Widok
Anty, chyba do Ciebie nie dochodzi, że dla niektórych (poza Tobą oczywiście) małżeństwo może być czymś pięknym?? Oczywiście, że obrączka, czy przysięga nie uratuje beznadziejnego związku ale na pewno nie stoi na przeszkodzie w żadnym związku, małżeństwo jest kolejnym potwierdzeniem tego że się chce być razem, jednym to jest potrzebne innym nie... więc nie pisz, że małżeństwo nie ma sensu, bo to jest tylko Twoje subiektywne zdanie ;) czytaj --nie każdy marzy o życiu przez całe życie na kocią łapę :P
Piszesz, że „Mężczyźni potrzebują kobiet tak jak kobiety mężczyzn, chociaż większości kobietom zdaje się że jeśli oddadzą się mężczyźnie cieleśnie to wystarczy.” Chyba nie zrozumiałam więc to kobiety w większości chcą iść do łóżka i to ma wystarczyć, hmmm ja znam chyba inne kobiety niż Ty – na szczęście! :)
„w tych czasach, napisze to po raz kolejny, małżeństwo nie daje żadnego bezpieczeństwa bo nie daje żadnej pewności co do trwałości związku” oczywiście, że nie daje 100% bezpieczeństwa, bo to ludzie tworzą związek, to ich zależy co stworzą! i małżeństwo nie jest w stanie tutaj niczego zepsuć :PP
Adam, a może do Zjawy byś napisał?? Poprawił byś jej humor;)
Piszesz, że „Mężczyźni potrzebują kobiet tak jak kobiety mężczyzn, chociaż większości kobietom zdaje się że jeśli oddadzą się mężczyźnie cieleśnie to wystarczy.” Chyba nie zrozumiałam więc to kobiety w większości chcą iść do łóżka i to ma wystarczyć, hmmm ja znam chyba inne kobiety niż Ty – na szczęście! :)
„w tych czasach, napisze to po raz kolejny, małżeństwo nie daje żadnego bezpieczeństwa bo nie daje żadnej pewności co do trwałości związku” oczywiście, że nie daje 100% bezpieczeństwa, bo to ludzie tworzą związek, to ich zależy co stworzą! i małżeństwo nie jest w stanie tutaj niczego zepsuć :PP
Adam, a może do Zjawy byś napisał?? Poprawił byś jej humor;)
Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy!
Dlaczego dla Ciebie jest czymś pięknym?
I czy prócz tego że jest ładne, to jest też w jakiś sposób praktyczne?
Ja nie pisałem że prawdą absolutną jest że małżeństwo jest bez sensu. Przecież wszystko co tu pisze to tylko i wyłącznie moje zdanie. Czasem jest to także zdanie większości, albo naukowców, ale nie zmienia to faktu że nadal pozostaje tylko subiektywną opinią na dany temat:)
Określenie "na kocią łapę" ma znaczenie pejoratywne i używane jest przez ludzi mających przekonanie o własnej racji na temat wyższości małżeństwa nad związkiem niesakramentalnym.
Tamtego cytatu rzeczywiście nie zrozumiałaś, ale w pewnym sensie pokazuje to jak postrzegasz mężczyzn. I to do tego stopnia że nie jesteś w stanie zrozumieć co napisałem:d
Powiem to możliwie jasno: Faceci nie myślą tylko o seksie, mają swoje uczucia i potrzeby. Potrzeba bezpieczeństwa nie jest im obca.
W obecnych czasach jednak rośnie lawinowo ilość zdrad i rozwodów, więc małżeństwo nie spełnia swoich głównych założeń i nie wpływa na poczucie bezpieczeństwa.
Szansa rozpadu kilkuletniego związku jest taka sama jak kilkuletniego małżeństwa (i z każdym rokiem jest większa).
I czy prócz tego że jest ładne, to jest też w jakiś sposób praktyczne?
Ja nie pisałem że prawdą absolutną jest że małżeństwo jest bez sensu. Przecież wszystko co tu pisze to tylko i wyłącznie moje zdanie. Czasem jest to także zdanie większości, albo naukowców, ale nie zmienia to faktu że nadal pozostaje tylko subiektywną opinią na dany temat:)
Określenie "na kocią łapę" ma znaczenie pejoratywne i używane jest przez ludzi mających przekonanie o własnej racji na temat wyższości małżeństwa nad związkiem niesakramentalnym.
