Widok

Kto ma problem z sasiadami???

Kobieta Przymorze Małe Dom i mieszkanie Temat dostępny też na forum:
Dzień Dobry :) Zacznę od tego, że mieszkam w bloku 4 piętrowym i obok mnie mieszka stary dziad z zona i nękają mnie. Mam poukładane życie ( męża, dziecko ). Ten starszy pan bezpodstawnie oskarża mnie o wszystko! Donosi, pisze różne pisma, wzywa policje ( raz na miesiąc przyjdą do mnie znajomi lub rodzina- co nie co wypijemy ale zachowujemy się rozsądnie i kulturalnie ) i wydaje mnie się, ze ten Pan chyba nie śpi cala noc lub tylko czeka na okazję żeby zadzwonić na Policje. Jest chamski i obrażliwy. Potrafił nawet zadzwonić do szkoły i powiedzieć, ze maltretuje dziecko ( miałam bardzo nie przyjemna rozmowę- dyrekcja nawet nie dała mnie się wytłumaczyć ). Już myślałam o prawniku ale raczej nikt za mną nie stanie bo ludzie maja własne życie. Napomknę, że jednym sąsiadom w ten sam sposób zniszczyli życie że aż się wyprowadzili.
popieram tę opinię 102 nie zgadzam się z tą opinią 101
Ja wpierw zaprosil bym na grzeczna dyskusje niewygodnego sasiada i sprobowal wyjasnic w czym dokladnie jest problem. Sa sasiedzi po powaznych przejsciach w zyciu i ci szczegolnie sa bardzo wrazliwi na jakiekolwiek zaklocenia w normalnym spokojnym egzystowaniu. Duza rozpietosc wieku pomiedzy lokatorami ma tez znaczenie. Przyznam ze jest trudno z nimi zyc chociaz wcale nie musza oni byc zlosliwi. Po prostu zzarci sa przez nerwowe przedtem warunki zyciowe jie ich w przeszlosci doswiadczyly. Wcale tutaj nie zamierzam klasc winy tylko na starszych obywateli poniewaz mlodziez czasem (studenci szczegolnie) potrafia zaklocic zycie wszystkim mieszkancom na calej klatce schodowej. Pijanstwo, sprowadzanie kolegow/kolezanek i glosna wrecz wrzaskliwa muzyka. Sam pamietam mialem podobne problemy w przeszlosci z grupa czterech mlodziencow ktorzy sciagali na noc dziewczynki a starzy sasiedzi byli zbyt oniesmieleni aby protestowac. Moze jestem nieobznajomiony z obecnymi przepisami obowiazujacymi mieszkancow budynkow wielomieszkaniowych. Ostatni raz mieszkalem w takich warunkach jakies 25 lat temu. Nie mniej bez wzgledu na to czy budynek jest czynszowy czy stanowi calkowita wlasnosc mieszkancow, nadal jest tam administaracja ktora doglada tego wszystkiego. Nadal musza obowiazywac przepisy ustalone z gory i zarowno administracje jak i mieszkancy musza je przestrzegac. Jezeli administracje sa zawalone setkami innych problemow i nie sa w stanie wyegzekwowac od winowajcy posluszenstwa wobec prawa wtedy oczywiscie policja i jak to nie pomoze sprawe do sadu. Wszystkie skargi do administracji musza byc dla sadu odnotowane. Nic na gebe. Prawnik moze byc potrzebny ale uwazam ze kazdy zdrowo myslacy potrafi sam napisac skarge z wymienieniem nazwisk "konkretnych" sasiadow. Halasliwi mieszkancy musza byc eksmitowani za zaklocanie porzadku. Nie wachac sie. Co taki sasiad moze wam zrobic. Nie pobije was, nie zniszczy samochodu bo bedzie obawial sie o swoje auto a poza tym wiadomo ze sam bedzie zaraz o to podejrzany. Maly klopot jest w tym ze sady takze sa zawiklane w wiele roznych spraw i na rozprawe sadowa mozna czekac dlugo. Nawet kilka miesiecy. A na koniec to dodam ze na zachodzie praktykuje sie zamieszkiwanie budynkow mieszkancami o podobnym przedziale wiekowym. Wtedy ludzie potrafia sie lepiej zrozumiec i do siebie przystosowac. Nalezy juz zawczasu zasiegnac jezyka u osob znajacych te sprawy jak sobie radzic. Najwiecej cierpia ci ktorzy nie wiedza jak przeciwdzialac podobnym przypadkom.
popieram tę opinię 12 nie zgadzam się z tą opinią 3
Kretyn.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 6
Fakt ze trudno dobrac sobie sasiadow. My nie wybieramy, oni sami przychodza.
