
pisze tak bo w moim domowym otoczeniu to byla norma - udostepnianie piwnicy, garazu itp. mozna bybylo sie wkurzyc gdyby kozystali z waszych narzedzi czy myszkowali po domu, ale przyszli naprawic auto - sasiedzi wiesz gdzie mieszkaja nie sa to typki z ulicy, a to ze ty ich nie lubisz to tylko Twoj problem, bo co innego lubienie /nielubienie a co innego zagrozenie zycia i mienia . fakt ze powinna poinformowac ale to wszystko!
pozatym skad wiesz jak dokladnie ich rozmowa przez telefon wygladala, moze twoj mąż zbluzgał siostre bo ty czułaś sie w zagrożeniu, dramatycznie mu to przedstawilaś i takze sie nakrecil - bo wyglada na to ze na nia Twoj mąż pierwszy nawrzeszczał.
a co do innych rzeczy wygarnietych w awanturze to ciosy ponizej pasa bo niby skad maja wiedziec ze akurat Tobie to przeszkadza kiedy siedzicie cicho tylko nagle w sprzeczce to wyplywa?
ludzie rozmawiajcie ze sobą!!! a to ze sie wyrywala - bo ja ktos ciagna do domu, a jezeli masz o niej tak niskie mniemanie to naprawde masz wielki problem. i moze wszyscy Cie widza jako kaprysna nadetą paniusię?(nie mowie ze tak jest ale ze tak Cie odbieraja, dlatego nawet nikt Ci dzien dobry nie mowi)
a to ze rekoczyby moze tez nadinterpretujesz moze chciala tylko nad Toba zapanowac mentalnie
Hm, jak się mieszka na tzw kupie z rodziną, t różne kwasy mogą się czasem pojawiać i trzeba się nauczyć takie sytuacje rozwiązywać. Ja trochę nie rozumiem dlaczego nie macie drzwi zamykanych do swoich mieszkań, skoro są oddzielne. I nie chodzi mi o odgradzanie się od rodziny, bo przecież pewnie sobie na tyle ufacie, ale właśnie o taką swobodę, że mogę sobie wpuścić SWOICH gości, zostawić otwarte SWOJE mieszkanie czy co tam mi się podoba i nie ciąży na mnie odpowiedzialność też za mieszkanie brata/siostry. Mieszkacie obok siebie, ale nie razem i każdy robi u siebie, co mu się podoba.
No i widać po poście, że jesteś w wielkich emocjach i trochę przesadzasz. Z zagrożoną ciążą też trochę chyba podkoloryzowałąś, bo gdyby było naprawdę ryzyko, że stracisz dziecko, to byś leżała plackiem, a nie wybierała się ze starszym na plac zabaw :p
Mi się wydaje, że sytuacja musiała być już napięta od dawna, tylko to był pretekst do wybuchu. Sama napisałaś, że Twój mąż zadzwonił do siostry i pierwszy na nią nawrzeszczał, a później wygarnialiście sobie też inne rzeczy. Widać ta sytuacja to był tylko pretekst, a problemów było więcej. I wina zapewne leży po obu stronach.
Na początek radziłabym wstawić drzwi z zamkami. To was uniezależni od siebie i pewnie pomoże uzdrowić sytuację.
No i widać po poście, że jesteś w wielkich emocjach i trochę przesadzasz. Z zagrożoną ciążą też trochę chyba podkoloryzowałąś, bo gdyby było naprawdę ryzyko, że stracisz dziecko, to byś leżała plackiem, a nie wybierała się ze starszym na plac zabaw :p
Mi się wydaje, że sytuacja musiała być już napięta od dawna, tylko to był pretekst do wybuchu. Sama napisałaś, że Twój mąż zadzwonił do siostry i pierwszy na nią nawrzeszczał, a później wygarnialiście sobie też inne rzeczy. Widać ta sytuacja to był tylko pretekst, a problemów było więcej. I wina zapewne leży po obu stronach.
Na początek radziłabym wstawić drzwi z zamkami. To was uniezależni od siebie i pewnie pomoże uzdrowić sytuację.
Nie chciałam już podbijać wątku bo nie wszystko zostało dobrze zrozumiane. A chyba długo by zajęło tłumaczenie skoro nie każdy ma widzę, ochotę przeczytać dokładnie. Ale jednak się pokuszę.