Tamtego cytatu rzeczywiście nie zrozumiałaś, ale w pewnym sensie pokazuje to jak postrzegasz mężczyzn. I to do tego stopnia że nie jesteś w stanie zrozumieć co napisałem:d
Powiem to możliwie jasno: Faceci nie myślą tylko o seksie, mają swoje uczucia i potrzeby. Potrzeba bezpieczeństwa nie jest im obca.
W obecnych czasach jednak rośnie lawinowo ilość zdrad i rozwodów, więc małżeństwo nie spełnia swoich głównych założeń i nie wpływa na poczucie bezpieczeństwa.
Szansa rozpadu kilkuletniego związku jest taka sama jak kilkuletniego małżeństwa (i z każdym rokiem jest większa).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Dla mnie jest piękne,. bo wierzę w instytucję małżeństwa wierzę, że to ostatecznie wypowiedziana dozgonna miłość, że jest to cementowanie uczucia dwóch ludzi:)
Określenie "na kocią łapę" użyłam w pełni świadomie - więc chyba widać jakie mam podejście do związków niesakramentalnych.
Co do cytatu o potrzebach facetów, to może miałeś na myśli to samo co teraz odpisałeś ale niestety nie udało Ci się tego uprzednio jasno przekazać:PP Ale oki zgadzam się faceci też mają uczucia i potrzeby:)) jak każdy z nas - ludzi!
Aha co to ówczesnych czasów to już kolejny raz potwierdzam, zę kompletnie mnie nie obchodzi co się dzieje dookoła, dla mnie ważne jest co się dzieje w mojej głowie, a tam nie ma zgody na aktualny stan rzeczy jeżeli chodzi o trwałość związków i tyle :)
Ja szukam "księcia z bajki" ale na całe życie a nie na pół roku do kiedy mi sie nie znudzi :PP
Określenie "na kocią łapę" użyłam w pełni świadomie - więc chyba widać jakie mam podejście do związków niesakramentalnych.
Co do cytatu o potrzebach facetów, to może miałeś na myśli to samo co teraz odpisałeś ale niestety nie udało Ci się tego uprzednio jasno przekazać:PP Ale oki zgadzam się faceci też mają uczucia i potrzeby:)) jak każdy z nas - ludzi!
Aha co to ówczesnych czasów to już kolejny raz potwierdzam, zę kompletnie mnie nie obchodzi co się dzieje dookoła, dla mnie ważne jest co się dzieje w mojej głowie, a tam nie ma zgody na aktualny stan rzeczy jeżeli chodzi o trwałość związków i tyle :)
Ja szukam "księcia z bajki" ale na całe życie a nie na pół roku do kiedy mi sie nie znudzi :PP
Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy!
Myślę że większość naszych ideałów się pokrywa mimo że wyrażamy je w inny sposób.
Może Cię nie obchodzić co się dzieje dookoła. I nawet mi się podoba to że masz zasady i kierujesz się swoimi zasadami (mam nadzieję że świetnie przemyślanymi). Problem w tym że związek ma tą wadę że nie dzieje się w Twojej głowie, ale bardziej "dookoła".
Rozprzestrzenianie się, czy popularyzacja różnych zachowań w społeczeństwie wpływa na Ciebie (mimo że zdaje ci się że jest inaczej), będzie wpływać na Twojego partnera i na kształt Waszego związku.
Im więcej zdrad i rozwodów, im większy macie z tym kontakt (w jakiejkolwiek formie, nawet takiego forum), tym większa szansa że kiedyś przydarzy się to i wam. Podczas chwili słabości, kryzysu małżeńskiego lub czasowego spadku zainteresowania jedno z was może ulec temu ogólnemu wpływowi.
To co masz w głowie to jedyna rzecz na którą masz wpływ. Reszta to szereg zmiennych które w jakiś sposób możesz kształtować, ale na które nie masz rzeczywistego i pełnego wpływu.
Wierzysz w sakrament, czy praktykujesz jakaś religię? (i w jakim stopniu?)
