Widok
At
Ograniczenie liczby znaków z pewnoscia byłoby korzystne, zwłaszcza dla przejrzystości tekstu, jednak wprowadzanie jednych ograniczeń wiąże się z neizwykle silną pokusą by wprowadzać inne...
I prawdą jest że w którymś momencie "poprawność redacyjna" w styli Gratki mogła by nastać rónież tutaj.
Więc mam wrażenie, ze pozostawienie stanu rzecz jakim jest, to najlepszy sposób by nie rozpocząć lawiny.
I prawdą jest że w którymś momencie "poprawność redacyjna" w styli Gratki mogła by nastać rónież tutaj.
Więc mam wrażenie, ze pozostawienie stanu rzecz jakim jest, to najlepszy sposób by nie rozpocząć lawiny.
Malayach
Po pierwsze , nie składałem nikomu przysięgi wierności aż po grób (poza moją żoną).
Po drugie to co wykonałem a ty uznajesz za udowodnienie mojego braku honoru było z góry zapowiedzianym odejściem (rok wyprzedzenia) .
Ja dokonołam wyboru, był trudny, albo walczyć o sprawę i wciąż mieć do czynieniea z Tobą lub uwolnić się od ciebie i zrezygnować ze sprawy. Wybrałem uwolnienie się od ciebie. Twoje kaprysy, niestabilne stany emocjonalne, pretensje kosztowały mnie po prostu zbyt dużo.
Po trzecie twoje rozumienie przyjażni w praktyce jest ciekawsze - są moimi przyjaciółmi po to by spełniać moje potrzeby.
Po czwarte ty mówisz o prawdzie? Ty nawet nie wiesz co to słowo znaczy codzienie się okłamując.
Po piąte, nie potrzebuje polskiej nauki ani gospodarki by sie rozwijać, starczy mi japońska, francuska, kanadyjska amerykańska niemiecka.
Po szóste, nie potrzebuje na nikogo zwalać swoich niepowodzeń, ja obwiniam się sam za nie, a zerwanie znajomości z tobą po prostu przyniosło mi ulgę, dużą ulgę.
Po siódme kiedy piszę że staniesz mi na drodze to mam na mysłi że będziesz znów próbował wymusić kontakty z tobą uzależniając jakąś część mojego życia od ciebie. (to zresztą chyba jedyny sposób utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi jaki jest dla ciebie dość bezpieczny - uzależnienie).
Po ósme nie mów mi o honorze bo dla ciebie to puste słowo.
Po dziewiąte czujesz siebezpiecznie? to dlacego boisz się podnieść słuchawki?
Po drugie to co wykonałem a ty uznajesz za udowodnienie mojego braku honoru było z góry zapowiedzianym odejściem (rok wyprzedzenia) .
Ja dokonołam wyboru, był trudny, albo walczyć o sprawę i wciąż mieć do czynieniea z Tobą lub uwolnić się od ciebie i zrezygnować ze sprawy. Wybrałem uwolnienie się od ciebie. Twoje kaprysy, niestabilne stany emocjonalne, pretensje kosztowały mnie po prostu zbyt dużo.
Po trzecie twoje rozumienie przyjażni w praktyce jest ciekawsze - są moimi przyjaciółmi po to by spełniać moje potrzeby.
Po czwarte ty mówisz o prawdzie? Ty nawet nie wiesz co to słowo znaczy codzienie się okłamując.
Po piąte, nie potrzebuje polskiej nauki ani gospodarki by sie rozwijać, starczy mi japońska, francuska, kanadyjska amerykańska niemiecka.
Po szóste, nie potrzebuje na nikogo zwalać swoich niepowodzeń, ja obwiniam się sam za nie, a zerwanie znajomości z tobą po prostu przyniosło mi ulgę, dużą ulgę.
Po siódme kiedy piszę że staniesz mi na drodze to mam na mysłi że będziesz znów próbował wymusić kontakty z tobą uzależniając jakąś część mojego życia od ciebie. (to zresztą chyba jedyny sposób utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi jaki jest dla ciebie dość bezpieczny - uzależnienie).
Po ósme nie mów mi o honorze bo dla ciebie to puste słowo.
Po dziewiąte czujesz siebezpiecznie? to dlacego boisz się podnieść słuchawki?
Płk.Kiszczak
"Poradnik łąkarza" ?!
Qrcze , żeby palić TAAKĄ książkę .Jaskra(o)wy nazizm.
