Widok
Sorki za brutalność, ale ja to widzę tak:
Po 10 latach pracy w jakiejkolwiek branży ma się już szerokie kontakty zawodowe i ugruntowaną pozycję na rynku.
Jeśli ktoś jest dobry, to co jakiś czas odbiera telefony z propozycjami pracy (zmiany pracodawcy).
Jeśli jest średniakiem - to po jej utracie wykonuje sam kilka telefonów.
Jeśli jest mierny.. wysyła 250 szt CV i płacze nad brakiem odzewu.
Po 10 latach pracy w jakiejkolwiek branży ma się już szerokie kontakty zawodowe i ugruntowaną pozycję na rynku.
Jeśli ktoś jest dobry, to co jakiś czas odbiera telefony z propozycjami pracy (zmiany pracodawcy).
Jeśli jest średniakiem - to po jej utracie wykonuje sam kilka telefonów.
Jeśli jest mierny.. wysyła 250 szt CV i płacze nad brakiem odzewu.
>Sorki za brutalność
Sadyl, Ty brutalu!
>Po 10 latach pracy w jakiejkolwiek branży ma się już szerokie kontakty zawodowe i ugruntowaną pozycję na rynku.
Nie do końca się z Tobą zgodzę. Takie kontakty nie budują się same. A nie każdy jest w tym budowaniu tak samo dobry jak w tym co robi. Więc może i powinno się mieć, ale nie zawsze się ma.
Sadyl, Ty brutalu!
>Po 10 latach pracy w jakiejkolwiek branży ma się już szerokie kontakty zawodowe i ugruntowaną pozycję na rynku.
Nie do końca się z Tobą zgodzę. Takie kontakty nie budują się same. A nie każdy jest w tym budowaniu tak samo dobry jak w tym co robi. Więc może i powinno się mieć, ale nie zawsze się ma.
> Odbierasz takie ?
Jak doskonale wiesz, nie mam pracodawcy.
A telefony/maile z propozycją współpracy (w sensie: żebym robił coś dla kogoś) odbieram średnio raz w tygodniu.
Czasami korzystam, znacznie częściej nie.
> proponuję popracować na etacie te 10 lat
Na ile się orientuję, to praca na etacie nie jest przymusowa.
O specyfice Twojej (bądź np. Chmurki) pracy już parokrotnie mówiłem/pisałem osobiście i na Forum: zwiewajcie, póki jeszcze głowa młoda i resztki ambicji pozostały.
Bo po 10 latach to już faktycznie zostanie przyśrubowanie się do stołka i czarna rozpacz w razie jego utraty - bo alternatywa kiepska.
Jak doskonale wiesz, nie mam pracodawcy.
A telefony/maile z propozycją współpracy (w sensie: żebym robił coś dla kogoś) odbieram średnio raz w tygodniu.
Czasami korzystam, znacznie częściej nie.
> proponuję popracować na etacie te 10 lat
Na ile się orientuję, to praca na etacie nie jest przymusowa.
O specyfice Twojej (bądź np. Chmurki) pracy już parokrotnie mówiłem/pisałem osobiście i na Forum: zwiewajcie, póki jeszcze głowa młoda i resztki ambicji pozostały.
Bo po 10 latach to już faktycznie zostanie przyśrubowanie się do stołka i czarna rozpacz w razie jego utraty - bo alternatywa kiepska.
"praca na etacie nie jest przymusowa"
ja rowniez nie rozumiem, czemu wszyscy płaczą, że chcieli by umowe o prace :D
przeciez jedyne co sie w tym kraju oplaca to kontrakt... a skoro już działalność gosp. to trzeba być kretynem zeby będąc w UE rejestrować firmę w kraju gdzie jest 18-32% podatek dochodowy :D
no chyba ze ktos rzeczywiscie jest tak słaby w tym co robi, ze zmiana pracy (szukanie nowej) to tragedia, i wtedy rzeczywiscie umowa o pracę daje jakieś tam benefity, że dostaje się kasę za wypowiedzenie....
ALE...
z drugiej strony jesli ktoś jest aż tak słaby, to go wywalą za porozumieniem stron ;)
więc po kiego wała komu umowa o pracę?
bo składki placą?
na co!? na zus i nfz? nie rozśmieszajcie mnie :D:D:D
ja rowniez nie rozumiem, czemu wszyscy płaczą, że chcieli by umowe o prace :D
przeciez jedyne co sie w tym kraju oplaca to kontrakt... a skoro już działalność gosp. to trzeba być kretynem zeby będąc w UE rejestrować firmę w kraju gdzie jest 18-32% podatek dochodowy :D
no chyba ze ktos rzeczywiscie jest tak słaby w tym co robi, ze zmiana pracy (szukanie nowej) to tragedia, i wtedy rzeczywiscie umowa o pracę daje jakieś tam benefity, że dostaje się kasę za wypowiedzenie....
ALE...
z drugiej strony jesli ktoś jest aż tak słaby, to go wywalą za porozumieniem stron ;)
więc po kiego wała komu umowa o pracę?
bo składki placą?
na co!? na zus i nfz? nie rozśmieszajcie mnie :D:D:D
@ Aradash:
>przeciez jedyne co sie w tym kraju oplaca to kontrakt...
Upraszczasz sprawę. Jak ktoś ma 30-40 lat do emerytury, to rzeczywiście może się zastanawiać, co jest dla niego najlepsze. Jeżeli komuś zostało tych lat kilka, albo już jest na tej emeryturze, to niczego już zmienić nie zdąży. Pewnie, że ZUS i NFZ powinny być zreformowane (albo i zlikwidowane), ale nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Mamy powiedzieć emerytom, którzy zrzucili się na naszą szkołę i studia, żeby radzili sobie sami, bo nam nie opłaca się płacić w tym kraju podatków i składek? A reszcie społeczeństwa, która te podatki i składki płaci, że są frajerami? Do czego nas to doprowadzi, jeżeli każdy, kto jeszcze ma dość czasu, pomyśli w ten sposób? Wydaje mi się, że nie wyjdziemy bezboleśnie z obecnego systemu. Tylko czy jedyny sposób na zmianę to czekać aż się wszystko zawali?
>przeciez jedyne co sie w tym kraju oplaca to kontrakt...
Upraszczasz sprawę. Jak ktoś ma 30-40 lat do emerytury, to rzeczywiście może się zastanawiać, co jest dla niego najlepsze. Jeżeli komuś zostało tych lat kilka, albo już jest na tej emeryturze, to niczego już zmienić nie zdąży. Pewnie, że ZUS i NFZ powinny być zreformowane (albo i zlikwidowane), ale nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Mamy powiedzieć emerytom, którzy zrzucili się na naszą szkołę i studia, żeby radzili sobie sami, bo nam nie opłaca się płacić w tym kraju podatków i składek? A reszcie społeczeństwa, która te podatki i składki płaci, że są frajerami? Do czego nas to doprowadzi, jeżeli każdy, kto jeszcze ma dość czasu, pomyśli w ten sposób? Wydaje mi się, że nie wyjdziemy bezboleśnie z obecnego systemu. Tylko czy jedyny sposób na zmianę to czekać aż się wszystko zawali?
> ZUS i NFZ powinny być zreformowane (albo i zlikwidowane), ale nie da się tego zrobić z dnia na dzień
W ustroju demokratycznym nie da się tego zrobić W OGÓLE!
Nikt nie zechce popełnić politycznego samobójstwa.
Zmiany trzeba było robić ćwierć wieku temu - wówczas też by bolały, ale znacząco mniej. Ale wówczas tylko jedna partia miała w założeniach programowych postulat przeznaczenia środków z prywatyzacji na Fundusz Rezerwy Demograficznej z jednoczesnym zaciśnięciem socjalnego pasa. Wszystkie inne obiecywały, że dadzą coś komuś... i tak przeleciało ćwierć wieku. Wszystkie inne partie już rządziły, bo ludzie w swej masie wolą wierzyć w obietnice niż w matematykę. Zatem mamy to, co mamy :/
Obecnie, żeby cokolwiek zmienić, potrzeba wojny albo przynajmniej solidnego zamordyzmu.
Miejmy nadzieję na to drugie.. i że zamordystą będzie drugi Pinochet a nie drugi np. Mussolini (w wersji "light";)
W ustroju demokratycznym nie da się tego zrobić W OGÓLE!
Nikt nie zechce popełnić politycznego samobójstwa.
Zmiany trzeba było robić ćwierć wieku temu - wówczas też by bolały, ale znacząco mniej. Ale wówczas tylko jedna partia miała w założeniach programowych postulat przeznaczenia środków z prywatyzacji na Fundusz Rezerwy Demograficznej z jednoczesnym zaciśnięciem socjalnego pasa. Wszystkie inne obiecywały, że dadzą coś komuś... i tak przeleciało ćwierć wieku. Wszystkie inne partie już rządziły, bo ludzie w swej masie wolą wierzyć w obietnice niż w matematykę. Zatem mamy to, co mamy :/
Obecnie, żeby cokolwiek zmienić, potrzeba wojny albo przynajmniej solidnego zamordyzmu.
Miejmy nadzieję na to drugie.. i że zamordystą będzie drugi Pinochet a nie drugi np. Mussolini (w wersji "light";)
@Chmurka:
"Jeżeli komuś zostało tych lat kilka to niczego już zmienić nie zdąży."
To znaczy że ma ogromne doświadczenie i dużo zarabia, skoro dużo zarabia, to najwięcej (w swoim życiu) traci (bo najwięcej mu państwo zabiera)
To NAJLEPSZY moment, żeby zrezygnować z umowy o pracę, założyć własną firmę, przejść na kontrakt i płacić minimalne składki - odkładając jednocześnie przez te kilka lat samodzielnie do emerytury, lub dokupić czego Ci brakuje.
'niczego już zmienić nie zdąży' dla mnie brzmi 'nie chce im się' - a za nikogo nikt tego nie zrobi...
"Mamy powiedzieć emerytom" - a czy ja powiedziałem, że mamy? Raz już wyjaśniłem (do spóki z Sadylem jeśli pamiętam) co moim zdaniem należy zrobić z systemem emerytalnym.
Wyjaśnię Ci więc na szybko parafrazując słowa profesora ekonomii
około 1/3 emerytur i rent jest obecnie wypłacana z innych podatków (bo dochodowy to za mało żeby wypłacić taką sumę!)
skoro można wypłacić 1/3 z lepszych podatków, to można też wypłacić 3/3 z lepszych podatków (znaczy całość)
lepszym podatkiem jest vat, info z 2012 r.
VAT 132,5 mld zł, czyli 45% dochodów państwa,
akcyza 63,4 mld zł to 22% wpływów do budżetu,
PIT 42,4 mld zł, czyli 14% - podatek dochodowy
CIT 29,6 mld zł, czyli 10% - podatek dochodowy od przedsiębiorców (znaczy np. mój)
Tłumaczyć?
Jeśli będę zarabiał 15% więcej odprowadzając podatek np w Szwajcarii, to znaczy, że ok 30% więcej pieniędzy wydam w Polsce płacąc polski VAT
dlaczego 30% a nie 15 już kiedyś tłumaczyłem... obliczenia są banalne, dziecko pojmie (sprawdzałem)
w WIELKIM uproszczeniu, przy zarobkach 10 000 do ręki (dla ułatwienia obliczeń!)
dlatego, że 2000 wychodzi mi za dom, 1000 za żarcie/środki czystości, 2000 za ratę auta i paliwo
zostaje 5000 na 'wódkę i dzi*ki'
jeśli będę zarabiał 15% więcej, to będę zarabiał 11 500
opłaty pozostaną bez zmian - chyba, że wymienie np. auto na lepsze, ale zakładamy że nie
skoro opłaty są bez zmian, to na 'używki zostaje mi 6500 a nie 5000 - więc 30% więcej
i te 30% więcej wydam w PL płacąc VAT...
świetne, prawda? nie skończyłem....
jeśli ja wydam 30% więcej płacąc VAT to:
to piekarz/cukiernik zarobi jakiś drobny odsetek swojej wypłaty więcej - bo np. kupię droższy chleb
to malarz zarobi, bo np zostanie mi kasa na malowanie pokoju na inny kolor - bo tak
to pani kwiaciarka zarobi, bo kupie żonie kwiatka częściej...
tu wpisz 1000 innych zawodów i usług...
fajnie, nie?
ale to nie koniec...
jeśli ci wszyscy powyżej - a są ich dziesiątki, bo ja mam więcej kasy, więc więcej wydaje... zakładając, że ludzi jak ja jest 1000, to WSZYSCY więcej wydają, więc WSZYSCY więcej zarabiają...
mało tego...
jeśli piekarz, malarz i kwiaciarka więcej zarobią, bo 1000 osób więcej coś od nich wzięło - to co zrobią ze swoją kasą?
ano wydadzą... na pewno częśc...
czyli:
kwiaciarka pomaluje sobie mieszkanie - płacąc VAT
kwiaciarka kupi od cukiernika ciasto i zrobi imprezę - płacąc za wszystko VAT
kwiaciarka odemnie kupi stronę internetową - płacąc VAT - żeby zarabiać przez neta
piekarz pomaluje sobie mieszkanie - płacąc VAT
piekarz kupi od kwiaciarki kwiaty dla żony - płacąc VAT
mam dość pisania... zrozumieli?
Pytania?
w skrócie:
vat to nie jest podatek, który płaci się raz ;)
napiszę, że jest to podatek rekurencyjny (co jest nie prawdą, ale teraz wszyscy wiedzą o co chodzi :D )
podsumowując:
ja, nie płacąc podatku w polsce LEPIEJ służę emerytom i rencistom, niż ci którzy płacą
---
nazwy ani linku do tematu w którym (głównie Sadyl) sugerował co i jak zmienić w NFZ nie pamiętam - nie pamiętam czy była również wzmianka o systemie emerytalnym, ale NFZ na 100% był poruszany i w zasadzie problem został na papierze rozwiązany
sprawa jest na prawdę BANALNA... tylko po prostu trzeba to zrobić, a ludzie się nie zgodzą i wyjdą na ulicę... bo... nie tyle są głupi, co są głupi w TEJ dziedzinie... bo wyda im się, że ktoś chce im coś zabrać - komedia
mówiąc kolokwialnie: bo są głupi W TEJ KONKRETNEJ kwestii...
jestem pewien, że w dziedzinie w której pracują od 30 lat są świetnymi - lub gorszymi - specjalistami...
ale ludzie nie mają pojęcia o zarządzaniu państwem, podatkach itd itp co widać w 95% wypowiedzi na forach jak to :D
ludzie, którym brakuje kompetencji żeby wyleczyć kota z kataru, i muszą dymać do weterynarza mają prawo głosu w sprawach państwa i podatków :D
to najlepszy żart histrii...
demokracja aka socjalizm
Chmurko...
od 26 lat rząd polski coś obywatelom obiecywał...
nieustannie... co wybory, praktycznie co chwilę...
teraz np program 500+ :D
z tyloma przywilejami od rządu powinniśmy być najbogatszym krajem świata już z 10 lat temu...
nie wiem ile masz lat - nie pytam...
jak dużo, to odpowiedz sobie na pytanie;
jak mało, to zadaj pytanie rodzicom:
czy przez ostatnie 10-15 lat żyje im się ZNACZĄCO ZAUWAŻALNIE lepiej?
ja z doświadczenia mojego skromnego i obszerniejszego moich rodziców z czystym sumieniem mogę odpowiedzieć: NIE... nie dzięki rządowym programom...
"Jeżeli komuś zostało tych lat kilka to niczego już zmienić nie zdąży."
To znaczy że ma ogromne doświadczenie i dużo zarabia, skoro dużo zarabia, to najwięcej (w swoim życiu) traci (bo najwięcej mu państwo zabiera)
To NAJLEPSZY moment, żeby zrezygnować z umowy o pracę, założyć własną firmę, przejść na kontrakt i płacić minimalne składki - odkładając jednocześnie przez te kilka lat samodzielnie do emerytury, lub dokupić czego Ci brakuje.
'niczego już zmienić nie zdąży' dla mnie brzmi 'nie chce im się' - a za nikogo nikt tego nie zrobi...
"Mamy powiedzieć emerytom" - a czy ja powiedziałem, że mamy? Raz już wyjaśniłem (do spóki z Sadylem jeśli pamiętam) co moim zdaniem należy zrobić z systemem emerytalnym.
Wyjaśnię Ci więc na szybko parafrazując słowa profesora ekonomii
około 1/3 emerytur i rent jest obecnie wypłacana z innych podatków (bo dochodowy to za mało żeby wypłacić taką sumę!)
skoro można wypłacić 1/3 z lepszych podatków, to można też wypłacić 3/3 z lepszych podatków (znaczy całość)
lepszym podatkiem jest vat, info z 2012 r.
VAT 132,5 mld zł, czyli 45% dochodów państwa,
akcyza 63,4 mld zł to 22% wpływów do budżetu,
PIT 42,4 mld zł, czyli 14% - podatek dochodowy
CIT 29,6 mld zł, czyli 10% - podatek dochodowy od przedsiębiorców (znaczy np. mój)
Tłumaczyć?
Jeśli będę zarabiał 15% więcej odprowadzając podatek np w Szwajcarii, to znaczy, że ok 30% więcej pieniędzy wydam w Polsce płacąc polski VAT
dlaczego 30% a nie 15 już kiedyś tłumaczyłem... obliczenia są banalne, dziecko pojmie (sprawdzałem)
w WIELKIM uproszczeniu, przy zarobkach 10 000 do ręki (dla ułatwienia obliczeń!)
dlatego, że 2000 wychodzi mi za dom, 1000 za żarcie/środki czystości, 2000 za ratę auta i paliwo
zostaje 5000 na 'wódkę i dzi*ki'
jeśli będę zarabiał 15% więcej, to będę zarabiał 11 500
opłaty pozostaną bez zmian - chyba, że wymienie np. auto na lepsze, ale zakładamy że nie
skoro opłaty są bez zmian, to na 'używki zostaje mi 6500 a nie 5000 - więc 30% więcej
i te 30% więcej wydam w PL płacąc VAT...
świetne, prawda? nie skończyłem....
jeśli ja wydam 30% więcej płacąc VAT to:
to piekarz/cukiernik zarobi jakiś drobny odsetek swojej wypłaty więcej - bo np. kupię droższy chleb
to malarz zarobi, bo np zostanie mi kasa na malowanie pokoju na inny kolor - bo tak
to pani kwiaciarka zarobi, bo kupie żonie kwiatka częściej...
tu wpisz 1000 innych zawodów i usług...
fajnie, nie?
ale to nie koniec...
jeśli ci wszyscy powyżej - a są ich dziesiątki, bo ja mam więcej kasy, więc więcej wydaje... zakładając, że ludzi jak ja jest 1000, to WSZYSCY więcej wydają, więc WSZYSCY więcej zarabiają...
mało tego...
jeśli piekarz, malarz i kwiaciarka więcej zarobią, bo 1000 osób więcej coś od nich wzięło - to co zrobią ze swoją kasą?
ano wydadzą... na pewno częśc...
czyli:
kwiaciarka pomaluje sobie mieszkanie - płacąc VAT
kwiaciarka kupi od cukiernika ciasto i zrobi imprezę - płacąc za wszystko VAT
kwiaciarka odemnie kupi stronę internetową - płacąc VAT - żeby zarabiać przez neta
piekarz pomaluje sobie mieszkanie - płacąc VAT
piekarz kupi od kwiaciarki kwiaty dla żony - płacąc VAT
mam dość pisania... zrozumieli?
Pytania?
w skrócie:
vat to nie jest podatek, który płaci się raz ;)
napiszę, że jest to podatek rekurencyjny (co jest nie prawdą, ale teraz wszyscy wiedzą o co chodzi :D )
podsumowując:
ja, nie płacąc podatku w polsce LEPIEJ służę emerytom i rencistom, niż ci którzy płacą
---
nazwy ani linku do tematu w którym (głównie Sadyl) sugerował co i jak zmienić w NFZ nie pamiętam - nie pamiętam czy była również wzmianka o systemie emerytalnym, ale NFZ na 100% był poruszany i w zasadzie problem został na papierze rozwiązany
sprawa jest na prawdę BANALNA... tylko po prostu trzeba to zrobić, a ludzie się nie zgodzą i wyjdą na ulicę... bo... nie tyle są głupi, co są głupi w TEJ dziedzinie... bo wyda im się, że ktoś chce im coś zabrać - komedia
mówiąc kolokwialnie: bo są głupi W TEJ KONKRETNEJ kwestii...
jestem pewien, że w dziedzinie w której pracują od 30 lat są świetnymi - lub gorszymi - specjalistami...
ale ludzie nie mają pojęcia o zarządzaniu państwem, podatkach itd itp co widać w 95% wypowiedzi na forach jak to :D
ludzie, którym brakuje kompetencji żeby wyleczyć kota z kataru, i muszą dymać do weterynarza mają prawo głosu w sprawach państwa i podatków :D
to najlepszy żart histrii...
demokracja aka socjalizm
Chmurko...
od 26 lat rząd polski coś obywatelom obiecywał...
nieustannie... co wybory, praktycznie co chwilę...
teraz np program 500+ :D
z tyloma przywilejami od rządu powinniśmy być najbogatszym krajem świata już z 10 lat temu...
nie wiem ile masz lat - nie pytam...
jak dużo, to odpowiedz sobie na pytanie;
jak mało, to zadaj pytanie rodzicom:
czy przez ostatnie 10-15 lat żyje im się ZNACZĄCO ZAUWAŻALNIE lepiej?
ja z doświadczenia mojego skromnego i obszerniejszego moich rodziców z czystym sumieniem mogę odpowiedzieć: NIE... nie dzięki rządowym programom...
Jest kilka potencjalnych problemów:
1. Czy VAT nie obciąży za bardzo osób o niskich dochodach, które większość swojego dochodu (jeśli nie cały) przeznaczają na konsumpcję?
2. Mali przedsiębiorcy będą musieli ewidencjonować ten VAT (bez jednolitej stawki może to sprawić trochę problemów, a jednolita stawka może nie być najlepszym rozwiązaniem z innych powodów).
3. Na ile da się zapobiegać wyłudzeniom? Jest to realny problem już w tej chwili.
No i nie zapominaj, że nie wydasz tych 6500 zł na "używki", bo będziesz odkładać na emeryturę ;)
Każdy podatek ma swoje wady i zalety. VAT również.
Nie wierzę w proste, cudowne rozwiązania. Jeżeli coś wydaje mi się proste, to znaczy, że nie dostrzegam jakiegoś problemu ;)
1. Czy VAT nie obciąży za bardzo osób o niskich dochodach, które większość swojego dochodu (jeśli nie cały) przeznaczają na konsumpcję?
2. Mali przedsiębiorcy będą musieli ewidencjonować ten VAT (bez jednolitej stawki może to sprawić trochę problemów, a jednolita stawka może nie być najlepszym rozwiązaniem z innych powodów).
3. Na ile da się zapobiegać wyłudzeniom? Jest to realny problem już w tej chwili.
No i nie zapominaj, że nie wydasz tych 6500 zł na "używki", bo będziesz odkładać na emeryturę ;)
Każdy podatek ma swoje wady i zalety. VAT również.
Nie wierzę w proste, cudowne rozwiązania. Jeżeli coś wydaje mi się proste, to znaczy, że nie dostrzegam jakiegoś problemu ;)
ad 3. bzdura, ZUS płacę w Polsce - bo (obecnie) gdzieś i tak trzeba...
ad ad 3. nawet jeśli, to wystarczy mi jedno mieszkanie w spadku żeby dostawać więcej forsy niż obecne emerytury - i nawet nie chodzi o wynajem... tylko sprzedać, i żyć z odsetek lokaty - wersja dla leniwych
ad 2. ktoś, kto zarabia dużo zarobi 30% realnej kasy 'na używki' - "kowalski z działalnością gosp." natomiast zarobi 120% kasy "na używki" (udowodnić to 15-sty raz?)
ad ad 2. poproszę JEDEN negatywny efekt jednolitej stawki VAT ;)
Ad 1. patrz ad 2.
ad ad 1. "Czy VAT nie obciąży" - a co, teraz może nie obciąża?! :D
widzisz... jest taka tycia różnica między naszymi wypowiedziami... z całym szacunkiem
ja 'swoich mądrości' nie piszę z marszu 'bo tak mi się w danym momencie wydaje' tylko z autopsji i (już) lat doświadczenia...
JA jestem małym przedsiębiorcą...
w zasadzie, zgodnie z terminologią jestem chyba mikro-przedsiębiorcą ;) bo mały to poniżej 50 pracowników i mniej niż 10mln euro obrotu :D a ja mam 1 pracownika :D
mój dochód, w porównaniu z dowolnym sklepem osiedlowym to ok 1% tego co sklep...
zapewniam Cię również, że vat mnie nie obciąża bardziej niż jak byłem zwykłym pracownikiem - w zasadzie teraz obciąża mnie ZNACZNIE mniej, bo np. każdego PCta czy tam laptopa, smartfona... kupuje bez 23% vatu :D samochód też... paliwo 50% vatu też...
ponad to uważam również, że jeśli coś wydaje się proste - to zazwyczaj jest proste... - szczególnie jeśli po dniach-tygodniach rozważań i researchu wciąż wydaje się proste...
ad ad 3. nawet jeśli, to wystarczy mi jedno mieszkanie w spadku żeby dostawać więcej forsy niż obecne emerytury - i nawet nie chodzi o wynajem... tylko sprzedać, i żyć z odsetek lokaty - wersja dla leniwych
ad 2. ktoś, kto zarabia dużo zarobi 30% realnej kasy 'na używki' - "kowalski z działalnością gosp." natomiast zarobi 120% kasy "na używki" (udowodnić to 15-sty raz?)
ad ad 2. poproszę JEDEN negatywny efekt jednolitej stawki VAT ;)
Ad 1. patrz ad 2.
ad ad 1. "Czy VAT nie obciąży" - a co, teraz może nie obciąża?! :D
widzisz... jest taka tycia różnica między naszymi wypowiedziami... z całym szacunkiem
ja 'swoich mądrości' nie piszę z marszu 'bo tak mi się w danym momencie wydaje' tylko z autopsji i (już) lat doświadczenia...
JA jestem małym przedsiębiorcą...
w zasadzie, zgodnie z terminologią jestem chyba mikro-przedsiębiorcą ;) bo mały to poniżej 50 pracowników i mniej niż 10mln euro obrotu :D a ja mam 1 pracownika :D
mój dochód, w porównaniu z dowolnym sklepem osiedlowym to ok 1% tego co sklep...
zapewniam Cię również, że vat mnie nie obciąża bardziej niż jak byłem zwykłym pracownikiem - w zasadzie teraz obciąża mnie ZNACZNIE mniej, bo np. każdego PCta czy tam laptopa, smartfona... kupuje bez 23% vatu :D samochód też... paliwo 50% vatu też...
ponad to uważam również, że jeśli coś wydaje się proste - to zazwyczaj jest proste... - szczególnie jeśli po dniach-tygodniach rozważań i researchu wciąż wydaje się proste...
>"Czy VAT nie obciąży" - a co, teraz może nie obciąża?! :D
Wydawało mi się, że postulujesz likwidację PIT, CIT i oparcie się wyłącznie na VAT (przynajmniej tak było chyba w wątku, o którym wspomniałeś). W takim przypadku obciążenie VAT musiałoby się zwiększyć.
>poproszę JEDEN negatywny efekt jednolitej stawki VAT ;)
Wzrost cen żywności. I znów biedny emeryt dostanie po głowie.
>ja 'swoich mądrości' nie piszę z marszu
Nawet ekonomiści nie mogą się między sobą dogadać co do słuszności różnych rozwiązań, a co dopiero ludzie, którzy na co dzień zajmują się czymś zupełnie innym ;) Pogadamy za 40 lat jak już będę miała czas na zgłębianie różnych zagadnień do bólu (jak dożyję).
Wydawało mi się, że postulujesz likwidację PIT, CIT i oparcie się wyłącznie na VAT (przynajmniej tak było chyba w wątku, o którym wspomniałeś). W takim przypadku obciążenie VAT musiałoby się zwiększyć.
>poproszę JEDEN negatywny efekt jednolitej stawki VAT ;)
Wzrost cen żywności. I znów biedny emeryt dostanie po głowie.
>ja 'swoich mądrości' nie piszę z marszu
Nawet ekonomiści nie mogą się między sobą dogadać co do słuszności różnych rozwiązań, a co dopiero ludzie, którzy na co dzień zajmują się czymś zupełnie innym ;) Pogadamy za 40 lat jak już będę miała czas na zgłębianie różnych zagadnień do bólu (jak dożyję).
@Chmurka:
> Wzrost cen żywności.
Nie tylko żywności, ale wszystkiego. A po głowie dostaną wszyscy, nie tylko emeryci.
Ale... policzmy :)
Ktoś dostaje na rękę 2000 zł. Czyli (w zaokrągleniu do 20% i bez uwzględniania kwoty zwolnionej) nie płacąc PIT-u dostawałby 2500.
Całe 2000 wydaje na konsumpcję, dla uproszczenia przyjmijmy, że oVATowaną stawką również 20% - czyli sam towar/usługa kosztuje ~1670 zł (netto)
Gdyby VAT wzrósł do 40% (czyste szaleństwo, ale co se będziemy żałować?) wszystko to, co ten człowiek kupuje, kosztowałoby go 2340 zł (brutto).
Nadal ma 160 zł w kieszeni. Poniatno? ;)
> Wzrost cen żywności.
Nie tylko żywności, ale wszystkiego. A po głowie dostaną wszyscy, nie tylko emeryci.
Ale... policzmy :)
Ktoś dostaje na rękę 2000 zł. Czyli (w zaokrągleniu do 20% i bez uwzględniania kwoty zwolnionej) nie płacąc PIT-u dostawałby 2500.
Całe 2000 wydaje na konsumpcję, dla uproszczenia przyjmijmy, że oVATowaną stawką również 20% - czyli sam towar/usługa kosztuje ~1670 zł (netto)
Gdyby VAT wzrósł do 40% (czyste szaleństwo, ale co se będziemy żałować?) wszystko to, co ten człowiek kupuje, kosztowałoby go 2340 zł (brutto).