1. Mamy drzwi do naszych osobnych mieszkań, nie używaliśmy zamka bo sobie ufaliśmy, zawsze można było zapukać i wejść. W końcu jesteśmy rodziną. Ja chciałam nawet używać i się zakluczać bo ot taki nawyk bo pochodzę z bloku, dziwnie się czułam bez tego przekręcenia zamka. Mąż jednak mówił zawsze, że będzie im przykro, że może znak, że sobie nie ufamy czy coś. Że się przyzwyczaję i owszem tak się z czasem stało.
Dlatego mamy żal, że to zaufanie zostało zachwiane teraz. Mogli uprzedzić albo umówić się na dzień w którym będą w domu. Ostatecznie zrobić jak zrobili ale przyjąć na klatę no uzasadniony żal ze strony męża.
Troszkę mi się wydaje, że na siłę próbujecie znaleźć w całej sytuacji naszą winę, ok takie ryzyko zamieszczania wątku. Liczyłam się z tym.
Ciąża była/jest zagrożona, na ostatniej wizycie lekarz powiedział, że łożysko się podniosło trochę i mogę chodzić. Była ładna pogoda a na plac zabaw mam blisko. Dlatego wyszłam na chwilę.
Mąż nie krzyczał tylko zadzwonił z pytaniem, pewnie zabrzmiało to jak telefon z pretensjami. Pewnie tak. W sumie to były pretensje. Moim zdaniem uzasadnione. Owszem mieszkamy osobno ale to jest szereg, dom jest ogólnie jako budynek no wspólny. Odpowiadamy za niego wszyscy. Ja bym samej w domu w sensie, że ani u nich ani u nas nikogo nie ma nie zostawiła nikogo. Wiedząc, że od nas można przejść do nich a potem do kotłowni czy garaży. Raz, że odpowiedzialność za swoje mieszkanie a dwa u nas podwójne bo jednak mam na względzie też ich mieszkanie. Wy zostawiacie np robotników, słabo znane osoby same w waszych domach i np wychodzicie do sklepu, ufacie aż tak?
Ktoś mi zarzucił, że przykre mam życie skoro nikomu nie ufam. Czytałam niedawno wątek jak to kilka forumek zapłaciło za zbytnie zaufanie do obcej dziewczyny i też zbierają za to baty. Jak to jest? Chyba tu się zbiera poniekąd za wszystko.
Nie znam tych ludzi a został im pod nieobecność nas wszystkich udostępniony garaż który jest poniekąd otwarty na garaż męża i mieszkanie w całości. Naprawdę takie normalne by było zaufanie tym ludziom?
W domu my nie krzyczeliśmy na nią. Ja wyszłam do niej w momencie gdy córeczka już była w pokoju i włączyłam jej bajkę. Bo ktoś napisał, ze ja też ''wrzeszczałam przy dziecku". Mówiliśmy może głośniej ot na tyle by ktoś kto krzyczy usłyszał też nas. W sumie udało nam się powiedzieć, coś o tych kluczach i żeby wyszła.
1. Mamy drzwi do naszych osobnych mieszkań, nie używaliśmy zamka bo sobie ufaliśmy, zawsze można było zapukać i wejść. W końcu jesteśmy rodziną. Ja chciałam nawet używać i się zakluczać bo ot taki nawyk bo pochodzę z bloku, dziwnie się czułam bez tego przekręcenia zamka. Mąż jednak mówił zawsze, że będzie im przykro, że może znak, że sobie nie ufamy czy coś. Że się przyzwyczaję i owszem tak się z czasem stało.
Dlatego mamy żal, że to zaufanie zostało zachwiane teraz. Mogli uprzedzić albo umówić się na dzień w którym będą w domu. Ostatecznie zrobić jak zrobili ale przyjąć na klatę no uzasadniony żal ze strony męża.
Troszkę mi się wydaje, że na siłę próbujecie znaleźć w całej sytuacji naszą winę, ok takie ryzyko zamieszczania wątku. Liczyłam się z tym.
Ciąża była/jest zagrożona, na ostatniej wizycie lekarz powiedział, że łożysko się podniosło trochę i mogę chodzić. Była ładna pogoda a na plac zabaw mam blisko. Dlatego wyszłam na chwilę.
