Re: Jak żyć..
> Przewoźnik to nie jest dobro wspólne tylko koleś, który sprzedaje usługi i zarabia.
Przykład jest trafiony - i nawet prościej będzie mi to uzasadnić na przykładzie "kolesia" niż...
rozwiń
> Przewoźnik to nie jest dobro wspólne tylko koleś, który sprzedaje usługi i zarabia.
Przykład jest trafiony - i nawet prościej będzie mi to uzasadnić na przykładzie "kolesia" niż przewoźnika "publicznego".
Koleś zakłada jakąś tam rentowność przedsięwzięcia. Porusza się przy tym w widełkach między plajtą a konkurencją.
Jeśli 10% podróżnych jedzie na gapę, to założenie jest spełnione w 90%. Nie chcąc splajtować, musi podnieść ceny biletów o 11%. I dokładnie to samo robią wszyscy inni przewoźnicy (zakładając, że gapowicze "rozkładają się równomiernie"). Tym samym.. każdy gapowicz wyciąga z kieszeni "biletowicza" te 11% ceny biletu.
Analogicznie jest w przypadku Państwa.
Chcąc pokryć wydatki, przy niedostatecznych wpływach, musi ono zwiększyć obciążenia.
Oczywiście.. działa to tylko na "narastającym" zboczu krzywej Laffera.. ale takie Państwo mam na myśli. Nie to, co mamy obecnie.
> Ja umiem swoim udziałem zarządzać lepiej.
Jak prawie każdy ;)
> waszym zdaniem struktura zarządzania waszym udziałem jest właściwa
Kogo masz na myśli pisząc "Waszym"?
Aradash i ja jesteśmy zwolennikami państwa-minimum. Zgadzamy się z Tobą, że Państwo nie powinno zajmować się 99% rzeczy, w które wpieprza się obecnie.
Różnica między poglądami naszymi a Twoim jest tylko w tym 1%.
Różnica między nami a większością społeczeństwa jest w 99% - co pokazały ostatnie wybory (i przedostatnie... i wszystkie poprzednie :)
zobacz wątek