Dla mnie małżeństwo ma jeszcze jeden problem. Zostało ono stworzone w jakimś celu. Jak spojrzysz na historię to przez większość czasu w większości kultur istniał patriarchat. Mężczyźni pracowali, rządzili, zdobywali środki umożliwiające przeżycie i robili wszystko inne... Kobiety były tylko narzędziem umożliwiającym im stworzenie męskiego potomka któremu można było przekazać swoją wiedzę i bogactwo. Małżeństwa były aranżowane, więc nie zaczynały się miłością, a były jedynie kontraktem jaki zawierały dwie rodziny. Co więcej, ojciec panny młodej aby się jej pozbyć musiał dodatkowo dopłacić (dać posag).
Historia małżeństwa nie prezentuje się zbyt pozytywnie dla kobiet, a mimo to, to właśnie kobiety nadal posłusznie spełniają swoją rolę w tym kontrakcie. Powiedz mi dlaczego?
Może Cię nie obchodzić co się dzieje dookoła. I nawet mi się podoba to że masz zasady i kierujesz się swoimi zasadami (mam nadzieję że świetnie przemyślanymi). Problem w tym że związek ma tą wadę że nie dzieje się w Twojej głowie, ale bardziej "dookoła".
Rozprzestrzenianie się, czy popularyzacja różnych zachowań w społeczeństwie wpływa na Ciebie (mimo że zdaje ci się że jest inaczej), będzie wpływać na Twojego partnera i na kształt Waszego związku.
Im więcej zdrad i rozwodów, im większy macie z tym kontakt (w jakiejkolwiek formie, nawet takiego forum), tym większa szansa że kiedyś przydarzy się to i wam. Podczas chwili słabości, kryzysu małżeńskiego lub czasowego spadku zainteresowania jedno z was może ulec temu ogólnemu wpływowi.
To co masz w głowie to jedyna rzecz na którą masz wpływ. Reszta to szereg zmiennych które w jakiś sposób możesz kształtować, ale na które nie masz rzeczywistego i pełnego wpływu.
Wierzysz w sakrament, czy praktykujesz jakaś religię? (i w jakim stopniu?)
Dla mnie małżeństwo ma jeszcze jeden problem. Zostało ono stworzone w jakimś celu. Jak spojrzysz na historię to przez większość czasu w większości kultur istniał patriarchat. Mężczyźni pracowali, rządzili, zdobywali środki umożliwiające przeżycie i robili wszystko inne... Kobiety były tylko narzędziem umożliwiającym im stworzenie męskiego potomka któremu można było przekazać swoją wiedzę i bogactwo. Małżeństwa były aranżowane, więc nie zaczynały się miłością, a były jedynie kontraktem jaki zawierały dwie rodziny. Co więcej, ojciec panny młodej aby się jej pozbyć musiał dodatkowo dopłacić (dać posag).
Historia małżeństwa nie prezentuje się zbyt pozytywnie dla kobiet, a mimo to, to właśnie kobiety nadal posłusznie spełniają swoją rolę w tym kontrakcie. Powiedz mi dlaczego?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Widzę, ze niektóre nasze zdania się pokrywają i może faktycznie niekiedy to tylko różnica jego wyrażania;)
Teraz tak ja nie chcę się podporządkowywać niczyim zwyczajom, no chyba ze je w pełni zaakceptuje, dlatego też nie interesuje mnie "sytuacja pingwinów na Saharze", ani teraźniejszy trend że długotrwałe związki/małżeństwa nie są na topie!! Szczerze mam to gdzieś, ja chce sama decydować o moim związku :)
Oczywiście, że praktykuję, od chwili chrztu, religię moich przodków, a od kilku dobrych lat już w pełni samodzielnie i świadomie :)
Dlaczego kobiety popierają małżeństwo, już pisałam, bo (przynajmniej dla mnie, chociaż przyznasz, że to złudne) małżeństwo jest symbolem bezpieczeństwa, stateczności związku i bezkresnego oddania, co więcej dopiero małżeństwo gwarantuje stworzenie jednego wspólnego istnienia:)
Aha a co do posagu, to ja się nie dziwię, że ojciec musiał dopłacać...mój np. też będzie musiał :PP
Teraz tak ja nie chcę się podporządkowywać niczyim zwyczajom, no chyba ze je w pełni zaakceptuje, dlatego też nie interesuje mnie "sytuacja pingwinów na Saharze", ani teraźniejszy trend że długotrwałe związki/małżeństwa nie są na topie!! Szczerze mam to gdzieś, ja chce sama decydować o moim związku :)
Oczywiście, że praktykuję, od chwili chrztu, religię moich przodków, a od kilku dobrych lat już w pełni samodzielnie i świadomie :)
Dlaczego kobiety popierają małżeństwo, już pisałam, bo (przynajmniej dla mnie, chociaż przyznasz, że to złudne) małżeństwo jest symbolem bezpieczeństwa, stateczności związku i bezkresnego oddania, co więcej dopiero małżeństwo gwarantuje stworzenie jednego wspólnego istnienia:)
Aha a co do posagu, to ja się nie dziwię, że ojciec musiał dopłacać...mój np. też będzie musiał :PP
Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy!