Nadal ma 160 zł w kieszeni. Poniatno? ;)
"Wydawało mi się, że postulujesz likwidację PIT, CIT i oparcie się wyłącznie na VAT (przynajmniej tak było chyba w wątku, o którym wspomniałeś). W takim przypadku obciążenie VAT musiałoby się zwiększyć."
nie.
VAT mógłby pozostanie bez zmian - to, że proponuje jednolitą stawkę nijak ma się do podatku dochodowego PIT/CIT, to dwie zupełnie różne kwestie
po likwidacji podatku dochodowego wpływy do budżetu pozostaną bez zmian - ale więcej kasy zostanie do wydania dla ludzi (kasy która ostatecznie i tak trafi do skarbu państwa w postaci vatu)
"Wzrost cen żywności." ...
przed podjęciem takiej dyskusji sugerował bym mocno zaciągnąć porady kogoś biegłego w temacie
na początek zapoznać się z terminologią :D
np. żeby sprawdzić inflację nie bierze się pod uwagę jednego produktu, tylko tzw. koszyk...
w tym wypadku jest dokładnie to samo...
NIE MOŻESZ brać pod uwagę samej żywności... a środki czystości - 23% vat?
poza tym np. herbata i kawa ma 23% vatu :D
czy emeryci - o których wspominasz - szamają suchy chleb z kranówą i podcierają się liśćmi?
no nie sądzę...
---
napisałaś: "Nawet ekonomiści nie mogą się między sobą dogadać co do słuszności różnych rozwiązań"
Proszę konkrety.
KTÓRZY ekonomiści (prof. ekonomii, nie jakiś cieć samozwaniec) twierdzi, że jednolita stawka VAT jest gorsza?
głosząc takie tezy musiałaś słyszeć lub widzieć filmik, gdzie jakiś wybitny ekonomista wypowiada się w tej kwestii...
nie wierzę, że ktoś - w tym wypadku Ty - od tak rzucił by sobie hasło bez żadnego pokrycia... mam serdecznie dość dyskutowania z takimi osobami, proszę pokaż że do nich nie należysz
Proszę wymień listę publikacji profesorów ekonomii, którzy twierdzą że jednolita stawka VAT jest gorsza od tego co mamy teraz...
Wskaż chociaż JEDNĄ taką publikację...
na prawdę... dyskusja z kimś komu 'coś się wydaje' jest jałowa i bezcelowa...
---
JEDYNE czego nie jestem pewien - a co da się udowodnić matematycznie - to kwestia tego, czy jednolita stawka VAT powinna wynosić tyle co uśredniona stawka VAT obecnie 16-17%
bo moim zdaniem (a to jedyna! rzecz jaką dodaje od siebie i w zasadzie trochę zgaduje) niezależnie od tego czy jednolita stawka VAT będzie wynosiła 17%, 10% czy 5% - wpływ do budżetu na przestrzeni 4-5 lat będzie dokładnie ten sam...
a potem zacznie drastycznie rosnąć... - ale to akurat nie ma związku z vatem, tylko z usunięciem podatku dochodowego :D
---
powtórzę trzeci raz, przy założeniu jednolitej stawki VAT dla wszystkiego:
moim zdaniem różnica między stawką 5% a 17% VAT jest w drodze jaką pokona pieniądz zanim trafi do skarbu państwa
mówiąc inaczej:
przy 17% kasa trafia do budżetu idąc przez mniej rąk
przy 5% tych rąk jest oczywiście więcej
ale TAKA SAMA ilość kasy trafia koniec końców do skarbu państwa
natomiast czas potrzebny żeby kasa znalazła się w państwie nie da się określić...
przy 17% 100% ludzi może wydawać tylko część kasy - więc do budżetu trafi mniej
przy 5% mogą wydawać wszystko od razu jak tylko zarobią - więc kasa w skarbie państwa znajdzie się natychmiast...
albo zupełnie odwrotnie... nie ma reguły... - ale to BEZ ZNACZENIA... bo to skrajne przypadki...
a prawda jest taka, że część ludzi by wydawała więcej a część mniej przy obu stawkach...
kasa w budżecie była by identyczna na przestrzeni lat
nie.
VAT mógłby pozostanie bez zmian - to, że proponuje jednolitą stawkę nijak ma się do podatku dochodowego PIT/CIT, to dwie zupełnie różne kwestie
po likwidacji podatku dochodowego wpływy do budżetu pozostaną bez zmian - ale więcej kasy zostanie do wydania dla ludzi (kasy która ostatecznie i tak trafi do skarbu państwa w postaci vatu)
"Wzrost cen żywności." ...
przed podjęciem takiej dyskusji sugerował bym mocno zaciągnąć porady kogoś biegłego w temacie
na początek zapoznać się z terminologią :D
np. żeby sprawdzić inflację nie bierze się pod uwagę jednego produktu, tylko tzw. koszyk...
w tym wypadku jest dokładnie to samo...
NIE MOŻESZ brać pod uwagę samej żywności... a środki czystości - 23% vat?
poza tym np. herbata i kawa ma 23% vatu :D
czy emeryci - o których wspominasz - szamają suchy chleb z kranówą i podcierają się liśćmi?
no nie sądzę...
---
napisałaś: "Nawet ekonomiści nie mogą się między sobą dogadać co do słuszności różnych rozwiązań"
Proszę konkrety.
KTÓRZY ekonomiści (prof. ekonomii, nie jakiś cieć samozwaniec) twierdzi, że jednolita stawka VAT jest gorsza?
głosząc takie tezy musiałaś słyszeć lub widzieć filmik, gdzie jakiś wybitny ekonomista wypowiada się w tej kwestii...
nie wierzę, że ktoś - w tym wypadku Ty - od tak rzucił by sobie hasło bez żadnego pokrycia... mam serdecznie dość dyskutowania z takimi osobami, proszę pokaż że do nich nie należysz
Proszę wymień listę publikacji profesorów ekonomii, którzy twierdzą że jednolita stawka VAT jest gorsza od tego co mamy teraz...
Wskaż chociaż JEDNĄ taką publikację...
na prawdę... dyskusja z kimś komu 'coś się wydaje' jest jałowa i bezcelowa...
---
JEDYNE czego nie jestem pewien - a co da się udowodnić matematycznie - to kwestia tego, czy jednolita stawka VAT powinna wynosić tyle co uśredniona stawka VAT obecnie 16-17%
bo moim zdaniem (a to jedyna! rzecz jaką dodaje od siebie i w zasadzie trochę zgaduje) niezależnie od tego czy jednolita stawka VAT będzie wynosiła 17%, 10% czy 5% - wpływ do budżetu na przestrzeni 4-5 lat będzie dokładnie ten sam...
a potem zacznie drastycznie rosnąć... - ale to akurat nie ma związku z vatem, tylko z usunięciem podatku dochodowego :D
---
powtórzę trzeci raz, przy założeniu jednolitej stawki VAT dla wszystkiego:
moim zdaniem różnica między stawką 5% a 17% VAT jest w drodze jaką pokona pieniądz zanim trafi do skarbu państwa
mówiąc inaczej:
przy 17% kasa trafia do budżetu idąc przez mniej rąk
przy 5% tych rąk jest oczywiście więcej
ale TAKA SAMA ilość kasy trafia koniec końców do skarbu państwa
natomiast czas potrzebny żeby kasa znalazła się w państwie nie da się określić...
przy 17% 100% ludzi może wydawać tylko część kasy - więc do budżetu trafi mniej
przy 5% mogą wydawać wszystko od razu jak tylko zarobią - więc kasa w skarbie państwa znajdzie się natychmiast...
albo zupełnie odwrotnie... nie ma reguły... - ale to BEZ ZNACZENIA... bo to skrajne przypadki...
a prawda jest taka, że część ludzi by wydawała więcej a część mniej przy obu stawkach...
kasa w budżecie była by identyczna na przestrzeni lat
Szanowni przedmówcy, w obecnych czasach pobieranie podatków dochodowych jest idiotyzmem. Bo to kara za przedsiębiorczość.
Natomiast pobieranie podatków od konsumpcji tak, zdecydowanie.
Ujednolicenie stawki VAT - tak, zdecydowanie.
Oprócz korzyści wynikających z przejrzystości przepisów efektem pobocznym będzie obniżenie kosztów obsługi systemu. Moim zdaniem 40% urzędników wypada na bruk z automatu, dalsze 20% w ciągu 2-3 lat. Związane jest to z a) rezygnacją z poboru podatków dochodowych, które są bardzo kosztowne, oraz b) uproszczeniu procedur kontroli i poboru VAT, bo odpadają wszystkie sporne sytuacje o stawki oraz ciągnące się latami procesy o prawidłowość naliczeń.
Powyższy system jest 10 razy lepszy aniżeli istniejący, ale nie może być zastosowany. Stoi bowiem w sprzeczności z potrzebami biurokracji. Dlatego nie będzie lepiej. I dlatego nikogo nie obchodzi jak to usprawnić.
Moim zdaniem sprawiedliwym społecznie byłoby zmiksowanie dochodów budżetowych na zasadzie podatku pogłównego i podatku od konsumpcji, rezygnacja przez państwo z prowadzenia działalności charytatywnej i przekazanie jej w ręce prywatne, likwidacja ubezpieczeń zdrowotnych państwowych na rzecz wspomagania organizacji pozarządowych zajmujących się działalnością charytatywną w ochronie zdrowia, opracowanie i wdrożenie systemu finansowania służby zdrowia w sytuacjach kryzysowych (wypadki, zawały, udary, katastrofy itp), oraz likwidacja ubezpieczeń społecznych, w ich miejsce ulgi podatkowe dla obywateli zakładających konta emerytalne (wpłaty co miesiąc, nie można ruszyć przez 30 lat) oraz w okresie przejściowym pomoc społeczna dla tych, którzy żyją w biedzie (dodatki do czynszu, talony na posiłki, ubrania). Całkowita likwidacja wszystkich zasiłków i dotacji z budżetu, wręcz zakaz takiej działalności, ewentualne ulgi dla organizacji pozarządowych przejmujących taką działalność.
To mówiłem ja, Jarząbek.
Natomiast pobieranie podatków od konsumpcji tak, zdecydowanie.
Ujednolicenie stawki VAT - tak, zdecydowanie.
Oprócz korzyści wynikających z przejrzystości przepisów efektem pobocznym będzie obniżenie kosztów obsługi systemu. Moim zdaniem 40% urzędników wypada na bruk z automatu, dalsze 20% w ciągu 2-3 lat. Związane jest to z a) rezygnacją z poboru podatków dochodowych, które są bardzo kosztowne, oraz b) uproszczeniu procedur kontroli i poboru VAT, bo odpadają wszystkie sporne sytuacje o stawki oraz ciągnące się latami procesy o prawidłowość naliczeń.
Powyższy system jest 10 razy lepszy aniżeli istniejący, ale nie może być zastosowany. Stoi bowiem w sprzeczności z potrzebami biurokracji. Dlatego nie będzie lepiej. I dlatego nikogo nie obchodzi jak to usprawnić.
Moim zdaniem sprawiedliwym społecznie byłoby zmiksowanie dochodów budżetowych na zasadzie podatku pogłównego i podatku od konsumpcji, rezygnacja przez państwo z prowadzenia działalności charytatywnej i przekazanie jej w ręce prywatne, likwidacja ubezpieczeń zdrowotnych państwowych na rzecz wspomagania organizacji pozarządowych zajmujących się działalnością charytatywną w ochronie zdrowia, opracowanie i wdrożenie systemu finansowania służby zdrowia w sytuacjach kryzysowych (wypadki, zawały, udary, katastrofy itp), oraz likwidacja ubezpieczeń społecznych, w ich miejsce ulgi podatkowe dla obywateli zakładających konta emerytalne (wpłaty co miesiąc, nie można ruszyć przez 30 lat) oraz w okresie przejściowym pomoc społeczna dla tych, którzy żyją w biedzie (dodatki do czynszu, talony na posiłki, ubrania). Całkowita likwidacja wszystkich zasiłków i dotacji z budżetu, wręcz zakaz takiej działalności, ewentualne ulgi dla organizacji pozarządowych przejmujących taką działalność.
To mówiłem ja, Jarząbek.
Chmurko, wciąż czekam na nazwisko profesora
ponad to: nie mogły by stracić...
Sadyl założył, że podniesiesz VAT do 40% ;)
realnie VAT zostanie bez zmian...
więc osoby zarabiające minimalną krajową zyskają (początkowo) 2.5%
niby niewiele... ale wraz z upływem czasu, jak społeczeństwo, a więc również przedsiębiorcy zaczną się wzbogacać to te osoby... a w zasadzie wszystkie będą zarabiały więcej...
nie dlatego, że zmieniły się podatki (pośrednio tak)
dlatego, że społeczeństwo będzie się bogacić, a będzie się bogacić bo zmieniły się podatki
najlepszy przykład: Szwecja
myślisz, że Szwedzi są bogaci, bo panuje socjalizm?!
think again :D
Socjalizm mają od 40-50 lat... i od tego kasy im ubywa...
a od niedawna pojawiają się protesty i niezadowolenie :D
polecam zaciągnąć opinii kogoś po Szwecjanistyce, szczególnie historię Szwecji PRZED oraz w latach 1806-1955 (+/- 3)
@Manson:
"sprawiedliwym społecznie" - PiSS jest SS sprawiedliwy społecznie :D
"wypadki, zawały, udary, katastrofy itp" - do podobnych wniosków doszliśmy w poprzednim którymś tam wspomnianym wyżej temacie odnośnie służby zdrowia...
że służba zdrowia ma być prywatna - z wyłączeniem np. SOR - bo przynosi straty i nikt prywatnie nie chciał by się tego podjąć... ALE... gdyby każda prywatna przychodnia miała SOR, a państwo - bez słowa i durnych przepisów - zwracało by 100% kosztów - luz...
a państwo mogło by zwracać 100% kosztów - bo teraz jakoś też może ;)
przypomnę: główny dochód to VAT... z VATu można sfinansować WSZYSTKO jeśli społeczeństwu zostawi się dużo w portfelu i jeszcze trochę zostanie...
ponad to: nie mogły by stracić...
Sadyl założył, że podniesiesz VAT do 40% ;)
realnie VAT zostanie bez zmian...
więc osoby zarabiające minimalną krajową zyskają (początkowo) 2.5%
niby niewiele... ale wraz z upływem czasu, jak społeczeństwo, a więc również przedsiębiorcy zaczną się wzbogacać to te osoby... a w zasadzie wszystkie będą zarabiały więcej...
nie dlatego, że zmieniły się podatki (pośrednio tak)
dlatego, że społeczeństwo będzie się bogacić, a będzie się bogacić bo zmieniły się podatki
najlepszy przykład: Szwecja
myślisz, że Szwedzi są bogaci, bo panuje socjalizm?!
think again :D
Socjalizm mają od 40-50 lat... i od tego kasy im ubywa...
a od niedawna pojawiają się protesty i niezadowolenie :D
polecam zaciągnąć opinii kogoś po Szwecjanistyce, szczególnie historię Szwecji PRZED oraz w latach 1806-1955 (+/- 3)
@Manson:
"sprawiedliwym społecznie" - PiSS jest SS sprawiedliwy społecznie :D
"wypadki, zawały, udary, katastrofy itp" - do podobnych wniosków doszliśmy w poprzednim którymś tam wspomnianym wyżej temacie odnośnie służby zdrowia...
że służba zdrowia ma być prywatna - z wyłączeniem np. SOR - bo przynosi straty i nikt prywatnie nie chciał by się tego podjąć... ALE... gdyby każda prywatna przychodnia miała SOR, a państwo - bez słowa i durnych przepisów - zwracało by 100% kosztów - luz...
a państwo mogło by zwracać 100% kosztów - bo teraz jakoś też może ;)
przypomnę: główny dochód to VAT... z VATu można sfinansować WSZYSTKO jeśli społeczeństwu zostawi się dużo w portfelu i jeszcze trochę zostanie...
@ Aradash:
>Chmurko, wciąż czekam na nazwisko profesora
Moje stwierdzenie było ogólne. I odnosiło się do Twojego stwierdzenia, że swoje "mądrości" opierasz na doświadczeniu. Chciałam tylko dać do zrozumienia, że skoro ekonomistom (ekspertom w danej dziedzinie) zdarza się nie zgadzać (a nie powiesz mi, że zawsze co do wszystkiego się zgadzali) i mylić, to ja tym bardziej mogę błądzić.
>ponad to: nie mogły by stracić...
Chodziło mi o osoby, które obecnie faktycznie nie płacą podatku dochodowego. Ale to jest problem przejściowy.
Temat jednolitej stawki VAT muszę zgłębić. Wiem jakie są zalety. Nie wiem, czy są jakieś wady. Na pewno zmiana wywoła przejściowe problemy. Ale zmiany można wprowadzać stopniowo.
Pozostaje problem wyłudzeń.
>Chmurko, wciąż czekam na nazwisko profesora
Moje stwierdzenie było ogólne. I odnosiło się do Twojego stwierdzenia, że swoje "mądrości" opierasz na doświadczeniu. Chciałam tylko dać do zrozumienia, że skoro ekonomistom (ekspertom w danej dziedzinie) zdarza się nie zgadzać (a nie powiesz mi, że zawsze co do wszystkiego się zgadzali) i mylić, to ja tym bardziej mogę błądzić.
>ponad to: nie mogły by stracić...
Chodziło mi o osoby, które obecnie faktycznie nie płacą podatku dochodowego. Ale to jest problem przejściowy.
Temat jednolitej stawki VAT muszę zgłębić. Wiem jakie są zalety. Nie wiem, czy są jakieś wady. Na pewno zmiana wywoła przejściowe problemy. Ale zmiany można wprowadzać stopniowo.
Pozostaje problem wyłudzeń.
>nie rozumiem za bardzo co masz na myśli mówiąc 'problem wyłudzeń'
Chodzi o wyłudzenia VAT - uzyskiwanie zwrotu podatku naliczonego przy jednoczesnym braku zapłaty podatku należnego.
http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-kontroli-zwalczania-oszustw-podatkowych.html
Chodzi o wyłudzenia VAT - uzyskiwanie zwrotu podatku naliczonego przy jednoczesnym braku zapłaty podatku należnego.
http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-kontroli-zwalczania-oszustw-podatkowych.html
no ok, ale to jest kwestia kontroli skarbowej, ew. służb mundurowych...
i nie ma związku z wysokością i systemem podatkowym, tylko z tym, że ludzie to złodzieje i lecą w kule... wysokość podatków i rodzaj podatków nie ma wpływu na to, czy ktoś jest oszustem i okrada innych obywateli* czy nie
jeśli mnie pytasz, co z takimi ludźmi robić, to odpowiadam: konfiskata całego majątku (nieważne, że jest zapisany na dziecko matkę czy c*otkę) do sądu - jak udowodnią oszustwo podatkowe - zabrać wszystko, wsadzić do mieszkań komunalnych, i niech startują od zera
sprawa bowiem jest banalna... kara nie ma karać... nie ma również być adekwatna do czynu - co za debil to wymyślił... - nie ma również łatać dziury budżetowej...
kara ma być nieuchronna, i wysoka - po to, żeby odstraszyć potencjalnych oszustów/przestępców/kombinatorów przed popełnieniem czynu zabronionego
obecnie taki delikwent jest wsadzany do więzienia, a to co nakradł zostaje 'w rodzinie'...
czyli nie dość, że skarb państwa nie odzyska kasy, to jeszcze reszta podatników musi takiego ciecia utrzymywać - to jakiś żart :D
ps.
prawdopodobnie część czytelników zauważyła...
moje propozycje skłaniają się do znacznego uproszczenia systemu podatkowego...
jeśli będzie uproszczony - ciężej będzie kombinować i oszukiwać
---
*) oszukując skarb państwa w dowolny sposób nie okradasz 'rządu' ani 'skarbówki' tylko innych obywateli :D państwo NIE MA swoich pieniędzy - państwo dysponuje pieniędzmi obywateli pobieranymi w podatkach
jeśli więc ktoś - nawet małą część - ukradnie, oznacza to nic innego jak to, że WSZYSCY INNI będą mieli mniej... znaczy: okrada innych ludzi, sąsiadów również...
ludzie - z czasów komuny - wynieśli jakieś dziwne przeświadczenie że 'donoszenie władzy' to zło i w ogóle że nie wolno żeby polak donosił na polaka...
ci ludzie to debile
co robisz, jak ktoś Ci spuści łomot na ulicy i znasz tą osobę z widzenia?
co robisz, jak ktoś Cię okradnie, na ulicy, albo Twój dom/samochód?
myślę, że dalszy komentarz jest zbędny...
i nie ma związku z wysokością i systemem podatkowym, tylko z tym, że ludzie to złodzieje i lecą w kule... wysokość podatków i rodzaj podatków nie ma wpływu na to, czy ktoś jest oszustem i okrada innych obywateli* czy nie
jeśli mnie pytasz, co z takimi ludźmi robić, to odpowiadam: konfiskata całego majątku (nieważne, że jest zapisany na dziecko matkę czy c*otkę) do sądu - jak udowodnią oszustwo podatkowe - zabrać wszystko, wsadzić do mieszkań komunalnych, i niech startują od zera
sprawa bowiem jest banalna... kara nie ma karać... nie ma również być adekwatna do czynu - co za debil to wymyślił... - nie ma również łatać dziury budżetowej...
kara ma być nieuchronna, i wysoka - po to, żeby odstraszyć potencjalnych oszustów/przestępców/kombinatorów przed popełnieniem czynu zabronionego
obecnie taki delikwent jest wsadzany do więzienia, a to co nakradł zostaje 'w rodzinie'...
czyli nie dość, że skarb państwa nie odzyska kasy, to jeszcze reszta podatników musi takiego ciecia utrzymywać - to jakiś żart :D
ps.
prawdopodobnie część czytelników zauważyła...
moje propozycje skłaniają się do znacznego uproszczenia systemu podatkowego...
jeśli będzie uproszczony - ciężej będzie kombinować i oszukiwać
---
*) oszukując skarb państwa w dowolny sposób nie okradasz 'rządu' ani 'skarbówki' tylko innych obywateli :D państwo NIE MA swoich pieniędzy - państwo dysponuje pieniędzmi obywateli pobieranymi w podatkach
jeśli więc ktoś - nawet małą część - ukradnie, oznacza to nic innego jak to, że WSZYSCY INNI będą mieli mniej... znaczy: okrada innych ludzi, sąsiadów również...
ludzie - z czasów komuny - wynieśli jakieś dziwne przeświadczenie że 'donoszenie władzy' to zło i w ogóle że nie wolno żeby polak donosił na polaka...
ci ludzie to debile
co robisz, jak ktoś Ci spuści łomot na ulicy i znasz tą osobę z widzenia?
co robisz, jak ktoś Cię okradnie, na ulicy, albo Twój dom/samochód?
myślę, że dalszy komentarz jest zbędny...
@ Aradash:
>no ok, ale to jest kwestia kontroli skarbowej, ew. służb mundurowych...
i nie ma związku z wysokością i systemem podatkowym, tylko z tym, że ludzie to złodzieje i lecą w kule... wysokość podatków i rodzaj podatków nie ma wpływu na to, czy ktoś jest oszustem i okrada innych obywateli* czy nie
Niby tak. Tyle, że VAT sam w sobie jest bardziej podatny na oszustwa (czy znasz inny podatek, którego możesz nie zapłacić, a ubiegać się o zwrot?). Chociaż są kraje, które sobie z tym problemem radzą. U nas póki co skala problemu jest porażająca:
http://stojeipatrze.blogspot.com/2015/12/luka-w-vat-53-miliardy-zotych-2015.html
>no ok, ale to jest kwestia kontroli skarbowej, ew. służb mundurowych...
i nie ma związku z wysokością i systemem podatkowym, tylko z tym, że ludzie to złodzieje i lecą w kule... wysokość podatków i rodzaj podatków nie ma wpływu na to, czy ktoś jest oszustem i okrada innych obywateli* czy nie
Niby tak. Tyle, że VAT sam w sobie jest bardziej podatny na oszustwa (czy znasz inny podatek, którego możesz nie zapłacić, a ubiegać się o zwrot?). Chociaż są kraje, które sobie z tym problemem radzą. U nas póki co skala problemu jest porażająca:
http://stojeipatrze.blogspot.com/2015/12/luka-w-vat-53-miliardy-zotych-2015.html
@Manson,
inne zdanie odnośnie czego?
i gdzie 'źle' umiejscawiam złodzieja moich pieniędzy?
bo pierwszym i oczywistym złodziejem - a w zasadzie bandytą - jest państwo, które wbrew mojej woli ściąga ode mnie haracz - w związku z tym poszedłem płacić haracz innemu bandycie, którzy bierze mniej
drugim natomiast jest sąsiad który oszukuje skarb państwa - bo z budżetu finansowane są np. drogi... a ja z nich korzystam, więc sąsiad okrada mnie, i wszystkich innych obywateli
i nie... ja nie okradam skarbu państwa, bo moją kasę wydaję w polsce... różnicę przedstawiłem wyżej jeśli dobrze pamiętam... moja kasa i tak trafia do skarbu państwa, z taką drobną różnicą że ja jestem bogatszy
@Chmurka
napisałem wyżej jak rozwiązać ten problem
dop***dolić takie kary, żeby nie opłacało się ryzykować
inne zdanie odnośnie czego?
i gdzie 'źle' umiejscawiam złodzieja moich pieniędzy?
bo pierwszym i oczywistym złodziejem - a w zasadzie bandytą - jest państwo, które wbrew mojej woli ściąga ode mnie haracz - w związku z tym poszedłem płacić haracz innemu bandycie, którzy bierze mniej
drugim natomiast jest sąsiad który oszukuje skarb państwa - bo z budżetu finansowane są np. drogi... a ja z nich korzystam, więc sąsiad okrada mnie, i wszystkich innych obywateli
i nie... ja nie okradam skarbu państwa, bo moją kasę wydaję w polsce... różnicę przedstawiłem wyżej jeśli dobrze pamiętam... moja kasa i tak trafia do skarbu państwa, z taką drobną różnicą że ja jestem bogatszy
@Chmurka
napisałem wyżej jak rozwiązać ten problem
dop***dolić takie kary, żeby nie opłacało się ryzykować
Wg mnie gdyby podatnicy i płatnicy Zus nie byli tak obciążani kosztami to i kombinacji byłoby znacznie mniej. Mnie oburza najbardziej haracz dla Zus. Prowadząc działalność kiedy nie masz zysku nie płacisz podatku, Zus zawsze. Na dodatek dostajesz cudowne zestawienia, co czas jakiś, jakim to "krezusem" na stare lata będziesz. Złodziejstwo w biały dzień.
Moi drodzy, doszliśmy do absurdu, w którym służba najęta do pracy rządzi pracodawcami.
System, w którym państwo jest właścicielem obywateli ma proweniencję komunistyczną i w takim kraju właśnie żyjemy.
Anglosasi nie mieli nigdy takich uwarunkowań, dlatego u nich państwo liczy się z obywatelem.
Ba, prawodawstwo PL jest komunistyczne, zaś anglosaskie opiera się na zasadach rzymskich. To są dwa różne systemy prawne.
W PL złodziejem jest państwo, i to złodziejem o rodowodzie mafijnym. Każdy grosz ukradziony takiemu państwu to powód do chwały. Drogi wybudowały sobie korporacje dla lepszego (sprawniejszego) drenażu naszych zasobów. To, że z nich korzystacie, jest skutkiem ubocznym i nie o waszą wygodę tutaj chodzi. Zresztą jak wnikniesz w temat to znajdziesz ładny sposób na dymanie wspólnej kasy przez mafię i budowlańców.
Jesteś niewolnikiem, Jak wszyscy ludzie, urodziłeś się w więzieniu, którego nie możesz powąchać, ani dotknąć bo uwięziono Twój umysł.
Na razie oni należą do systemu, czyli są wrogami. Musisz pamiętać, że oni na ogół nie dojrzeli do wolności. Niektórzy są tak bierni, uzależnieni od systemu, że będą go bronić.
System, w którym państwo jest właścicielem obywateli ma proweniencję komunistyczną i w takim kraju właśnie żyjemy.
Anglosasi nie mieli nigdy takich uwarunkowań, dlatego u nich państwo liczy się z obywatelem.
Ba, prawodawstwo PL jest komunistyczne, zaś anglosaskie opiera się na zasadach rzymskich. To są dwa różne systemy prawne.
W PL złodziejem jest państwo, i to złodziejem o rodowodzie mafijnym. Każdy grosz ukradziony takiemu państwu to powód do chwały. Drogi wybudowały sobie korporacje dla lepszego (sprawniejszego) drenażu naszych zasobów. To, że z nich korzystacie, jest skutkiem ubocznym i nie o waszą wygodę tutaj chodzi. Zresztą jak wnikniesz w temat to znajdziesz ładny sposób na dymanie wspólnej kasy przez mafię i budowlańców.
Jesteś niewolnikiem, Jak wszyscy ludzie, urodziłeś się w więzieniu, którego nie możesz powąchać, ani dotknąć bo uwięziono Twój umysł.
Na razie oni należą do systemu, czyli są wrogami. Musisz pamiętać, że oni na ogół nie dojrzeli do wolności. Niektórzy są tak bierni, uzależnieni od systemu, że będą go bronić.
> Każdy grosz ukradziony takiemu państwu to powód do chwały
"TAKIEMU" to słowo-klucz.
Dylematem, czy moralne jest okraść złodzieja, zajmować się nie zamierzam ;)
Aradash i ja jesteśmy zwolennikami wypie*lenia na zbity pysk większości służby, a tym, co pozostaną, jasnego określenia zakresu obowiązków i ustalenia adekwatnej za to pensji. I okradanie TAKIEJ służby uważam za naganne moralnie.
Ty jesteś zwolennikiem wypie*lenia całej służby i życia wyłącznie o własnych siłach. Można i tak.. ale mało kto może sobie na takie życie pozwolić. Nie każdy chce być jednocześnie sprzątaczką i ochroniarzem swojego domu. A raczej: rzadko kto MOŻE nimi być.
Niestety.. jak wspomniałeś.. znakomita większość społeczeństwa woli obecne status quo - już to z przyzwyczajenia, już to z osobistego czerpania z niego korzyści.
A że mamy "demokrację" to mniejszości myślące inaczej są zmuszane do akceptacji tego, co jest.