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 2
To nie dziala ....Policjanci przychodza na obiadki do nich a zwlaszcza dzielnicowy :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 4
My wprowadzilsmy się prawie rok temu. Budynek nowy, był zamieszkany wtedy przez 5 rodzin łącznie z nami. Wiadomo- gołe sciany, beton na podłogach, wszystko trzeba było robić i problemów nie było. Na piętrze mamy sąsiadów ok 50-tki. Na moje "dzień dobry" kobieta nigdy nie odpowiadała, ale nie przejęłam się. Jej mąż za to się kłaniał. Z upływem miesięcy ludzie się wprowadzali. Kiedyś widziałam jak ta właśnie sąsiadka z piętra przykleja kartkę sąsiadom z parteru " połóżcie ręcznik pod drzwi, robicie syf, tu nie ma sprzątaczy" jakoś tak. Ok, wiadomo, wszędzie pył to się roznosi, ale... Jakis czas później odkryłam kartkę na drzwiach " sprzątnij to stolec, TU NIE MA SPRZĄTACZY"... wiedziałam, ze to ona.Wyjaśniajaąc sytuację- mam psa, który na klatkach nie s**** Zrobiłam rundkę po klatce i zobaczyłam coś, co okazało się resztką psiego jedzenia, która jak się domyśliłam wypadła mi ze smieci, które wynosiłam, a w które wepchałam puszkę z tym jedzeniem. wkurzona zapukałam do sąsiadki, jednak mi nie otworzyli. Potem dorwałam ją na klatce i wytłumaczyłam, ze jak ma jakis problem to niech nie boi powiedzieć jak człowiekowi w oczy. Na koniec wytłumaczyłam pani co to było i, że przy wynoszeniu smieci nie zauwazyłam. Zwiała do domu. Potem się dowiedziałam od sąsiadów, ze przedstawia sie jako " przedstawicielka wspólnoty" i pyta się ich, czy mój pies im nie przeszkadza. Od tej pory próbuję ją dorwać, ale zrecznie mnie unika. Na sąsiada doniosła, że ciągnie na lewo prad, mimo, że na czas remontu za niego płacił. Wiecznie drukują ( wraz z meżem) karteczki o ciszy po godz. 19, zakazie wiercenia, zakazie palenia pod klatką (!) itd. Uważają się za gospodarzy, bo mieszkali tam jako pierwsi. Do bolu fałszywi, udają pomocnych sąsiadów dla nowych wprowadzających się. Ona wiecznie siedzi w domu, a w oknie rusza się ciagle firanka. Jak wynosi śmieci to mam wrażenie, ze zaraz złamie kark wpatrując się w moje okna. Niby nic piekielnego, ale denerwuje, biorąc pod uwagę to co robili wcześniej. Ostatnie mieszkania się remontują, a oni urządzają pielgrzymki i po godz. 19 ochrzaniają ludzi, ze z mieszkań dobiegają hałasy. Wkrecili w to sąsiada policjanta, który straszy swoją pozycją. Zrobiłam eksperyment i o 20 zaczeliśmy z męzem montować lustra w łazience. Nikt nie przyszedł- wiem, ze ta kobieta się mnie boi. Mimo wszystko taka upierdliwość jest straszna.