Jako praktykująca katoliczka w pełni popierasz naukę kościoła, czy traktujesz ją wybiórczo dostosowując się do zasad które są Ci wygodne?
Rozumiem tą część z bezpieczeństwem, ale ona ma sens w świecie sprzed rewolucji seksualnej. Przekłamane badania Kinseya wpłynęły na rozluźnienie zasad moralnych.
Kilka cytatów:
"Palmę pierwszeństwa (w rozwodach) dzielą między sobą Stany Zjednoczone i Japonia, gdzie stosunek liczby rozwodzących się par do liczby par zawierających związki małżeńskie wynosi1 w przybliżeniu 1:2, co oznacza, że połowa par się rozwodzi. W USA mówi się nawet o „małżeństwach szeregowych”. Wielu Amerykanów wstępuje w związki małżeńskie trzy lub cztery razy. Bywają nawet rekordziści, mający za sobą kilkanaście ślubów. Również takie kraje jak Australia, Kanada, Dania, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Rosja mają wysoki wskaźnik rozwodów mieszczący się w przedziale od 1:3 do 1:2. Nawet Włochy, w których przez długie lata prawo rozwodów nie dopuszczało, zaczynają powoli doganiać całą resztę."
Ze strony o prawach ojca:
"Liczba rozwodów w rodzinach posiadających dzieci w USA przez ostatnie 40 lat podwoiła się. Obecnie połowa małżeństw zawieranych po raz pierwszy i 60% małżeństw zawieranych po raz kolejny rozpada się. Rocznie orzeka się 1,2 miliona rozwodów, co dotyka 1 miliona dzieci wychowujących się w rozpadających sie rodzinach. Blisko 20% młodych amerykanów w wieku do 18 lat doświadczyła rozwody swoich rodziców i żyje wyłącznie pod opieką matki.
(...)większość patologii społecznych, w tym przestępstwa z użyciem przemocy, narkomania, notoryczne wagarowanie, wczesne ciąże, samobójstwa młodocianych są związane z brakiem w rodzinie ojca. Badacze stwierdzili, że prawdopodobieństwo, że młody mężczyzna wejdzie w konflikt z prawem podwaja się, jeśli wychowywał się bez kontaktu z ojcem, natomiast potraja się jeśli wyrastał w okolicy, gdzie dominowały rodziny, w których to wyłącznie matka sprawuje opiekę nad dzieckiem.
(...) Badacz Shere Hite wykazuje zaś, że 91% rozwodów jest inicjowana obecnie przez żony (...).
"Przeszło 83,3 % wyroków rozwodowych zapada z powództwa mieszkańców miast, przy czym obserwuje się stałą prawidłowość: im większe miasto tym większa liczba rozwodów."
"W 2004 r. sądy rodzinne orzekły rozwód wobec 51 tys. par małżeńskich (w 2003 r. ponad 48 tys.). Jest to najwyższa liczba rozwodów w dotychczasowej historii Polski!"
Ilość małżeństw spada, ilość rozwodów rośnie... A wzór czerpiemy z bardziej "cywilizowanych" krajów;) Dążąc do tego co jest w USA oczywiście.
Małżeństwo nie daje bezpieczeństwa, no chyba że się wyznaję zasadę "jak zasłonię oczy, to wszystko zniknie". Dzieciom to pomaga.
Tylko że nic nie znika...
Rozumiem tą część z bezpieczeństwem, ale ona ma sens w świecie sprzed rewolucji seksualnej. Przekłamane badania Kinseya wpłynęły na rozluźnienie zasad moralnych.