Mąż nie krzyczał tylko zadzwonił z pytaniem, pewnie zabrzmiało to jak telefon z pretensjami. Pewnie tak. W sumie to były pretensje. Moim zdaniem uzasadnione. Owszem mieszkamy osobno ale to jest szereg, dom jest ogólnie jako budynek no wspólny. Odpowiadamy za niego wszyscy. Ja bym samej w domu w sensie, że ani u nich ani u nas nikogo nie ma nie zostawiła nikogo. Wiedząc, że od nas można przejść do nich a potem do kotłowni czy garaży. Raz, że odpowiedzialność za swoje mieszkanie a dwa u nas podwójne bo jednak mam na względzie też ich mieszkanie. Wy zostawiacie np robotników, słabo znane osoby same w waszych domach i np wychodzicie do sklepu, ufacie aż tak?
Ktoś mi zarzucił, że przykre mam życie skoro nikomu nie ufam. Czytałam niedawno wątek jak to kilka forumek zapłaciło za zbytnie zaufanie do obcej dziewczyny i też zbierają za to baty. Jak to jest? Chyba tu się zbiera poniekąd za wszystko.
Nie znam tych ludzi a został im pod nieobecność nas wszystkich udostępniony garaż który jest poniekąd otwarty na garaż męża i mieszkanie w całości. Naprawdę takie normalne by było zaufanie tym ludziom?
W domu my nie krzyczeliśmy na nią. Ja wyszłam do niej w momencie gdy córeczka już była w pokoju i włączyłam jej bajkę. Bo ktoś napisał, ze ja też ''wrzeszczałam przy dziecku". Mówiliśmy może głośniej ot na tyle by ktoś kto krzyczy usłyszał też nas. W sumie udało nam się powiedzieć, coś o tych kluczach i żeby wyszła.
dziewczyno ile ty masz lat? Ok, zgadzam się nie powinna zostawiac ludzi w domu nie informując Cię o tym, ale to Ty naszczułaś na nią męża nie mając na tyle odwagi żeby sama zwrócić jej uwagę. Dajże spokój, sama się nakręciłaś. I nie przesadzaj też , że córka jest bliska urazu psychicznego. Moim zdaniem jesteś delikatnie rzecz ujmując "za delikatna"
Komu miałam zwrócić uwagę jak nikogo nie było w domu? Sprawa dotyczyła facetów w garażu, to dzwonię i pierwsze co pytam męża to chyba normalne? Jakie naszczułaś? Zadzwonienie do męża z pytaniem co robić bo nie wiem kto jest w domu bo u szwagierki pustki a ktoś się kręci jest szczuciem? Miałam iść sama sprawdzić z małym dzieckiem i w ciąży? Zadzwonienie brata do siostry z pytaniem kto jest w garażu u Was bo Was nie ma jest szczuciem?
A gdzie napisałam że córka jest bliska urazu psychicznego? Napisałam, że była przestraszona i nawet dziś rano jeszcze wspominała o tej sytuacji i kręciła włoski. Nie zna krzyku to mała dziewczynka.
Ile Ty masz lat, żeby takie zachowania nazywać szczuciem? Przesadzasz.
A gdzie napisałam że córka jest bliska urazu psychicznego? Napisałam, że była przestraszona i nawet dziś rano jeszcze wspominała o tej sytuacji i kręciła włoski. Nie zna krzyku to mała dziewczynka.
Ile Ty masz lat, żeby takie zachowania nazywać szczuciem? Przesadzasz.
JA,ale ty piszesz że nie wiedziałaś że to znajomi szwagierki tylko obce chłopy, dopiero pózniej okazałao się że to jej znajomi. Wiesz co myślę?? Że od dawna jest między wami konflikt, doskonale wiedziałaś, ze ona wpuszcza kogoś znajomego i sama wychodzi nie informując Cię o tym, Ty aby podkręcić zadzwoniłaś do męża, bo wiedziałaś że się wścieknie i ja opieprzy i o to Ci chodziło, a że szwagierka pewnie nie dająca sobie w kasze dmuchać to Cię o...ła i tyle w temacie.
Ja nie mogę naprawdę tak pokrętnie rozumujesz? Wzywasz policję jak ktoś tylko zbliża się do Twojego domu? Bo ja najpierw dopytam pozostałych mieszkańców. A wiadomo chyba, że szybciej zadzwonię przeszkodzić w pracy mężowi niż zacznę dzwonić do pracy szwagierki czy łapać jej dzieci na wykładach czy gdzie tam są.
