W niedzielę pilna wizyta z moją sunią, której do ucha dostał się kłos.Podałam wagę psa,lekarz zbadał uszy.W lewym stwierdził grzybicę,choć pies nie miał żadnych jej objawów,uszy czyszczę jej regularnie.W prawym utkwił kłos. Jestem przyzwyczajona do tego, że weterynarz bierze pod uwagę więź psa z właścicielem i zawsze stara się zminimalizować uczucie stresu i lęku u psa.Tu jednak zabrano mi psa,by najpierw spróbować wyjąć kłos bez narkozy.Na moją prośbę,bym przy tym była, bo potrafię uspokoić sunię,która jest bardzo ze mną związana i będzie się przy mnie czuła pewniej-weterynarz stanowczo odmówił twierdząc, że dadzą sobie radę,położą ją na boku i przytrzymają.Byłam w takim szoku,że pozwoliłam na to.Wyprowadzili psa skrajnie przerażonego.Po około 15min.lekarz wrócił mówiąc,że jednak musi być narkoza, bo "żywo reaguje". Ja słyszałam jej skomlenie. Lekarz powoli wypisywał zgodę na zabieg,podczas gdy pies czekał trzymany siłą i przerażony.Ponownie chciałam, by pozwolono mi iść do niej,usłyszałam, że nie,bo jest w dobrych rękach.Totalny brak empatii.Po45 minutach wyprowadzono słaniającego się psa.Pies doszedł do siebie dopiero po 20 godzinach.Podano za dużą narkozę,powiedział inny wet.