Kilka cytatów:
"Palmę pierwszeństwa (w rozwodach) dzielą między sobą Stany Zjednoczone i Japonia, gdzie stosunek liczby rozwodzących się par do liczby par zawierających związki małżeńskie wynosi1 w przybliżeniu 1:2, co oznacza, że połowa par się rozwodzi. W USA mówi się nawet o „małżeństwach szeregowych”. Wielu Amerykanów wstępuje w związki małżeńskie trzy lub cztery razy. Bywają nawet rekordziści, mający za sobą kilkanaście ślubów. Również takie kraje jak Australia, Kanada, Dania, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Rosja mają wysoki wskaźnik rozwodów mieszczący się w przedziale od 1:3 do 1:2. Nawet Włochy, w których przez długie lata prawo rozwodów nie dopuszczało, zaczynają powoli doganiać całą resztę."
Ze strony o prawach ojca:
"Liczba rozwodów w rodzinach posiadających dzieci w USA przez ostatnie 40 lat podwoiła się. Obecnie połowa małżeństw zawieranych po raz pierwszy i 60% małżeństw zawieranych po raz kolejny rozpada się. Rocznie orzeka się 1,2 miliona rozwodów, co dotyka 1 miliona dzieci wychowujących się w rozpadających sie rodzinach. Blisko 20% młodych amerykanów w wieku do 18 lat doświadczyła rozwody swoich rodziców i żyje wyłącznie pod opieką matki.
(...)większość patologii społecznych, w tym przestępstwa z użyciem przemocy, narkomania, notoryczne wagarowanie, wczesne ciąże, samobójstwa młodocianych są związane z brakiem w rodzinie ojca. Badacze stwierdzili, że prawdopodobieństwo, że młody mężczyzna wejdzie w konflikt z prawem podwaja się, jeśli wychowywał się bez kontaktu z ojcem, natomiast potraja się jeśli wyrastał w okolicy, gdzie dominowały rodziny, w których to wyłącznie matka sprawuje opiekę nad dzieckiem.
(...) Badacz Shere Hite wykazuje zaś, że 91% rozwodów jest inicjowana obecnie przez żony (...).
"Przeszło 83,3 % wyroków rozwodowych zapada z powództwa mieszkańców miast, przy czym obserwuje się stałą prawidłowość: im większe miasto tym większa liczba rozwodów."
"W 2004 r. sądy rodzinne orzekły rozwód wobec 51 tys. par małżeńskich (w 2003 r. ponad 48 tys.). Jest to najwyższa liczba rozwodów w dotychczasowej historii Polski!"
Ilość małżeństw spada, ilość rozwodów rośnie... A wzór czerpiemy z bardziej "cywilizowanych" krajów;) Dążąc do tego co jest w USA oczywiście.
Małżeństwo nie daje bezpieczeństwa, no chyba że się wyznaję zasadę "jak zasłonię oczy, to wszystko zniknie". Dzieciom to pomaga.
Tylko że nic nie znika...
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Oki wstrząsające statystyki, ale o co ci chodzi, że mam się z nimi zgodzić?? Ja sie nie podpisuje pod takim stanem rzeczy :)
Może i moje zdanie jest dziecinne ale to i tak nie przeszkadza mi przy nim pozostać:PP
kolejny raz piszę, za sama instytucja niczego nie gwarantuje ale na pewno nie przeszkadza, jak związek jest do niczego to i małżeństwo nie pomoże ale jak jest oparty na mocnych podstawach to małżeństwo nie jest w stanie mu zaszkodzić:)
Może i moje zdanie jest dziecinne ale to i tak nie przeszkadza mi przy nim pozostać:PP
kolejny raz piszę, za sama instytucja niczego nie gwarantuje ale na pewno nie przeszkadza, jak związek jest do niczego to i małżeństwo nie pomoże ale jak jest oparty na mocnych podstawach to małżeństwo nie jest w stanie mu zaszkodzić:)
Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy!
Myślę że małżeństwo daje poczucie złudnego bezpieczeństwa. Jest takim zwieńczeniem starań. To często sprawia że mają do niego niewłaściwe podejście, przestają się starać i stopniowo się od siebie odsuwają... a że nie potrafią spojrzeć na siebie z boku, to zamiast szukać sposobu ponownego ponownego powrotu do siebie, szukają pocieszenia w ramionach innej osoby.
Małżeństwo sprawia że czują się jak w więzieniu i starają się uciec. Po 5, 7, 12 latach bycie razem nie jest dla nich nagrodą, ale karą.