Do czasu, aż większość ludzi sama nie strzepie łusek z oczu (mało prawdopodobne, aby stało się to w dającej się przewidzieć przyszłości) albo coś nie pierd*lnie na tyle porządnie, że same spadną.
"TAKIEMU" to słowo-klucz.
Dylematem, czy moralne jest okraść złodzieja, zajmować się nie zamierzam ;)
Aradash i ja jesteśmy zwolennikami wypie*lenia na zbity pysk większości służby, a tym, co pozostaną, jasnego określenia zakresu obowiązków i ustalenia adekwatnej za to pensji. I okradanie TAKIEJ służby uważam za naganne moralnie.
Ty jesteś zwolennikiem wypie*lenia całej służby i życia wyłącznie o własnych siłach. Można i tak.. ale mało kto może sobie na takie życie pozwolić. Nie każdy chce być jednocześnie sprzątaczką i ochroniarzem swojego domu. A raczej: rzadko kto MOŻE nimi być.
Niestety.. jak wspomniałeś.. znakomita większość społeczeństwa woli obecne status quo - już to z przyzwyczajenia, już to z osobistego czerpania z niego korzyści.
A że mamy "demokrację" to mniejszości myślące inaczej są zmuszane do akceptacji tego, co jest.
Do czasu, aż większość ludzi sama nie strzepie łusek z oczu (mało prawdopodobne, aby stało się to w dającej się przewidzieć przyszłości) albo coś nie pierd*lnie na tyle porządnie, że same spadną.
Przyznam, że nie chce mi się publicznie o tym gadać. Ale niech tam.
Przykład Sadyla jest nietrafiony. Przewoźnik to nie jest dobro wspólne tylko koleś, który sprzedaje usługi i zarabia. Niech się broni przed złodziejami na swój sposób. Nikt nie musi być moralnym. To przywilej, a nie obowiązek. Złodzieje są, byli i będą - taka ludzka natura.
Z innej beczki. Według GUSu wartość środków trwałych Polski wynosi jakieś 2,8 bln zł. To znaczy, że statystycznie na każdego obywatela przypada 78,5k zł. Co to znaczy? Że z faktu, iż jesteś Polakiem, przynależy ci się udział w zasobach kraju w tej właśnie wartości. To wycena środków trwałych, bez zasobów naturalnych, surowców i innych dóbr (towary, materiały). Można więc spokojnie przyjąć, że udział każdego z nas jest wiele większy. I my, suwereni tego majątku, powierzyliśmy zarządzanie nim jakimś kolesiom. Ci kolesie ustalili sobie, że na koszty zarządzania będą zabierać podatki. Mało tego, ustalili sobie, że sami będą decydować jakie podatki i w jakiej wysokości. Dziś podatek zapłacą sieci handlowe, a jutro posiadacze nosów. Zresztą za świeże powietrze już gdzieniegdzie trzeba płacić :-)
Może was to urządza, nie wiem. Ale jestem zdania, że płacę za wykonana pracę i daję premię według uznania. Skoro wolicie inaczej, wasze prawo. Ale czy na pewno robicie to lepiej?
Polską jak i innymi krajami rządzą korporacje. Rządy zaś sprzedały swoich obywateli za kasę. Z ludzkiego punktu widzenia mamy do czynienia ze zdradą. A wy nawołujecie do posłuszeństwa?
Dzień wolności podatkowej przypada na przełomie czerwca i lipca. To znaczy, że 50% wypracowanej przez ludzi wartości dodanej zabiera rząd, będący służbą wynajętą do zarządzania majątkiem.
Budżet na 2015 ustalono w ten sposób, że na 297 mld przychodów przypadnie 351 mld wydatków. Dalsze 4 mld w plecy jesteśmy na rozliczeniach z UE (więcej wpłacamy niz potencjalnie dostaniemy). Wydatki budżetu to są koszty. Służba wynajęta do zarządzania naszym wspólnym majątkiem nie dość, że zabiera nam połowę dochodów, to jeszcze zaplanowała zadłużyć nas, bo tak jej wychodzi. Zadłużyć na kwotę, za którą można zbudować 200 km autostrad. Czyli 1/4 tego, co do tej pory wybudowaliśmy od momentu przyjęcia nas do UE.
Złodziejem są korporacje, pomocnikiem złodziei rządy, a klakierami obywatele. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Skoro waszym zdaniem struktura zarządzania waszym udziałem jest właściwa to widocznie tak jest. Ja umiem swoim udziałem zarządzać lepiej. I nie widzę sensu w dobrowolnym finansowaniu patologii, która uważam za szkodliwą i haniebną. A wy róbcie co chcecie, po to macie wolną wolę.
Proszę mi odebrać majątek Aradash. W życiu dobrowolnie nie wykonam żadnego nakazu Twojej starozakonnej nadrzędnej władzy. Ugnę się, jak będę musiał, ale po dobroci nigdy.
I najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja uważam się za rozumiejącego rzeczywistość faceta, a Ty błądzisz w sferze wpojonych Ci dogmatów, moim zdaniem.
Przykład Sadyla jest nietrafiony. Przewoźnik to nie jest dobro wspólne tylko koleś, który sprzedaje usługi i zarabia. Niech się broni przed złodziejami na swój sposób. Nikt nie musi być moralnym. To przywilej, a nie obowiązek. Złodzieje są, byli i będą - taka ludzka natura.
Z innej beczki. Według GUSu wartość środków trwałych Polski wynosi jakieś 2,8 bln zł. To znaczy, że statystycznie na każdego obywatela przypada 78,5k zł. Co to znaczy? Że z faktu, iż jesteś Polakiem, przynależy ci się udział w zasobach kraju w tej właśnie wartości. To wycena środków trwałych, bez zasobów naturalnych, surowców i innych dóbr (towary, materiały). Można więc spokojnie przyjąć, że udział każdego z nas jest wiele większy. I my, suwereni tego majątku, powierzyliśmy zarządzanie nim jakimś kolesiom. Ci kolesie ustalili sobie, że na koszty zarządzania będą zabierać podatki. Mało tego, ustalili sobie, że sami będą decydować jakie podatki i w jakiej wysokości. Dziś podatek zapłacą sieci handlowe, a jutro posiadacze nosów. Zresztą za świeże powietrze już gdzieniegdzie trzeba płacić :-)
Może was to urządza, nie wiem. Ale jestem zdania, że płacę za wykonana pracę i daję premię według uznania. Skoro wolicie inaczej, wasze prawo. Ale czy na pewno robicie to lepiej?
Polską jak i innymi krajami rządzą korporacje. Rządy zaś sprzedały swoich obywateli za kasę. Z ludzkiego punktu widzenia mamy do czynienia ze zdradą. A wy nawołujecie do posłuszeństwa?
Dzień wolności podatkowej przypada na przełomie czerwca i lipca. To znaczy, że 50% wypracowanej przez ludzi wartości dodanej zabiera rząd, będący służbą wynajętą do zarządzania majątkiem.
Budżet na 2015 ustalono w ten sposób, że na 297 mld przychodów przypadnie 351 mld wydatków. Dalsze 4 mld w plecy jesteśmy na rozliczeniach z UE (więcej wpłacamy niz potencjalnie dostaniemy). Wydatki budżetu to są koszty. Służba wynajęta do zarządzania naszym wspólnym majątkiem nie dość, że zabiera nam połowę dochodów, to jeszcze zaplanowała zadłużyć nas, bo tak jej wychodzi. Zadłużyć na kwotę, za którą można zbudować 200 km autostrad. Czyli 1/4 tego, co do tej pory wybudowaliśmy od momentu przyjęcia nas do UE.
Złodziejem są korporacje, pomocnikiem złodziei rządy, a klakierami obywatele. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Skoro waszym zdaniem struktura zarządzania waszym udziałem jest właściwa to widocznie tak jest. Ja umiem swoim udziałem zarządzać lepiej. I nie widzę sensu w dobrowolnym finansowaniu patologii, która uważam za szkodliwą i haniebną. A wy róbcie co chcecie, po to macie wolną wolę.
Proszę mi odebrać majątek Aradash. W życiu dobrowolnie nie wykonam żadnego nakazu Twojej starozakonnej nadrzędnej władzy. Ugnę się, jak będę musiał, ale po dobroci nigdy.
I najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja uważam się za rozumiejącego rzeczywistość faceta, a Ty błądzisz w sferze wpojonych Ci dogmatów, moim zdaniem.
> Przewoźnik to nie jest dobro wspólne tylko koleś, który sprzedaje usługi i zarabia.
Przykład jest trafiony - i nawet prościej będzie mi to uzasadnić na przykładzie "kolesia" niż przewoźnika "publicznego".
Koleś zakłada jakąś tam rentowność przedsięwzięcia. Porusza się przy tym w widełkach między plajtą a konkurencją.
Jeśli 10% podróżnych jedzie na gapę, to założenie jest spełnione w 90%. Nie chcąc splajtować, musi podnieść ceny biletów o 11%. I dokładnie to samo robią wszyscy inni przewoźnicy (zakładając, że gapowicze "rozkładają się równomiernie"). Tym samym.. każdy gapowicz wyciąga z kieszeni "biletowicza" te 11% ceny biletu.
Analogicznie jest w przypadku Państwa.
Chcąc pokryć wydatki, przy niedostatecznych wpływach, musi ono zwiększyć obciążenia.
Oczywiście.. działa to tylko na "narastającym" zboczu krzywej Laffera.. ale takie Państwo mam na myśli. Nie to, co mamy obecnie.
> Ja umiem swoim udziałem zarządzać lepiej.
Jak prawie każdy ;)
> waszym zdaniem struktura zarządzania waszym udziałem jest właściwa
Kogo masz na myśli pisząc "Waszym"?
Aradash i ja jesteśmy zwolennikami państwa-minimum. Zgadzamy się z Tobą, że Państwo nie powinno zajmować się 99% rzeczy, w które wpieprza się obecnie.
Różnica między poglądami naszymi a Twoim jest tylko w tym 1%.
Różnica między nami a większością społeczeństwa jest w 99% - co pokazały ostatnie wybory (i przedostatnie... i wszystkie poprzednie :)
Przykład jest trafiony - i nawet prościej będzie mi to uzasadnić na przykładzie "kolesia" niż przewoźnika "publicznego".
Koleś zakłada jakąś tam rentowność przedsięwzięcia. Porusza się przy tym w widełkach między plajtą a konkurencją.
Jeśli 10% podróżnych jedzie na gapę, to założenie jest spełnione w 90%. Nie chcąc splajtować, musi podnieść ceny biletów o 11%. I dokładnie to samo robią wszyscy inni przewoźnicy (zakładając, że gapowicze "rozkładają się równomiernie"). Tym samym.. każdy gapowicz wyciąga z kieszeni "biletowicza" te 11% ceny biletu.
Analogicznie jest w przypadku Państwa.
Chcąc pokryć wydatki, przy niedostatecznych wpływach, musi ono zwiększyć obciążenia.
Oczywiście.. działa to tylko na "narastającym" zboczu krzywej Laffera.. ale takie Państwo mam na myśli. Nie to, co mamy obecnie.
> Ja umiem swoim udziałem zarządzać lepiej.
Jak prawie każdy ;)
> waszym zdaniem struktura zarządzania waszym udziałem jest właściwa
Kogo masz na myśli pisząc "Waszym"?
Aradash i ja jesteśmy zwolennikami państwa-minimum. Zgadzamy się z Tobą, że Państwo nie powinno zajmować się 99% rzeczy, w które wpieprza się obecnie.
Różnica między poglądami naszymi a Twoim jest tylko w tym 1%.
Różnica między nami a większością społeczeństwa jest w 99% - co pokazały ostatnie wybory (i przedostatnie... i wszystkie poprzednie :)
Daleko mi jeszcze do emerytury ale zastanawiam się jakie będzie wtedy moje życie. Patrząc na "optymistyczne" wyliczanki zus będę w czarnej d...e.Przepracowałam 27 lat , kupę kasy poszło na tę chwalebną instytucję a oni oferują z moich własnych pieniędzy 1/4 tego co im przekazałam. Jest fajnie.
I nadal mam dobrowolnie dać się okradać.
Zrobię wszystko żeby nie być kozłem ofiarnym. Mogę być nazywana złodziejem. Obelga od złodzieja nie jest obelgą.
Uniezależnić się maksymalnie od dziadostwa i walczyć o swoje.
I nadal mam dobrowolnie dać się okradać.
Zrobię wszystko żeby nie być kozłem ofiarnym. Mogę być nazywana złodziejem. Obelga od złodzieja nie jest obelgą.
Uniezależnić się maksymalnie od dziadostwa i walczyć o swoje.
@Manson,
"Proszę mi odebrać majątek Aradash. W życiu dobrowolnie nie wykonam żadnego nakazu Twojej starozakonnej nadrzędnej władzy."
"mojej władzy"? :D
państwo Cie okrada? - rozumiem doskonale, mnie tez...
ale przeginasz pałę
skoro przewoźnik (Twoim zdaniem) ma się bronić sam przed złodziejami - to Ty (nie chcąc płacić podatków) nie masz prawa korzystać z usług straży pożarnej ani policji
bo na te dwie rzeczy - i jeszcze kilka innych, jak wojsko, straż graniczna - ja chcę płacić podatki (TYLKO na to)
i nie będę Ci zabierał majątku, ale jeśli skorzystasz ze SŁUŻBY jaką oferuje np. policja, to osobiście pod***dolę Cię do skarbówki że nie płacisz a korzystasz
jeszcze raz Ci powtórzę, bo sądząc po Twoich wpisach i wypowiedziach wierzę, że potrafisz to zrozumieć, tym razem podam przykład infantylny jak to mam w zwyczaju, żeby więcej osób (bo widzę, że nie rozumieją) poniemiało:
jeśli grasz z kolegami w piłkę na boisku, i idziecie się zrzucić na coca-colę po meczu
jest Was 10 osób, i chcecie kupić dwie cole po 5zł
wychodzi złotówka na głowę
ale jeden koleś nie ma kasy, no to wychodzi 1,11zł na głowę - 9 osób zapłaciło 11% więcej żeby ten dziesiąty mógł się napić - OK
za tydzień ta sama sytuacja...
i znowu...
i znowu...
widzisz problem?
@k.a.
nigdzie nie napisałem, że 'jak sąsiad mi nie daje kasy to mnie okrada' nie imputuj, to żałosne
jeśli sąsiad okrada budżet państwa, z usług którego korzystam - sąsiad okrada mnie, i innych obywateli którzy płacą - wyżej masz przykład zrozumiały dla 8-latków grających na podwórku w gałę
jeśli go nie rozumiesz, to szczerze Ci współczuję
@~inka-inka,
z 20 linijek wyżej masz przykład ;)
nie okradasz pani w sklepie (państwa) tylko inne dzieci (obywateli)
jeszcze jakieś pytania?
"Proszę mi odebrać majątek Aradash. W życiu dobrowolnie nie wykonam żadnego nakazu Twojej starozakonnej nadrzędnej władzy."
"mojej władzy"? :D
państwo Cie okrada? - rozumiem doskonale, mnie tez...
ale przeginasz pałę
skoro przewoźnik (Twoim zdaniem) ma się bronić sam przed złodziejami - to Ty (nie chcąc płacić podatków) nie masz prawa korzystać z usług straży pożarnej ani policji
bo na te dwie rzeczy - i jeszcze kilka innych, jak wojsko, straż graniczna - ja chcę płacić podatki (TYLKO na to)
i nie będę Ci zabierał majątku, ale jeśli skorzystasz ze SŁUŻBY jaką oferuje np. policja, to osobiście pod***dolę Cię do skarbówki że nie płacisz a korzystasz
jeszcze raz Ci powtórzę, bo sądząc po Twoich wpisach i wypowiedziach wierzę, że potrafisz to zrozumieć, tym razem podam przykład infantylny jak to mam w zwyczaju, żeby więcej osób (bo widzę, że nie rozumieją) poniemiało:
jeśli grasz z kolegami w piłkę na boisku, i idziecie się zrzucić na coca-colę po meczu
jest Was 10 osób, i chcecie kupić dwie cole po 5zł
wychodzi złotówka na głowę
ale jeden koleś nie ma kasy, no to wychodzi 1,11zł na głowę - 9 osób zapłaciło 11% więcej żeby ten dziesiąty mógł się napić - OK
za tydzień ta sama sytuacja...
i znowu...
i znowu...
widzisz problem?
@k.a.
nigdzie nie napisałem, że 'jak sąsiad mi nie daje kasy to mnie okrada' nie imputuj, to żałosne
jeśli sąsiad okrada budżet państwa, z usług którego korzystam - sąsiad okrada mnie, i innych obywateli którzy płacą - wyżej masz przykład zrozumiały dla 8-latków grających na podwórku w gałę
jeśli go nie rozumiesz, to szczerze Ci współczuję
@~inka-inka,
z 20 linijek wyżej masz przykład ;)
nie okradasz pani w sklepie (państwa) tylko inne dzieci (obywateli)
jeszcze jakieś pytania?
sadyl nie do końca. w autobusie masz wybór, możesz nie jechać, a jak chcesz jechać to zapłać. natomiast budżet wyrywa mi część każdej kasy jaka zarobię nie dając wyboru. jedyny wybór nie zarabiać ;D dlatego wolę stworzyć wysokie koszty i z podatku kupić nowy "służbowy" wielki telewizor do domu niż dać premię pani urzędniczce i jej kupić nowy tv :)
@inka²:
Z przyczyn, o których piszesz, pisanie o "ubezpieczeniu społecznym" jest poważnym nadużyciem semantycznym.
Zacytuję własne słowa z mojego serwisu www:
"Zawierając umowę ubezpieczenia, wiemy ile wyniesie składka w okresie trwania umowy a także jakie otrzymamy świadczenie i w jakich sytuacjach. Precyzują to Ogólne Warunki Ubezpieczenia, znane w momencie podpisywania umowy i niezmienne w trakcie jej trwania. Mamy także możliwość wyboru Ubezpieczyciela.
W przypadku składki ZUS, nie mamy możliwości wyboru. Co ważniejsze jednak - nie wiemy za co płacimy i jakie świadczenie (i czy w ogóle) otrzymamy. Ogólne Warunki Ubezpieczenia nie istnieją. Mamy w zamian ustawy, uchwalane przez Dostojnych Przedstawicieli Narodu, zmieniane w zależności od bieżącej sytuacji politycznej (i wielkości dziury budżetowej). Od ich łaskawości zależy nasza przyszłość, jako emerytów! Łaskawości, gdyż zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, emerytura nie jest Prawem które się nam należy jak psu buda, ale Przywilejem!"
Tak było, kiedy zaczynałaś odprowadzać ZUS-owski haracz jak również przez całe te lata. Nie miałaś wyboru - ok.
Ale na przeszłość wpływu nie masz. Można się oczywiście wk*rwiać, że masa Twojej kasy poszła w piach... tylko po co?
Niczego to nie zmieni.
Zmienić można jedynie przyszłość.
Z przyczyn, o których piszesz, pisanie o "ubezpieczeniu społecznym" jest poważnym nadużyciem semantycznym.
Zacytuję własne słowa z mojego serwisu www:
"Zawierając umowę ubezpieczenia, wiemy ile wyniesie składka w okresie trwania umowy a także jakie otrzymamy świadczenie i w jakich sytuacjach. Precyzują to Ogólne Warunki Ubezpieczenia, znane w momencie podpisywania umowy i niezmienne w trakcie jej trwania. Mamy także możliwość wyboru Ubezpieczyciela.
W przypadku składki ZUS, nie mamy możliwości wyboru. Co ważniejsze jednak - nie wiemy za co płacimy i jakie świadczenie (i czy w ogóle) otrzymamy. Ogólne Warunki Ubezpieczenia nie istnieją. Mamy w zamian ustawy, uchwalane przez Dostojnych Przedstawicieli Narodu, zmieniane w zależności od bieżącej sytuacji politycznej (i wielkości dziury budżetowej). Od ich łaskawości zależy nasza przyszłość, jako emerytów! Łaskawości, gdyż zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, emerytura nie jest Prawem które się nam należy jak psu buda, ale Przywilejem!"
Tak było, kiedy zaczynałaś odprowadzać ZUS-owski haracz jak również przez całe te lata. Nie miałaś wyboru - ok.
Ale na przeszłość wpływu nie masz. Można się oczywiście wk*rwiać, że masa Twojej kasy poszła w piach... tylko po co?
Niczego to nie zmieni.
Zmienić można jedynie przyszłość.
K.a....uważaj bo policja skarbowa stwierdzi iż takie tv nie jest Ci potrzebne i pójdziesz za kraty za okradanie państwa;)
Prezesi Skarbu Państwa nie okradając zarabiając horrendalną kasę o odprawach nie wspominając.
My maluczcy nic tu nie znaczymy. Nas trzeba doić i trzymać za twarz.
Sadyl
To też piszę o przyszłości. Nie dam się więcej tak perfidnie okradać.
Prezesi Skarbu Państwa nie okradając zarabiając horrendalną kasę o odprawach nie wspominając.
My maluczcy nic tu nie znaczymy. Nas trzeba doić i trzymać za twarz.
Sadyl
To też piszę o przyszłości. Nie dam się więcej tak perfidnie okradać.
@Inka-Inka,
nie zrzucasz się na wodę...
zrzucasz się na ten sok... dostajesz wodę, bo przez 27 lat nie zrobiłaś (Wasze pokolenie nie zrobiło) nic, żeby inni nie okradali Ciebie (Was) ;)
tylko, ze Ciebie okradali (dodatkowo, poza przekrętami) inni ludzie w inny sposób
nie zrobiliście nic...
randall np w innym temacie mi napisala, ze jej sie nie chce nic robić :D
no cóż... jak se pościelisz tak się wyśpisz... ja nie mam zamiaru patrzeć biernie jak ktoś mnie okrada i odwracać wzrok
@k.a.
czyli nie zrozumiałaś przykładu ;)
nie zrzucasz się na wodę...
zrzucasz się na ten sok... dostajesz wodę, bo przez 27 lat nie zrobiłaś (Wasze pokolenie nie zrobiło) nic, żeby inni nie okradali Ciebie (Was) ;)
tylko, ze Ciebie okradali (dodatkowo, poza przekrętami) inni ludzie w inny sposób
nie zrobiliście nic...
randall np w innym temacie mi napisala, ze jej sie nie chce nic robić :D
no cóż... jak se pościelisz tak się wyśpisz... ja nie mam zamiaru patrzeć biernie jak ktoś mnie okrada i odwracać wzrok
@k.a.
czyli nie zrozumiałaś przykładu ;)
Chętnie się zgodzę, że jakby wszyscy równo myśleli to by po równo mieli.
No ale nie myślą.
Ja na nikogo donosił nie będę. Nie moje państwo, nie mój problem. A Ty rób sobie jak chcesz. Twoja wolna i nieprzymuszona wola.
Sadyl, tak właśnie działa państwo. Zamiast samemu łapać złodzieja podnosi ceny biletów tym, którzy płacą, żeby wyjść na swoje. Przewoźnik syty, złodziej cały, a barany i tak się nie kapną. No ale tez masz prawo wierzyć w to, że to w porządku.
Biedna Inka. Naprawdę wierzysz w ten miraż emerytury? Bismarck je przyznawał ludziom, którzy dożyli 70 roku życia nie jako jakąś należność, ale jako premię bo tak. To dopiero współcześni zauważyli, że z tego można zrobić narzędzie ogłupienia. Państwo się Tobą nie zaopiekuje, bo jako biorca jesteś nieatrakcyjna. Możesz co najwyżej służyć jako wzór dla młodych głupich któzy wierzą w to, co im sie obiecuje. Inaczej już dawno takich jak Ty strącono by ze skały :-)))
No ale nie myślą.
Ja na nikogo donosił nie będę. Nie moje państwo, nie mój problem. A Ty rób sobie jak chcesz. Twoja wolna i nieprzymuszona wola.
Sadyl, tak właśnie działa państwo. Zamiast samemu łapać złodzieja podnosi ceny biletów tym, którzy płacą, żeby wyjść na swoje. Przewoźnik syty, złodziej cały, a barany i tak się nie kapną. No ale tez masz prawo wierzyć w to, że to w porządku.
Biedna Inka. Naprawdę wierzysz w ten miraż emerytury? Bismarck je przyznawał ludziom, którzy dożyli 70 roku życia nie jako jakąś należność, ale jako premię bo tak. To dopiero współcześni zauważyli, że z tego można zrobić narzędzie ogłupienia. Państwo się Tobą nie zaopiekuje, bo jako biorca jesteś nieatrakcyjna. Możesz co najwyżej służyć jako wzór dla młodych głupich któzy wierzą w to, co im sie obiecuje. Inaczej już dawno takich jak Ty strącono by ze skały :-)))
@inka-inka
miało miało...
były strajki stoczniowców, górników... i wówczas dostali co chcieli... a że byli tępi i nie chcieli tego co trzeba to ich wina
ja też dostaje czego chce, bo używam mózgu, ale NIE okradam przy okazji innych
a co do wpływu mojego pokolenia...
no cóż... obecnie może nie, ale pamiętaj, że istnieje internet, i mówiąc brutalnie dziadki przed TVN umierają, a młodzi z dostępem do wiedzy ich zastępują...
niedługo wszystko się zmieni
@Manson,
mylisz pojęcia, tak jak większość reliktów PRLu... którym donoszenie kojarzy się z czymś złym
jeśli robił byś na swoim podwórku bagno i syf - nie mam zamiaru na Ciebie donosić (i TO jest dobre użycie tego słowa) jeśli było by to nielegalne, ale robił byś to u siebie - mam to w d*pie
ALE
jeśli mnie personalnie pośrednio okradasz to 'doniosę' (w Twoim mniemaniu, i to ZŁE użycie tego słowa) bo to nie fair, nie będę się składał na usługi z których korzystasz wiedząc, że Ty tego nie robisz
miało miało...
były strajki stoczniowców, górników... i wówczas dostali co chcieli... a że byli tępi i nie chcieli tego co trzeba to ich wina
ja też dostaje czego chce, bo używam mózgu, ale NIE okradam przy okazji innych
a co do wpływu mojego pokolenia...
no cóż... obecnie może nie, ale pamiętaj, że istnieje internet, i mówiąc brutalnie dziadki przed TVN umierają, a młodzi z dostępem do wiedzy ich zastępują...
niedługo wszystko się zmieni
@Manson,
mylisz pojęcia, tak jak większość reliktów PRLu... którym donoszenie kojarzy się z czymś złym
jeśli robił byś na swoim podwórku bagno i syf - nie mam zamiaru na Ciebie donosić (i TO jest dobre użycie tego słowa) jeśli było by to nielegalne, ale robił byś to u siebie - mam to w d*pie
ALE
jeśli mnie personalnie pośrednio okradasz to 'doniosę' (w Twoim mniemaniu, i to ZŁE użycie tego słowa) bo to nie fair, nie będę się składał na usługi z których korzystasz wiedząc, że Ty tego nie robisz
Ta arogancja z czegoś wynika... prawdopodobnie z frustracji płynącej z sytuacji jaka panuje w tym kraju i podejścia (powyższego) obywateli...
na starość będziemy układowi?
na starość - jeśli nic nie ulegnie poprawie - nie będę tu mieszkał ;)
gdybym zarabiał 1300-2000zł już dawno bym tu nie mieszkał...
btw zauważyłem, że ludzie zarabiający 1300-2000 nie biorą udziału w tego rodzaju dyskusjach ;)
nie śmiem spekulować czy dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, czy może dlatego że akurat zap****alają na 3 zmianę w kamieniołomie żeby mieć co jeść...
a skoro już o tym wspomniałem - tak się składa, że tych ludzi (proporcjonalnie do ich zarobków) okradacie najbardziej :)
na starość będziemy układowi?
na starość - jeśli nic nie ulegnie poprawie - nie będę tu mieszkał ;)
gdybym zarabiał 1300-2000zł już dawno bym tu nie mieszkał...
btw zauważyłem, że ludzie zarabiający 1300-2000 nie biorą udziału w tego rodzaju dyskusjach ;)
nie śmiem spekulować czy dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, czy może dlatego że akurat zap****alają na 3 zmianę w kamieniołomie żeby mieć co jeść...
a skoro już o tym wspomniałem - tak się składa, że tych ludzi (proporcjonalnie do ich zarobków) okradacie najbardziej :)
nie, nie okradam
to państwo okrada mnie
wykształcili mnie rodzice - nie państwo :)
moi rodzice i dziadkowie całe życie płacili podatki
DODATKOWO poza podatkami: z ich własnych pieniędzy byłem karmiony i utrzymywany - nie z państwowych :)
ja mam się zrzucać na czyjąś emeryturę? chyba kpisz
to Ty (Wy) sobie zgotowaliście ten los, ja nie zgadzałem się na zrzucanie się na Wasze emerytury , nikt mnie o to nie pytał...
a na SWOJĄ emeryturę i usługi z jakich będę korzystał będę płacił w państwie którym będę mieszkał
gdzie tu widzicie okradanie państwa w którym nie mieszkam?
@k.a.
to wyjaśnia dlaczego nie potrafisz zrozumieć podstawowych zagadnień i pojęć...
wyjaśnia również dlaczego imputujesz i nie rozumiesz tekstu, który czytasz...
to państwo okrada mnie
wykształcili mnie rodzice - nie państwo :)
moi rodzice i dziadkowie całe życie płacili podatki
DODATKOWO poza podatkami: z ich własnych pieniędzy byłem karmiony i utrzymywany - nie z państwowych :)
ja mam się zrzucać na czyjąś emeryturę? chyba kpisz
to Ty (Wy) sobie zgotowaliście ten los, ja nie zgadzałem się na zrzucanie się na Wasze emerytury , nikt mnie o to nie pytał...
a na SWOJĄ emeryturę i usługi z jakich będę korzystał będę płacił w państwie którym będę mieszkał
gdzie tu widzicie okradanie państwa w którym nie mieszkam?
@k.a.
to wyjaśnia dlaczego nie potrafisz zrozumieć podstawowych zagadnień i pojęć...
wyjaśnia również dlaczego imputujesz i nie rozumiesz tekstu, który czytasz...
Dzień dobry, Mam nadzieję, że nie będę nad zbyt arogancji jeśli zapytam Was o następującą kwestię (skoro już padają kwoty):
Przypuśćmy, że tworzycie wspaniałą rodzinę: taką np. 2 + 2-ka dzieci do np. 25 roku życia, nie ważne, może być to 2+1, lub 1+1.
