przeczytajcie sztukę!!
Gdybym nie czytała sztuki "The Shape of Things" i gdybym nie widziała znakomitego filmu pod tym samym tytułem, to pewnie zachwycałabym się przedstawieniem. Na szczęście miałam jednak możliwość...
rozwiń
Gdybym nie czytała sztuki "The Shape of Things" i gdybym nie widziała znakomitego filmu pod tym samym tytułem, to pewnie zachwycałabym się przedstawieniem. Na szczęście miałam jednak możliwość porównania spektaklu ze znanym mi oryginalnym tekstem oraz filmową adaptacją i jestem rozczarowana.. Aktorka grająca Evelyn wygląda na podlotka z gimazjum (w żadnym wypadku nie jak studentka ASP broniaca pracy dyplomowej!) i w porównaniu z pierwowzorem, jest strasznie głośna. Wciąż podnosi głos, prawie krzyczy, zachwoując się przy tym niemal agresywnie. Jenny, zamiast jako cicha, spokojna studentka uwikłana w trudne związki, została pokazana jako naiwne i głupiutkie dziewczę, zaczytujące się w "Cosmopolitan". Teatralny Adam bardziej przypomina Doriana Graya, niż zakochanego strażnika muzeum, a sam wątek miłosny, jeden z najważniejszych w sztuce, został ograniczony do kilku POC oraz zbędnej nagości w scenie z kamerą . Lista moich zarzutów jest jeszcze dłuższa - hiperbolizacja wątku zdrady pomiędzy Adamem a Jenny, nieścisłości (Jenny opowiadając o podrywaniu Adama wymienia Phila, a Evelyn w scenie końcowej ma inną fryzurę niż podczas "kręcenia filmu"), uboga scenografia oraz przekleństwa, rażące o wiele bardziej niż w tekście sztuki. Jedynym plusem jest postać Phila, który jest inteligentny i dowcipny, a także najbardziej świadomy sytuacji, w której znajdują się bohaterowie. Sztuką polecam tylko w ramach porównania wizji świata stworzonego przez Neill'a LaBute. A zainteresowanym szczerze radzę sięgnąć do sztuki lub filmu..
zobacz wątek
19 lat temu
~studentka anglistyki UG