Związek za to daje poczucie że w każdej chwili może nastać koniec, że ktoś może nam odebrać naszą ukochaną, więc musimy się bardziej przyłożyć by do tego nie doszło... Paradoksalnie poczucie ciągłego zagrożenia czy braku niebezpieczeństwa, sprawia że związek jest bardziej bezpieczny;)
Małżeństwo sprawia że czują się jak w więzieniu i starają się uciec. Po 5, 7, 12 latach bycie razem nie jest dla nich nagrodą, ale karą.
Związek za to daje poczucie że w każdej chwili może nastać koniec, że ktoś może nam odebrać naszą ukochaną, więc musimy się bardziej przyłożyć by do tego nie doszło... Paradoksalnie poczucie ciągłego zagrożenia czy braku niebezpieczeństwa, sprawia że związek jest bardziej bezpieczny;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Paulinko ominęłaś jednak najważniejsze pytanie;)
Spróbuje jeszcze raz:
Jako praktykująca katoliczka w pełni popierasz naukę kościoła, czy traktujesz ją wybiórczo dostosowując się do zasad które są Ci wygodne?"
Spróbuje jeszcze raz:
Jako praktykująca katoliczka w pełni popierasz naukę kościoła, czy traktujesz ją wybiórczo dostosowując się do zasad które są Ci wygodne?"
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Może coś w tym po części jest, tylko dlaczego ci, którzy nie są w małżeństwie też się czesto rozstają...
ps. albo ci, którzy nie maja dzieci, to też jakoś łatwiej, częściej...
ps.2 Wszystko zależy od charakterów ludzi i od tysiąca innych rzeczy, myślę, że to nie tylko sam papier świadczy o tym, często jest również tak, że jak ktoś wziął ślub kościelny to z tego powodu poniekąd też ludzie się nie rozstają właśnie...więc różnie to bywa, jak na moje oko...
ps. albo ci, którzy nie maja dzieci, to też jakoś łatwiej, częściej...
ps.2 Wszystko zależy od charakterów ludzi i od tysiąca innych rzeczy, myślę, że to nie tylko sam papier świadczy o tym, często jest również tak, że jak ktoś wziął ślub kościelny to z tego powodu poniekąd też ludzie się nie rozstają właśnie...więc różnie to bywa, jak na moje oko...
Więc nie chodzi o sam fakt, tego, że się ma papier, bądź ślub kościelny, tylko o to, co kto ma w głowie i co to dla kogoś znaczy, że ma ten papier, czy ślub kościelny, czy co to oznacza dla tej osoby, że się przysięgało przed Bogiem i przed sobą i tej drugiej osobie...
Małżeństwa się rozchodza, ale i rozchodza się ludzie, którzy żyją na tzw. kocią łapę, nie oceniając tych ludzi oczywiście.
ps. słów na kocią łapę użyłam, bo mi podeszły pod palce poprostu, wyjaśniając więc nic do tych ludzi nie mam, być może jeśli tak sobie ktoś z kimś pomieszka troche przed ślubem, to może jest to nawet dobrze, może...;)
Małżeństwa się rozchodza, ale i rozchodza się ludzie, którzy żyją na tzw. kocią łapę, nie oceniając tych ludzi oczywiście.
ps. słów na kocią łapę użyłam, bo mi podeszły pod palce poprostu, wyjaśniając więc nic do tych ludzi nie mam, być może jeśli tak sobie ktoś z kimś pomieszka troche przed ślubem, to może jest to nawet dobrze, może...;)
Tia ja cały czas próbuję przekazać właśnie to co Ty Nimfo, że to od ludzi zależny powodzenie lub nie powodzenie związku i żaden papier nie jest w stanie tego zepsuć/naprawić :)
Anty piszesz,że poczucie ciągłego zagrożenia czy braku niebezpieczeństwa, sprawia że związek jest bardziej bezpieczny, może i tak tylko właśnie mi się wydaje, z autopsji, że kobiety bardziej niż mężczyźni potrzebują tego złudnego bezpieczeństwa jakie daje małżeństwo. Może bierze się to też z czysto ekonomicznego pkt widzenia...