Po co wchodzisz na forum które służy rozwiązywaniu pytań i problemów ''rodzina i dziecko'' skoro masz alergię na laski z problemami?
Co bym nie napisała, zminusujesz to bo czerpiesz chyba z tego dziką satysfakcję. Wysługuję się mężem dzwoniąc do niego z pytaniem o ludzi w garażu. No litości.
Po co wchodzisz na forum które służy rozwiązywaniu pytań i problemów ''rodzina i dziecko'' skoro masz alergię na laski z problemami?
Co bym nie napisała, zminusujesz to bo czerpiesz chyba z tego dziką satysfakcję. Wysługuję się mężem dzwoniąc do niego z pytaniem o ludzi w garażu. No litości.
Dobra JA ,kończę dyskusję bo nie zrozumiesz tak czy siak. P.S. Czy to nie Ty jakiś czas temu żaliłaś się ,że teściowa i szwagierka Cię szpiegują i dogryzają , że z dzieckiem na dwór nie wychodzisz? Coś mi się wydaje że to TY. Mam alergię na laski problemami takimi jak TWOJE. Dobra, następnym razem jak np. złodziej bedzie Ci chciał wyrwać torebkę nie zapomni zadzwinic do męża :PPP to tak żeby nie przeszkadzać innym.
Kto miał więcej winy my tu nie rozstrzygniemy, bo nie wiemy tak naprawdę jak to było, jakimi słowami, jakim tonem, kto wcześniej komu na odcisk nadepnął a kto na kogo od początku bykiem patrzył i dlaczego. W tytule nie napisałaś ''kto miał rację?" tylko ''jak mam się zachować?". Nie zamykaj się przed szwagierką, nie uciekaj, nie chowaj się. Przecież karty są już odkryte, korzystaj z tego i wreszcie zacznij otwarcie mówić co Cię boli, ale nie do męża, żeby powiedział siostrze (mam wrażenie, że do tej pory tak właśnie funkcjonowałaś) tylko rozmawiaj do szwagierki. Po co się martwisz teraz atmosferę na imprezkach rodzinnych? Czuję, że i tak to były fałszywe uśmiechy, bo pisałaś, że zawsze Cię traktowała z góry a teściowie trzymają jej stronę. Tak Ci tego szkoda tego plastiku? Czasami święty spokój nie jest taki święty. Więcej pewności siebie dziewczyno. Między wierszami czytam, że czujesz się persona non grata przez to, że wprowadziłaś się tam z mężem, że masz skrupuły, bo szwagierka starsza, że teściowie w sporze staną po stronie córki, że boisz się nawet spotkać z rodziną, bo co to teraz będzie. Będzie jak będzie. Ułoży się. Nie jesteś jedyną stroną tego sporu, jest jeszcze Twój mąż, może szwagier i wystarczy, bo nie jestem pewna czy powinniście w ogóle mieszać w to teściów.
A, jeszcze przypomniało mi się, jak byłam dzieckiem, to moi rodzice pokłócili się o coś z sąsiadami, moim wujkiem i ciotką. Mama poprosiła sobie ciotkę do siebie i zapytała o co ciotce chodzi, potem powiedziała jej wszystko, co jej na wątrobie leżało. Powrzeszczały, popłakały a potem, po wszystkim moja mama powiedziała ''no, a teraz możemy napić się kawy''.
Rozmawiaj dziewczyno kochana, rozmawiaj i to z podniesioną głową. Sroce spod ogona nie wypadłaś, nie jesteś w tym domu gościem ale dobrze napisałaś - to teraz też Twoje miejsce czy się szwagierce podoba czy nie. A może wcale to nie jest tak, że ona o to ma pretensje? Sama wiesz albo się dowiesz. Długo już tak mieszkacie razem? Zawsze bykiem na siebie patrzyliście?
LidkaJ, jakbym miala szwagierke w jednym domu, to moja by sie podobnie zachowywala.
Kiedys krotko pracowalysmy ze soba, to potrafila rzucic przed siebie moimi butami, za to np. Ze delikatnie zwrocilam jej uwage o cos tam malo znaczacego.
Wiec nie martw sie... nie tylko ty masz nienormalna szwagierke
Kiedys krotko pracowalysmy ze soba, to potrafila rzucic przed siebie moimi butami, za to np. Ze delikatnie zwrocilam jej uwage o cos tam malo znaczacego.
