Widok
Jesteście szczęśliwi?
Zastanawiam się co u Was, trochę sama z myślami siedzę, chętnie przeczytam jak to jest u innych.
Ja sama od wielu wielu lat. Po przejściach, pochłonięta na wychowywaniu dziecka. Nie pcham się do randkowania (ostatnia 10 lat temu), wręcz od tego uciekam. Bliscy proponują, że mnie z kimś umówią...bo to już przeciez tyle czasu, albo abym sama kogoś znalazła, np. na portalu randkowym. Mam do tego negatywny stosunek, nie wierzę że może spotkać mnie coś wyjątkowego w taki sztuczny sposób. Wolę naturalną kolej rzeczy, niż planowanie, przebiranie i ocenianie po okładce. Jednak, nie mam odwagi wyjśc do ludzi. Ogólnie jestem mało towarzyska, lubię małe grono, nie piję nie palę, nie znoszę przeklinania. Ludzie są czasem dla mnie zbyt....agresywni, wolę spędzać czas z człowiekiem który jest taki jak ja. Dlatego skoro ja nie wychodze do ludzi, to On pewnie też nie ....co daje nam nikłe szanse na spotkanie.
Czuję coraz mocniej, że potrzebuję tej drugiej osoby. Jednak nie mam odwagi.
A u Was jak jest? Staracie się? A może tkwicie w nieszczęśliwym związku, jak ja 10 lat temu.
Ja sama od wielu wielu lat. Po przejściach, pochłonięta na wychowywaniu dziecka. Nie pcham się do randkowania (ostatnia 10 lat temu), wręcz od tego uciekam. Bliscy proponują, że mnie z kimś umówią...bo to już przeciez tyle czasu, albo abym sama kogoś znalazła, np. na portalu randkowym. Mam do tego negatywny stosunek, nie wierzę że może spotkać mnie coś wyjątkowego w taki sztuczny sposób. Wolę naturalną kolej rzeczy, niż planowanie, przebiranie i ocenianie po okładce. Jednak, nie mam odwagi wyjśc do ludzi. Ogólnie jestem mało towarzyska, lubię małe grono, nie piję nie palę, nie znoszę przeklinania. Ludzie są czasem dla mnie zbyt....agresywni, wolę spędzać czas z człowiekiem który jest taki jak ja. Dlatego skoro ja nie wychodze do ludzi, to On pewnie też nie ....co daje nam nikłe szanse na spotkanie.
Czuję coraz mocniej, że potrzebuję tej drugiej osoby. Jednak nie mam odwagi.
A u Was jak jest? Staracie się? A może tkwicie w nieszczęśliwym związku, jak ja 10 lat temu.
Witam. Co nazywasz szczęściem?... wydaje mi się, że każdy z nas inaczej je odczuwa a u innych je widzimy jakby było łatwiejsze do osiągnięcia. Mam dzieci męża dach nad głową i głodna nie chodzę ale mimo pozornego dla obserwatorów szczęścia czuje się samotna. Codzienność jest rutyną, która zabija błysk jaki kiedyś można było u mnie dostrzec. Ja - mąż, ziemia - ogień. Cierpliwie czekałam aż się zmieni, zrozumie, zainteresuje się czymś poza czubkiem własnego nosa ale tak że swojej inicjatywy. Cóż na próżno. Związek się wypalił ale nie umiem się z niego wydostać. On jest zaborczy, nerwowy i impulsywny. I tak się męczę i smuce i obwiniam. Rosło rozczarowanie sobą potem nienawiść przykre słowa które zabiły wszystko cokolwiek było wcześniej... już dawno przestałam się starać.
wi, zawsze się zastanawiam jak czytam takie historie co się stało? Czy ten facet przed małżeństwem był ideałem, a potem...tak się zmienił? Zbyt mało poznaliście się przed ślubem? Skąd to rozczarowanie? Wczesniej nie był zaborczy, nadpobudliwy?
Naiwni są wg mnie ludzie myślący, że np małżeństwo, dziecko zmieni drugiego człowieka.
Naiwni są wg mnie ludzie myślący, że np małżeństwo, dziecko zmieni drugiego człowieka.
