Widok
Fikcja, a nie KOS
Dziennikarzy, którzy nazywają ten film "historycznym" należy nazywać dziennikarzynami, oczywiście w pejoratywnym znaczeniu. Bo ten film ma wykorzystane tło i postać z historii, a nawet jawnie sugeruje prawdę historyczną zdarzeń (napisy przed i po akcji), a ma tyle wspólnego z historią, co treści w co niektórych gazetach z prawdą. Tak się nie robi, jeśli mamy się szanować.
Godziny emisji
Film będący antypolskimi paszkwilem, mającym umniejszać postać T. Kościuszki, wyświetlany jest głównie w godzinach nauki szkolnej. Czemu? Zapewne dlatego, żeby umożliwić pewnym nauczycielom zabranie młodzieży na kolejny antypolski obraz, a rodzice będą mieli nikłe szanse na zweryfikowanie takiego kierunku "nauczania" (a raczej zakłamania).
Oto credo Pawła Maślony
Postać Kościuszki została wkomponowana w mocno antypolski paszkwili. Ten znakomicie wykonany film byłby godny polecenia, gdyby nie antypolskie plucie we własne gniazdo, zupełnie świadome i głęboko fałszywe. Zamiar reżysera pogłębia perfidia polegająca na prezentacji rysu historycznego przed i po zafałszowanym obrazie filmowym, co ma wywołać fałszywe wrażenie wiarygodności zdarzeń.
Ale się to będzie świetnie sprzedawać na tak zwanym "zachodzie", no i oczywiście na wschodzie.
O ile u Holland przyczyn produkowana filmów o podobnym podtekscie można doszukiwać się w jej rodowodzie, o tyle zejście do tego poziomu u Pawła Maślony wydaje się niezrozumiałe.
Film nie zasługuje na moją ocenę.
Ale się to będzie świetnie sprzedawać na tak zwanym "zachodzie", no i oczywiście na wschodzie.
O ile u Holland przyczyn produkowana filmów o podobnym podtekscie można doszukiwać się w jej rodowodzie, o tyle zejście do tego poziomu u Pawła Maślony wydaje się niezrozumiałe.
Film nie zasługuje na moją ocenę.
No państwo dziennikarze....
...a w którym miejscu jest to film historyczny? No w żadnym.
Sprawnie nakręcony, dobra gra aktorska, no i właściwie tyle. Krótki epizod z postacią historyczną i charakterystyką wycinka ówczesnego społeczeństwa. Niczym nieuzasadnione dłużyzny.
Spodziewałam się czegoś więcej.
Sprawnie nakręcony, dobra gra aktorska, no i właściwie tyle. Krótki epizod z postacią historyczną i charakterystyką wycinka ówczesnego społeczeństwa. Niczym nieuzasadnione dłużyzny.
Spodziewałam się czegoś więcej.
Rozczar
Brakuje tu przestrzeni i oddechu, Piotr Sobocinski sfilmowal temat ciasnym kadrem na dodatek w niektorych scenach niewiele widac bo jest ciemno albo nieostro. Humor pojawia sie na chwilę ale jest przygnieciony schematami dot. polskiej szlachty rodem z podrecznikow prl. Tworcy do konca nie zdecydowali sie jaki film robią, Tarantino, western, dramat, teatr telewizji czy reportaż, więc powstał gniot. Kolejny zmarnowany potencjal na dobry historyczny film. Zlote Lwy dużo mówią o kondycji psychicznej polskich filmowców. Kościuszko dalej czeka na ekranizację.
Czytam pełne zachwytu komentarze i zastanawiam się, czy byłem na tym samym filmie? Aż mam podejrzenia, że piszą je opłacane osoby, żeby ściągnąć do kina więcej widzów.
Film jest beznadziejny. Trudno mi znaleźć w nim coś pozytywnego, gdyby się uprzeć to może zdjęcia. Poza tym wszystko przerysowane - począwszy od gry aktorskiej, przez efekty dźwiękowe, na charakteryzacji skończywszy. Bardzo się dłuży, nie wnosi żadnej wiedzy historycznej i żadnej wiedzy o Kościuszce. Byliśmy w sześć osób, wszyscy wyszliśmy umęczeni, zniesmaczeni ukazaniem Polaków od szlachty po chłopów, jako rozpitej, zaplutej, tępej chołoty i rozczarowani, bo naczytaliśmy się tych peanów jakie to dobre kino. Dobre polskie kino, poza nielicznymi wyjątkami, skończyło się chyba na Kieślowskim.
Film jest beznadziejny. Trudno mi znaleźć w nim coś pozytywnego, gdyby się uprzeć to może zdjęcia. Poza tym wszystko przerysowane - począwszy od gry aktorskiej, przez efekty dźwiękowe, na charakteryzacji skończywszy. Bardzo się dłuży, nie wnosi żadnej wiedzy historycznej i żadnej wiedzy o Kościuszce. Byliśmy w sześć osób, wszyscy wyszliśmy umęczeni, zniesmaczeni ukazaniem Polaków od szlachty po chłopów, jako rozpitej, zaplutej, tępej chołoty i rozczarowani, bo naczytaliśmy się tych peanów jakie to dobre kino. Dobre polskie kino, poza nielicznymi wyjątkami, skończyło się chyba na Kieślowskim.