Waszym zdaniem: Jak wysoka kwota dochodu (na rodzinę) by Wam wystarczyła miesięcznie, by moglibyście uznać, że jesteście zadowolenia z życia tutaj w tym kraju? I nie myślelibyście o żadnym wyjeździe za granicę i nie narzekalibyście na przyszłe emerytury?
Chodzi mi odpowiedzi tylko tych osób, które tworzą rodzinę i codziennie mierzą się z różnymi wydatkami.
EDIT:
Aradash; Taką mam uwagę do Ciebie (Ty również możesz mieć jakąś do mnie - na pewno wyciągnę wnioski)). Czy mógłbyś nie obrażać osób będących tu na forum w taki bezceremonialny sposób?
Przypuśćmy, że tworzycie wspaniałą rodzinę: taką np. 2 + 2-ka dzieci do np. 25 roku życia, nie ważne, może być to 2+1, lub 1+1.
Waszym zdaniem: Jak wysoka kwota dochodu (na rodzinę) by Wam wystarczyła miesięcznie, by moglibyście uznać, że jesteście zadowolenia z życia tutaj w tym kraju? I nie myślelibyście o żadnym wyjeździe za granicę i nie narzekalibyście na przyszłe emerytury?
Chodzi mi odpowiedzi tylko tych osób, które tworzą rodzinę i codziennie mierzą się z różnymi wydatkami.
EDIT:
Aradash; Taką mam uwagę do Ciebie (Ty również możesz mieć jakąś do mnie - na pewno wyciągnę wnioski)). Czy mógłbyś nie obrażać osób będących tu na forum w taki bezceremonialny sposób?
@ ;-)
jeśli może być para bez dzieci:
przy obecnym kursie dolara: 4000zł netto/os - to minimum, które uznaje za niezbędne do życia, spłacenia kredytu, samochodu i utrzymania, rozrywki + żeby jeszcze coś odłożyć
edit: ona pierwsza obraziła mnie nazywając złodziejem, ja natomiast nikogo nie obraziłem ;) tylko wyciągnąłem wnioski czytając powyższe wypowiedzi i analizując poziom percepcji autora :D
@inka-inka
"zdobyłeś pełne wykształcenie tylko w prywatnych szkołach" - to bez znaczenia, moi rodzice płacili podatki na utrzymanie tych szkół... gdyby nie płacili, gdyby uczelnie byly prywatne i płatne - rodzice mieli by kasę żeby wyłożyć bo nie płacili by na to podatków
jeśli może być para bez dzieci:
przy obecnym kursie dolara: 4000zł netto/os - to minimum, które uznaje za niezbędne do życia, spłacenia kredytu, samochodu i utrzymania, rozrywki + żeby jeszcze coś odłożyć
edit: ona pierwsza obraziła mnie nazywając złodziejem, ja natomiast nikogo nie obraziłem ;) tylko wyciągnąłem wnioski czytając powyższe wypowiedzi i analizując poziom percepcji autora :D
@inka-inka
"zdobyłeś pełne wykształcenie tylko w prywatnych szkołach" - to bez znaczenia, moi rodzice płacili podatki na utrzymanie tych szkół... gdyby nie płacili, gdyby uczelnie byly prywatne i płatne - rodzice mieli by kasę żeby wyłożyć bo nie płacili by na to podatków
Aradash jesteś arogancki i słabo kumaty.
zarabiam mało bo i pracuję mało, a nie dlatego, ze głupia jestem. Tobie zaś brakuje błyskotliwości i nie bardzo kumasz, co czytasz. i co piszesz chyba też nie - pieniądze Twoich dziadków i rodziców należą do nich, a pieniądze Twojego sąsiada to już do państwa ? przeanalizuj swoje wypowiedzi i wyciągnij wnioski.
Twoi rodzice płacą do budżetu ( załóżmy) 7tys. rocznie, a od sąsiada oczekuje się wpłaty rzędu 70tys., bo tyle wynika z jego zarobków, a on się przed tym broni kombinacjami podatkowymi, to znaczy, że on jest złodziejem tak? jego też nikt nie pytał i on sie na nic nie zgadzał.
zarabiam mało bo i pracuję mało, a nie dlatego, ze głupia jestem. Tobie zaś brakuje błyskotliwości i nie bardzo kumasz, co czytasz. i co piszesz chyba też nie - pieniądze Twoich dziadków i rodziców należą do nich, a pieniądze Twojego sąsiada to już do państwa ? przeanalizuj swoje wypowiedzi i wyciągnij wnioski.
Twoi rodzice płacą do budżetu ( załóżmy) 7tys. rocznie, a od sąsiada oczekuje się wpłaty rzędu 70tys., bo tyle wynika z jego zarobków, a on się przed tym broni kombinacjami podatkowymi, to znaczy, że on jest złodziejem tak? jego też nikt nie pytał i on sie na nic nie zgadzał.
Mam jeszcze jedno pytanie, mam nadzieję, że również nie będę nad zbyt arogancki jeśli zapytam Was o następującą kwestię, skoro już jest mowa o tym.
Jakie waszym zdaniem jest dobre wykształcenie? Jaką uczelnie, szkołę, program trzeba ukończył by uznać, że ma się dobre wykształcenie?
Pytam, bo chcę siebie spozycjonować. Nie ma tu grama złośliwości.
Jakie waszym zdaniem jest dobre wykształcenie? Jaką uczelnie, szkołę, program trzeba ukończył by uznać, że ma się dobre wykształcenie?
Pytam, bo chcę siebie spozycjonować. Nie ma tu grama złośliwości.
@jakie wykształcenie:
Żadne.
papier - jak się okazało dopiero po fakcie - jest potrzebny wyłączne do tego żeby mieć dłuższy urlop...
co np. w przypadku prowadzenia działalności gosp. wcale nie jest Ci potrzebne...
tak więc: żadne wykształcenie nie jest Ci potrzebne....
masz dobrze wykonywać usługę, za którą płaci klient - do tego nie potrzebujesz papierku z uczelni
edit: ps. uczelnie nie sprawdzają przy wejściu czy masz legitke i czy jeteś studentem... na każdy wykład możesz iść i słuchać nie będąc studentem ;)
możesz więc chodzić na to co Cię interesuje, lub na to w czym chcesz się dokształcić
@inka-inka
mi się nie 'wydaje' - ja to WIEM, że podatki które płacili moi rodzice wystarczyły by z nawiązką na opłacenie moich studiów i szkoły
wiem, że zrzucają się na to też inni - ale inni zrzucają się na swoje potomstwo...
moim zdaniem to głupota - bo jak ktoś nie ma dzieci, to też musi na to płacić ;)
@k.a.
ostatni raz Ci odpiszę, a w zasadzie nie Tobie, tylko innym, żeby uzmysłowić Twój poziom:
znów imputujesz, to chyba jakiś syndrom niektórych kobiet na tym forum...
napisałaś: "pieniądze Twoich dziadków i rodziców należą do nich, a pieniądze Twojego sąsiada to już do państwa?"
nie...
pieniądze dziadków i rodziców należą do nich
pieniądze sąsiada należą do sąsiada
podatki (mowa była WYŁĄCZNIE o VAT) zarówno rodziców jak i sąsiada należą do skarbu państwa
to Ty nie rozumiesz co czytasz... najwyraźniej nie masz pojęcia o czym rozmawiamy :D nie rozróżniasz VAT od pit/cit xD
"Twoi rodzice płacą do budżetu ( załóżmy) 7tys. rocznie, a od sąsiada oczekuje się wpłaty rzędu 70tys., bo tyle wynika z jego zarobków"
nic nie zrozumiałaś...
VAT płacisz od towarów i usług
natomiast podatek dochodowy - którego unikanie NIE MA WPŁYWU na income do budżetu - to kara za wykonaną przez Ciebie pracę
Ty piszesz o unikaniu podatku dochodowegoo, co jest dobre dla społeczeństwa, bo wtedy więcej pieniędzy przechodzi przez ręce obywateli, więc kupują więcej dórb i NIE MA wpływu na skarb państwa, bo koniec końców cała kasa tam trafi bo WSZYSCY płacą VAT
Ty piszesz o unikaniu PIT/CIT i bierzesz cyferki z kosmosu
my pisaliśmy o unikaniu VATu - a w zasadzie NIE o unikaniu, tylko o ukradzeniu VATu ze skarbu państwa - TO znaczy, że ta osoba jest złodziejem (nie to, jak sugerujesz, że unika podatku dochodowego)
jak widzisz to Ty nic nie kumasz ;) co wiem już od kilku Twoich postów wcześniej...
moja rozmowa z Tobą jest skończona
Żadne.
papier - jak się okazało dopiero po fakcie - jest potrzebny wyłączne do tego żeby mieć dłuższy urlop...
co np. w przypadku prowadzenia działalności gosp. wcale nie jest Ci potrzebne...
tak więc: żadne wykształcenie nie jest Ci potrzebne....
masz dobrze wykonywać usługę, za którą płaci klient - do tego nie potrzebujesz papierku z uczelni
edit: ps. uczelnie nie sprawdzają przy wejściu czy masz legitke i czy jeteś studentem... na każdy wykład możesz iść i słuchać nie będąc studentem ;)
możesz więc chodzić na to co Cię interesuje, lub na to w czym chcesz się dokształcić
@inka-inka
mi się nie 'wydaje' - ja to WIEM, że podatki które płacili moi rodzice wystarczyły by z nawiązką na opłacenie moich studiów i szkoły
wiem, że zrzucają się na to też inni - ale inni zrzucają się na swoje potomstwo...
moim zdaniem to głupota - bo jak ktoś nie ma dzieci, to też musi na to płacić ;)
@k.a.
ostatni raz Ci odpiszę, a w zasadzie nie Tobie, tylko innym, żeby uzmysłowić Twój poziom:
znów imputujesz, to chyba jakiś syndrom niektórych kobiet na tym forum...
napisałaś: "pieniądze Twoich dziadków i rodziców należą do nich, a pieniądze Twojego sąsiada to już do państwa?"
nie...
pieniądze dziadków i rodziców należą do nich
pieniądze sąsiada należą do sąsiada
podatki (mowa była WYŁĄCZNIE o VAT) zarówno rodziców jak i sąsiada należą do skarbu państwa
to Ty nie rozumiesz co czytasz... najwyraźniej nie masz pojęcia o czym rozmawiamy :D nie rozróżniasz VAT od pit/cit xD
"Twoi rodzice płacą do budżetu ( załóżmy) 7tys. rocznie, a od sąsiada oczekuje się wpłaty rzędu 70tys., bo tyle wynika z jego zarobków"
nic nie zrozumiałaś...
VAT płacisz od towarów i usług
natomiast podatek dochodowy - którego unikanie NIE MA WPŁYWU na income do budżetu - to kara za wykonaną przez Ciebie pracę
Ty piszesz o unikaniu podatku dochodowegoo, co jest dobre dla społeczeństwa, bo wtedy więcej pieniędzy przechodzi przez ręce obywateli, więc kupują więcej dórb i NIE MA wpływu na skarb państwa, bo koniec końców cała kasa tam trafi bo WSZYSCY płacą VAT
Ty piszesz o unikaniu PIT/CIT i bierzesz cyferki z kosmosu
my pisaliśmy o unikaniu VATu - a w zasadzie NIE o unikaniu, tylko o ukradzeniu VATu ze skarbu państwa - TO znaczy, że ta osoba jest złodziejem (nie to, jak sugerujesz, że unika podatku dochodowego)
jak widzisz to Ty nic nie kumasz ;) co wiem już od kilku Twoich postów wcześniej...
moja rozmowa z Tobą jest skończona
Do ~;-)
To wszystko zależy w dużej mierze od własnych predyspozycji i zdolności. Absolutnie nie uważam iż ukończenie wyższej uczelni gwarantuje pracę. Jestem zwolennikiem posiadania konkretnego fachu w ręku bo to zawsze się wybroni. Zdobywać jak najwięcej uprawnień, szkolić się u boku profesjonalistów.
Aradash...sorry ale widzisz tylko czubek własnego nosa..i o nim wiesz sporo ;-)
To wszystko zależy w dużej mierze od własnych predyspozycji i zdolności. Absolutnie nie uważam iż ukończenie wyższej uczelni gwarantuje pracę. Jestem zwolennikiem posiadania konkretnego fachu w ręku bo to zawsze się wybroni. Zdobywać jak najwięcej uprawnień, szkolić się u boku profesjonalistów.
Aradash...sorry ale widzisz tylko czubek własnego nosa..i o nim wiesz sporo ;-)
problem w tym, że dla Ciebie oczywiste jest, że ziemia jest płaska ;-)
ja widzę tylko czubek swojego nosa?
a przepraszam a kto wyżej wspominał że okrada własnych rodaków i jeszcze dumnie chwali się tym na forum? :-D
"Nie dam się więcej tak perfidnie okradać." - w kontekście odzyskiwania kasy którą się wpłaciło do skarbu państwa nie bacząc na innych obywateli brzmi trochę komicznie z zestawieniem powyższych postów o 'czubku nosa' i 'zrzucaniu się na emerytury'... komicznie - żeby nie użyć synonimów hipokryzji...
ja widzę tylko czubek swojego nosa?
a przepraszam a kto wyżej wspominał że okrada własnych rodaków i jeszcze dumnie chwali się tym na forum? :-D
"Nie dam się więcej tak perfidnie okradać." - w kontekście odzyskiwania kasy którą się wpłaciło do skarbu państwa nie bacząc na innych obywateli brzmi trochę komicznie z zestawieniem powyższych postów o 'czubku nosa' i 'zrzucaniu się na emerytury'... komicznie - żeby nie użyć synonimów hipokryzji...
Aradash "*) oszukując skarb państwa w dowolny sposób nie okradasz 'rządu' ani 'skarbówki' tylko innych obywateli :D państwo NIE MA swoich pieniędzy - państwo dysponuje pieniędzmi obywateli pobieranymi w podatkach" - to chyba twoja wypowiedź nie? no chyba, że coś pomyliłam przez ten mój niski poziom.
nacisk na " dowolny sposób". to rozszerzyło temat VATu, zatem moje wypowiedzi są na miejscu.
nacisk na " dowolny sposób". to rozszerzyło temat VATu, zatem moje wypowiedzi są na miejscu.
Nie są.
"no chyba, że coś pomyliłam przez ten mój niski poziom."
Dokładnie tak.
nie "dowolny sposób" tylko "oszukując w dowolny sposób"
ta, jest różnica...
jeśli robię tak, żeby moja kasa którą powinienem zapłacić w podatkach koniec końców i tak trafiła do skarbu państwa - NIE OSZUKUJE
po prostu pieniądze przebywają dłuższą drogę - nie bardziej czasochłonną, tylko dłuższą!
dzięki temu że nie płacę podatku dochodowego, moja kasa trafia (zamiast najpierw do budżetu) do innych polaków - a POTEM do budżetu
do niektórych jak grochem o ścianę...
wyżej pisałem dokładnie to samo, a ona wciąż nie rozumie :D
to nie jest oszukiwanie... to znacznie lepsze rozwiązanie niż narzuca rząd... tak rozwijały się XVIII w. stany, tak rozwijała się XIX w. szwecja, tak rozwijają się obecne chiny.
a polska od 40 lat stoi w miejscu...
fakt... mamy nowe technologie - z zachodu
mamy nowe samochody - patrz technologię
mamy troszkę bardziej kolorowe osiedla i zaokrąglone budynki
ponad to NIC się nie zmieniło :)
niech nikt nawet nie próbuje wspominać o pustych półkach w sklepach za komuny :D
bo to było efektem drukowania kasy...
tak więc NIC... absolutnie NIC od 30 lat się nie zmieniło...
btw:
dziś zamiast drukować kasę zapożyczają się w unii ;)
to prawie to samo... ale 95% ludzi do łba ma za daleko, żeby przewidzieć skutki wyjścia boso na dwór na śnieg, a co dopiero 20-30-letnie prognozy w skali państwa :D:D:D
"no chyba, że coś pomyliłam przez ten mój niski poziom."
Dokładnie tak.
nie "dowolny sposób" tylko "oszukując w dowolny sposób"
ta, jest różnica...
jeśli robię tak, żeby moja kasa którą powinienem zapłacić w podatkach koniec końców i tak trafiła do skarbu państwa - NIE OSZUKUJE
po prostu pieniądze przebywają dłuższą drogę - nie bardziej czasochłonną, tylko dłuższą!
dzięki temu że nie płacę podatku dochodowego, moja kasa trafia (zamiast najpierw do budżetu) do innych polaków - a POTEM do budżetu
do niektórych jak grochem o ścianę...
wyżej pisałem dokładnie to samo, a ona wciąż nie rozumie :D
to nie jest oszukiwanie... to znacznie lepsze rozwiązanie niż narzuca rząd... tak rozwijały się XVIII w. stany, tak rozwijała się XIX w. szwecja, tak rozwijają się obecne chiny.
a polska od 40 lat stoi w miejscu...
fakt... mamy nowe technologie - z zachodu
mamy nowe samochody - patrz technologię
mamy troszkę bardziej kolorowe osiedla i zaokrąglone budynki
ponad to NIC się nie zmieniło :)
niech nikt nawet nie próbuje wspominać o pustych półkach w sklepach za komuny :D
bo to było efektem drukowania kasy...
tak więc NIC... absolutnie NIC od 30 lat się nie zmieniło...
btw:
dziś zamiast drukować kasę zapożyczają się w unii ;)
to prawie to samo... ale 95% ludzi do łba ma za daleko, żeby przewidzieć skutki wyjścia boso na dwór na śnieg, a co dopiero 20-30-letnie prognozy w skali państwa :D:D:D
Różnimy się znacząco poziomem :)
Twój poziom oscyluje gdzieś na dole tabeli - nigdy nie byłaś i nie będziesz na górze zabierając głos w sprawach, których zupełnie nie pojmujesz, które astronomicznie Cię przerastają.
Ja natomiast jestem niemalże na szczycie, niestety zdarza się trafić na dół zbyt często przez prowadzenie dyskusji z takimi ludźmi jak Ty.
http://s7.postimg.org/5k8pinw3v/poziomy_argumentacji.png
Twój poziom oscyluje gdzieś na dole tabeli - nigdy nie byłaś i nie będziesz na górze zabierając głos w sprawach, których zupełnie nie pojmujesz, które astronomicznie Cię przerastają.
Ja natomiast jestem niemalże na szczycie, niestety zdarza się trafić na dół zbyt często przez prowadzenie dyskusji z takimi ludźmi jak Ty.
http://s7.postimg.org/5k8pinw3v/poziomy_argumentacji.png
Zjedz snickersa, nie jesteś sobą.
Człowiek z klasą umie powiedzieć spie*laj w taki sposób, że ogarnia cię euforia na myśl o zbliżającej się podróży. Tobie mój młody przyjacielu jeszcze trochę do tego szczytu brakuje. Ale idź jak taran, w wielu sprawach masz rację, a w tych w których nie masz - dosyć egoizmu.
Nie moje państwo, nie mój temat. A bufonada jest dobra. Z Twojego punktu widzenia.
Człowiek z klasą umie powiedzieć spie*laj w taki sposób, że ogarnia cię euforia na myśl o zbliżającej się podróży. Tobie mój młody przyjacielu jeszcze trochę do tego szczytu brakuje. Ale idź jak taran, w wielu sprawach masz rację, a w tych w których nie masz - dosyć egoizmu.
Nie moje państwo, nie mój temat. A bufonada jest dobra. Z Twojego punktu widzenia.
"w wielu sprawach masz rację"
"trochę do TEGO szczytu brakuje"
no to zaraz... mam rację czy nie mam?
bo TEN szczyt odnosi się do argumentacji ;-)
o żadnym innym szczycie mowy nie było...
to nie moja wina, że inni tej argumentacji nie rozumieją i ogarnia ich frustracja...
ba... niektórzy nie rozumieją nawet słów - jak udowodniono gdzieś tam wyżej - które czytają ;)
nie mam również zamiaru być grzeczny wobec kogoś kto mnie obraża, lub kpi z tego co pisze nie potrafiąc odpowiedzieć jak człowiek :-)
dziwne, że nie czepiacie się siebie nawzajem jak ktoś zachowuje się jak pajac tylko mnie :)
ich najwyraźniej boli, że 'w wielu sprawach' mam rację ;)
szczególnie, że są to sprawy, których nigdy w pełni nie pojmą ;)
"trochę do TEGO szczytu brakuje"
no to zaraz... mam rację czy nie mam?
bo TEN szczyt odnosi się do argumentacji ;-)
o żadnym innym szczycie mowy nie było...
to nie moja wina, że inni tej argumentacji nie rozumieją i ogarnia ich frustracja...
ba... niektórzy nie rozumieją nawet słów - jak udowodniono gdzieś tam wyżej - które czytają ;)
nie mam również zamiaru być grzeczny wobec kogoś kto mnie obraża, lub kpi z tego co pisze nie potrafiąc odpowiedzieć jak człowiek :-)
dziwne, że nie czepiacie się siebie nawzajem jak ktoś zachowuje się jak pajac tylko mnie :)
ich najwyraźniej boli, że 'w wielu sprawach' mam rację ;)
szczególnie, że są to sprawy, których nigdy w pełni nie pojmą ;)
"nigdy nie kłóć się z głupcem,
sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem"
jak widać sama prawda...
wyzwano mnie od złodziei
wykpiono
nikogo personalnie nie obraziłem... stwierdziłem tylko kilka faktów
a teraz TO JA jestem "ten zły" :D :D :D
kpijcie dalej ;) to nie moje dzieci i wnuki będą zasuwać za głodową stawkę od-10-do-10 :D
sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem"
jak widać sama prawda...
wyzwano mnie od złodziei
wykpiono
nikogo personalnie nie obraziłem... stwierdziłem tylko kilka faktów
a teraz TO JA jestem "ten zły" :D :D :D
kpijcie dalej ;) to nie moje dzieci i wnuki będą zasuwać za głodową stawkę od-10-do-10 :D
Aradash z mądrych ludzi mądre dzieci się rodzą. nam się dobrze wiedzie, to i dzieci sobie poradzą - już dziś dbamy o ich przyszłość. o wnuki też obaw nie mam.
p.s. i gdzie ktoś cię wyzwał?
tego dotyczy nasz spór - jak ty kombinujesz na podatkach, to mówisz o sobie, że jesteś mądry. jak sąsiad kombinuje to mówisz o nim, że kradnie.
p.s. i gdzie ktoś cię wyzwał?
tego dotyczy nasz spór - jak ty kombinujesz na podatkach, to mówisz o sobie, że jesteś mądry. jak sąsiad kombinuje to mówisz o nim, że kradnie.
napisze tak, żebyś zrozumiała:
ja kombinuje tak, żeby wydawać pieniądze w polsce, kasa trafia do moich sąsiadów, do innych polaków
natomiast koleś ("sąsiad") który dostaje zwrot VAT którego NIE zapłacił, zabiera kasę swoim sąsiadom - bo nie dość, że nie płaci VATu, to dodatkowo jeszcze ZABIERA równowartość tego VATu mówiąc, że zapłacił...
są różne podatki...
gdybyś tylko umiała czytać ze zrozumieniem już 20 postów temu zrozumiała byś, jak Ci to grzecznie wyjaśniłem :)
nie rozumiesz, że jest różnica - lepiej wyjaśnić nie potrafię... trudno, Twój pech
ps. po raz kolejny wyzywasz mnie nawet w powyższym poście sugerując, że kradnę ;)
nie rozumiesz, a zabierasz głos... i jeszcze bezczelnie pytasz kto mnie wyzywa :D
żałosne
ja kombinuje tak, żeby wydawać pieniądze w polsce, kasa trafia do moich sąsiadów, do innych polaków
natomiast koleś ("sąsiad") który dostaje zwrot VAT którego NIE zapłacił, zabiera kasę swoim sąsiadom - bo nie dość, że nie płaci VATu, to dodatkowo jeszcze ZABIERA równowartość tego VATu mówiąc, że zapłacił...
są różne podatki...
gdybyś tylko umiała czytać ze zrozumieniem już 20 postów temu zrozumiała byś, jak Ci to grzecznie wyjaśniłem :)
nie rozumiesz, że jest różnica - lepiej wyjaśnić nie potrafię... trudno, Twój pech
ps. po raz kolejny wyzywasz mnie nawet w powyższym poście sugerując, że kradnę ;)
nie rozumiesz, a zabierasz głos... i jeszcze bezczelnie pytasz kto mnie wyzywa :D
żałosne
a ty zacznij pisać i czytać ze zrozumieniem - przy sąsiedzie nie wspomniałeś o VAT, a wcześniej pisałeś o różnych formach oszustw podatkowych, zatem nie dziw się moim wypowiedziom - bo sąsiad to osoba fizyczna i można domniemywać, że rozmawiamy o zwykłym podatku, VAT płacą firmy, wystarczyło sprecyzować. Reszta twojej pisaniny mówi już o Tobie.
Czy wzajemne "wyzywanie" się jest już jedynym elementem tej jakże owocnej dyskusji? Na temat VAT, ZUS, KRUS, i w ogóle Skarbu Państwa?
Ja bym chciał, żeby Aradash miał dużo pieniędzy i Pani k.a. też miała równie dużo;-)
Da się to pogodzić? Czy woli jedno być biedne a drugie bogate?
Właśnie, Co jest miarą bogactwa?
Ja bym chciał, żeby Aradash miał dużo pieniędzy i Pani k.a. też miała równie dużo;-)
Da się to pogodzić? Czy woli jedno być biedne a drugie bogate?
Właśnie, Co jest miarą bogactwa?
No nie tak do końca.
Weźmy, że potrzebujesz hydraulika. A hydraulik mówi: bez rachunku 500, z rachunkiem doliczyć muszę VAT.
I co robisz?
Jak weźmiesz bez rachunku to jesteś oszust vatowski.
Zarabiając pieniądze za granicą, a wydając je w PL osłabiasz PL,a a nie ją bogacisz.
Powołane przykłady średniowieczne nie są obecnie aktualne. Chociażby dlatego, że wówczas daleko było do bariery wyczerpania się zasobów, a dzisiaj stoimy na skraju przepaści.
Twoja mentalność powoduje, że przywozisz do PL podrukowane papierki i zużywasz faktyczne zasoby. Tymczasem za granicą otrzymujesz jakąś zapłatę za część wartości dodanej, która wytwarzasz, a reszta bogacisz tę zagranicę.
To nie papierek zwany banknotem, a potencjał produkcyjny tworzy siłę bytu państwowego. Dlatego słomiany kolos Rosja jest ciągle mocarstwem.
I na koniec - ja rzucałem kamieniami we władze ludową. Za co rzetelnie obrywałem pałą. Ale nie miałem pojęcia, że Bolek z Lolkiem kręcą lody z komunistami. Tymi komunistami, którym bez zmrużenia oka sprzedali PL angole i jankesi. Może wiele nie zrobiłem, ale zawsze o zdrajcach mówiłem że są zdrajcami i tego będę się trzymał.
Czym zajmowali się Twoi rodzice Aradash w głębokim PRLu? Tak z ciekawości pytam.
Weźmy, że potrzebujesz hydraulika. A hydraulik mówi: bez rachunku 500, z rachunkiem doliczyć muszę VAT.
I co robisz?
Jak weźmiesz bez rachunku to jesteś oszust vatowski.
Zarabiając pieniądze za granicą, a wydając je w PL osłabiasz PL,a a nie ją bogacisz.
Powołane przykłady średniowieczne nie są obecnie aktualne. Chociażby dlatego, że wówczas daleko było do bariery wyczerpania się zasobów, a dzisiaj stoimy na skraju przepaści.
Twoja mentalność powoduje, że przywozisz do PL podrukowane papierki i zużywasz faktyczne zasoby. Tymczasem za granicą otrzymujesz jakąś zapłatę za część wartości dodanej, która wytwarzasz, a reszta bogacisz tę zagranicę.
To nie papierek zwany banknotem, a potencjał produkcyjny tworzy siłę bytu państwowego. Dlatego słomiany kolos Rosja jest ciągle mocarstwem.
I na koniec - ja rzucałem kamieniami we władze ludową. Za co rzetelnie obrywałem pałą. Ale nie miałem pojęcia, że Bolek z Lolkiem kręcą lody z komunistami. Tymi komunistami, którym bez zmrużenia oka sprzedali PL angole i jankesi. Może wiele nie zrobiłem, ale zawsze o zdrajcach mówiłem że są zdrajcami i tego będę się trzymał.
Czym zajmowali się Twoi rodzice Aradash w głębokim PRLu? Tak z ciekawości pytam.