Jestem naiwna widocznie... Może idealny nie był ale zachowywał się inaczej przed ślubem. Zamieszkalismy razem i zaczęłam to tak naprawdę poznawać. Pojawiła się chorobliwa zazdrość bezpodstawna moim zdaniem bo nie interesowali mnie inni mężczyźni. Nawet z koleżankami nie mogłam się umówić bo wtedy on musiałby sam spędzić wieczór co było dla niego niedorzeczne. Więc żeby mieć spokój dostosowywalam się do jego wizji małżeństwa z nadzieją że z czasem będzie inaczej, że będzie mi ufal i mnie szanował skoro niby tak bardzo mnie kocha i że dziecko go "zmiekczy". Jednak rodzicielstwo dla osoby mało pewnej siebie i niedoświadczonego egoisty okazało się dość trudne zwłaszcza w obliczu mieszkania z rodzicami i babcia którzy zawsze mają rację...
Znałem dziewczynę, która bardzo bała się, że partner ją jakoś zamknie w czterech ścianach.
Narzekała na nudę w swoim mieście.
Chciała żyć niekonwencjonalnie. Jednak kiedy ja mówiłem, że chciałbym żyć nietypowo, była rozczarowana i uznała, że jestem do niczego.
Ja miałem mieć solidny etat, siedzieć w domu, a ona miała spotykać się wieczorami z kręgiem swoich znajomych.
Narzekała na nudę w swoim mieście.
Chciała żyć niekonwencjonalnie. Jednak kiedy ja mówiłem, że chciałbym żyć nietypowo, była rozczarowana i uznała, że jestem do niczego.
Ja miałem mieć solidny etat, siedzieć w domu, a ona miała spotykać się wieczorami z kręgiem swoich znajomych.
wi...skoro takie były przesłanki przed ślubem, małżenśtwo z nim nie było dobrym pomysłem. Po ślubie owszem może się zmienić ale wg moich obserwacji przeważnie na gorsze...
Ale nie ma co rozdrapywać, każdy popełnia błędy. Życie mamy jedno, myślę, ze warto zawalczyć o swoje szczęście! Do końca swoich dni chcesz tkwić w tym związku?! Kobieto! Szkoda życia! Może facetowi potrzebny jest taki wstrząs?! Powiedz mu wprost(bez negatywnych emocji,choć wiem, ze to będzie b.trudne) co czujesz. Może jakaś terapia dla par? Jeśli on nie wykaże żadnej chęci do zmian. Olej go! Szkoda życia na frajera. Masz prawo być szczęśliwa. A dzieci? Dzieci czują co jest miedzy wami, myślę ze zamiast kłótni woleliby mieć szczęśliwą mamę. Poza tym z takich domów dzieci uciekają jak najszybciej. Co będzie jak za kilka lat się wyprowadza? Będziesz dalej twkiła w tej nędznej rzeczywistości ale już nie bedzie nawet tej wymówki, ze to dla dobra dzieci!
Ale nie ma co rozdrapywać, każdy popełnia błędy. Życie mamy jedno, myślę, ze warto zawalczyć o swoje szczęście! Do końca swoich dni chcesz tkwić w tym związku?! Kobieto! Szkoda życia! Może facetowi potrzebny jest taki wstrząs?! Powiedz mu wprost(bez negatywnych emocji,choć wiem, ze to będzie b.trudne) co czujesz. Może jakaś terapia dla par? Jeśli on nie wykaże żadnej chęci do zmian. Olej go! Szkoda życia na frajera. Masz prawo być szczęśliwa. A dzieci? Dzieci czują co jest miedzy wami, myślę ze zamiast kłótni woleliby mieć szczęśliwą mamę. Poza tym z takich domów dzieci uciekają jak najszybciej. Co będzie jak za kilka lat się wyprowadza? Będziesz dalej twkiła w tej nędznej rzeczywistości ale już nie bedzie nawet tej wymówki, ze to dla dobra dzieci!
Z drugiej strony myślę sobie, że takie osoby jak wspomniany wyżej mąż(jasno pokazywał jaki jest i ze potrzebuje uleglej, podporzadkowanej jemu żony), lub kobiety które nie chcą aby meżczyzna np wychodził z kolegami na piwo przed małżeństwem są szczere. Jasno pokazują, że wszelkie kontakty z osobami przeciwnej płci są zabronione, wychodzenie wieczorami tylko w ich towarzystwie itd. Często mężczyźni popełniają bład i przed slubem mówią dziewczynie ze piwo i koledzy ich nie interesują, wychodzą tylko z nią, nie utrzymuja kontaktów z innymi kobietami bo Ona byłaby zazdrosna...potem w małżenstwie stają się pantoflarzami...ale to nie żona jest temu winna, ona dawała jasny przekaz przed ślubem "jestes mój, nie ma piwa, kolegów, koleżanek" , spełniasz moje wymagania przed ślubem więc wychodzę za ciebie nie licz na to, ze potem się zmienię i będzirsz mógł np przyjaznic sie z inną kobieta. Tak właśnie się oszukujemy, nie rozmawiamy o własnych potrzebach, robimy wiele rzeczy wbrew sobie a potem...tkwia takie osoby w nieszczęśliwych związkach przez całe życie.