Wiec nie martw sie... nie tylko ty masz nienormalna szwagierke
Dziękuję Wam za ostatnie wpisy.
Hmm wcześniejsze relacje... Były trudne. Nie było kłótni, wojen itd. Dało się wyczuć jej niechęć itd, a ja nie naciskałam wyczuwając to. Między nami jest spora różnica wieku, nie złapałyśmy kontaktu. Mamy inne charaktery ona wybuchowa ja trochę ciapowata. Czasami wiek nie stanowi przeszkody ale no jakoś tak nie wiem no nie zgrałyśmy się.
Parę sytuacji było takich, że powinnam coś odpowiedzieć, nie dać się ale zawsze odpowiedź miałam z dwa dni później. Ja na taką bezczelność, złośliwe uwagi nie wiem nie umiem reagować. Jakoś mnie zamurowuje. No i tak jakby wyczuła i rozkręcała się coraz bardziej i bardziej. Zawsze jakaś szpila w kierunku naszym czy moim szła przy okazji.
Może gdybyśmy były w podobnym wieku. A tak jakieś takie poczucie, że nie wypada zawsze miałam. Ona mieszka tu 20 lat, my 5. 14 lat różnicy wieku, dom wybudował teść więc no wiadomo mąż i ona jakby bardziej powinni tutaj się w tych poważniejszych kwestiach rządzić.
Hmm wcześniejsze relacje... Były trudne. Nie było kłótni, wojen itd. Dało się wyczuć jej niechęć itd, a ja nie naciskałam wyczuwając to. Między nami jest spora różnica wieku, nie złapałyśmy kontaktu. Mamy inne charaktery ona wybuchowa ja trochę ciapowata. Czasami wiek nie stanowi przeszkody ale no jakoś tak nie wiem no nie zgrałyśmy się.
Parę sytuacji było takich, że powinnam coś odpowiedzieć, nie dać się ale zawsze odpowiedź miałam z dwa dni później. Ja na taką bezczelność, złośliwe uwagi nie wiem nie umiem reagować. Jakoś mnie zamurowuje. No i tak jakby wyczuła i rozkręcała się coraz bardziej i bardziej. Zawsze jakaś szpila w kierunku naszym czy moim szła przy okazji.
Może gdybyśmy były w podobnym wieku. A tak jakieś takie poczucie, że nie wypada zawsze miałam. Ona mieszka tu 20 lat, my 5. 14 lat różnicy wieku, dom wybudował teść więc no wiadomo mąż i ona jakby bardziej powinni tutaj się w tych poważniejszych kwestiach rządzić.
Ja to widzę tak: rację ma każda z was, po części.
Można było jednak powiedzieć co się sądzi i pójść na kompromis w imię pokojowego współżycia. Ale ty postawiłaś sprawę na ostrzu noża, jednocześnie sama zasłaniając się córeczką i ciążą.
Zatem ty możesz kogoś atakować w jego domu, ograniczać korzystanie z niego wg swoich wyobrażeń,
ale ciebie potraktować podobnie już nie można, bo masz córkę i jesteś w ciąży, tak?
Jak widzisz, to tak nie działa.
Sama sprowokowałaś ten wymiar konfliktu, ba, sądząc po całości, konflikt tak naprawdę narastał od dawna.
Co do meritum, to twój wniosek żeby zamykać mieszkanie jest słuszny i tego się trzymaj. A to że ktoś spojrzy na wasz samochód, to już pewna przesada. Nie wiem czy zauważyłaś, ale ludzie mają i sąsiadów, i samochody parkują pod blokami, i jakoś nie ma z tego takich tragedii, jakie sobie roisz.
Można było jednak powiedzieć co się sądzi i pójść na kompromis w imię pokojowego współżycia. Ale ty postawiłaś sprawę na ostrzu noża, jednocześnie sama zasłaniając się córeczką i ciążą.
Zatem ty możesz kogoś atakować w jego domu, ograniczać korzystanie z niego wg swoich wyobrażeń,
ale ciebie potraktować podobnie już nie można, bo masz córkę i jesteś w ciąży, tak?
Jak widzisz, to tak nie działa.
Sama sprowokowałaś ten wymiar konfliktu, ba, sądząc po całości, konflikt tak naprawdę narastał od dawna.