Fakt. A przecież nabyłbym za brzęczącą )* monetę po korzystnym niesłychanie, kalorycznym przeliczniku
: gram książki palonej............................tyle a tyle kaloriigram 100% alkoholu............................tyle kalorii ,
Hodowca łąk bezbrzeżnych acz usianych kwitnącymi różnymi takimi
P.S. )* brzęczy w a-mol
Qrcze , żeby palić TAAKĄ książkę .Jaskra(o)wy nazizm.
Fakt. A przecież nabyłbym za brzęczącą )* monetę po korzystnym niesłychanie, kalorycznym przeliczniku
: gram książki palonej............................tyle a tyle kaloriigram 100% alkoholu............................tyle kalorii ,
Hodowca łąk bezbrzeżnych acz usianych kwitnącymi różnymi takimi
P.S. )* brzęczy w a-mol
Brutalna prawda
Brutalna prawda
Zwierzu a co ty mi możesz zrobić? W najgorszym przypadku zaatakujesz tchórzliwie moją drugą połowę nożem w ciemnej uliczce – w lepszym rzucisz się na mnie z jakąś bronią. Ale najśmieszniejsze jest w tej całej sytuacji iż poza pięściami rozjuszonego dresiarza to skończyły by ci się środki do prowadzenia wojny. Pierwsza zasada konfliktu – nie uderzaj tam gdzie nie masz pewności iż możesz wygrać. A możesz wygrać z państwem? Z urzędami? Owszem można ale trzeba wiedzieć jak. – Właśnie wiedzieć. Dlatego też czuję się bezpiecznie. Bo napadając na mnie fizycznie udowodniłbyś wszystkim ważnym i cenionym osobom iż poza pięściami nie potrafisz nic więcej. A na taki wstyd sobie przecież nie pozwolisz prawda? A tak żeby być bardziej złośliwy – cóż nie potrafisz rozwiązywać różnic na innej drodze niż konflikt? Zapomniałeś czego nas uczono? A tu z grubej rury – jeśli staniesz mi na drodze – nie jeśli mnie zaatakujesz – nie - wystarczy przez przypadek stanąć na drodze twojego roweru żebyś zamiast objechać zsiadł i zaczął okładać głaz? Ot taka nutka ironii po czytaniu twoich postów. Wielki biedny pluszowy zwierzaczek – a ja taki straszny zły wilk – manipuluję wszystkimi i jestem ble. A czymże że jest życie jak nie jednym wielkim teatrem manipulacji – mówisz miłość a wiesz iż to hormony i mechanizmy socjalne przedłużenia gatunku. I kto tu manipuluje i oszukuje sam siebie. Wszyscy manipulujemy – uśmiecha się w grobie pewien kardynał. O cię choroba chyba mi się coś dziś czkawka odbija już któryś raz z kolei o nim piszę. A co do reszty- to tak już dosyć ci życia zepsułem itd. itp. Ciekawym niezmiernie na kogo teraz zwalać będziesz swoje niepowodzenia? Widzisz, zrozumiałem iż na wszystko co mi się w życiu przydarzyło zasłużyłem. Słusznie czy nie słusznie nie jest to istotne – niezależnie od wszystkiego to ostateczne wybory należały do mnie i rezultat końcowy – także i ta rozmowa jest wszakże wynikiem moich działań. A przy okazji nadal mi nie odpisujecie dlaczego piszecie pod różnymi pseudonimami – to już zaczyna być intrygujące – czyżby jakiś mały mroczny sekrecik?