Wielu ludzi ma więcej niż myśli że ma, ale oni nie potrafią się tym cieszyć
Mam wrazenie że ludziom wydaje się że będą żyć wiecznie w dobrym zdrowiu
I myślą że szczęście należy im się jak psu buda
Nie dbają o siebie, nie dbają o innych i tak naprawdę sami nie wiedzą po co żyją
A może tylko czekają na śmierć licząc że w jakiś magiczny sposób trafią do lepszego świata?
Mam wrazenie że ludziom wydaje się że będą żyć wiecznie w dobrym zdrowiu
I myślą że szczęście należy im się jak psu buda
Nie dbają o siebie, nie dbają o innych i tak naprawdę sami nie wiedzą po co żyją
A może tylko czekają na śmierć licząc że w jakiś magiczny sposób trafią do lepszego świata?
Wszystko brednie. Małżeństwa, związki to zwykły interes. Stereotyp mężczyzna zarabia piniądz, kobieta dale tyłka, jedne są z tego bardziej zadowolone, inne mniej. Do tego podział obowiązków a w rezultacie łatwiej się żyje. Można się do kogoś odezwać, z pędzić z kimś czas. Dobrze jest jak się obie strony dogaduja i uzupełniają. Dla mnie to wszystko jak najbardziej ok. Ale pisanie że ktoś z kimś jest bo kocha, że jest z kimś z miłości to są jakieś totalne bzdury. Związki to zwykle wygodnictwo i przyzwyczajenie. Omamili was wciskaniem kitu od urodzenia że można mieć jednego partnera. O ile mi wiadomo są kraje gdzie można mieć kilka żon czy mezow. Wg mnie to o wiele ciekawsze niz spędzać nudne życie z jak z jakimś jednym niedorozwinietym partnerem.
Drogi anonimie...pewnie w jakimś, niewielkim stopniu mogę ci przyznać rację, że związek to również przyzwyczajenie...szczególnie można zaobserwować je u małżeństw z dłuższym stażem.
Co do wygodnictwa, ha ha wybacz, ale gdyby tylko na tym mi zależało, wybrałabym życie wolnego ptaka! Żadnych zobowiązań, sama sobie sterem itd..., ale nie dla mnie takie życie.
"Danie d*py" - przepraszam, nie wiem na jakie kobiety/mężczyzn w życiu trafiłeś/łaś ale ja nie kocham sie tylko z powodu obowiązku małżeńskiego! Tym bardziej nie wyobrazam sobie "dania d*py" facetowi, ktory okazał się "niedorozwojem"!!! Widzisz małżeństwo polega też na szacunku, również do szacunku "d*py" własnej żony!
Ehh długo by ci opisywać na czym polega prawdziwy związek...ale widzę ze ktoś lub coś bardzo skrzywiło obraz związku/małżeństwa w twoich oczach i już tylko dobry specjalista mógłby ci pomóc. Wiem, wiem nigdzie nie pójdziesz już do końca swych dni zostaniesz zgożkniałym samotnikie. Uważam, ze ktoś ciebie omamił wciskaniem kitu, ze miłość nie istnieje i że 1 partner szczęścia ci nie da(moze tylko na patrnerów od brania i trafiłeś? a nie od okazywania uczuć), może nie byłeś kochanym dzieckiem, tylko rodzice już cie tak wyhodowali bo się im przypadkiem trafiłeś i tak się do ciebie przyzwtczaili nie okazujac zadnych uczuć!
Co do wygodnictwa, ha ha wybacz, ale gdyby tylko na tym mi zależało, wybrałabym życie wolnego ptaka! Żadnych zobowiązań, sama sobie sterem itd..., ale nie dla mnie takie życie.