@k.a. ;))))))
przeczytaj uważnie:
mój post z 2016-02-22 10:25
mój post z 2016-02-22 23:01
"meritum sporu" (podobno je znasz) natomiast masz w poście Chmurki:
2016-02-21 22:23
po tym poście CAŁY czas była rozmowa wyłącznie o VAT (do kłótni)
k.a. napisała: "wcześniej pisałeś o różnych formach oszustw podatkowych"
gdzie?
pisałem o różnych podatkach - nie o różnych formach oszustw :D
pisałem również, że jeśli ktoś w dowolny sposób okrada państwo - to tak na prawdę okrada obywateli
wyjaśniłem również różnicę między VATem a (jałowym) podatkiem dochodowym
perełki na koniec:
k.a. napisała: "przy sąsiedzie nie wspomniałeś o VAT"
pewnie dlatego, że cały czas rozmawialiśmy wyłącznie o VAT
oszustwa VAT w pewnym momencie dyskusji stały się "meritum sporu" - które podobno zgłębiłaś ;))))))))
k.a. napisała: "bo sąsiad to osoba fizyczna"
sąsiad = obywatel = dowolna osoba
chyba każdy poza Tobą to zrozumiał, że nie chodziło o faktycznie mojego sąsiada :DDDDD
k.a. napisała: "można domniemywać, że rozmawiamy o zwykłym podatku"
domniemywać po czym?!
bo z kontekstu i poprzednich postów jasno wynika, że mowa WYŁĄCZNIE o VAT
k.a. napisała: "wystarczyło sprecyzować"
myślałe - jeszcze wtedy - że rozmawiam z inteligentnymi ludźmi, wszystko było w dyskusji wcześniej, nie trzeba nic precyzować
k.a. napisała: "Reszta twojej pisaniny mówi już o Tobie."
zgadza się, jestem chamem i burakiem jak rozmawiam chociaż z jednym idiotą - nic na to nie pradzę...
a na finał tekst roku 2016!!!
k.a. napisała: "VAT płacą firmy"
przeczytaj uważnie:
mój post z 2016-02-22 10:25
mój post z 2016-02-22 23:01
"meritum sporu" (podobno je znasz) natomiast masz w poście Chmurki:
2016-02-21 22:23
po tym poście CAŁY czas była rozmowa wyłącznie o VAT (do kłótni)
k.a. napisała: "wcześniej pisałeś o różnych formach oszustw podatkowych"
gdzie?
pisałem o różnych podatkach - nie o różnych formach oszustw :D
pisałem również, że jeśli ktoś w dowolny sposób okrada państwo - to tak na prawdę okrada obywateli
wyjaśniłem również różnicę między VATem a (jałowym) podatkiem dochodowym
perełki na koniec:
k.a. napisała: "przy sąsiedzie nie wspomniałeś o VAT"
pewnie dlatego, że cały czas rozmawialiśmy wyłącznie o VAT
oszustwa VAT w pewnym momencie dyskusji stały się "meritum sporu" - które podobno zgłębiłaś ;))))))))
k.a. napisała: "bo sąsiad to osoba fizyczna"
sąsiad = obywatel = dowolna osoba
chyba każdy poza Tobą to zrozumiał, że nie chodziło o faktycznie mojego sąsiada :DDDDD
k.a. napisała: "można domniemywać, że rozmawiamy o zwykłym podatku"
domniemywać po czym?!
bo z kontekstu i poprzednich postów jasno wynika, że mowa WYŁĄCZNIE o VAT
k.a. napisała: "wystarczyło sprecyzować"
myślałe - jeszcze wtedy - że rozmawiam z inteligentnymi ludźmi, wszystko było w dyskusji wcześniej, nie trzeba nic precyzować
k.a. napisała: "Reszta twojej pisaniny mówi już o Tobie."
zgadza się, jestem chamem i burakiem jak rozmawiam chociaż z jednym idiotą - nic na to nie pradzę...
a na finał tekst roku 2016!!!
k.a. napisała: "VAT płacą firmy"
@Manson,
odnośnie hydraulika masz błędne założenie, zakłądasz, że wybiorę opcję bez faktury
NIC nie wezmę "bez rachunku" - bo wtedy nie mam gwarancji ani podstawy do reklamacji
podam inny przykład, był ostatnio art. na 3-mieście o kupowaniu aut za 50k a komis wpisze na fakturze 20k ;)
jeśli z autem będzie coś nie halo: spróbuj potem odzyskać te 30k różnicy którą zapłaciłeś ;)
"Powołane przykłady średniowieczne"
18 wiek to rewolucja przemysłowa... a nie żadne średniowiecze... ale nie czepiam się semantyki, już wyjaśniam
w stanach wtedy pracy było mniej niż robotników - a mimo tego wszyscy mieli samochody ;)
Przykłady są jak najbardziej aktualne, system działa w chinach, 'na dniach' zobaczysz (nie wiem ile masz lat - jak dożyjesz, z całym szacunkiem) jak zadziała w Estonii ;)
"przywozisz do PL podrukowane papierki i zużywasz faktyczne zasoby"
kolejny błąd... tylko podatek dochodowy płacę w Szwajcarii - dokładnie 5% przychodu jeśli Cie to interesuje
wytwarzam rzeczy w PL, pracuje w PL, papierki dostaje w PL - potem te papierki wydaję w PL, i te papierki dostaje np. piekarz
"To nie papierek zwany banknotem, a potencjał produkcyjny tworzy siłę bytu państwowego."
jeszcze raz: pracuje w PL :) usługi wykonuję w PL ;)
"I na koniec - ja rzucałem kamieniami we władze ludową."
chwała Ci za to
Co do bolka - pan Mikke od 25 lat powtarza sumiennie, że to piesek komuchów
"przeskoczył przez płot i on sam obalił komune" - litości...
"zawsze o zdrajcach mówiłem że są zdrajcami i tego będę się trzymał"
za to również Ci cześc i chwała
takoż i ja na PRZYKŁAD o idiotach zawsze mówie, że są idiotami...
w mniej lub bardziej dosadny sposób... ale zawsze gdy tak mówię potrafię to udowodnić w kontekście zaistniałych okoliczności... nie wątpię, że ludzie mają z tym problem, co sprowadza się do krytki formy mojej wypowiedzi, a nie treści :D przywykłem...
a co do zdrajców to NIESTETY kwestia sporna...
dla mnie sprawa jest oczywista i czarno biała:
niezależnie od sytuacji i okolicznośći - wałęsacz mógł nie kłamać
natomiast pan prezydent okłamywał 25 lat 40mln ludzi
sprawa chyba klarowna prawda?
dla niektórych np. półTusk jest dobrym politykiem - dla mnie zdrajcą...
i mozna tak dyskutować godzinami...
odpowiadając na Twoje pytanie:
ojciec pracował w stoczni gdańskiej (wówczas CHYBA jeszcze jako spawacz)
mama również, wiem, że robiła to co moja babcia, ale niestety nie pamiętam co...
jeśli to dla Ciebie takie istotne moge zapytać ;)
odnośnie hydraulika masz błędne założenie, zakłądasz, że wybiorę opcję bez faktury
NIC nie wezmę "bez rachunku" - bo wtedy nie mam gwarancji ani podstawy do reklamacji
podam inny przykład, był ostatnio art. na 3-mieście o kupowaniu aut za 50k a komis wpisze na fakturze 20k ;)
jeśli z autem będzie coś nie halo: spróbuj potem odzyskać te 30k różnicy którą zapłaciłeś ;)
"Powołane przykłady średniowieczne"
18 wiek to rewolucja przemysłowa... a nie żadne średniowiecze... ale nie czepiam się semantyki, już wyjaśniam
w stanach wtedy pracy było mniej niż robotników - a mimo tego wszyscy mieli samochody ;)
Przykłady są jak najbardziej aktualne, system działa w chinach, 'na dniach' zobaczysz (nie wiem ile masz lat - jak dożyjesz, z całym szacunkiem) jak zadziała w Estonii ;)
"przywozisz do PL podrukowane papierki i zużywasz faktyczne zasoby"
kolejny błąd... tylko podatek dochodowy płacę w Szwajcarii - dokładnie 5% przychodu jeśli Cie to interesuje
wytwarzam rzeczy w PL, pracuje w PL, papierki dostaje w PL - potem te papierki wydaję w PL, i te papierki dostaje np. piekarz
"To nie papierek zwany banknotem, a potencjał produkcyjny tworzy siłę bytu państwowego."
jeszcze raz: pracuje w PL :) usługi wykonuję w PL ;)
"I na koniec - ja rzucałem kamieniami we władze ludową."
chwała Ci za to
Co do bolka - pan Mikke od 25 lat powtarza sumiennie, że to piesek komuchów
"przeskoczył przez płot i on sam obalił komune" - litości...
"zawsze o zdrajcach mówiłem że są zdrajcami i tego będę się trzymał"
za to również Ci cześc i chwała
takoż i ja na PRZYKŁAD o idiotach zawsze mówie, że są idiotami...
w mniej lub bardziej dosadny sposób... ale zawsze gdy tak mówię potrafię to udowodnić w kontekście zaistniałych okoliczności... nie wątpię, że ludzie mają z tym problem, co sprowadza się do krytki formy mojej wypowiedzi, a nie treści :D przywykłem...
a co do zdrajców to NIESTETY kwestia sporna...
dla mnie sprawa jest oczywista i czarno biała:
niezależnie od sytuacji i okolicznośći - wałęsacz mógł nie kłamać
natomiast pan prezydent okłamywał 25 lat 40mln ludzi
sprawa chyba klarowna prawda?
dla niektórych np. półTusk jest dobrym politykiem - dla mnie zdrajcą...
i mozna tak dyskutować godzinami...
odpowiadając na Twoje pytanie:
ojciec pracował w stoczni gdańskiej (wówczas CHYBA jeszcze jako spawacz)
mama również, wiem, że robiła to co moja babcia, ale niestety nie pamiętam co...
jeśli to dla Ciebie takie istotne moge zapytać ;)
Chodziło mi o kwestię zarobienia przez rodziców na Twoje studia.
Moja mam też pracowała w stoczni, ojciec w zakładach rybnych.
Nie było ich stać na moje studia.
Studiowałem za własne, a ojciec poszedł pływać, żeby jakoś żyć lepiej.
Ciekaw byłem co Cię upoważnia do takich poglądów.
Rób swoje. Niech Ci się. Zawsze lubiłem ludzi, którzy coś robią sami z siebie. Ale w zakresie HR to raczej Cię nie popieram :-)))
Estonia ma swoją szansę w tym, że jest malutkim kraikiem dobrze wyedukowanych ludzi. Może im się udać.
Chiny zaś ... hmmmm, nie mam przekonania :-))
Może dlatego, że zawsze byli okupantami Tybetu? Jakoś nie umiem w sobie wykrzesać uznania dla wrogów moich przyjaciół :-)))
Moja mam też pracowała w stoczni, ojciec w zakładach rybnych.
Nie było ich stać na moje studia.
Studiowałem za własne, a ojciec poszedł pływać, żeby jakoś żyć lepiej.
Ciekaw byłem co Cię upoważnia do takich poglądów.
Rób swoje. Niech Ci się. Zawsze lubiłem ludzi, którzy coś robią sami z siebie. Ale w zakresie HR to raczej Cię nie popieram :-)))
Estonia ma swoją szansę w tym, że jest malutkim kraikiem dobrze wyedukowanych ludzi. Może im się udać.
Chiny zaś ... hmmmm, nie mam przekonania :-))
Może dlatego, że zawsze byli okupantami Tybetu? Jakoś nie umiem w sobie wykrzesać uznania dla wrogów moich przyjaciół :-)))
parafrazując: "Estonia ma swoją szansę dlatego że..." - zawsze coś... zawsze jakieś ale ;>
"malutkim kraikiem dobrze wyedukowanych ludzi"
Polska jako stosunkowo duże państwo tym bardziej powinno dać radę - chociażby z prostej przyczyny że mamy więcej zasobów - to UE nas ogranicza :D
co do dobrze wyedukowanych ludzi chyba nie ma wątpliwości - przed chwilą ktoś wyżej płakał że inteligentni ludzie po studiach uciekają (nie wyjeżdżają) uciekają z tego chorego kraju :)
więc jeśli w malutkiej Estonii się uda bo są inteligentni ludzie, to w wielkiej Polsce z inteligentnymi ludźmi również...
Wymieniłem 3 takie kraje w których gołym okiem widać efekty
Takich państw jest znacznie więcej... nie tylko na przestrzeni rewolucji przemysłowej ani czasów obecnych...
WSZYSCY jak okiem sięgnąć wymieniają Szwecję jako jeden z najbogatszych krajów...
niestety 99% wszystkich myśli, że to dlatego że tam socjalizm :D:D:D
99% tych 'wszystkich' nie widzi przyczyny dlaczego Szwecja obecnie jest tak bogatym krajem, i jak to się zapoczątkowało :D
widzą efekt
efektem jest bogate społeczeństwo
czyli bogaci ludzie
bogactwo nie bierze się z wysokich podatków ;))))))
bogactwo bierze się z pracy
wysoko opodatkowana praca = emigracja (na zmywak, ale również elit) i wysokie bezrobocie... państwo nie może się tak rozwijać... nigdy... w żadnych warunkach...
i Szwecja tutaj znów jest najlepszym przykładem... bo odkąd panuje u nich socjalizm odtąd kraj ten jest coraz biedniejszy ;)
czytacie inne wiadomości poza TVN?
wiecie, że władze Norwegii rozważają wycofanie się z niektórych konwencji genewskich bo przewidują, że Szwedzi zaczną do nich masowo spi***alać? :)
dzieje się dokładnie to co mówiłem kilka lat temu...
nie zawsze mam rację... nikt nie ma
ale w kwestii podatków mam
---
mój stary też zmienił pracę, po upadku komuny wyjechał na pół roku do Norwegii spawać, potem jakiś czas (poniżej roku) nie pracował i na własną rękę uczył się (sam, bo kursów nie było ;/ ) kilku programów komputerowych i wciąż pracował w stoczni, ale tym razem w biurze projektowo-konstrukcyjnym za ~3x większą kasę i bez fizycznego nakładu pracy... teraz natomiast (za moją radą) ma działalność gosp. i robi to samo co do tej pory
mama natomiast pracowała również w stoczni w sekretariacie, a później jako księgowa... później dorywczo, a po 2008r. natomiast nie pracowała wcale bo zdrowie nie pozwalało
"Ciekaw byłem co Cię upoważnia do takich poglądów."
odpowiedź mogła by być naciągana grubą sprężyną bo to popularna i najwyraźniej akceptowalna forma wypowiedzi na tym forum...
ale nie skuszę się...
Ty studiowałeś za komuny?
Ja nie.
Gdy ja studiowałem rodzice płacili takie podatki (i to z samego podatku dochodowego) że w zupełności by wystarczyło na opłacenie czesnych dla 6 albo więcej osób licząc 3000zł/sem :D pomijając już fakt, że wcześniej również płacili podatki a podatek dochodowy to tylko jeden z podatków...
W związku z powyższym, to upoważnia mnie do twierdzenia, że nie jestem nic nikomu winny... nikt nie płacił na moje utrzymanie poza moimi rodzicami, i nikt nie wmówi mi że jest inaczej...
Fakt, że władza - którą wybrały poprzednie pokolenia - kijowo zarządza tymi podatkami, rozkrada je, marnotrawi i oszukuje nie znaczy, że ja mam przez to cierpieć i płacić za błędy poprzednich pokoleń.
Ewentualnie wiszę kase za wykształcenie rodzicom - i jeśli czegoś by potrzebowali (ale nie będą, bo to zaradni a ponadto dumni ludzie) z pewnością bym się odwdzięczył.
Przy czym "wiszę kasę rodzicom" - czytać: "pomogę rodzinie w potrzebie i NIKOMU więcej"
oczywiście kumplowi również pomogę ;) ale nie dziadkom/rodziciom przypadkowych ludzi, których nie znam, od których nic nigdy nie dostałem, i którzy nie mają prawa nic ode mnie żądać
"malutkim kraikiem dobrze wyedukowanych ludzi"
Polska jako stosunkowo duże państwo tym bardziej powinno dać radę - chociażby z prostej przyczyny że mamy więcej zasobów - to UE nas ogranicza :D
co do dobrze wyedukowanych ludzi chyba nie ma wątpliwości - przed chwilą ktoś wyżej płakał że inteligentni ludzie po studiach uciekają (nie wyjeżdżają) uciekają z tego chorego kraju :)
więc jeśli w malutkiej Estonii się uda bo są inteligentni ludzie, to w wielkiej Polsce z inteligentnymi ludźmi również...
Wymieniłem 3 takie kraje w których gołym okiem widać efekty
Takich państw jest znacznie więcej... nie tylko na przestrzeni rewolucji przemysłowej ani czasów obecnych...
WSZYSCY jak okiem sięgnąć wymieniają Szwecję jako jeden z najbogatszych krajów...
niestety 99% wszystkich myśli, że to dlatego że tam socjalizm :D:D:D
99% tych 'wszystkich' nie widzi przyczyny dlaczego Szwecja obecnie jest tak bogatym krajem, i jak to się zapoczątkowało :D
widzą efekt
efektem jest bogate społeczeństwo
czyli bogaci ludzie
bogactwo nie bierze się z wysokich podatków ;))))))
bogactwo bierze się z pracy
wysoko opodatkowana praca = emigracja (na zmywak, ale również elit) i wysokie bezrobocie... państwo nie może się tak rozwijać... nigdy... w żadnych warunkach...
i Szwecja tutaj znów jest najlepszym przykładem... bo odkąd panuje u nich socjalizm odtąd kraj ten jest coraz biedniejszy ;)
czytacie inne wiadomości poza TVN?
wiecie, że władze Norwegii rozważają wycofanie się z niektórych konwencji genewskich bo przewidują, że Szwedzi zaczną do nich masowo spi***alać? :)
dzieje się dokładnie to co mówiłem kilka lat temu...
nie zawsze mam rację... nikt nie ma
ale w kwestii podatków mam
---
mój stary też zmienił pracę, po upadku komuny wyjechał na pół roku do Norwegii spawać, potem jakiś czas (poniżej roku) nie pracował i na własną rękę uczył się (sam, bo kursów nie było ;/ ) kilku programów komputerowych i wciąż pracował w stoczni, ale tym razem w biurze projektowo-konstrukcyjnym za ~3x większą kasę i bez fizycznego nakładu pracy... teraz natomiast (za moją radą) ma działalność gosp. i robi to samo co do tej pory
mama natomiast pracowała również w stoczni w sekretariacie, a później jako księgowa... później dorywczo, a po 2008r. natomiast nie pracowała wcale bo zdrowie nie pozwalało
"Ciekaw byłem co Cię upoważnia do takich poglądów."
odpowiedź mogła by być naciągana grubą sprężyną bo to popularna i najwyraźniej akceptowalna forma wypowiedzi na tym forum...
ale nie skuszę się...
Ty studiowałeś za komuny?
Ja nie.
Gdy ja studiowałem rodzice płacili takie podatki (i to z samego podatku dochodowego) że w zupełności by wystarczyło na opłacenie czesnych dla 6 albo więcej osób licząc 3000zł/sem :D pomijając już fakt, że wcześniej również płacili podatki a podatek dochodowy to tylko jeden z podatków...
W związku z powyższym, to upoważnia mnie do twierdzenia, że nie jestem nic nikomu winny... nikt nie płacił na moje utrzymanie poza moimi rodzicami, i nikt nie wmówi mi że jest inaczej...
Fakt, że władza - którą wybrały poprzednie pokolenia - kijowo zarządza tymi podatkami, rozkrada je, marnotrawi i oszukuje nie znaczy, że ja mam przez to cierpieć i płacić za błędy poprzednich pokoleń.
Ewentualnie wiszę kase za wykształcenie rodzicom - i jeśli czegoś by potrzebowali (ale nie będą, bo to zaradni a ponadto dumni ludzie) z pewnością bym się odwdzięczył.
Przy czym "wiszę kasę rodzicom" - czytać: "pomogę rodzinie w potrzebie i NIKOMU więcej"
oczywiście kumplowi również pomogę ;) ale nie dziadkom/rodziciom przypadkowych ludzi, których nie znam, od których nic nigdy nie dostałem, i którzy nie mają prawa nic ode mnie żądać
@ Aradash:
Jeżeli nie odprowadzisz podatku dochodowego w wysokości np. 1000 zł i wydasz te pieniądze, to do budżetu wróci tylko kilkanaście procent tej kwoty w postaci VAT-u, bo o tyle zwiększy się konsumpcja. Tak czy nie? ;)
Przy założeniu likwidacji podatku dochodowego da się tak skalkulować VAT, żeby wpływy do budżetu nie spadły, a konsumpcja wzrosła. Ale w obecnym systemie unikanie zapłaty podatku dochodowego działa na niekorzyść innych. Matematycznie rzecz biorąc. A to, że sam system wyrządza im większą szkodę, to już inna kwestia.
P.S. Też nie załapałam od razu, że z okradaniem budżetu chodziło Ci wyłącznie o VAT. Czasami zamiast się wkurzać, że ktoś nie rozumie lepiej się zastanowić co ten ktoś mógł zrozumieć, mając do dyspozycji to co napisałeś, a nie to co myślisz ;)
Jeżeli nie odprowadzisz podatku dochodowego w wysokości np. 1000 zł i wydasz te pieniądze, to do budżetu wróci tylko kilkanaście procent tej kwoty w postaci VAT-u, bo o tyle zwiększy się konsumpcja. Tak czy nie? ;)
Przy założeniu likwidacji podatku dochodowego da się tak skalkulować VAT, żeby wpływy do budżetu nie spadły, a konsumpcja wzrosła. Ale w obecnym systemie unikanie zapłaty podatku dochodowego działa na niekorzyść innych. Matematycznie rzecz biorąc. A to, że sam system wyrządza im większą szkodę, to już inna kwestia.
P.S. Też nie załapałam od razu, że z okradaniem budżetu chodziło Ci wyłącznie o VAT. Czasami zamiast się wkurzać, że ktoś nie rozumie lepiej się zastanowić co ten ktoś mógł zrozumieć, mając do dyspozycji to co napisałeś, a nie to co myślisz ;)
Aradash, a ja wydaję kasę na ziarno dla sikorek, które nigdy nic dla mnie nie zrobiły. I sadzę drzewa, z których ja osobiście nie będę miał żadnego pożytku. I przy tym wszystkim nie czuję się jakimś wielkim cymbałem.
Podatki dochodowe to przeżytek. Ale nie chodzi o to, żeby było lepiej.
Rozmawiamy o zasilaniu w kasę mafii, która te kasę pożre wyrzucając ochłapy. To się nie uda i migranci azjatycko-afrykańscy nam to unaocznią.
Wracając do Eesti, dobrze się tam czułem. To fajny i nowoczesny kraj. Ale ich siłą był Związek Sowiecki i Finlandia. Nienawiść do jednych i miłość do drugich.
Po aferze z limitami mlecznymi zlikwidowali swoje stada krów. Smętnie wyglądały piękne i puste pastwiska. Jako mały kraik są w drugiej albo trzeciej grupie zainteresowania ze strony korporacji i to może być ich szansą.
Podatki dochodowe to przeżytek. Ale nie chodzi o to, żeby było lepiej.
Rozmawiamy o zasilaniu w kasę mafii, która te kasę pożre wyrzucając ochłapy. To się nie uda i migranci azjatycko-afrykańscy nam to unaocznią.
Wracając do Eesti, dobrze się tam czułem. To fajny i nowoczesny kraj. Ale ich siłą był Związek Sowiecki i Finlandia. Nienawiść do jednych i miłość do drugich.
Po aferze z limitami mlecznymi zlikwidowali swoje stada krów. Smętnie wyglądały piękne i puste pastwiska. Jako mały kraik są w drugiej albo trzeciej grupie zainteresowania ze strony korporacji i to może być ich szansą.
@Chmurko:
"Też nie załapałam od razu (...) Czasami zamiast się wkurzać (...) lepiej się zastanowić co ten ktoś mógł zrozumieć"
tak też zrobiłem...
zauważyłem, że źle zrozumiała
i wyjaśniłem wyraźnie OD RAZU i GRZECZNIE gdzie źle zrozumiała...
nie pomogło... nieważne... nie mój problem ;) niech mąż się martwi
"Jeżeli nie odprowadzisz podatku dochodowego w wysokości np. 1000 zł i wydasz te pieniądze, to do budżetu wróci tylko kilkanaście procent tej kwoty w postaci VAT-u, bo o tyle zwiększy się konsumpcja. Tak czy nie? ;)"
Nie.
mój post z 2016-02-21 16:23
ten sam post innymi słowami:
Jeśli wydam te 1000zł na hydraulika, zapłacę 23% VAT
hydraulik dostanie 770zł
hydraulik wyda 770zł na naprawę auta, zapłaci 23% VAT
mechanik dostanie 593zł
mechanik wyda 593zł na naprawę butów, zapłaci 23% VAT
szewc zarobi 457zł
szewc zawsze chciał zobić impreze dla żony
-g*wniany cattering 456zł - VAT za żarcie i usługę ~17%
laska od cateringu zarobi 378zł
które wyda na naprawę kranu, bo mąż pierdoła - 23% VAT
hydraulik zarobi 290zł
...
widzisz już dokąd to zmierza?
z mojego 1000zł zrobiło się nagle niecałe 300
czyli ponad 700 jest w skarbie państwa...
a to nie koniec... bo następne osoby też zapłacą VAT...
aż w końcu zostanie... nie wiem... 50gr
widzisz różnicę?
wyjaśnię dla pewności dla innych bo mam wątpliwości czy niektórzy strybią tak skomplikowaną zależność...
nie powiem jaka jest różnica, bo to też zbyt skomplikowane dla niektórych - bo piszę tego posta już drugi raz
wymenię więc różnicę między:
XXXX: wpłaceniem przezemnie 1000zł od razu do skarbu państwa
od razu w postaci PODATKU DOCHODOWEGO
a
YYYY: wydaniem tej kasy na towary i usługi w polsce
w troszkę rozciągniętym czasie - od tego płaci się VAT :)
X - kasa w skarbie państwa 1000zł
X - Cieknie mi kran
X - Hydraulik nie ma sprawnego auta
X - mechanik chodzi w dziurawych butach
X - małżeństwo szewca się rozpadło...
X - ...panny od cateringu też
Y - mam naprawiony kran
Y - hydraulik ma sprawny wóz i szybciej dojeżdza
Y - mechanik nie przeziębi się od mokrych stóp
Y - szewc ma wciąż żonę
Y - a ta od cateringu mężą pierdołę (taki minus :( )
Y - kasa w skarbie państwa 950zł (powiedzmy - na moją niekorzyść - że ktoś 5 dych odłożył do skarpety...)
"Przy likwidacji pod. doch. da się tak skalkulować VAT, żeby wpływy do budżetu nie spadły,a konsumpcja wzrosła."
nie trzeba absolutnie NIC robić z VATem... ja bym nawet obniżył do 5%, co również pisałem wyżej...
czy mam jeszcze raz wypisać to, co jest 5-30 ilnijek wyżej z uwzględnieniem stawki 5% VAT czy wierzysz na słowo, że cała ta kasa wyląduje w skarbie państwa?
"Ale w obecnym systemie unikanie zapłaty podatku dochodowego działa na niekorzyść innych."
ponownie: patrz wyżej
"Matematycznie rzecz biorąc."
na prawdę się staram nie bluzgać...
wspomniałem gdzieś wyżej:
podatek dochodowy to NATYCHMIASTOWE przelanie środków do skarbu państwa
brak podatku dochodowego natomiast to TROSZKĘ wolniejsze przelanie tychże środków
MATEMATYCZNIE rzecz biorąc, po 1 miesiącu nie będzie najmniejszej różnicy w budżecie
wspomniałem również, że VAT działa troszkę podobnie do rekurencji:
każdy płaci VAT od tego co mu zostało...
NIE MYLIĆ z rekurencją podatkową...
"Też nie załapałam od razu (...) Czasami zamiast się wkurzać (...) lepiej się zastanowić co ten ktoś mógł zrozumieć"
tak też zrobiłem...
zauważyłem, że źle zrozumiała
i wyjaśniłem wyraźnie OD RAZU i GRZECZNIE gdzie źle zrozumiała...
nie pomogło... nieważne... nie mój problem ;) niech mąż się martwi
"Jeżeli nie odprowadzisz podatku dochodowego w wysokości np. 1000 zł i wydasz te pieniądze, to do budżetu wróci tylko kilkanaście procent tej kwoty w postaci VAT-u, bo o tyle zwiększy się konsumpcja. Tak czy nie? ;)"
Nie.
mój post z 2016-02-21 16:23
ten sam post innymi słowami:
Jeśli wydam te 1000zł na hydraulika, zapłacę 23% VAT
hydraulik dostanie 770zł
hydraulik wyda 770zł na naprawę auta, zapłaci 23% VAT
mechanik dostanie 593zł
mechanik wyda 593zł na naprawę butów, zapłaci 23% VAT
szewc zarobi 457zł
szewc zawsze chciał zobić impreze dla żony
-g*wniany cattering 456zł - VAT za żarcie i usługę ~17%
laska od cateringu zarobi 378zł
które wyda na naprawę kranu, bo mąż pierdoła - 23% VAT
hydraulik zarobi 290zł
...
widzisz już dokąd to zmierza?
z mojego 1000zł zrobiło się nagle niecałe 300
czyli ponad 700 jest w skarbie państwa...
a to nie koniec... bo następne osoby też zapłacą VAT...
aż w końcu zostanie... nie wiem... 50gr
widzisz różnicę?
wyjaśnię dla pewności dla innych bo mam wątpliwości czy niektórzy strybią tak skomplikowaną zależność...
nie powiem jaka jest różnica, bo to też zbyt skomplikowane dla niektórych - bo piszę tego posta już drugi raz
wymenię więc różnicę między:
XXXX: wpłaceniem przezemnie 1000zł od razu do skarbu państwa
od razu w postaci PODATKU DOCHODOWEGO
a
YYYY: wydaniem tej kasy na towary i usługi w polsce
w troszkę rozciągniętym czasie - od tego płaci się VAT :)
X - kasa w skarbie państwa 1000zł
X - Cieknie mi kran
X - Hydraulik nie ma sprawnego auta
X - mechanik chodzi w dziurawych butach
X - małżeństwo szewca się rozpadło...
X - ...panny od cateringu też
Y - mam naprawiony kran
Y - hydraulik ma sprawny wóz i szybciej dojeżdza
Y - mechanik nie przeziębi się od mokrych stóp
Y - szewc ma wciąż żonę
Y - a ta od cateringu mężą pierdołę (taki minus :( )
Y - kasa w skarbie państwa 950zł (powiedzmy - na moją niekorzyść - że ktoś 5 dych odłożył do skarpety...)
"Przy likwidacji pod. doch. da się tak skalkulować VAT, żeby wpływy do budżetu nie spadły,a konsumpcja wzrosła."
nie trzeba absolutnie NIC robić z VATem... ja bym nawet obniżył do 5%, co również pisałem wyżej...
czy mam jeszcze raz wypisać to, co jest 5-30 ilnijek wyżej z uwzględnieniem stawki 5% VAT czy wierzysz na słowo, że cała ta kasa wyląduje w skarbie państwa?
"Ale w obecnym systemie unikanie zapłaty podatku dochodowego działa na niekorzyść innych."
ponownie: patrz wyżej
"Matematycznie rzecz biorąc."
na prawdę się staram nie bluzgać...
wspomniałem gdzieś wyżej:
podatek dochodowy to NATYCHMIASTOWE przelanie środków do skarbu państwa
brak podatku dochodowego natomiast to TROSZKĘ wolniejsze przelanie tychże środków
MATEMATYCZNIE rzecz biorąc, po 1 miesiącu nie będzie najmniejszej różnicy w budżecie
wspomniałem również, że VAT działa troszkę podobnie do rekurencji:
każdy płaci VAT od tego co mu zostało...