Co do meritum, to twój wniosek żeby zamykać mieszkanie jest słuszny i tego się trzymaj. A to że ktoś spojrzy na wasz samochód, to już pewna przesada. Nie wiem czy zauważyłaś, ale ludzie mają i sąsiadów, i samochody parkują pod blokami, i jakoś nie ma z tego takich tragedii, jakie sobie roisz.
Ale jak kompromis miałby wyglądać w tej sytuacji?
W jaki sposób postawiłam sprawę na ostrzu noża? Ja zadzwoniłam do męża zupełnie bez zamiaru szczucia, podsycania czy coś w tym stylu.
Potem sobie spokojnie siedzieliśmy w domu, mąż wrócił z pracy, bawiliśmy się z córką i ona przyszła i zaczęła nas atakować i krzyczeć. Jak mieliśmy czelność zapytać kto to.
W jaki sposób postawiłam sprawę na ostrzu noża? Ja zadzwoniłam do męża zupełnie bez zamiaru szczucia, podsycania czy coś w tym stylu.
Potem sobie spokojnie siedzieliśmy w domu, mąż wrócił z pracy, bawiliśmy się z córką i ona przyszła i zaczęła nas atakować i krzyczeć. Jak mieliśmy czelność zapytać kto to.
LidkaJ nie zmienisz jej, nigdy jej nie dogodzisz. Mozeszz nia pogadac, nawet sie pogodzicie... ale i tak zawsze bedzie przeciw tobie.
To jest typ mojej szwagierki. Przez chwile mialam wrazenie ze opisujesz moja szwagierke( nie zgadza sie wiek, miejsce zamieszkania itp.)
Ona cie przeprosi, a ty ja, ale nic to nie zmieni.
Zawsze bedzie na spotkaniach tzw. Plastik.
Dla dobra tesciow, dzieci i innych czlonkow rodziny na spotkaniach bedziecie sie do siebie usmiechac.
Masz szczescie ze twoj maz nie boi sie jej powiedziec " trzy slowa do mikrofonu"
Moj maz swojej siostrzyczce nic nie powie, jak miala swoje jazdy...
Nikt poprostu nie ma ochoty z nia dyskutowac.
My mamy to szczescie, ze mieszkamy 18 km od siebie.
Widzimy sie wylacznie okazjonalnie.
To jest typ mojej szwagierki. Przez chwile mialam wrazenie ze opisujesz moja szwagierke( nie zgadza sie wiek, miejsce zamieszkania itp.)
Ona cie przeprosi, a ty ja, ale nic to nie zmieni.
Zawsze bedzie na spotkaniach tzw. Plastik.
Dla dobra tesciow, dzieci i innych czlonkow rodziny na spotkaniach bedziecie sie do siebie usmiechac.
Masz szczescie ze twoj maz nie boi sie jej powiedziec " trzy slowa do mikrofonu"
Moj maz swojej siostrzyczce nic nie powie, jak miala swoje jazdy...
Nikt poprostu nie ma ochoty z nia dyskutowac.
My mamy to szczescie, ze mieszkamy 18 km od siebie.
Widzimy sie wylacznie okazjonalnie.
a ja uważam że puki jesteś z mężem, układa się wam to masz dokładnie takie samo prawe do decydowaniu o domu jak ona, twój mąż i szwagier,
warto sie dogadywac, bo jak to stary dom na pewno cos trzeba przy niem robic, wiec może gdzies tu leży zarzewie konfliktu?
co do różnicy wieku... moim zdaniem tu akurat nie powinnaś się krępować, owszem jest starsza ale co z tego?!? jest bardziej doświadczona - ok, ale to wszystko, jestescie na równi! jesteś żoną jej brata! po pierwsze musisz pokazac ze nie bedziesz jej przytakiwac na kazdym krroku i ze tez masz swoje zdanie i prawo do decydowania o domu- odzywac sie, a nie zalatwiac przez posrednikow(męża)-wszystko oczywiscie bez pretensji, zlosci itp, mowie o takich normalnych relacjach.
mozesz w tej sytuacji ewentualnie jej powiedziec ze sie poprostu przestraszylas i nie wiedzialas czy to zlodzieje czy co i co teraz zrobić..
ale jak sie dowiedzialas kto to to zamknac mieszkanie i isc na spacer z dzieckiem.