Zwierzu a co ty mi możesz zrobić? W najgorszym przypadku zaatakujesz tchórzliwie moją drugą połowę nożem w ciemnej uliczce – w lepszym rzucisz się na mnie z jakąś bronią. Ale najśmieszniejsze jest w tej całej sytuacji iż poza pięściami rozjuszonego dresiarza to skończyły by ci się środki do prowadzenia wojny. Pierwsza zasada konfliktu – nie uderzaj tam gdzie nie masz pewności iż możesz wygrać. A możesz wygrać z państwem? Z urzędami? Owszem można ale trzeba wiedzieć jak. – Właśnie wiedzieć. Dlatego też czuję się bezpiecznie. Bo napadając na mnie fizycznie udowodniłbyś wszystkim ważnym i cenionym osobom iż poza pięściami nie potrafisz nic więcej. A na taki wstyd sobie przecież nie pozwolisz prawda? A tak żeby być bardziej złośliwy – cóż nie potrafisz rozwiązywać różnic na innej drodze niż konflikt? Zapomniałeś czego nas uczono? A tu z grubej rury – jeśli staniesz mi na drodze – nie jeśli mnie zaatakujesz – nie - wystarczy przez przypadek stanąć na drodze twojego roweru żebyś zamiast objechać zsiadł i zaczął okładać głaz? Ot taka nutka ironii po czytaniu twoich postów. Wielki biedny pluszowy zwierzaczek – a ja taki straszny zły wilk – manipuluję wszystkimi i jestem ble. A czymże że jest życie jak nie jednym wielkim teatrem manipulacji – mówisz miłość a wiesz iż to hormony i mechanizmy socjalne przedłużenia gatunku. I kto tu manipuluje i oszukuje sam siebie. Wszyscy manipulujemy – uśmiecha się w grobie pewien kardynał. O cię choroba chyba mi się coś dziś czkawka odbija już któryś raz z kolei o nim piszę. A co do reszty- to tak już dosyć ci życia zepsułem itd. itp. Ciekawym niezmiernie na kogo teraz zwalać będziesz swoje niepowodzenia? Widzisz, zrozumiałem iż na wszystko co mi się w życiu przydarzyło zasłużyłem. Słusznie czy nie słusznie nie jest to istotne – niezależnie od wszystkiego to ostateczne wybory należały do mnie i rezultat końcowy – także i ta rozmowa jest wszakże wynikiem moich działań. A przy okazji nadal mi nie odpisujecie dlaczego piszecie pod różnymi pseudonimami – to już zaczyna być intrygujące – czyżby jakiś mały mroczny sekrecik?
Oj, zwierzu, zwierzu
Oj zwierzu, zwierzu, jeżeli dla ciebie przyjaźń jest wymianą – jedna „bezinteresowna” przysług za drugą – to oznacza iż mamy dwie różne definicje przyjaźni. Jak byś nie zauważył nie rzuciłem ci błotem ani na tym forum ani na innym. Przyjaźń polega też na tym iż niektóre rzeczy załatwia się honorowo. Co do zawalonych bądź zawinionych spraw to można by ich wyliczać bez liku. I jak dobrze ci z tym że sobie przypominałeś jakim to złym wilkiem jestem? – parafrazując za pewną osobą.
Jeżeli dobrze rozumiem – twoim zdaniem honor kończy się tam gdzie zaczynają się koszta? Czyli honor to rzecz dla głupców mamidło i kapitan idący na dno ze swoimi ludźmi jest nikim innym niż głupcem? Dla tego nigdy nie pójdą za tobą inni. Bo kiedy sytuacja zaczyna być zbyt paląca zostawisz ich na lodzie? Oczywiście wyciągasz iż ty złamałeś swoje przyrzeczenie bo ja złamałem swoje i dla tego ty łamiąc zobowiązania wobec innych (nie wobec mnie – to jest nie ważne w tej dyskusji) nadal jesteś człowiekiem „honoru” ? Popełniam w życiu błędy i nie wstydzę się ich popełniać – jednak najpierw szukam winy w sobie – skoro już przechodzimy do dyskusji na moje pole – Pamiętam jednak żeby je naprawić. Jak tylko się da. I żebyś się za bardzo nie unosił zranioną dumą to pragnę przypomnieć ci iż potrzeby większości są większe niż potrzeby jednostki. A kiedy się jest jedynym oficerem na tonącym krążowniku trzeba coś poświęcić aby go uratować.
Władza – władza jest jedynie narzędziem. Niemniej jednak bardzo pożądanym narzędziem. Bagins nie rozumie czym jest władza – przynajmniej może zbyt szybko zinterpretowałem jego definicje – ale żadna nie odpowiada definicji władzy którą usiłuję napisać. A co do planu to zobacz – który z nas jeszcze pamięta szczegółowo o co w nim chodziło? Szkoda iż nie przypomniałeś sobie przed uderzeniem w klawiaturę co było jego zamierzeniem.
Szarość dnia – taplanie się, marzenia. Sądzę po twoich postach, po marazmie i zniechęceniu jakie w nich wylewasz. Po stanie polskiej nauki, po raku jaki toczy gospodarkę po wielu innych czynnikach nie związanych z tobą. Po tym wszystkim jestem w stanie wysnuć taką prognozę.
A ty tym czasem nic nie wiesz o powyższych czynnikach, nie wiesz już nic o mnie i o tym czym się zajmuję. Marzenia to piękna rzecz ale trzeba je jeszcze móc urzeczywistnić. Ja nie napisałem że już cię prowadzę. Ja napisałem iż dążę do wpływu na otoczenie – i osiągam go w coraz większym stopniu.