Aha wracam do "najważniejszego" pytania: wydaje mi się, ze nie traktuje wybiórczo nauki kościoła, przynajmniej nie staram się tego robić, jak już pisałam moja religia od kilku jest moim świadomym wyborem, więc Twoje pytanie jest bezzasadne:PP
Anty piszesz,że poczucie ciągłego zagrożenia czy braku niebezpieczeństwa, sprawia że związek jest bardziej bezpieczny, może i tak tylko właśnie mi się wydaje, z autopsji, że kobiety bardziej niż mężczyźni potrzebują tego złudnego bezpieczeństwa jakie daje małżeństwo. Może bierze się to też z czysto ekonomicznego pkt widzenia...
Aha wracam do "najważniejszego" pytania: wydaje mi się, ze nie traktuje wybiórczo nauki kościoła, przynajmniej nie staram się tego robić, jak już pisałam moja religia od kilku jest moim świadomym wyborem, więc Twoje pytanie jest bezzasadne:PP
Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy!
"Ekonomiczny punkt widzenia" - może właśnie dotarliśmy do sedna problemu. Także tej kwestii dlaczego małżeństwa istnieją, dlaczego kobietom tak bardzo na nich zależy a mężczyźni nie czują się w nich bezpiecznie;)
Moje pytanie nie jest bezzasadne, bo wielu mówi że praktykuje, ale mało osób podchodzi poważnie do nauki kościoła. Spora ich część jej nie zna, nie wierzy w niektóre rzeczy albo wybiera zasady które są dla nich wygodne a odrzucają te które wymagają wysiłku.
Chociaż znałem taką dziewczynę co była katoliczką - właściwie jedyna katoliczka jaką znałem. Miała ponad 25 lat a była dziewicą, żyła w kilkuletnim związku a czekała aż do ślubu, potem chciała mieć gromadkę dzieci (nie było mowy o żadnej antykoncepcji). Nie kłamała, nie obgadywała nikogo, właściwie nie mówiła o nikim gdy go nie było w pobliżu. Nie paliła, nie piła, nie korzystała z narkotyków. Wszystkich kochała i wszystkim pomagała... Wierzyła absolutnie we wszystko czego nauczał kościół i praktykowała te nauki bez żadnych najmniejszych odstępstw.
A reszta katolików to hulaj dusza piekła nie ma. Gdyby ktoś kazał mi po zachowaniu ocenić ich wyznanie to najbliżej byłoby im do satanizmu;)
Moje pytanie nie jest bezzasadne, bo wielu mówi że praktykuje, ale mało osób podchodzi poważnie do nauki kościoła. Spora ich część jej nie zna, nie wierzy w niektóre rzeczy albo wybiera zasady które są dla nich wygodne a odrzucają te które wymagają wysiłku.
Chociaż znałem taką dziewczynę co była katoliczką - właściwie jedyna katoliczka jaką znałem. Miała ponad 25 lat a była dziewicą, żyła w kilkuletnim związku a czekała aż do ślubu, potem chciała mieć gromadkę dzieci (nie było mowy o żadnej antykoncepcji). Nie kłamała, nie obgadywała nikogo, właściwie nie mówiła o nikim gdy go nie było w pobliżu. Nie paliła, nie piła, nie korzystała z narkotyków. Wszystkich kochała i wszystkim pomagała... Wierzyła absolutnie we wszystko czego nauczał kościół i praktykowała te nauki bez żadnych najmniejszych odstępstw.
A reszta katolików to hulaj dusza piekła nie ma. Gdyby ktoś kazał mi po zachowaniu ocenić ich wyznanie to najbliżej byłoby im do satanizmu;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
w zasadzie mozna tu postawic teze, ze wystarczy nie byc dziewica, aby nie moc o sobie powiedziec - katoliczka
pomijajac ofiary gwaltu to oczywiscie prawda
swoja droga, nie rozumiem jak krk moze przechodzic do porzadku dziennego, nad ustawicznym oddawaniu sie uciechom cielesnym, bez prawdziwego zalu za ten grzech (podobnie z narkotykami itp)
przeciez to pogwalcenie tak rachunku sumienia, jak i zasad swietej spowiedzi
chyba tylko dlatego, ze stos jest prawem u nas zakazany
pomijajac ofiary gwaltu to oczywiscie prawda
swoja droga, nie rozumiem jak krk moze przechodzic do porzadku dziennego, nad ustawicznym oddawaniu sie uciechom cielesnym, bez prawdziwego zalu za ten grzech (podobnie z narkotykami itp)
przeciez to pogwalcenie tak rachunku sumienia, jak i zasad swietej spowiedzi
chyba tylko dlatego, ze stos jest prawem u nas zakazany