a zamykanie swojego mieszkania tez uwazam ze to ważne, jak wychodzicie zamykać bez dyskusji was nie ma to i tak nikt nie zauwazy ze zamkniete..., jak jestescie w domu to owszem nie konieczne (ja w bloku nie zamykam - chyba ze ide sie kąpac i na noc)
a mysle ze jezeli tyt taka szara myszka , szwagierka dominantka to poprostu nawet samo tak wyszlo (bez jej specjalnych checi) ze chce nad Toba i Twoim mężem panowac, w domu pewnie nikt jej nie podskoczy i rozsiewa swoja aure, a z wami powinna rozmawiać na równi. ale nie kluccie sie bo jeszcze wam wygarnie ze 15lat remonty itp byly za jej pieniadze itp, a wyprzyszliscie na gotowe, wszystko trzeba z taktem ale i pewnoscia siebie zalatwiac- to sie chyba nazywa asertywnosc ;)
i ja mam taktykę - ja robie tak zeby nikt mi nic nie mogl zarzucic i wtedy mogę zacząć wymagać od innych.
np co do psa(podobno bardzo mądre zwierzęta) wyprowadzanego przed dom, pogadac ze teraz znowu dzieci beda kozystac z trawnika wiec moze zrobic oddzielone miejsce na toalete dla psa(i to w waszym interesie wiec wy to zrobcie po dogadaniu sie, i np kawalek wydzielonego plotkiem ogródka, czy cos w tym stylu z kawalkiem piasku krzaczkow i trawy, zima to bedzie tylko zle wygladac a latem żuki szybko użyźnią teren) a reszta żeby byla czysta dla ludzi. dogadywac sie !!!
warto sie dogadywac, bo jak to stary dom na pewno cos trzeba przy niem robic, wiec może gdzies tu leży zarzewie konfliktu?
co do różnicy wieku... moim zdaniem tu akurat nie powinnaś się krępować, owszem jest starsza ale co z tego?!? jest bardziej doświadczona - ok, ale to wszystko, jestescie na równi! jesteś żoną jej brata! po pierwsze musisz pokazac ze nie bedziesz jej przytakiwac na kazdym krroku i ze tez masz swoje zdanie i prawo do decydowania o domu- odzywac sie, a nie zalatwiac przez posrednikow(męża)-wszystko oczywiscie bez pretensji, zlosci itp, mowie o takich normalnych relacjach.
mozesz w tej sytuacji ewentualnie jej powiedziec ze sie poprostu przestraszylas i nie wiedzialas czy to zlodzieje czy co i co teraz zrobić..
ale jak sie dowiedzialas kto to to zamknac mieszkanie i isc na spacer z dzieckiem.
a zamykanie swojego mieszkania tez uwazam ze to ważne, jak wychodzicie zamykać bez dyskusji was nie ma to i tak nikt nie zauwazy ze zamkniete..., jak jestescie w domu to owszem nie konieczne (ja w bloku nie zamykam - chyba ze ide sie kąpac i na noc)
a mysle ze jezeli tyt taka szara myszka , szwagierka dominantka to poprostu nawet samo tak wyszlo (bez jej specjalnych checi) ze chce nad Toba i Twoim mężem panowac, w domu pewnie nikt jej nie podskoczy i rozsiewa swoja aure, a z wami powinna rozmawiać na równi. ale nie kluccie sie bo jeszcze wam wygarnie ze 15lat remonty itp byly za jej pieniadze itp, a wyprzyszliscie na gotowe, wszystko trzeba z taktem ale i pewnoscia siebie zalatwiac- to sie chyba nazywa asertywnosc ;)
i ja mam taktykę - ja robie tak zeby nikt mi nic nie mogl zarzucic i wtedy mogę zacząć wymagać od innych.
np co do psa(podobno bardzo mądre zwierzęta) wyprowadzanego przed dom, pogadac ze teraz znowu dzieci beda kozystac z trawnika wiec moze zrobic oddzielone miejsce na toalete dla psa(i to w waszym interesie wiec wy to zrobcie po dogadaniu sie, i np kawalek wydzielonego plotkiem ogródka, czy cos w tym stylu z kawalkiem piasku krzaczkow i trawy, zima to bedzie tylko zle wygladac a latem żuki szybko użyźnią teren) a reszta żeby byla czysta dla ludzi. dogadywac sie !!!