NIE MYLIĆ z rekurencją podatkową...
ps...
dość niejasno napisałem... dla tych co nie wiedzą:
"nie powiem jaka jest różnica (...) wymienię różnicę"
jak macie czarny i czerwony samochód
to nie różnią się tym, że jeden jest czarny a drugi czerwony...
różnią się kolorem ;)
w poście 2016-02-21 16:23 chyba napisałem czym się różnią...
nie poskutkowało :D
teraz więc WYMIENIŁEM różnicę - jak do dzieci ;DDDDD
jak macie porównać... powiedzmy
dwóch facetów
można powiedzieć, że różnią się wzrostem, wagą, zarostem, muskulaturą...
to jest normalne i naturalne, i każdy to wie
problem pojawia się podczas obserwacji różnic przy bardziej skomplikowanych zagadnieniach...
a wspominam o tym, bo jest takie ćwiczenie, pomaga logicznie myśleć :) polecam - bez uszczypliwości... nie jest to łatwe
dość niejasno napisałem... dla tych co nie wiedzą:
"nie powiem jaka jest różnica (...) wymienię różnicę"
jak macie czarny i czerwony samochód
to nie różnią się tym, że jeden jest czarny a drugi czerwony...
różnią się kolorem ;)
w poście 2016-02-21 16:23 chyba napisałem czym się różnią...
nie poskutkowało :D
teraz więc WYMIENIŁEM różnicę - jak do dzieci ;DDDDD
jak macie porównać... powiedzmy
dwóch facetów
można powiedzieć, że różnią się wzrostem, wagą, zarostem, muskulaturą...
to jest normalne i naturalne, i każdy to wie
problem pojawia się podczas obserwacji różnic przy bardziej skomplikowanych zagadnieniach...
a wspominam o tym, bo jest takie ćwiczenie, pomaga logicznie myśleć :) polecam - bez uszczypliwości... nie jest to łatwe
Ok, rozumiem. Trochę się to pokomplikuje, bo jeśli auto hydraulika jest służbowe, to pewnie VAT za naprawę auta mu zwrócą. No ale ostatecznie te pieniądze wyda. Tylko czy na pewno wyda? Ja bym zaczęła oszczędzać. Ludzie nie mają mieszkań, zapewnionych emerytur i myślisz, że będą wydawać dodatkowe pieniądze na bieżące potrzeby? Częściowo pewnie tak. Ci o najniższych dochodach (bo ich bieżące potrzeby są w najmniejszym stopniu zaspokojone) i najwyższych (bo wystarczy im na wszystko). Ale nie będzie aż takiego efektu, o jakim piszesz.
"Ale nie będzie aż takiego efektu"
Będzie.
Tam gdzie takie rozwiązania wprowadzono gospodarka ruszyła z kopyta.
"o jakim piszesz."
Nie "ja piszę" tylko: "ja przekazuje dalej"
Piszą o tym natomiast ekonomiści i analitycy na całym świecie.
A Ty jakimi badaniami albo autorytetami popierasz swoją teorię, że 'nie będzie efektu'?
Czy mam wymienić swoich?
Będzie.
Tam gdzie takie rozwiązania wprowadzono gospodarka ruszyła z kopyta.
"o jakim piszesz."
Nie "ja piszę" tylko: "ja przekazuje dalej"
Piszą o tym natomiast ekonomiści i analitycy na całym świecie.
A Ty jakimi badaniami albo autorytetami popierasz swoją teorię, że 'nie będzie efektu'?
Czy mam wymienić swoich?
Smutny, a myślałeś że jak się wykształcisz to pracodawcy będą się zabijać o Ciebie? Co semestr setki wykształconych absolwentów opuszczają uczelnie i też chcą pracować.
Śmieciówki nie dają zdaje się w porównaniu do umowy o pracę, tego że masz urlop, ale pozwalają w razie znalezienia lepszej oferty na szybszą zmianę pracodawcy. A godne warunki to chyba indywidualna sprawa, ale żeby zaraz wrak:)
Śmieciówki nie dają zdaje się w porównaniu do umowy o pracę, tego że masz urlop, ale pozwalają w razie znalezienia lepszej oferty na szybszą zmianę pracodawcy. A godne warunki to chyba indywidualna sprawa, ale żeby zaraz wrak:)
Smutny, złe myśli na pewno nie pomogą w poszukiwaniu pracy. Nie wiem, gdzie akurat u Ciebie leży problem. Jeśli masz odpowiednie kwalifikacje do pracy w danej branży, nie spalasz się na rozmowie kwalifikacyjnej, a mimo to trudno Ci znaleźć pracę albo oferowana jest praca na kiepskich warunkach, to znaczy, że trzeba zastanowić się nad zmianą branży. Albo nad wyjazdem, jeśli masz taką możliwość. Próbowałeś skorzystać z jakiejś pomocy w szukaniu pracy?
>Jakiej pomocy? Nie.
To może spróbuj tutaj:
http://www.wup.gdansk.pl/poradnictwo_zawodowe/artykuly/kontakt-8.html
Krzywdy Ci nie zrobią, a może będą w stanie pomóc.
>Zmienić branżę .. Myślałem :( :( ale cieżko po tylu latach ..
Na pewno ciężko, ale musisz się zastanowić, jakie będą perspektywy w tej branży za kilka, kilkanaście lat. Może jest coś, gdzie możesz choć częściowo wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, a perspektywy nieco lepsze?
>bardzo mi źle bo tracę wiarę w siebie i tylko rozpacz zostaje :((
Możesz się wkurzać na rzeczywistość, ale nie rozpaczaj. To Ci na pewno nie pomoże. Umów się na spotkanie indywidualne z doradcą, poproś o pomoc w napisaniu cv, pogadaj o innych perspektywach dla Ciebie. Sam też się nad nimi zastanawiaj. Próbuj, nie poddawaj się :)
To może spróbuj tutaj:
http://www.wup.gdansk.pl/poradnictwo_zawodowe/artykuly/kontakt-8.html
Krzywdy Ci nie zrobią, a może będą w stanie pomóc.
>Zmienić branżę .. Myślałem :( :( ale cieżko po tylu latach ..
Na pewno ciężko, ale musisz się zastanowić, jakie będą perspektywy w tej branży za kilka, kilkanaście lat. Może jest coś, gdzie możesz choć częściowo wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, a perspektywy nieco lepsze?
>bardzo mi źle bo tracę wiarę w siebie i tylko rozpacz zostaje :((
Możesz się wkurzać na rzeczywistość, ale nie rozpaczaj. To Ci na pewno nie pomoże. Umów się na spotkanie indywidualne z doradcą, poproś o pomoc w napisaniu cv, pogadaj o innych perspektywach dla Ciebie. Sam też się nad nimi zastanawiaj. Próbuj, nie poddawaj się :)
> Sugerowałbym nieśmiało pomoc psychologa może...
Na psychologa prywatnie autora wątku nie stać, bo nie ma pracy.
Na psychologa na NFZ może się nie doczekać (o ile w ogóle podlega pod NFZ).
Zresztą.. autorowi wątku potrzebna jest praca a nie psycholog.
Proponowałbym iść do JAKIEJKOLWIEK pracy, choćby na budowę za 10 zł/h
Coś to więcej niż nic.
Żadna "okazja" nie umknie - a jeśli się pojawi, bez żalu można "dorywczą" robotę rzucić.
Ponadto: praca fizyczna dobrze robi na psychikę. Często lepiej niż egzaltowana paniusia po uniwerku z dyplomem magistra psychologii ;)
Na psychologa prywatnie autora wątku nie stać, bo nie ma pracy.
Na psychologa na NFZ może się nie doczekać (o ile w ogóle podlega pod NFZ).
Zresztą.. autorowi wątku potrzebna jest praca a nie psycholog.
Proponowałbym iść do JAKIEJKOLWIEK pracy, choćby na budowę za 10 zł/h
Coś to więcej niż nic.
Żadna "okazja" nie umknie - a jeśli się pojawi, bez żalu można "dorywczą" robotę rzucić.
Ponadto: praca fizyczna dobrze robi na psychikę. Często lepiej niż egzaltowana paniusia po uniwerku z dyplomem magistra psychologii ;)
Autor wątku już znalazł pracę:
http://forum.trojmiasto.pl/Setki-CV-wyslanych-i-zero-odzewu-t657404,1,33.html
A z tą jakąkolwiek pracą to czasem jest problem. Jak swego czasu wysyłałam cv, to odzew był w przypadku poważniejszych ofert (plus jednej agencji pracy tymczasowej, która chyba brała wszystkich jak leci). Pracodawcy nie chcą zatrudniać kogoś, kto przy pierwszej lepszej okazji da nogę.
http://forum.trojmiasto.pl/Setki-CV-wyslanych-i-zero-odzewu-t657404,1,33.html
A z tą jakąkolwiek pracą to czasem jest problem. Jak swego czasu wysyłałam cv, to odzew był w przypadku poważniejszych ofert (plus jednej agencji pracy tymczasowej, która chyba brała wszystkich jak leci). Pracodawcy nie chcą zatrudniać kogoś, kto przy pierwszej lepszej okazji da nogę.
Dwa lata temu szukałem kogoś, kto mi pomaluje płot. Robota na dwa tygodnie, po 8 godzin dziennie. Stawka wyższa niż 10 zł/godz. I wiecie co? Nie gadajcie mi że nie ma roboty. Nie ma biedy. I słownych pracowników.
Pierwsza ekipa miała być na 8, była o 11, ale bez szefa, miei zacząć a potem przyjdzie szef to się dogadamy. Wygoniłem ich.
Druga ekipa to dwóch braci, którzy przyjechali żeby dać im namiot, to zanocują, i nie wzięli ze sobą jedzenia,, ani śpiworów, a po pięciu godzinach przekalkulowali, że muszą mieć stawkę 40 zł/godz bo tyle bierze kolega, co ma firmę. Rano przyjechał po nich tatuś i mocno negocjowali zapłatę za te 5 godzin.
W końcu trafił mi sie chłopak, któremu chciało się dojeżdżać z Tczewa i w dwa tygodnie się uwinął.
Szlachta zmarnowała mi jakieś trzy tygodnie, bo jak jednych umówiłem, to innych już nie umawiałem. I najlepsza pogodę. Nie gadajcie mi, że nie ma pracy, proszę was.
Innym razem nająłem pilarzy do porządku w lesie po nawałnicy. Przyszli o 8, napili się piwa, do lasu poszli o 10,, napili się piwa, o 12 przerwa na obiad, napili się piwa i o 13 skończyli, bo od 14 był we wsi festyn. 4 chłopa + ja (dowóz piwa, zwózka drewna i przygotowanie obiadu) wyrobiła 8 metrów, czyli tyle ile ja w ramach relaksu robię w 8 godzin. C świadkiem, bo akurat wtedy u mnie był.
A do pielenia w ogrodzie za mniej niż 10 zł/godz baby ze wsi nie ugodzę.
Nie gadajcie mi o tych biednych bezrobotnych, bo nie powinienem się irytować przed snem.
Pierwsza ekipa miała być na 8, była o 11, ale bez szefa, miei zacząć a potem przyjdzie szef to się dogadamy. Wygoniłem ich.
Druga ekipa to dwóch braci, którzy przyjechali żeby dać im namiot, to zanocują, i nie wzięli ze sobą jedzenia,, ani śpiworów, a po pięciu godzinach przekalkulowali, że muszą mieć stawkę 40 zł/godz bo tyle bierze kolega, co ma firmę. Rano przyjechał po nich tatuś i mocno negocjowali zapłatę za te 5 godzin.
W końcu trafił mi sie chłopak, któremu chciało się dojeżdżać z Tczewa i w dwa tygodnie się uwinął.
Szlachta zmarnowała mi jakieś trzy tygodnie, bo jak jednych umówiłem, to innych już nie umawiałem. I najlepsza pogodę. Nie gadajcie mi, że nie ma pracy, proszę was.
Innym razem nająłem pilarzy do porządku w lesie po nawałnicy. Przyszli o 8, napili się piwa, do lasu poszli o 10,, napili się piwa, o 12 przerwa na obiad, napili się piwa i o 13 skończyli, bo od 14 był we wsi festyn. 4 chłopa + ja (dowóz piwa, zwózka drewna i przygotowanie obiadu) wyrobiła 8 metrów, czyli tyle ile ja w ramach relaksu robię w 8 godzin. C świadkiem, bo akurat wtedy u mnie był.
A do pielenia w ogrodzie za mniej niż 10 zł/godz baby ze wsi nie ugodzę.
Nie gadajcie mi o tych biednych bezrobotnych, bo nie powinienem się irytować przed snem.
@ Manson the Forester:
Chodziło mi o sytuację, w której pracodawca chce kogoś na dłużej, a może przypuszczać, że kandydat na pracownika będzie chciał popracować tylko do czasu znalezienia innej pracy.
U Ciebie to zupełnie inny problem. Ci, którzy chcą/muszą pracować raczej starają się znaleźć stałą pracę, więc nie zawsze uda Ci się znaleźć taką osobę do dorywczej roboty. No chyba, że ktoś chwilowo jest bez pracy albo chce sobie dorobić. A ci, którzy jakoś żyją bez pracy, nie są szczególnie zmotywowani do tego żeby ją podjąć.
Chodziło mi o sytuację, w której pracodawca chce kogoś na dłużej, a może przypuszczać, że kandydat na pracownika będzie chciał popracować tylko do czasu znalezienia innej pracy.
U Ciebie to zupełnie inny problem. Ci, którzy chcą/muszą pracować raczej starają się znaleźć stałą pracę, więc nie zawsze uda Ci się znaleźć taką osobę do dorywczej roboty. No chyba, że ktoś chwilowo jest bez pracy albo chce sobie dorobić. A ci, którzy jakoś żyją bez pracy, nie są szczególnie zmotywowani do tego żeby ją podjąć.
Chmurzasta, i tak, i nie.
To ja płacę więc ja wymagam.
Jeżeli ktoś chce, żebym w niego zainwestował mój czas, energię i pieniądz, niech mi wykaże, że warto.
Tymczasem szlachta zaczyna i kończy negocjację na pieniądzach, zaś robota jest przykrą koniecznością.
W czasach kiedy jeszcze robiłem karierę i miałem żużel w głowie zatrudniałem na staż pracowników za nędzne stawki i na nędznych warunkach. I patrzyłem. Przedłużałem umowy i na stałe zatrudniałem tylko tych, którzy chcieli się wykazać i udowodnić, że są coś warci. Szlachcie zawsze grzecznie i wylewnie dziękowałem.
Tak dla śmiechu już - szukałem kiedyś pracownicy do prac biurowych, wymagania: znajomość tabliczki mnożenia i obsługi długopisu. Otrzymałem 600 cv. Wybrałem i umówiłem 8 osób. Przyszły 2, pozostałe 6 olało i nawet nie poinformowało, dlaczego. I tym sposobem szlachta zablokowała swoim koleżankom dostęp do rozmowy kwalifikacyjnej. Może i dobrze. Nie wiem. Szukający pracy są w zdecydowanej większości beznadziejni, bo ci co się nadają, jakoś sami sobie radzą.
To ja płacę więc ja wymagam.
Jeżeli ktoś chce, żebym w niego zainwestował mój czas, energię i pieniądz, niech mi wykaże, że warto.
Tymczasem szlachta zaczyna i kończy negocjację na pieniądzach, zaś robota jest przykrą koniecznością.
W czasach kiedy jeszcze robiłem karierę i miałem żużel w głowie zatrudniałem na staż pracowników za nędzne stawki i na nędznych warunkach. I patrzyłem. Przedłużałem umowy i na stałe zatrudniałem tylko tych, którzy chcieli się wykazać i udowodnić, że są coś warci. Szlachcie zawsze grzecznie i wylewnie dziękowałem.
Tak dla śmiechu już - szukałem kiedyś pracownicy do prac biurowych, wymagania: znajomość tabliczki mnożenia i obsługi długopisu. Otrzymałem 600 cv. Wybrałem i umówiłem 8 osób. Przyszły 2, pozostałe 6 olało i nawet nie poinformowało, dlaczego. I tym sposobem szlachta zablokowała swoim koleżankom dostęp do rozmowy kwalifikacyjnej. Może i dobrze. Nie wiem. Szukający pracy są w zdecydowanej większości beznadziejni, bo ci co się nadają, jakoś sami sobie radzą.
Taaa..a najlepsze jest to że potencjalni pracownicy mają duże aspiracje do kasy zanim zaczną cokolwiek robić. Ja rozumiem że za pracę należy się godziwa zapłata ale człowieku pokaż najpierw co potrafisz. Co do fachowców od robót remontowych spokojnie wypowiadać się nie mogę bo tej traumy chyba do końca swoich dni nie zapomnę. Jeden wielki koszmar.
Druga liga fachowców to ludzie od napraw sprzętu. Wzywałam ludzi wydawało by się kompetentnych. Punkt działający od lat więc zaufałam doświadczeniu. I zonk. Spojrzenie na moją zepsutą zmywarkę wyjaśniało panom wszystko. Normalnie jasnowidztwo rzemieślnicze. Nie zrobili nic, poinformowali co mam zakupić (sama!) i zmyli się.
Wezwałam innych fachowców. Wysunęli sprzęt,rozebrali,wymienili co trzeba i wcale nie była to ta część o której tamci wspominali. I tak to wygląda.
Druga liga fachowców to ludzie od napraw sprzętu. Wzywałam ludzi wydawało by się kompetentnych. Punkt działający od lat więc zaufałam doświadczeniu. I zonk. Spojrzenie na moją zepsutą zmywarkę wyjaśniało panom wszystko. Normalnie jasnowidztwo rzemieślnicze. Nie zrobili nic, poinformowali co mam zakupić (sama!) i zmyli się.
Wezwałam innych fachowców. Wysunęli sprzęt,rozebrali,wymienili co trzeba i wcale nie była to ta część o której tamci wspominali. I tak to wygląda.
W pierwszym przeglądzie odrzuciłem przedszkolanki, pracujących, chłopaków po mechaniku, emerytów, rencistów i takich innych.
W drugim odrzuciłem tych, którzy nie mieli wykształcenia profilowanego.
W trzecim etapie wybrałem młodych kończących szkolę, albo zaraz po skończeniu szkoły.
W czwartym wytypowałem tych, którzy pochodzą z wiosek i małych miasteczek oraz są bez pracy około roku, ale mają jakieś tam minimalne doświadczenie z pracą.
Wszystkie 600 przerzuciłem pobieżnie, jakieś 200 przeczytąłem dokładnie.
I wisi mi, że kierowałem się subiektywnymi kryteriami.
W drugim odrzuciłem tych, którzy nie mieli wykształcenia profilowanego.
W trzecim etapie wybrałem młodych kończących szkolę, albo zaraz po skończeniu szkoły.
W czwartym wytypowałem tych, którzy pochodzą z wiosek i małych miasteczek oraz są bez pracy około roku, ale mają jakieś tam minimalne doświadczenie z pracą.
Wszystkie 600 przerzuciłem pobieżnie, jakieś 200 przeczytąłem dokładnie.
I wisi mi, że kierowałem się subiektywnymi kryteriami.
Jeszcze nie szukam pracy ale przymierzam się od września.
Czuję że to będzie niezłe doświadczenie.
Dotychczas miałam szczęście i dość szybko miałam etat. Jak będzie teraz...zobaczymy.
Ciągle myślę o własnej działalności bo prawda jest taka,że to mi najbardziej odpowiada. Bez względu ile wysiłku w to włożę bo wiem z doświadczenia że to nie jest praca od.. do..
Tylko pomysł.Dobry pomysł. I tu jest najtrudniejszy element.
Nie ukrywam że ciągnie mnie ku gastronomii ale sama nie odważę się. Chyba ;)
Czuję że to będzie niezłe doświadczenie.
Dotychczas miałam szczęście i dość szybko miałam etat. Jak będzie teraz...zobaczymy.
Ciągle myślę o własnej działalności bo prawda jest taka,że to mi najbardziej odpowiada. Bez względu ile wysiłku w to włożę bo wiem z doświadczenia że to nie jest praca od.. do..
Tylko pomysł.Dobry pomysł. I tu jest najtrudniejszy element.
Nie ukrywam że ciągnie mnie ku gastronomii ale sama nie odważę się. Chyba ;)
Pani Inko, proszę próbować! Później przynajmniej nie będzie Pani żałować, że nie spróbowała Pani!
Ja polecam taki biznes jak Pierogarnia, koniecznie w dobrym miejscu z pierożkami, zupkami, sałatkami, kanapkami, Od razu piszę: Nie jest łatwy chleb ale biznes wart zachodu.
Kolejnym biznesem, który Pani polecam to Sushi ale na tym się trzeba naprawdę znać i przede wszystkim mieć naprawdę dobrą lokalizację i ludzi z Pasją. Jaka jest kasa na Sushi? - już Pani piszę: Mój znajomy coś takiego prowadzi w bardzo dobrym punkcie, mega dobrym, za lokal w ciągu dwóch lat zapłacił ok. 720 tys. - za sam wynajem, a do dwóch lat ma zamiar kupić lokal w innym miejscu za 1 mln zł. Skoro zapłacił 720 tys. to proszę dodać do tego składniki, opłacić trzy osoby i jeszcze na tym zarobić! by mieć na inwestycję. Czyli musi się opłacać!
Kolejnym biznesem Naleśnikarnia - jednak tutaj to trochę spokojniejszy biznes, też trzeba mieć dobry punkt i jak we wszystko wkładać serce.
Jak już Pani założy ten biznes to proszę podać mi kontakt / lokalizację - osobiście tam przyjdę i mam nadzieję z wielką przyjemnością zjem coś co mi Pani zaproponuje.
Ja polecam taki biznes jak Pierogarnia, koniecznie w dobrym miejscu z pierożkami, zupkami, sałatkami, kanapkami, Od razu piszę: Nie jest łatwy chleb ale biznes wart zachodu.
Kolejnym biznesem, który Pani polecam to Sushi ale na tym się trzeba naprawdę znać i przede wszystkim mieć naprawdę dobrą lokalizację i ludzi z Pasją. Jaka jest kasa na Sushi? - już Pani piszę: Mój znajomy coś takiego prowadzi w bardzo dobrym punkcie, mega dobrym, za lokal w ciągu dwóch lat zapłacił ok. 720 tys. - za sam wynajem, a do dwóch lat ma zamiar kupić lokal w innym miejscu za 1 mln zł. Skoro zapłacił 720 tys. to proszę dodać do tego składniki, opłacić trzy osoby i jeszcze na tym zarobić! by mieć na inwestycję. Czyli musi się opłacać!
Kolejnym biznesem Naleśnikarnia - jednak tutaj to trochę spokojniejszy biznes, też trzeba mieć dobry punkt i jak we wszystko wkładać serce.
Jak już Pani założy ten biznes to proszę podać mi kontakt / lokalizację - osobiście tam przyjdę i mam nadzieję z wielką przyjemnością zjem coś co mi Pani zaproponuje.
Jeśli chodzi o Sushi to tu ma Pani taką restaurację sieciową:
http://sakana.pl/pl/
Byłem kiedyś i polecam. Warto. Przesłałem Pani na wypadek gdyby się Pani ten biznes spodobał - Jak się to robi u profesjonalistów, można podglądnąć.
http://sakana.pl/pl/
Byłem kiedyś i polecam. Warto. Przesłałem Pani na wypadek gdyby się Pani ten biznes spodobał - Jak się to robi u profesjonalistów, można podglądnąć.
Dzięki wielkie za motywację Uśmiechnięty Panie ;-)
Pomysł i kasa to jedno, i drugie to dobry punkt. Za dobre miejsce płaci się słono ale i zarobek pewniejszy. Myślę o tym od dawna ale chcę poznać ten biznes od zaplecza. I na tym się teraz skupiam.
Gdybym otworzyła takie cóś to z pewnością moimi pierwszymi gośćmi byliby forumowicze i Pan również :-)
Btw...czy Pan kiedyś nie posługiwał się nickiem RN ?
Pomysł i kasa to jedno, i drugie to dobry punkt. Za dobre miejsce płaci się słono ale i zarobek pewniejszy. Myślę o tym od dawna ale chcę poznać ten biznes od zaplecza. I na tym się teraz skupiam.
Gdybym otworzyła takie cóś to z pewnością moimi pierwszymi gośćmi byliby forumowicze i Pan również :-)
Btw...czy Pan kiedyś nie posługiwał się nickiem RN ?
Pani Inko, mogę dla Pani zdobyć namiar na osobę z Gdańska, która prowadzi szkolenia z zakresu gastronomi w całej Polsce.
Polega to na tym, że Restauracje taką osobę wynajmują na kilka dni i tam przeprowadza szkolenia.
Jak Pani będzie zainteresowana to zadzwonię gdzie trzeba i dam Pani kontakt.
Tak od serca. Nie musi mi Pani być za nic wdzięczna. Lubię gdy ludzie się uśmiechają, są szczęśliwi, cieszą się małymi rzeczami. Sprawia mi to przyjemność, sprawianie im przyjemności.
Polega to na tym, że Restauracje taką osobę wynajmują na kilka dni i tam przeprowadza szkolenia.
Jak Pani będzie zainteresowana to zadzwonię gdzie trzeba i dam Pani kontakt.
Tak od serca. Nie musi mi Pani być za nic wdzięczna. Lubię gdy ludzie się uśmiechają, są szczęśliwi, cieszą się małymi rzeczami. Sprawia mi to przyjemność, sprawianie im przyjemności.
Aleś wymyśliła :-)))
Rób to suszi, przylezę pokrytykować :-)))
Nie raz już to pisałem i powtórzę: większymi kanciarzami od gastronomików to są tylko prawnicy.
Mnie się marzy porcja pierogów gniecionych przez babinę, która na twoich oczach wrzuca je do wrzątku i gotuje, wyciągnięte cedzakiem prosto na talerz, okraszone czymś tam i podane wprost na ulicy. Ale to tylko na Białorusi albo w Chinach.
Rób to suszi, przylezę pokrytykować :-)))
Nie raz już to pisałem i powtórzę: większymi kanciarzami od gastronomików to są tylko prawnicy.
Mnie się marzy porcja pierogów gniecionych przez babinę, która na twoich oczach wrzuca je do wrzątku i gotuje, wyciągnięte cedzakiem prosto na talerz, okraszone czymś tam i podane wprost na ulicy. Ale to tylko na Białorusi albo w Chinach.
Cyt.
Nie raz już to pisałem i powtórzę: większymi kanciarzami od gastronomików to są tylko prawnicy.
Ja jednak bym tak nie upraszczał sprawy. Oczywiście mnóstwo ludzi bawi się w Kuchnię, co więcej wychodzi im, prowadzą blogi internetowe z sukcesem i tak patrząc z boku faktycznie się wydaje, że każdy kto lubi może się w kuchcenie bawić. Jednak tak do końca nie jest.
Z Kuchceniem to taj jak z Muzykowaniem trzeba mieć to po prostu umieć, znać się trochę więcej niż trochę.
Sushi jest O.K. można się nie zajechać i zarobić jak się to dobrze robi.
Pierogarnia to mnóstwo pracy a na końcu pytanie: Ile za te pierogi można wziąć? ;-)
Tu jest fajna pierogarnia: http://www.zapiecek.eu/lokale.html
Byłem tam nie raz! Polecam! - info dla Pani Inki, można podpatrzeć.
Jednak w przypadku pierogów preferuję podobnie jak Pan Manson prosto z wody;-)
Mama takie robiła;-) i Rogaliki z Serem pieczone w piecu opalanym drewnem też pamiętam. A jak się rumieniły;-) Chlebek bez konserwantów;-) Ach rozmarzyłem się,
EDIT:
Można to by było dzisiaj zrobić samemu ale Ja na to zwyczajnie czasu nie mam i już siły.
Nie raz już to pisałem i powtórzę: większymi kanciarzami od gastronomików to są tylko prawnicy.
Ja jednak bym tak nie upraszczał sprawy. Oczywiście mnóstwo ludzi bawi się w Kuchnię, co więcej wychodzi im, prowadzą blogi internetowe z sukcesem i tak patrząc z boku faktycznie się wydaje, że każdy kto lubi może się w kuchcenie bawić. Jednak tak do końca nie jest.
Z Kuchceniem to taj jak z Muzykowaniem trzeba mieć to po prostu umieć, znać się trochę więcej niż trochę.
Sushi jest O.K. można się nie zajechać i zarobić jak się to dobrze robi.
Pierogarnia to mnóstwo pracy a na końcu pytanie: Ile za te pierogi można wziąć? ;-)
Tu jest fajna pierogarnia: http://www.zapiecek.eu/lokale.html
Byłem tam nie raz! Polecam! - info dla Pani Inki, można podpatrzeć.
Jednak w przypadku pierogów preferuję podobnie jak Pan Manson prosto z wody;-)
Mama takie robiła;-) i Rogaliki z Serem pieczone w piecu opalanym drewnem też pamiętam. A jak się rumieniły;-) Chlebek bez konserwantów;-) Ach rozmarzyłem się,
EDIT:
Można to by było dzisiaj zrobić samemu ale Ja na to zwyczajnie czasu nie mam i już siły.
Tu jest fajna pierogarnia: http://pierogarniapruszcz.pl/
Taką właśnie chciałbym Pierogarnię prowadzić w tym stylu co tam jest. Byłem, super lokal z dużymi przeszkleniami mnóstwo Klientów, biały wystrój. To musi się udać. Nie ma wyjścia.
Jeżeli Pani Inka zdecydowałaby się na Pierogarnię to tylko w takim stylu - proponuję podjechać spróbować, zobaczyć. Tak prosto w całej prostocie można robić biznes.
Taką właśnie chciałbym Pierogarnię prowadzić w tym stylu co tam jest. Byłem, super lokal z dużymi przeszkleniami mnóstwo Klientów, biały wystrój. To musi się udać. Nie ma wyjścia.
Jeżeli Pani Inka zdecydowałaby się na Pierogarnię to tylko w takim stylu - proponuję podjechać spróbować, zobaczyć. Tak prosto w całej prostocie można robić biznes.