"Danie d*py" - przepraszam, nie wiem na jakie kobiety/mężczyzn w życiu trafiłeś/łaś ale ja nie kocham sie tylko z powodu obowiązku małżeńskiego! Tym bardziej nie wyobrazam sobie "dania d*py" facetowi, ktory okazał się "niedorozwojem"!!! Widzisz małżeństwo polega też na szacunku, również do szacunku "d*py" własnej żony!
Ehh długo by ci opisywać na czym polega prawdziwy związek...ale widzę ze ktoś lub coś bardzo skrzywiło obraz związku/małżeństwa w twoich oczach i już tylko dobry specjalista mógłby ci pomóc. Wiem, wiem nigdzie nie pójdziesz już do końca swych dni zostaniesz zgożkniałym samotnikie. Uważam, ze ktoś ciebie omamił wciskaniem kitu, ze miłość nie istnieje i że 1 partner szczęścia ci nie da(moze tylko na patrnerów od brania i trafiłeś? a nie od okazywania uczuć), może nie byłeś kochanym dzieckiem, tylko rodzice już cie tak wyhodowali bo się im przypadkiem trafiłeś i tak się do ciebie przyzwtczaili nie okazujac zadnych uczuć!
Widzę że rozpoczyna się wątek... o mnie, oki :-)
1. Fubu - jakoś tak myślałem że jesteś facetem ale... chyba jednak jesteś 100% kobietą!? :-)
Tak, szczęśliwym się bywa ;-) Jak to ja mówię: Tutaj raju nie ma (będzie po śmierci) a tu jest sinusoida. Jeśli jej nie ma i jest za długo wszystko świetnie to... jest coś nie tak i trzeba się pilnować! ;-) Żyjemy wszyscy na padole który "walczy" a skoro walczy to - raz wygrywasz a raz przegrywasz ;-)
2. Tak, jestem sam i zamierzam być dalej sam! Jednak jestem także poszukujący ale... nie stałego związku ani... nie kochanek! No to kogo ktoś zapyta? Ano ludzi, kobiet, fajnych nowych kumpli.
Po rozwodzie nastąpił taki fajny paradoks że była dała mi wolność myśląc że będę szczęśliwy z inną ale ja już jestem szczęśliwy - sam ze sobą - (choć muszę jeszcze spoooro nad sobą popracować ;-)
3. Tak, jestem szczęśliwy - poszukujący bo "człowiek to stworzenie stadne" a ja nie chcę zgnuśnieć, stać się zrzędą itp. więc potrzebuję wyjść do ludzi, poznawać, doznawać, uczyć się (każdy z Nas jest skarbnicą życiowej wiedzy!)
Szczęśliwy jestem m.in. z małych rzeczy (jak to w piosence śpiewa Sylwia Grzeszczak). No i jestem zdrowy, mam pracę, rodzinę (dzieci) i... jest oki :-)
No to (na razie) tyle :-)
Jak co to pytajcie ;-)
1. Fubu - jakoś tak myślałem że jesteś facetem ale... chyba jednak jesteś 100% kobietą!? :-)
Tak, szczęśliwym się bywa ;-) Jak to ja mówię: Tutaj raju nie ma (będzie po śmierci) a tu jest sinusoida. Jeśli jej nie ma i jest za długo wszystko świetnie to... jest coś nie tak i trzeba się pilnować! ;-) Żyjemy wszyscy na padole który "walczy" a skoro walczy to - raz wygrywasz a raz przegrywasz ;-)
2. Tak, jestem sam i zamierzam być dalej sam! Jednak jestem także poszukujący ale... nie stałego związku ani... nie kochanek! No to kogo ktoś zapyta? Ano ludzi, kobiet, fajnych nowych kumpli.
Po rozwodzie nastąpił taki fajny paradoks że była dała mi wolność myśląc że będę szczęśliwy z inną ale ja już jestem szczęśliwy - sam ze sobą - (choć muszę jeszcze spoooro nad sobą popracować ;-)
3. Tak, jestem szczęśliwy - poszukujący bo "człowiek to stworzenie stadne" a ja nie chcę zgnuśnieć, stać się zrzędą itp. więc potrzebuję wyjść do ludzi, poznawać, doznawać, uczyć się (każdy z Nas jest skarbnicą życiowej wiedzy!)
Szczęśliwy jestem m.in. z małych rzeczy (jak to w piosence śpiewa Sylwia Grzeszczak). No i jestem zdrowy, mam pracę, rodzinę (dzieci) i... jest oki :-)
No to (na razie) tyle :-)
Jak co to pytajcie ;-)