Oświecenie – a czymże jest oświecenie – zauważ iż dla każdego z nas jest ono czymś innym w rozumieniu. Dla mnie jego częścią jest bezustanny rozwój, poznanie i nauka całokształtu zjawisk rządzących światem. Nie zaś jego części – jak będę potrzebował wiedzy zawsze mogę wykupić usługi jakiegoś doktoranta, profesora czy innego członka społeczności naukowej – to wszystko tylko kwestia ceny. Sam o tym wiesz gdyż i twój wydział prowadzi badania dla sponsorów.
Nie zamierzam osiągać tego o czym wcześniej tak długo dyskutowaliśmy z M. Mój światopogląd ewoluuje i sprawdza wcześniejsze teorie. Rozwija je. Szereguje i układa w małe kroki potrzebne do przejścia całej drogi.
Ależ oczywiście młotem też tworzy się imperia buduje drogi – na gruzach jednej cywilizacji wyrasta druga. Tak było i będzie. Konflikt jest wszechpotężną siła stwórczą. Tak więc i młotkiem czasami wytwarza się filiżanki.
Za tobą też nikt nie podąża – czyli przyznajesz że przestałeś przewodzić już innym. Jakie to urocze. Cóż przykład też jest marchewką za którą podążają inni – Prawa że największym przywódcą jest ten z którym podążają inni nawet jak go zabraknie. Np. za Jezusem – prawda?
Nie osiągnąłem i może nigdy nie będę wielkim przywódcą. Ale spróbuj sam poprowadzić ludzi przez parę lat a jak już tego dokonasz to wtedy wyrażaj sądy z pozycji uczestnika – śmiem bowiem twierdzić iż bycia przywódcą trzeba się bardzo długo uczyć. Ja jestem dopiero na początku tej drogi ale z niej nie zejdę bo jest ona trudna i bolesna.
Co do stanów psychicznych to nie wyliczaj wszystkich kryzysów bo są one niekończące się – sztuką jest umiejętność nauczenia sobie radzenia z nimi. Nie wyliczaj bo wtedy pewno przypomnisz sobie i inne swoje kryzysy i z przerażeniem odkryjesz iż jestem nie tylko winny ich ale i całej reszty zła na świecie. Bo tak najłatwiej – zwalić winę na kogoś innego.
Tak więc postaraj się coś zbudować – zamiast zniszczyć. Choćbyś miał nawet okupić to cierpieniem i krwią. Warto.
A tak co do epitafiów to nadal nie umiesz przyznać się do błędu? Zastanów się co do manipulacji rzeczywistością to czy jesteś w stanie teraz stwierdzić czy ta rzecz czekała na ciebie w umówionym miejscu czy nie? I jak długo? I czy to że nie pojawiłeś się i jej nie odebrałeś tak jak się umawialiśmy spowodowało iż nie mogłeś pochwalić się systemem tam gdzie planowałeś czy też nie? I Czyja to była wina twoja czy moja? A może był to zbieg okoliczności? Wszak teraz nie ustalisz już prawdy – możesz się jedynie posługiwać subiektywnym odczuciem rzeczywistości? Bo oczywiście świadkowie są przeze mnie podstawieni. Prawda?
Jeżeli dobrze rozumiem – twoim zdaniem honor kończy się tam gdzie zaczynają się koszta? Czyli honor to rzecz dla głupców mamidło i kapitan idący na dno ze swoimi ludźmi jest nikim innym niż głupcem? Dla tego nigdy nie pójdą za tobą inni. Bo kiedy sytuacja zaczyna być zbyt paląca zostawisz ich na lodzie? Oczywiście wyciągasz iż ty złamałeś swoje przyrzeczenie bo ja złamałem swoje i dla tego ty łamiąc zobowiązania wobec innych (nie wobec mnie – to jest nie ważne w tej dyskusji) nadal jesteś człowiekiem „honoru” ? Popełniam w życiu błędy i nie wstydzę się ich popełniać – jednak najpierw szukam winy w sobie – skoro już przechodzimy do dyskusji na moje pole – Pamiętam jednak żeby je naprawić. Jak tylko się da. I żebyś się za bardzo nie unosił zranioną dumą to pragnę przypomnieć ci iż potrzeby większości są większe niż potrzeby jednostki. A kiedy się jest jedynym oficerem na tonącym krążowniku trzeba coś poświęcić aby go uratować.