Manson...kuchnia japońska nie dla mnie i nie skrytykujesz bo nie porwę się na to ;-p
Mnie się marzy mały ale smaczny i zdrowy punkt. Kuchnia niskokaloryczna.Nie ilość a jakość przede wszystkim.
Co do oszustwa w kuchni. Klient to wyczuje i nie wróci. A stracone zaufanie trudno odbudować. Takie sztuczki mają krótkie nogi ;-)
Mnie się marzy mały ale smaczny i zdrowy punkt. Kuchnia niskokaloryczna.Nie ilość a jakość przede wszystkim.
Co do oszustwa w kuchni. Klient to wyczuje i nie wróci. A stracone zaufanie trudno odbudować. Takie sztuczki mają krótkie nogi ;-)
Może. Moim zdaniem 90% ludzi nie ma pojęcia o smaku i o tym co je. I przez to je byle co. I 90% knajp w których jadałem to porażka. Teraz nie jadam w knajpach w ogóle, bo szkoda życia. Jak potrzebuję żarcia na drogę to sobie robię bento, albo paczkę sushi. Albo przynajmniej kanapkę z własnego chleba. Ale co kogo kręci.
CV. c'ego
Ty Manson, 29 lutego wybywam z kraju kanałów i wilgoci.
Bede miał troche czasu.
Moja dniowka to jedzenie i popicie, glaskanie psow, spanie z nimi oraz wychodzenie wieczorami z domu gdzie mnie sie chce.
Pomysl.
Jestem w formie.
W ramach zabezpieczenia czasu wolnego mogę pracowac cobadz.
A we wsi są jakieś fajne dziewoje???
Z poważaniem c.
Bede miał troche czasu.
Moja dniowka to jedzenie i popicie, glaskanie psow, spanie z nimi oraz wychodzenie wieczorami z domu gdzie mnie sie chce.
Pomysl.
Jestem w formie.
W ramach zabezpieczenia czasu wolnego mogę pracowac cobadz.
A we wsi są jakieś fajne dziewoje???
Z poważaniem c.
Dwa razy w miesiącu mogę w Twojej knajpie Inka kręcić ryżowe rulony. Ale warunek: ryż i dodatki kupujesz te, które ja zaakceptuję :-) I musi być polski sznyt, więc z góry rozglądaj się za kimś, kto dostarczy świeżych karasi na sashimi :-)) (Wiesz, że mam komplet osobistych japońskich noży do krojenia rzeczy?)
C mój drogi pełen energii chłopcze, w lesie w marcu nie ma nic do roboty, bo jest mokro i syf jeden wielki. W kwietniu bywa. Parę dni, co się da coś robić. W temacie dziurawców wsiowych nic Ci nie powiem, bo po pierwsze primo wieś mi lata i powiewa, a po drugie primo wioskowe dziołchy słabo mnie nęcą. Ale znając Twój wrodzony talent i nieokiełznany bajer coś sobie na pewno przygruchasz, i śpieszę Cię powiadomić, że festyn jakoś tak pod koniec lipca.
C mój drogi pełen energii chłopcze, w lesie w marcu nie ma nic do roboty, bo jest mokro i syf jeden wielki. W kwietniu bywa. Parę dni, co się da coś robić. W temacie dziurawców wsiowych nic Ci nie powiem, bo po pierwsze primo wieś mi lata i powiewa, a po drugie primo wioskowe dziołchy słabo mnie nęcą. Ale znając Twój wrodzony talent i nieokiełznany bajer coś sobie na pewno przygruchasz, i śpieszę Cię powiadomić, że festyn jakoś tak pod koniec lipca.
No Mili Państwo! Z Wami to ja nie zginę :-)
Już mam ludzi do pracy.
K.a....będziesz kręcić odlotowe naleśniki.
Tomek...pan od zaopatrzenia...pamiętaj że to Ty będziesz znosił kaprysy kucharzy...musisz być cierpliwy i baaardzo obrotny..u mnie towar tylko pierwsza klasa ;-)
Manson...bardzo dobry pomysł..a te noże to jak jakiś upierdliwy konsument się trafi użyjesz w wiadomym celu ;-)
I mam nazwę...to będzie Hydepark ;-D
Już mam ludzi do pracy.
K.a....będziesz kręcić odlotowe naleśniki.
Tomek...pan od zaopatrzenia...pamiętaj że to Ty będziesz znosił kaprysy kucharzy...musisz być cierpliwy i baaardzo obrotny..u mnie towar tylko pierwsza klasa ;-)
Manson...bardzo dobry pomysł..a te noże to jak jakiś upierdliwy konsument się trafi użyjesz w wiadomym celu ;-)
I mam nazwę...to będzie Hydepark ;-D
To, ze kobieta wyglada szczupło nie oznacza, ze jej ciało jest jedrne, silne i zwarte w dotyku, w wyglądzie zgrabne i ponetne, zaś w oczach niekoniecznie musi nosić uśmiech.
Kobietę poznaje sie z daleka.
Zapachem.
Wilczym głodnym pociągiem.
Uwielbiam zazdrość wsród kobiet.
Bo to mnie rozbawia do rozpuku.
Napisałem kobiet, nie zas wsród płci zwanych kobietami.
Kobietę poznaje sie z daleka.
Zapachem.
Wilczym głodnym pociągiem.
Uwielbiam zazdrość wsród kobiet.
Bo to mnie rozbawia do rozpuku.
Napisałem kobiet, nie zas wsród płci zwanych kobietami.
Cyt. Co lubicie jeść?
Zupkę Rybną,
Rybkę,
Pierożki,
Naleśniki,
Mięsne dania,
Tutaj masz taką restauracyjkę w której jestem przynajmniej raz/dwa/trzy w miesiącu - bardzo znana z polskimi daniami, robią to naprawdę dobrze, w niedziele do tej restauracyjki kolejki się ustawiają!
Prosto, bardzo smacznie, świeżo, i jedzenie bardzo lekkie, dania mięsne chce się jeść i nie są to ciężkie potrawy, fajnie przyrządzone.
Menu możesz sobie przeglądnąć, spisać i zrobić z tym co zechcesz:
http://smakosz.net/oferta/restauracja/
Ja właśnie takie coś preferuję, prosto w swej prostocie.
EDIT: Wejdź w zakładkę "Do pobrania" tam będziesz mieć podgląd.
Oczywiście na początek Menu może być bardzo skromne, kilka pewnych ale zawsze świeżych dań.
Zupkę Rybną,
Rybkę,
Pierożki,
Naleśniki,
Mięsne dania,
Tutaj masz taką restauracyjkę w której jestem przynajmniej raz/dwa/trzy w miesiącu - bardzo znana z polskimi daniami, robią to naprawdę dobrze, w niedziele do tej restauracyjki kolejki się ustawiają!
Prosto, bardzo smacznie, świeżo, i jedzenie bardzo lekkie, dania mięsne chce się jeść i nie są to ciężkie potrawy, fajnie przyrządzone.
Menu możesz sobie przeglądnąć, spisać i zrobić z tym co zechcesz:
http://smakosz.net/oferta/restauracja/
Ja właśnie takie coś preferuję, prosto w swej prostocie.
EDIT: Wejdź w zakładkę "Do pobrania" tam będziesz mieć podgląd.
Oczywiście na początek Menu może być bardzo skromne, kilka pewnych ale zawsze świeżych dań.
Dzięki za odzew :-D...może jeszcze ktoś coś?...każdy głos cenny
Zastanawiałam się nad odpowiedzią na własne pytanie i stwierdziłam że łatwiej byłoby mi napisać czego nie lubię ;-)
No ale to nie o tym.
I tak...uwielbiam zupy...wszystkie poza chłodnikami.
Pierogi,kluski wszelakie podawane na tysiące sposobów.
I nr one to grzyby, pod wszelkimi postaciami włącznie z pogardzaną ,ale zawsze w zasięgu ,pieczarką.
O surówkach i sałatkach nie wspomnę bo to oczywiste ;-)
Zastanawiałam się nad odpowiedzią na własne pytanie i stwierdziłam że łatwiej byłoby mi napisać czego nie lubię ;-)
No ale to nie o tym.
I tak...uwielbiam zupy...wszystkie poza chłodnikami.
Pierogi,kluski wszelakie podawane na tysiące sposobów.
I nr one to grzyby, pod wszelkimi postaciami włącznie z pogardzaną ,ale zawsze w zasięgu ,pieczarką.
O surówkach i sałatkach nie wspomnę bo to oczywiste ;-)
Musiałem sobie to powoli przemyśleć. Zdecydowanie za wolno myślę. Ale wreszcie mam.
Uważam, że zakładanie knajpy z zamiarem "co lubicie jeść" mija się z celem. Nie będę chodził do knajpy na ruskie pierogi, bo ja je robię lepiej. A nawet jeżeli nie, to po dwóch tygodniach jedzenia ruskich pierogów zacznę warczeć.
Knajpa ma przyciągnąć klimatem i filozofią, a nie odgadywaniem gustów klienteli.
Gdybym ja miał otworzyć knajpę (czego nie zrobię, bo nie wiem czy bym ścierpiał przychodzących do niej ludzi) to byłaby to kuchnia autorska, coś w stylu White'a (jestem równie uzdolniony i równie arogancki jak on). Wyglądałoby to tak:
Od 8 do 10 zaopatrzenie, sam kupuję na jakimś targu, załatwiam dostawców, wszystko świeże, warzywa, mięso, ryby. O 10 robimy z zespołem śniadanie i ustalamy menu. Każdego dnia menu inne, bo zależne od tego, co uda nam się kupić. W menu 2-3 przystawki, 2-3 zupy, 3-4 dania główne, do tego nieśmiertelna pornografia kulinarna czyli sałatki, sandwicze, frytki i smażony kurczak. O 11 zaczynamy obieranie i gotowanie. O 12 otwieramy knajpę i podajemy lancze - sałatki mieszane na życzenie, sandwicze, tosty, frytki, szejki i napoje. O 15 zaczynamy wydawać dania obiadowe utrzymując dania lanczowe. O 18 zaczynamy wydawać dania kolacyjne - codziennie jakieś 2-3 pozycje. Plus przegryzki do alko. Równolegle w kuchni zaczynamy piec chleby na dzień następny, nastawiać zakwas chlebowy na dzień kolejny, marynować mięsa i warzywa, zużywać to co nam zostało robiąc pasztety, galaretki, pasty, sosy, marynując i co tam się da i potrzeba. Robimy tez własne limoniady, piwo, wędzonki i soki. O 22 zamykamy i idziemy spać.
W knajpie mamy 4-6 stolików, przyjmujemy rezerwacje, od 12 do 15 godzinne, po 15 trzygodzinne. Knajpa to styl życia, więc zapominamy o rozrywkach, kinie, filmach wieczorem, podwójnej whisky, rodzinie i znajomych, wędkowaniu i innych rzeczach na które nie mamy czasu, znajdując przyjemność w prowadzeniu knajpy, gotowaniu i naszych gościach.
Jedyną osoba, którą znam, a która do tego by się nadawała to Ćma.
To mówiłem ja, Jarząbek.
Uważam, że zakładanie knajpy z zamiarem "co lubicie jeść" mija się z celem. Nie będę chodził do knajpy na ruskie pierogi, bo ja je robię lepiej. A nawet jeżeli nie, to po dwóch tygodniach jedzenia ruskich pierogów zacznę warczeć.
Knajpa ma przyciągnąć klimatem i filozofią, a nie odgadywaniem gustów klienteli.
Gdybym ja miał otworzyć knajpę (czego nie zrobię, bo nie wiem czy bym ścierpiał przychodzących do niej ludzi) to byłaby to kuchnia autorska, coś w stylu White'a (jestem równie uzdolniony i równie arogancki jak on). Wyglądałoby to tak:
Od 8 do 10 zaopatrzenie, sam kupuję na jakimś targu, załatwiam dostawców, wszystko świeże, warzywa, mięso, ryby. O 10 robimy z zespołem śniadanie i ustalamy menu. Każdego dnia menu inne, bo zależne od tego, co uda nam się kupić. W menu 2-3 przystawki, 2-3 zupy, 3-4 dania główne, do tego nieśmiertelna pornografia kulinarna czyli sałatki, sandwicze, frytki i smażony kurczak. O 11 zaczynamy obieranie i gotowanie. O 12 otwieramy knajpę i podajemy lancze - sałatki mieszane na życzenie, sandwicze, tosty, frytki, szejki i napoje. O 15 zaczynamy wydawać dania obiadowe utrzymując dania lanczowe. O 18 zaczynamy wydawać dania kolacyjne - codziennie jakieś 2-3 pozycje. Plus przegryzki do alko. Równolegle w kuchni zaczynamy piec chleby na dzień następny, nastawiać zakwas chlebowy na dzień kolejny, marynować mięsa i warzywa, zużywać to co nam zostało robiąc pasztety, galaretki, pasty, sosy, marynując i co tam się da i potrzeba. Robimy tez własne limoniady, piwo, wędzonki i soki. O 22 zamykamy i idziemy spać.
W knajpie mamy 4-6 stolików, przyjmujemy rezerwacje, od 12 do 15 godzinne, po 15 trzygodzinne. Knajpa to styl życia, więc zapominamy o rozrywkach, kinie, filmach wieczorem, podwójnej whisky, rodzinie i znajomych, wędkowaniu i innych rzeczach na które nie mamy czasu, znajdując przyjemność w prowadzeniu knajpy, gotowaniu i naszych gościach.
Jedyną osoba, którą znam, a która do tego by się nadawała to Ćma.
To mówiłem ja, Jarząbek.
Jak myślę o knajpie, to się zastanawiam, jakie są prawne warunki jej prowadzenia. Chyba rzeczywiście czas zmienić pracę ;)
Musisz się zastanowić kogo chcesz przyciągnąć do tej knajpki. Czy klient ma tam wpadać codziennie na śniadanie albo lunch w przerwie od pracy? Czy może ma to być miejsce na wieczorne/weekendowe wyjście ze znajomymi/rodziną?
Wiesz już, że ma być smacznie i zdrowo :) Pytanie - dla kogo?
Musisz się zastanowić kogo chcesz przyciągnąć do tej knajpki. Czy klient ma tam wpadać codziennie na śniadanie albo lunch w przerwie od pracy? Czy może ma to być miejsce na wieczorne/weekendowe wyjście ze znajomymi/rodziną?
Wiesz już, że ma być smacznie i zdrowo :) Pytanie - dla kogo?
Mistrzowie Kuchni, Ludzie biznesu, Pogromcy Pieroga, miło się Was czyta;-)
Ja miałbym mnóstwo pomysłów na moją idealną restaurację, jednak to moje pomysły wiążą się z grubszą kasą i pozwolicie, że na tą chwilę a może i na zawsze pozostaną w sferze marzeń.
Doświadczenie życiowe mnie uczy, że dziś wielcy restauratorzy zbudowali swoje miłe przytulne restauracje na niczym, tzn. zaczynali od małych rzeczy, skupiając się bardziej na Kliencie masowym za przystępną cenę.
Jak wiecie, z jedzenie nie ma tak, że coś może być tanie i dobre a na końcu przynosi jeszcze zysk. Więc są dwa wyjścia:
albo robimy ludzi w "ciula"
albo staramy się max. dogodzić Klientowi, godząc się na mniejszy zysk. Pamiętając, że mniejszy zysk to nie tylko mniejszy przychód dla Nas ale również dla pracowników, których zatrudniamy.
Można by wiele pisać jak mogłaby wyglądać knajpka z prawdziwego zdarzenia - mam ja osobiście wyobrażenie.
W rozważaniach na temat Menu, proponuję skupić się na trzech rzeczach - by osiągną sukces:
1). Nastawienie na Klienta masowego, jednak proponuję nie myśleć o dowozach jedzenia do Klienta, ponieważ takie akcie pomniejszają jeszcze nasz zysk.
2). Na jakości związanej z samą potrawą oraz wielkością porcji, by mieć argumenty wabiąc Klienta.
3). Do tego dobrze skorelowana cena do jakości, wielkości.
Zgadzam się z moim przedmówcą. Prowadzenie restauracji nie polega na tym by się zajechać, tylko mieć przyjemność z tego. Pomysły na autorskie Kuchnie są jak najbardziej wskazane. Moim zdaniem na początku, uruchomienie takiej Kuchni autorskiej i liczenie na zysk może w początkowej fazie zabić cale przedsięwzięcie.
Jeżeli w swojej restauracji będziesz mieć przypuśćmy 30 Klientów dziennie a w autorskiej 10, to dynamika rozwoju twojej restauracji jest trzykrotnie większa, w skali roku, dwóch, pięciu, dziesięciu to już robi się ogromna skala. Dynamika pozyskania Klienta jest Ci niezbędna, ponieważ Ty tą restaurację dopiero uruchamiasz i potrzebujesz Klientów, by Oni mogli przyciągać kolejnych, itd.
Kiedy już się wszystko zaczyna Kręcić wtedy możesz sobie pozwolić na uruchomienie np. innego punktu i tam eksperymentować do woli, skupiać się na tym Co tak naprawdę kochasz gotować, masz pieniądze na to: na wynajem lokalu z dobrym punkcie, na koszty i czas na przyciąganie tego ekskluzywnego Klienta. To niestety kosztuje.
Mam kolegę, którego niedoszła Teściowa prowadzi dwie bardzo ekskluzywne restauracje, gdzie zawsze trzeba rezerwować stolik, gdzie są autorskie dania, gdzie co dziennie w nich jest dekorator wnętrz, dostarczane są co dziennie świeże kwiaty, zmieniane jest wystrój. Pytam: Kogo na początku na to stać?
Ta druga restauracja dodatkowo ma Managera, który zajmuje się ofertowaniem, ma samochód służbowy jeździ do Klientów biznesowych, ofertuje usługi związane z Eventami dla firm itd. Bawią się dodatkowo w Catering ale nie taki typowy jak np. do szkół Czy innych placówek. Nastawieni są na Klienta typowo biznesowego.
Ja miałbym mnóstwo pomysłów na moją idealną restaurację, jednak to moje pomysły wiążą się z grubszą kasą i pozwolicie, że na tą chwilę a może i na zawsze pozostaną w sferze marzeń.
Doświadczenie życiowe mnie uczy, że dziś wielcy restauratorzy zbudowali swoje miłe przytulne restauracje na niczym, tzn. zaczynali od małych rzeczy, skupiając się bardziej na Kliencie masowym za przystępną cenę.
Jak wiecie, z jedzenie nie ma tak, że coś może być tanie i dobre a na końcu przynosi jeszcze zysk. Więc są dwa wyjścia:
albo robimy ludzi w "ciula"
albo staramy się max. dogodzić Klientowi, godząc się na mniejszy zysk. Pamiętając, że mniejszy zysk to nie tylko mniejszy przychód dla Nas ale również dla pracowników, których zatrudniamy.
Można by wiele pisać jak mogłaby wyglądać knajpka z prawdziwego zdarzenia - mam ja osobiście wyobrażenie.
W rozważaniach na temat Menu, proponuję skupić się na trzech rzeczach - by osiągną sukces:
1). Nastawienie na Klienta masowego, jednak proponuję nie myśleć o dowozach jedzenia do Klienta, ponieważ takie akcie pomniejszają jeszcze nasz zysk.
2). Na jakości związanej z samą potrawą oraz wielkością porcji, by mieć argumenty wabiąc Klienta.
3). Do tego dobrze skorelowana cena do jakości, wielkości.
Zgadzam się z moim przedmówcą. Prowadzenie restauracji nie polega na tym by się zajechać, tylko mieć przyjemność z tego. Pomysły na autorskie Kuchnie są jak najbardziej wskazane. Moim zdaniem na początku, uruchomienie takiej Kuchni autorskiej i liczenie na zysk może w początkowej fazie zabić cale przedsięwzięcie.
Jeżeli w swojej restauracji będziesz mieć przypuśćmy 30 Klientów dziennie a w autorskiej 10, to dynamika rozwoju twojej restauracji jest trzykrotnie większa, w skali roku, dwóch, pięciu, dziesięciu to już robi się ogromna skala. Dynamika pozyskania Klienta jest Ci niezbędna, ponieważ Ty tą restaurację dopiero uruchamiasz i potrzebujesz Klientów, by Oni mogli przyciągać kolejnych, itd.
Kiedy już się wszystko zaczyna Kręcić wtedy możesz sobie pozwolić na uruchomienie np. innego punktu i tam eksperymentować do woli, skupiać się na tym Co tak naprawdę kochasz gotować, masz pieniądze na to: na wynajem lokalu z dobrym punkcie, na koszty i czas na przyciąganie tego ekskluzywnego Klienta. To niestety kosztuje.
Mam kolegę, którego niedoszła Teściowa prowadzi dwie bardzo ekskluzywne restauracje, gdzie zawsze trzeba rezerwować stolik, gdzie są autorskie dania, gdzie co dziennie w nich jest dekorator wnętrz, dostarczane są co dziennie świeże kwiaty, zmieniane jest wystrój. Pytam: Kogo na początku na to stać?
Ta druga restauracja dodatkowo ma Managera, który zajmuje się ofertowaniem, ma samochód służbowy jeździ do Klientów biznesowych, ofertuje usługi związane z Eventami dla firm itd. Bawią się dodatkowo w Catering ale nie taki typowy jak np. do szkół Czy innych placówek. Nastawieni są na Klienta typowo biznesowego.
Z uwagą Was czytam. I sami widzicie że co człowiek to inna wizja. I jak to wszystko pogodzić ? ;-)
Wiem jedno. Restauracje eksluzywne i klienci biznesowi nie dla mnie aczkolwiek wiem , że na nich można najwięcej zarobić.
Wolę swojskie klimaty. Bez nadęcia. Także biznesmeni z poluźnionymi krawatami jak najbardziej ;)
Wiem jedno. Restauracje eksluzywne i klienci biznesowi nie dla mnie aczkolwiek wiem , że na nich można najwięcej zarobić.
Wolę swojskie klimaty. Bez nadęcia. Także biznesmeni z poluźnionymi krawatami jak najbardziej ;)
Coś jeszcze dodam:
Te dwie restauracje ekskluzywne mają podwaliny takie, że to wszystko się zaczęło od Budy z Hamburgerami w na Dworcu w 1985 r. Później była pierwsza autorska restauracja a później druga.
Proponuję zacząć od czegoś małego ale obrotowego;-)))
Jeszcze ciut opowieści z innej beczki. Mam innego kolegę, który wydaje codziennie ok. 600-700 posiłków (pełnych dań) a teraz może i więcej? Nie rozmawiałem z nim ostatnio o tym biznesie;-) ale to nie można nazwać restauracją a raczej stołówką. Prowadzi Ją w zakładzie produkcyjnym gdzie zatrudnia się ok. 1,5 tys. osób. Rentowność tego biznesu złapał bo 2-3 latach? Nie pamiętam, więc nie chcę tutaj strzelać. Wyposażenie Kuchni nie w setkach a raczej mln złotych, ludzi w cholerę na Kuchni, produkty też dobre, bo jak coś pracownikowi podał nie smacznego to stracisz kontrakt a to wszystko na mega niskich marżach bo przetarg trzeba było wygrać. Tak w kwestii kosztów.
Ten sam znajomy prowadzi również Catering ale dostarcza głównie dla szkół podstawowych (kilka) tam marże są np. 0,50 zł na posiłku? a czasem i mniej.
Kiedyś wygrał przetarg na dostarczenie produktów do szkoły, przyjechał do Pani Dyrektor i pyta, że chce przeprowadzić ankietę wśród uczniów / rodziców. Czego oczekują od niego, jakie jedzenie jest preferowane przez Uczniów, Rodziców, Dyrekcję - zbaraniała Dyrektorka;-) Coś tam odburknęła;-) a On do niej mówi, mi nie chodzi o zarobek tylko o zdrowie Pani uczniów. Powiedział mi wtedy, że to zależy od szkoły, czasem jest tak, że niektóry kontrakt ze szkołą realizuje po kosztach. Jednak On żyje z czegoś innego niż być restauratorem i bardziej zależy mu na tym by zdrowo żywić. Sam jest pasjonatem jedzenia. Sam dla siebie prowadzi hodowlę kaczek, gęsi, krów (jakichś tak specyficznych), świń i sam nie wiem czego tam jeszcze. I ten cały inwentarz ma dla siebie (na imprezy dla swoich znajomych), które robi nader często;-) Jednak podkreślam, nie żyje On z restauracji ma całkowicie odmienny biznes, który przynosi mu prawdziwe pieniądze.
Co do Sushi - Jeśli Ktoś się zna na tym profesjonalnie, był w Japonii, mieszkał tam jakiś czas, nauczył się tego robić, to jak najbardziej tutaj w Polsce można nazwać to jako coś co autorsko wykonuje, połączenie tego wszystkiego z restauracją z Klimatem, gdzie Klienci spożywając Sushi tworzą jedną rodzinę, odpowiednie zaaranżowanie miejsc siedzących plus zabawa z niektórymi potrawami, które płyną na łódeczce do Klienta i Czy aby to moje;-) daje nie zapomnianą atmosferę i powoduje to, że tam wracamy i łączymy się z ludźmi tam przebywającymi;-) Żeby to moje opowiadanie o Sushi zrozumieć trzeba to przeżyć.
Dziękuję za uwagę. Życzę wszystkim chętnym więcej odwagi bo w dobrym gotowaniu jest przyszłość a idą trochę takie czasy, że coraz mnie ludzi umie i chce gotować. Woli zapłacić. Powadzenia;-)))
Te dwie restauracje ekskluzywne mają podwaliny takie, że to wszystko się zaczęło od Budy z Hamburgerami w na Dworcu w 1985 r. Później była pierwsza autorska restauracja a później druga.
Proponuję zacząć od czegoś małego ale obrotowego;-)))
Jeszcze ciut opowieści z innej beczki. Mam innego kolegę, który wydaje codziennie ok. 600-700 posiłków (pełnych dań) a teraz może i więcej? Nie rozmawiałem z nim ostatnio o tym biznesie;-) ale to nie można nazwać restauracją a raczej stołówką. Prowadzi Ją w zakładzie produkcyjnym gdzie zatrudnia się ok. 1,5 tys. osób. Rentowność tego biznesu złapał bo 2-3 latach? Nie pamiętam, więc nie chcę tutaj strzelać. Wyposażenie Kuchni nie w setkach a raczej mln złotych, ludzi w cholerę na Kuchni, produkty też dobre, bo jak coś pracownikowi podał nie smacznego to stracisz kontrakt a to wszystko na mega niskich marżach bo przetarg trzeba było wygrać. Tak w kwestii kosztów.
Ten sam znajomy prowadzi również Catering ale dostarcza głównie dla szkół podstawowych (kilka) tam marże są np. 0,50 zł na posiłku? a czasem i mniej.
Kiedyś wygrał przetarg na dostarczenie produktów do szkoły, przyjechał do Pani Dyrektor i pyta, że chce przeprowadzić ankietę wśród uczniów / rodziców. Czego oczekują od niego, jakie jedzenie jest preferowane przez Uczniów, Rodziców, Dyrekcję - zbaraniała Dyrektorka;-) Coś tam odburknęła;-) a On do niej mówi, mi nie chodzi o zarobek tylko o zdrowie Pani uczniów. Powiedział mi wtedy, że to zależy od szkoły, czasem jest tak, że niektóry kontrakt ze szkołą realizuje po kosztach. Jednak On żyje z czegoś innego niż być restauratorem i bardziej zależy mu na tym by zdrowo żywić. Sam jest pasjonatem jedzenia. Sam dla siebie prowadzi hodowlę kaczek, gęsi, krów (jakichś tak specyficznych), świń i sam nie wiem czego tam jeszcze. I ten cały inwentarz ma dla siebie (na imprezy dla swoich znajomych), które robi nader często;-) Jednak podkreślam, nie żyje On z restauracji ma całkowicie odmienny biznes, który przynosi mu prawdziwe pieniądze.
Co do Sushi - Jeśli Ktoś się zna na tym profesjonalnie, był w Japonii, mieszkał tam jakiś czas, nauczył się tego robić, to jak najbardziej tutaj w Polsce można nazwać to jako coś co autorsko wykonuje, połączenie tego wszystkiego z restauracją z Klimatem, gdzie Klienci spożywając Sushi tworzą jedną rodzinę, odpowiednie zaaranżowanie miejsc siedzących plus zabawa z niektórymi potrawami, które płyną na łódeczce do Klienta i Czy aby to moje;-) daje nie zapomnianą atmosferę i powoduje to, że tam wracamy i łączymy się z ludźmi tam przebywającymi;-) Żeby to moje opowiadanie o Sushi zrozumieć trzeba to przeżyć.
Dziękuję za uwagę. Życzę wszystkim chętnym więcej odwagi bo w dobrym gotowaniu jest przyszłość a idą trochę takie czasy, że coraz mnie ludzi umie i chce gotować. Woli zapłacić. Powadzenia;-)))
Mądre i bardzo przemyślane te wasze wypowiedzi. Pamiętajmy, że tu jest Polska. Kraj, w którym nie wykształciła się liczna klasa średnia. Mało jest osób, których stać na wybranie sobie ulubionej restauracji i jedzenie tam regularnie. Morawiecki obiecuje, że za 15 lat nasze pensje osiągną przyzwoity pułap, ale inni też obiecywali. On ma przynajmniej porządne wychowanie, bo ojciec wiadomo. Jak miałbym coś sugerować, to jedną scenkę przywołam. W Warszawie dwa tyg. temu natknąłem się na kolejkę ludzi jak za prl. Ze 30 osób stało na ulicy i czekało na wolne miejsce w manekinie. Ktoś wpadł na pomysł, że z bazy naleśnika można zrobić wszystko i widać mu się udało. Ale to sobota była. W weekendy wielu już chyba nie narzeka. Zajrzyjcie w sobotę do Mulka za Gdynią. Regularne oblężenie. Postawili na monstrualne porcje i przyzwoitą jakość i jest interes
Cyt. "Mało jest osób, których stać na wybranie sobie ulubionej restauracji i jedzenie tam regularnie".
Posłużę się pewną anegdotą:
Na każdy samochód jest Klient i na drogiego Mercedesa i na Fiata Pandę czy Forda Ka.
Jeżeli Cię nie stać to kup sobie Forda Ka i bądź zadowolony. Tę analogię możesz odnieść do spozycjonowania twojej ulubionej restauracji do której będziesz wracał, może raz w tygodniu, może raz w miesiącu ale siedząc sobie w wygodnym fotelu w domu będziesz o niej rozmyślał: Jak by było miło do tej restauracji zawitać ponownie;-) i Zapewniam Cię. Jeśli Ci smakowało to zawitasz.