Władza – władza jest jedynie narzędziem. Niemniej jednak bardzo pożądanym narzędziem. Bagins nie rozumie czym jest władza – przynajmniej może zbyt szybko zinterpretowałem jego definicje – ale żadna nie odpowiada definicji władzy którą usiłuję napisać. A co do planu to zobacz – który z nas jeszcze pamięta szczegółowo o co w nim chodziło? Szkoda iż nie przypomniałeś sobie przed uderzeniem w klawiaturę co było jego zamierzeniem.
Szarość dnia – taplanie się, marzenia. Sądzę po twoich postach, po marazmie i zniechęceniu jakie w nich wylewasz. Po stanie polskiej nauki, po raku jaki toczy gospodarkę po wielu innych czynnikach nie związanych z tobą. Po tym wszystkim jestem w stanie wysnuć taką prognozę.
A ty tym czasem nic nie wiesz o powyższych czynnikach, nie wiesz już nic o mnie i o tym czym się zajmuję. Marzenia to piękna rzecz ale trzeba je jeszcze móc urzeczywistnić. Ja nie napisałem że już cię prowadzę. Ja napisałem iż dążę do wpływu na otoczenie – i osiągam go w coraz większym stopniu.
Oświecenie – a czymże jest oświecenie – zauważ iż dla każdego z nas jest ono czymś innym w rozumieniu. Dla mnie jego częścią jest bezustanny rozwój, poznanie i nauka całokształtu zjawisk rządzących światem. Nie zaś jego części – jak będę potrzebował wiedzy zawsze mogę wykupić usługi jakiegoś doktoranta, profesora czy innego członka społeczności naukowej – to wszystko tylko kwestia ceny. Sam o tym wiesz gdyż i twój wydział prowadzi badania dla sponsorów.
Nie zamierzam osiągać tego o czym wcześniej tak długo dyskutowaliśmy z M. Mój światopogląd ewoluuje i sprawdza wcześniejsze teorie. Rozwija je. Szereguje i układa w małe kroki potrzebne do przejścia całej drogi.
Ależ oczywiście młotem też tworzy się imperia buduje drogi – na gruzach jednej cywilizacji wyrasta druga. Tak było i będzie. Konflikt jest wszechpotężną siła stwórczą. Tak więc i młotkiem czasami wytwarza się filiżanki.
Za tobą też nikt nie podąża – czyli przyznajesz że przestałeś przewodzić już innym. Jakie to urocze. Cóż przykład też jest marchewką za którą podążają inni – Prawa że największym przywódcą jest ten z którym podążają inni nawet jak go zabraknie. Np. za Jezusem – prawda?
Nie osiągnąłem i może nigdy nie będę wielkim przywódcą. Ale spróbuj sam poprowadzić ludzi przez parę lat a jak już tego dokonasz to wtedy wyrażaj sądy z pozycji uczestnika – śmiem bowiem twierdzić iż bycia przywódcą trzeba się bardzo długo uczyć. Ja jestem dopiero na początku tej drogi ale z niej nie zejdę bo jest ona trudna i bolesna.
Co do stanów psychicznych to nie wyliczaj wszystkich kryzysów bo są one niekończące się – sztuką jest umiejętność nauczenia sobie radzenia z nimi. Nie wyliczaj bo wtedy pewno przypomnisz sobie i inne swoje kryzysy i z przerażeniem odkryjesz iż jestem nie tylko winny ich ale i całej reszty zła na świecie. Bo tak najłatwiej – zwalić winę na kogoś innego.
Tak więc postaraj się coś zbudować – zamiast zniszczyć. Choćbyś miał nawet okupić to cierpieniem i krwią. Warto.
A tak co do epitafiów to nadal nie umiesz przyznać się do błędu? Zastanów się co do manipulacji rzeczywistością to czy jesteś w stanie teraz stwierdzić czy ta rzecz czekała na ciebie w umówionym miejscu czy nie? I jak długo? I czy to że nie pojawiłeś się i jej nie odebrałeś tak jak się umawialiśmy spowodowało iż nie mogłeś pochwalić się systemem tam gdzie planowałeś czy też nie? I Czyja to była wina twoja czy moja? A może był to zbieg okoliczności? Wszak teraz nie ustalisz już prawdy – możesz się jedynie posługiwać subiektywnym odczuciem rzeczywistości? Bo oczywiście świadkowie są przeze mnie podstawieni. Prawda?