Żeby było jasne: Mnie też nie stać na chodzenie codzienne do wykwintnej restauracji. Dlatego wolę być tam zdecydowanie zapraszany;-)))
Posłużę się pewną anegdotą:
Na każdy samochód jest Klient i na drogiego Mercedesa i na Fiata Pandę czy Forda Ka.
Jeżeli Cię nie stać to kup sobie Forda Ka i bądź zadowolony. Tę analogię możesz odnieść do spozycjonowania twojej ulubionej restauracji do której będziesz wracał, może raz w tygodniu, może raz w miesiącu ale siedząc sobie w wygodnym fotelu w domu będziesz o niej rozmyślał: Jak by było miło do tej restauracji zawitać ponownie;-) i Zapewniam Cię. Jeśli Ci smakowało to zawitasz.
Żeby było jasne: Mnie też nie stać na chodzenie codzienne do wykwintnej restauracji. Dlatego wolę być tam zdecydowanie zapraszany;-)))
MD; to dopiero jest dobra restauracja: Mnóstwo ludzi, zawsze tam kolejka.
Cena za coś banalnie prostego i skutecznie (nie?) zdrowego to 15, 20,30 zł? Sztućców brak, bo szlachta Polska ma jeść rękami jak zwierzęta, sam musisz jeszcze po sobie posprzątać!
Za np. 25 zł w restauracji Inki miałbyś, zdrowe, proste, danie, podane na talerzu ze sztućcami a w gratisie uśmiech Pani Inki, która uśmiecha się do Ciebie naturalnie, bez żadnych procedur, wytycznych, okólników, ustaw, i szeregu tej biurokratycznej otoczki, która jest analogiczna do jakości podawanego jedzenia;-)))
Kpina;-))) a jednak biznes się kręci, tyle tylko, że tam jest inna grupa docelowa Klientów.
Cena za coś banalnie prostego i skutecznie (nie?) zdrowego to 15, 20,30 zł? Sztućców brak, bo szlachta Polska ma jeść rękami jak zwierzęta, sam musisz jeszcze po sobie posprzątać!
Za np. 25 zł w restauracji Inki miałbyś, zdrowe, proste, danie, podane na talerzu ze sztućcami a w gratisie uśmiech Pani Inki, która uśmiecha się do Ciebie naturalnie, bez żadnych procedur, wytycznych, okólników, ustaw, i szeregu tej biurokratycznej otoczki, która jest analogiczna do jakości podawanego jedzenia;-)))
Kpina;-))) a jednak biznes się kręci, tyle tylko, że tam jest inna grupa docelowa Klientów.
Ja właśnie miałem na myśli ludzi, którzy jadaliby codziennie lub 3-4 razy w tygodniu. No, porównując wysokość śtedniej pensji pewnych rzeczy nie przeskoczymy jeszcze w Polsce. A nawet nie średniej, bo ogromne rozwarstwienie średnią u nas zawyża. Znam 1 weta, który jest singlem i codziennie o 15 wychodzi na obiad do ulubionej knajpy. Ale kasjerka z dyskontu tego nie zrobi. Jest sezon, są weekendy, a jak restaurator chce liczyć na coś więcej, to musi się nagimnastykować
Czytam Was uważnie cały czas. Każdy post to wskazówki dla mnie :)
Uśmiech szczery i niewymuszony to wbrew pozorom bardzo ważna sprawa. I umiejętność rozmowy z klientem .
Pracowałam wiele lat z klientami. I wielokrotnie słyszałam słowa "wie pani, ja mam bliżej do innego punktu,ale wolę nadrobić drogi i załatwić sprawy u pani bo ....". I już nie będę kończyć iź nie chcę być posądzona o pyszałkowatość a nie to jest moim celem. Żeby pracować z klientem trzeba ludzi lubić i mieć w sobie dużo empatii. Moje uśmiechy nie były wystudiowane i wymuszane procedurami bo tego nie znoszę. Były szczere i chyba klienci też to czuli. I w tym rzecz.
Do czego zmierzam. Atmosferę knajpy budują przede wszystkim ludzie w niej pracujący. Można wydać miliony,zrobić super knajpę,dobre jedzenie i...kicha. Ludzi brak bo nie ma przyjaznej atmosfery. Wraca się do lokali nie tylko z powodu smacznej kuchni ale przede wszystkim dobrego samopoczucia.
Tak buduje się rynek z wiernymi klientami :)
Uśmiech szczery i niewymuszony to wbrew pozorom bardzo ważna sprawa. I umiejętność rozmowy z klientem .
Pracowałam wiele lat z klientami. I wielokrotnie słyszałam słowa "wie pani, ja mam bliżej do innego punktu,ale wolę nadrobić drogi i załatwić sprawy u pani bo ....". I już nie będę kończyć iź nie chcę być posądzona o pyszałkowatość a nie to jest moim celem. Żeby pracować z klientem trzeba ludzi lubić i mieć w sobie dużo empatii. Moje uśmiechy nie były wystudiowane i wymuszane procedurami bo tego nie znoszę. Były szczere i chyba klienci też to czuli. I w tym rzecz.
Do czego zmierzam. Atmosferę knajpy budują przede wszystkim ludzie w niej pracujący. Można wydać miliony,zrobić super knajpę,dobre jedzenie i...kicha. Ludzi brak bo nie ma przyjaznej atmosfery. Wraca się do lokali nie tylko z powodu smacznej kuchni ale przede wszystkim dobrego samopoczucia.
Tak buduje się rynek z wiernymi klientami :)
Zastanawiam się jeszcze nad poglądem iż knajpa nie może być jedynym źródłem dochodów . Mało tego. Przynosi straty lub znikomy zysk. Z takim nastawieniem jaki sens coś takiego otwierać. Dla kaprysu? Mało kogo stać na takie fanaberie ;)
A przecież ciągle coś nowego powstaje. Działalność charytatywna? Coś mi tu nie gra.
A przecież ciągle coś nowego powstaje. Działalność charytatywna? Coś mi tu nie gra.
Manson, da się wszystko ogarnąć, nawet Sanepid. żyjemy we wciąż dzikim kraju ;) w dziedzinie gastronomii widziałam na własne oczy rzeczy, które normalnie uznałabym za niemożliwe :) i wcale nie potrzeba tak wielkich pieniędzy o jakich mówisz. najważniejszy jest zapał i wysiłek - oczywiście nie ten fizyczny , choć sił trzeba mieć wiele :)
Hahahahaha.
Dawajcie do Nl. tu nie ma instytucji pod auspicjami typu sanepid.
Pozdrawiam Turków.
Nie tylko znają sie jak naprawić i sprzedać auto.
Wiedza co co jedzą masy i dają im to.
Prawda taka, Twojej kuchni większość nie skuma Manson.
Nawet Twojej filozofi kuchennej.
Tysiące mil świetlnych.
Ale jakby co pamiętaj, ze etat w przebudowce winniarskiej możesz mnie zostawić.
Tam sie bede dobrze czuł, wylazil bede tylko z gootowym napitkiem dla gości.
Dawajcie do Nl. tu nie ma instytucji pod auspicjami typu sanepid.
Pozdrawiam Turków.
Nie tylko znają sie jak naprawić i sprzedać auto.
Wiedza co co jedzą masy i dają im to.
Prawda taka, Twojej kuchni większość nie skuma Manson.
Nawet Twojej filozofi kuchennej.
Tysiące mil świetlnych.
Ale jakby co pamiętaj, ze etat w przebudowce winniarskiej możesz mnie zostawić.
Tam sie bede dobrze czuł, wylazil bede tylko z gootowym napitkiem dla gości.
150 tys. zł na Kuchnię to tak mi się "wydaje", że w sam raz na początek. Mam na myśli wyposażenie, które jest odpowiednio certyfikowane i przejdzie wszystkie odbiory;-)
Można coś takiego kupić Jak Pani k.a. sugeruje z drugiej ręki, np. po jakimś bankructwie restauracji.
Tak na dobrą sprawę to nie wiem Czy w restauracji nowo powstałej przeszedłby piec do pieczenia chleba taki prawdziwy!
Nikt tu nie pisał, że to się nie opłaca. Strzeż się Cateringów, Przetargów, i dowozów do domów. Taki dowóz np. obniża twoją marże i również powoduje to, że Klient nie zawsze dostaje danie pełnowartościowe a co za tym idzie może być niezadowolony.. Na takich Klientach nie zbudujesz renomy, pomimo, że będzie Ci się wydawało, że przez takie działanie pozyskujesz.
To, że Ktoś inny Kocha być restauratorem ale dochód główne źródło utrzymania nie jest restauracja wcale nie znaczy, że z Restauracji nie zarabia. Po prostu dywersyfikuje Ktoś taki biznes i główny dochód może mieć z innej branży - tak jest w przypadku mojego znajomego.
Można coś takiego kupić Jak Pani k.a. sugeruje z drugiej ręki, np. po jakimś bankructwie restauracji.
Tak na dobrą sprawę to nie wiem Czy w restauracji nowo powstałej przeszedłby piec do pieczenia chleba taki prawdziwy!
Nikt tu nie pisał, że to się nie opłaca. Strzeż się Cateringów, Przetargów, i dowozów do domów. Taki dowóz np. obniża twoją marże i również powoduje to, że Klient nie zawsze dostaje danie pełnowartościowe a co za tym idzie może być niezadowolony.. Na takich Klientach nie zbudujesz renomy, pomimo, że będzie Ci się wydawało, że przez takie działanie pozyskujesz.
To, że Ktoś inny Kocha być restauratorem ale dochód główne źródło utrzymania nie jest restauracja wcale nie znaczy, że z Restauracji nie zarabia. Po prostu dywersyfikuje Ktoś taki biznes i główny dochód może mieć z innej branży - tak jest w przypadku mojego znajomego.
Cyt. "Jedliscie kiedyś u Kubickiego w Gdańsku?"
Nie znam tej restauracji, chodzi o tą restaurację:
http://www.trojmiasto.pl/Restauracja-Kubicki
Zgadzam się też z Panią k.a. - Tak właśnie jest już w wielu restauracjach, które przeskoczyły o poziom wyżej i po prostu nie ma czasu na Kucharzenia, bo więcej czasu zajmuje zarządzanie, logistyka, testowanie itd.
EDIT:
Stawiam, że Pani k.a. pracuje w Biurze Rachunkowym;-)
Nie znam tej restauracji, chodzi o tą restaurację:
http://www.trojmiasto.pl/Restauracja-Kubicki
Zgadzam się też z Panią k.a. - Tak właśnie jest już w wielu restauracjach, które przeskoczyły o poziom wyżej i po prostu nie ma czasu na Kucharzenia, bo więcej czasu zajmuje zarządzanie, logistyka, testowanie itd.
EDIT:
Stawiam, że Pani k.a. pracuje w Biurze Rachunkowym;-)
Kubicki zmarł jeszcze przed wojną. To była znana tawerna, ale w niemieckim Wolnym Mieście.
Jadałem tam u schyłku PRLu,
Tak sobie i drogo. Z jednym wyjątkiem - golonka.
Z dawną tawerną Kubicki istniejącą restaurację łączy nazwa i opowieści Zaleskiego.
edit: pod draperiami rosły grzyby, loggie i dywany były zasyfione, wszędzie mroczno.
Jadałem tam u schyłku PRLu,
Tak sobie i drogo. Z jednym wyjątkiem - golonka.
Z dawną tawerną Kubicki istniejącą restaurację łączy nazwa i opowieści Zaleskiego.
edit: pod draperiami rosły grzyby, loggie i dywany były zasyfione, wszędzie mroczno.
Restaurator to ekonomista i kucharz w jednym ale nie można być świetnym w każdej dziedzinie . Na dłuższą metę nie wypali pogodzenie dwóch rzeczy naraz. Trzeba mieć dobrą ekipę i doglądać swego. Nie wyobrażam sobie działania w pojedynkę.
W cateringu nie widzę niczego złego. Znam ludzi którzy bardzo dobrze sobie radzą i chwalą ten rodzaj zabawy z kucharzeniem. Dużo ludzi chętnie korzysta z takich usług.
W cateringu nie widzę niczego złego. Znam ludzi którzy bardzo dobrze sobie radzą i chwalą ten rodzaj zabawy z kucharzeniem. Dużo ludzi chętnie korzysta z takich usług.
W czasach realnego PRLu były inne priorytety. Po prostu rodzina nie miała możliwości zrobić generalki, bo nie. Co nie zmienia faktu, że sama knajpa była taka sobie. Jechali na starej przedwojennej opinii i braku konkurencji. No i estymie kto tam u nich jadał. Jak się zrobiło wolnorynkowo to szybciutko podwinęli ogon.
Wiesz gdzie jadłem najlepsze żarcie knajpowe? U pierwszego turka, który otworzył jadłodajnię w okienku na Alejach w Wawce. Falafel, ryż, surówka i sos z harissy. Przez lata gdy byłem w odległości 100 km od Wawki wpadałem do niego na żarcie. A nawet potem, jak już miał pracowników, to kiedy widział, że stoję wychodził z tej swojej kanciapy na ulicę pogadać. Żarcie z okienka, łapiesz? :-)))
Wiesz gdzie jadłem najlepsze żarcie knajpowe? U pierwszego turka, który otworzył jadłodajnię w okienku na Alejach w Wawce. Falafel, ryż, surówka i sos z harissy. Przez lata gdy byłem w odległości 100 km od Wawki wpadałem do niego na żarcie. A nawet potem, jak już miał pracowników, to kiedy widział, że stoję wychodził z tej swojej kanciapy na ulicę pogadać. Żarcie z okienka, łapiesz? :-)))
Chce tylko uzmysłowić kolejny punkt.
Tradycja i zmiana pokoleń.
Wy chcecie zarobić tu i teraz. W jednym pokoleniu.
Niestety, często Wasza mentalność ogranicza Was samych.
Niemcy skumali to szybko, to przekazywanie paleczki z ojca na syna.
Tez coś wiem o rodzinie Kubickich.
A kto chodził do klasy z młodym Pellowskim ( tym od wypiekow tatusiowych) ?? O nich tez mogę pogadać.
Podkreślam.
Jeśli coś robisz, rób z sercem powoli, z dusza, i olewaj prawo.
A kasa pojawi sie jako produkt uboczny.
Tradycja i zmiana pokoleń.
Wy chcecie zarobić tu i teraz. W jednym pokoleniu.
Niestety, często Wasza mentalność ogranicza Was samych.
Niemcy skumali to szybko, to przekazywanie paleczki z ojca na syna.
Tez coś wiem o rodzinie Kubickich.
A kto chodził do klasy z młodym Pellowskim ( tym od wypiekow tatusiowych) ?? O nich tez mogę pogadać.
Podkreślam.
Jeśli coś robisz, rób z sercem powoli, z dusza, i olewaj prawo.
A kasa pojawi sie jako produkt uboczny.
Jeśli ktoś bierze się za biznes jedzeniowy upatrując w nim jedynie złotodajną kurę to totalna porażka. Jak można dobrze karmić ludzi nie mając do kucharzenia serca?
Zacząć od czegoś małego i potem rozwijać się.
Ważne jaki obrać kierunek. Że zdrowo i smacznie to oczywiste.
Ale jaka kuchnia żeby przyciągnąć klienta?
Manson...i ten gość który podchodzi do Ciebie pogadać. Uwierz mi że takie relacje miałam ze swoimi klientami a branża zdecydowanie inna niż gastronomia ;-)
Zacząć od czegoś małego i potem rozwijać się.
Ważne jaki obrać kierunek. Że zdrowo i smacznie to oczywiste.
Ale jaka kuchnia żeby przyciągnąć klienta?
Manson...i ten gość który podchodzi do Ciebie pogadać. Uwierz mi że takie relacje miałam ze swoimi klientami a branża zdecydowanie inna niż gastronomia ;-)
Cyt. "Jeśli ktoś bierze się za biznes jedzeniowy upatrując w nim jedynie złotodajną kurę to totalna porażka. Jak można dobrze karmić ludzi nie mając do kucharzenia serca? Zacząć od czegoś małego i potem rozwijać się"
Jeżeli złapiesz już odpowiedni target, to może się to okazać żyłą złota. Ktoś kto tak myśli, że jest to złotodajny biznes najprawdopodobniej wie jakimi pieniędzmi w tej branży obraca się. Przypuśćmy, dobra restauracja / karczma, znana, zlokalizowana przy ruchliwej drodze bez problemu osiągnie niedzielny obrót na poziomie 20-30 tys. zł. - Klient przejezdny, przyjezdny.
Pan "C" napisał jedną mądrą rzecz, która jest notabene moją domeną życiową - w kwestii zarabiania pieniędzy pokoleniowo.
Panie "C" w Polsce się tak utarło, bo od 27 lat bogaci się bardzo szybko jakaś tak reprezentatywna grupa ludzi, inni na to patrzą i widzą, że jak już zarabiać pieniądze to tu i teraz. Bardzo krótkowzroczne spojrzenie ale na tą chwilę żyjemy w takich czasach i na pewnych układach (my Polacy).
Jeżeli złapiesz już odpowiedni target, to może się to okazać żyłą złota. Ktoś kto tak myśli, że jest to złotodajny biznes najprawdopodobniej wie jakimi pieniędzmi w tej branży obraca się. Przypuśćmy, dobra restauracja / karczma, znana, zlokalizowana przy ruchliwej drodze bez problemu osiągnie niedzielny obrót na poziomie 20-30 tys. zł. - Klient przejezdny, przyjezdny.
Pan "C" napisał jedną mądrą rzecz, która jest notabene moją domeną życiową - w kwestii zarabiania pieniędzy pokoleniowo.
Panie "C" w Polsce się tak utarło, bo od 27 lat bogaci się bardzo szybko jakaś tak reprezentatywna grupa ludzi, inni na to patrzą i widzą, że jak już zarabiać pieniądze to tu i teraz. Bardzo krótkowzroczne spojrzenie ale na tą chwilę żyjemy w takich czasach i na pewnych układach (my Polacy).
Zarabianie pokoleniowe ktoś musi rozpocząć a kolejne pokolenia rozwijać. O ile mówimy o poważnych biznesach aczkolwiek nigdy nic nie jest pewne. Nie przewidzimy zawirowań .Pozostaje nam dbałość o to co jest teraz i nauczenie naszych potomków pracy.
Nie zrozumiałeś mojego przesłania o złotodajnej kurze :)
Każdy zakładając biznes liczy na zyski i to jest normalne.
Chciałam podkreślić że kucharzenie to przede wszystkim pasja która umiejętnie rozwijana i "sprzedana" przyniesie profity.
Nie zrozumiałeś mojego przesłania o złotodajnej kurze :)
Każdy zakładając biznes liczy na zyski i to jest normalne.
Chciałam podkreślić że kucharzenie to przede wszystkim pasja która umiejętnie rozwijana i "sprzedana" przyniesie profity.
Ja już się wystrzelałem w kwestii prowadzenia restauracji. Więcej nie mam nic do dodania;-)))
Na koniec:
Moja wymarzona Restauracja to taka, która jest położona gdzieś w górach np. Bieszczadach, która prowadzona jest w formie zajazdu, wraz z kilkunastoma pokojami i funkcjonuje przez 24h;-))) Bym mógł przywitać się z Wilkiem, który zabłądził w środku nocy i jest mu zimno i głodno;-) Na początek pozwoliłbym mu ogrzać się przy kominku, dałbym mu dobrze zjeść, później poczęstował jakimś własnej roboty trunkiem a na koniec jak by zechciał dałbym mu pokój do spania. Za wszystko zapłaciłby i jeszcze podziękował. Pojechałby do Gdańska i opowiadał o dobrych ludziach z Bieszczad;-) Mam nadzieję, że poczytałbym o tej historii tu na forum;-))))))))))))))
Na dziś say goodbye moi mili. Miłej niedzieli życzę Wam;-)))
Na koniec:
Moja wymarzona Restauracja to taka, która jest położona gdzieś w górach np. Bieszczadach, która prowadzona jest w formie zajazdu, wraz z kilkunastoma pokojami i funkcjonuje przez 24h;-))) Bym mógł przywitać się z Wilkiem, który zabłądził w środku nocy i jest mu zimno i głodno;-) Na początek pozwoliłbym mu ogrzać się przy kominku, dałbym mu dobrze zjeść, później poczęstował jakimś własnej roboty trunkiem a na koniec jak by zechciał dałbym mu pokój do spania. Za wszystko zapłaciłby i jeszcze podziękował. Pojechałby do Gdańska i opowiadał o dobrych ludziach z Bieszczad;-) Mam nadzieję, że poczytałbym o tej historii tu na forum;-))))))))))))))
Na dziś say goodbye moi mili. Miłej niedzieli życzę Wam;-)))
Proszę Panią, Pani k.a.
Są miejsca do których wracam tylko dlatego by spotkać się z właścicielem restauracji, zajazdu, hotelu, by porozmawiać z nim o życiu, odkryć inne spojrzenie na życie (jego spojrzenie), tego nie da mi miejscówka, to daje mi gospodarz. On nie wie o tym, że jego duch idzie ze mną przez życie a Ja jestem bogatszy o nowe doświadczenie.
Czy to da się Pani zdaniem kupić? Droga Pani ekonomistko;-))))
Są miejsca do których wracam tylko dlatego by spotkać się z właścicielem restauracji, zajazdu, hotelu, by porozmawiać z nim o życiu, odkryć inne spojrzenie na życie (jego spojrzenie), tego nie da mi miejscówka, to daje mi gospodarz. On nie wie o tym, że jego duch idzie ze mną przez życie a Ja jestem bogatszy o nowe doświadczenie.
Czy to da się Pani zdaniem kupić? Droga Pani ekonomistko;-))))
Towarem była usługa, a konkretnie ogrom informacji dla Ciebie Inko, cobyś z szerokimi horyzontami i uzbrojona w wiedzę zanurkowała w byznes gastro :-)))
Wyluzuj stary. Mnie się to co powiedziałeś skojarzyło z kawałkiem De Mono. Nie lubisz De Mono - trudno, jakoś będę musiał z tym żyć. Pokój Tobie i innym istotom zarówno tego, jak i innych wymiarów.
Wyluzuj stary. Mnie się to co powiedziałeś skojarzyło z kawałkiem De Mono. Nie lubisz De Mono - trudno, jakoś będę musiał z tym żyć. Pokój Tobie i innym istotom zarówno tego, jak i innych wymiarów.
o boże ile tekstu...
ad: "człowieku pokaż najpierw co potrafisz zanim porozmawiamy o kasie"
tak i nie... 99.9% firm wypisze Ci piękną rekomendacje jeśli poprosisz i dobrze się sprawowałeś
pracownik A znając swoje umiejętności i doświadczenie w życiu nie zgodzi się na stawkę niższą niż X ;)
ad: "Punkt działający od lat więc zaufałam doświadczeniu"
ufa się komentarzom i referencjom ;) chociaż czasem ktoś złośliwie pomówi i wpisze bzdurę...
...
a jednak nie dużo tekstu... dużo spamu...
zaczęło się ciekawie, a potem 5 stron bzdetów o jedzeniu ;)
typowe...
odwykłem od forum...
ad: "człowieku pokaż najpierw co potrafisz zanim porozmawiamy o kasie"
tak i nie... 99.9% firm wypisze Ci piękną rekomendacje jeśli poprosisz i dobrze się sprawowałeś
pracownik A znając swoje umiejętności i doświadczenie w życiu nie zgodzi się na stawkę niższą niż X ;)
ad: "Punkt działający od lat więc zaufałam doświadczeniu"
ufa się komentarzom i referencjom ;) chociaż czasem ktoś złośliwie pomówi i wpisze bzdurę...
...
a jednak nie dużo tekstu... dużo spamu...
zaczęło się ciekawie, a potem 5 stron bzdetów o jedzeniu ;)
typowe...
odwykłem od forum...
Nie opijam. Nie dowiedziałem się niczego, czego bym nie wiedział (za wyjątkiem paru anegdotek "z życia znajomych"). Wybacz, ale nie widzę - o czym pisałem - sensu w prowadzeniu knajpy. Zarabianie pieniędzy nie interesuje mnie w ogóle. Zaś przedsięwzięcie nie rekompensuje nakładów. Miast gotować dla ludzi wolę siedzieć oparty o figowca (wróć, o dęba) i podziwiać jak rośnie trawa. Ale trzymam za Ciebie kciuki, jeżeli wierzysz, że takie zabobony w czymś pomagają.
O kucharzeniu możemy gadać. Zawsze.
Wczoraj upiekłem bułki. Takie zwykłe, z siemieniem lnianym. Przygotowałem też pół kilograma antrykotu według przepisu Hestona, bo zaplanowałem sobie sprawdzić te jego najlepsze na świecie burgery. Co prawda Heston robi je z polędwicy, ale ja uznałem antrykot za odpowiedniejszy. (Mówiłem, że w kuchni jestem arogancki?).
Dzisiaj wyjąłem schłodzone i solone mięsko. Przygotowałem burgery. Nigdy już nie będę przygotowywał burgerów według innego przepisu - mięso jest zwarte, nie rozpada się, smakowo super.
Burgery usmażyłem, choć można i grillować, w bułę musztarda, sos pomidorowy, burger, krążki cebuli, plastry sera, do tego pikle.
Heston, wymyśliłeś najlepsze burgery na świecie i ja Leśnik Manson nigdy w życiu nie będę już robił ich inaczej.
Polecam i życzę smacznego.
Wczoraj upiekłem bułki. Takie zwykłe, z siemieniem lnianym. Przygotowałem też pół kilograma antrykotu według przepisu Hestona, bo zaplanowałem sobie sprawdzić te jego najlepsze na świecie burgery. Co prawda Heston robi je z polędwicy, ale ja uznałem antrykot za odpowiedniejszy. (Mówiłem, że w kuchni jestem arogancki?).
Dzisiaj wyjąłem schłodzone i solone mięsko. Przygotowałem burgery. Nigdy już nie będę przygotowywał burgerów według innego przepisu - mięso jest zwarte, nie rozpada się, smakowo super.
Burgery usmażyłem, choć można i grillować, w bułę musztarda, sos pomidorowy, burger, krążki cebuli, plastry sera, do tego pikle.
Heston, wymyśliłeś najlepsze burgery na świecie i ja Leśnik Manson nigdy w życiu nie będę już robił ich inaczej.
Polecam i życzę smacznego.
Filet z piersi kurczaka 15 zł/kg, co daje wsad w jeden kotlet 5 zł. Jakim cudem gotowy de volaille ma kosztować 6 zł? Albo oszukane mięso, albo co innego. Gdzie masło, zioła, ziemniaki, surówka, prąd, chłodnia, piec, personel? Taka cena jest możliwa tylko w przypadku zakupu i odgrzania gotowca, ale chyba nie o to nam chodzi?
Tak to rozpisałeś, ja natomiast rozpiszę inaczej.
Kurczak średnia cena 6,99zł/kg z jednego kurczaka średnio wychodzą 4 devolaje. Przecież nie trzeba od razu kupować fileta z piersi tylko samej można wykroić.
Co do reszty wypowiedzi tam chyba są albo kupne gotowce albo Panie same tworzą. Wszystko jest zimne jak to w sklepie garmażeryjnym ale można też podgrzać i zjeść na miejscu.
Być może tym personelem są właścicielki, w Wejherowie jest ciężko z pracą
Kurczak średnia cena 6,99zł/kg z jednego kurczaka średnio wychodzą 4 devolaje. Przecież nie trzeba od razu kupować fileta z piersi tylko samej można wykroić.
Co do reszty wypowiedzi tam chyba są albo kupne gotowce albo Panie same tworzą. Wszystko jest zimne jak to w sklepie garmażeryjnym ale można też podgrzać i zjeść na miejscu.
Być może tym personelem są właścicielki, w Wejherowie jest ciężko z pracą
po pierwsze, nie możesz mieć sporo CV "ludzi takich jak ja" - bo ludzie jak ja prowadzą własne firmy albo dawno (bądź niedawno) wyjechali z kraju ;)
po drugie, chyba odpisałeś w złym miejscu, nowy w internecie?
po trzecie, gdy jeszcze pracowałem na umowie - NIGDY nikt nie narzekał na to co robię - wręcz przeciwnie, o czym świadczą referencje - niezależnie czy pracowałem na budowie czy przed PCtem ;)
Ty natomiast naucz się podpisywać... nie wiem czy rozmawiam z jednym z setki gości podpisali się wcześniej 'asd' ;) bynajmniej nie jest to dla mnie w tym momencie ani trochę istotne ;) żeby wygłaszać tego typu tezy, i żeby kogokolwiek to ruszyło musiał byś być kimś więcej niż anonimowym john doe z internetów ;') z ogromną dozą prawdopodobieństwa jesteś nikim, więc Twoja opinia niewiele mnie interesuje... zainteresuje tylko ludzi, którym przeszkadza mój ton i sposób odnoszenia się do osób co do których straciłem szacunek - przez brednie które wypisują - co jest rzeczą naturalną i normalną, i o niechęć do mnie do nikogo nie mam pretensji ;) tylko się podpisz....
po drugie, chyba odpisałeś w złym miejscu, nowy w internecie?
po trzecie, gdy jeszcze pracowałem na umowie - NIGDY nikt nie narzekał na to co robię - wręcz przeciwnie, o czym świadczą referencje - niezależnie czy pracowałem na budowie czy przed PCtem ;)
Ty natomiast naucz się podpisywać... nie wiem czy rozmawiam z jednym z setki gości podpisali się wcześniej 'asd' ;) bynajmniej nie jest to dla mnie w tym momencie ani trochę istotne ;) żeby wygłaszać tego typu tezy, i żeby kogokolwiek to ruszyło musiał byś być kimś więcej niż anonimowym john doe z internetów ;') z ogromną dozą prawdopodobieństwa jesteś nikim, więc Twoja opinia niewiele mnie interesuje... zainteresuje tylko ludzi, którym przeszkadza mój ton i sposób odnoszenia się do osób co do których straciłem szacunek - przez brednie które wypisują - co jest rzeczą naturalną i normalną, i o niechęć do mnie do nikogo nie mam pretensji ;) tylko się podpisz....