popieram tę opinię 19 nie zgadzam się z tą opinią 3
Takie zachowanie może sugerować chorobę Alzheimera - chorzy są pobudliwi, agesywni i podejrzliwi.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 6
Zgadzam sie z Toba Elka. To co powyzej napisalem moze brzmi troche teoretycznie dla ludzi mieszkajacych w Polsce. Tu gdzie ja jestem istnieja podobne problemy. Spowodowane sa one nie rasa i miejscem gdzie kto na swiecie sie urodzil a raczej kultura jaka z domu ktos wyniosl i wyksztalceniem polaczonym z jaka tez praca wykonuje. Czasem dobrze wyksztalcony facet ale bez roboty potrafi zachowac sie jak nygus. Brak pracy go zdeprawuje. Jak wspominalem budynki musza byc przez kogos czy jakas administracje kontrolowane. Tam sie sklada zazalenia i przynajmniej raz na pol roku powinny odbyc sie zebrania czy (po szkolnemu) wywiadowki w swietlicy administracji z glownymi domownikami gdzie administrator domu albo kompleksu budynkow mieszkalnych omowi te bolesne sprawy z wymienieniem nazwisk tych ktorzy przysparzaja problemy. Niech wtedy wstana i wytlumacza sie. Jesli sprawy nie ulegna poprawie do nastepnego zebrania wtedy taki lokator musi zostac oblozony dodatkiem finansowym (karnym) do czynszu za naprzyklad zanieczyszczanie klatki schodowej lub zostawianie workow ze smieciami. Za granica zamontowane sa videokamery na kazdym pietrze na klatkach schodowych. Policjant mieszkajacy tam jako lokator nie moze straszyc nikogo swoim "autorytetem" tylko dlatego ze druga strona to jego dobrzy koledzy. Tylko wtedy jezeli zostal wezwany bedac na sluzbie. Jako sasiadowi nie wolno mu brac stronniczosci. Prawo omawia te sprawy ale nie wiem jak u was. Nawet sedziowie potrafili popelniac przestepstwa probujac oniesmielac ludzi swoja pozycja. Absolutnie nie bac sie takich. Twardo walczyc o swoje. A ze inni sasiedzi wola siedziec cicho to normalne ze spoleczenstwo sklada sie w 80% ze zwyklych wygodnisiow i tchorzy. Liczyc mozna tylko i wylacznie na siebie i na pomysl jaki sie ma zeby rozwiazac problem. Jesli masz telefon komorkowy to trzeba zrobic zdjecia feralnych problemow. W sadach to tez sie liczy. Bardzo uciazliwych sasiadow administracja musi miec legalna sile wyeksmitowac. Zauwaz ze np. w Nowym Jorku jest wiele budynkow mieszkalnych, kondominiow ktore maja po 50 pieter. No jak by tam zycie wygladalo jak by kazdy robil co tylko chce? Chyba cala chalupa by sie zawalila.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 3
Ale co z takimi zrobic? Niema zadnej u was kontroli nad tym kto sie wprowadza. Jak ja wypelnialem aplikacje do mieszkania w budynku to musialem wypelnic caly arkusz z pytaniami odnosnie mojego zdrowia, czy potrzebowac bede asysty w codziennym zyciu itp. Dokladny tzw. background check. Po prostu zarzady budynkow mieszkalnych chca wszystko o Tobie wiedziec za nim dopuszcza Ciebie do zamieszkania u nich. Same pieniadze nie wystarcza.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
mam wrażenie że sąsiedzi mieszkający nade mną zaoszczędzili na kosztach przy wprowadzaniu się i nie położyli pod podłogę korka. Prawie codziennie mam głośny tupot nad głową - ich dzieci bardzo lubią biegać po mieszkaniu.
Ale nie idę do nich ze skargą - jestem młody, wytrzymam.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 13
bezdziecka, widać, że naprawdę sama nie masz jeszcze dzieci i zapomniałaś już jako, to było, kiedy Ty nim byłaś, bo:
1. To naprawdę nie jest takie proste uciszyć płączące lub drące się dziecko. Nawet przy najszczerszych chęciach. Np płaczące z powodu kolki niemowlę lub kilkulatek wpadający w histerię, bo czegoś ie dostał, albo bo jest po prostu zmęczony. Nie mówiąć już o wrzaskach w nocy, bo coś się przyśniło, a takiemu półprzytomnemu maluchowi naprawdę ciężko jest przemówić do rozsądku. Czasami najlepszym albo nawet jedynym sposobem poradzenia sobie z wrzaskiem jest po prostu przeczekać.
2. Co do barierek to tu faktycznie możnaby się bardziej postarać, żeby dziecko w nie nie waliło. Chociażby trzymać za rękę....o ile ma się ją wolną , a nie obładowaną zakupmi lub młodszym dzieckiem.
3.Tu też możnaby się postarać zrobić to z dzieckiem sprawnie, alen ie zawsze jest to takie proste. Poza tym, to bez przesady, o ile to niby może opóźnić windę ? O minutę? A jeśli tak bardzo się spieszysz, to idź schodami.
4.A gdzie niby się dzieci mają wyszaleć, jeśli nie na placu zabaw? W mieszkaniu nie, bo sąsiadom przeszkadza tupanie po podłodze, na placu nie, bo hałas za oknem. Jeśli ktoś ma z tym problem, to trzeba kupić lub wynająć mieszkanie w takim miejscu, żeby placu zabaw nie było pod oknami. Też są takie do wyboru na rynku.
popieram tę opinię 23 nie zgadzam się z tą opinią 69
Nie było by problemów z sąsiadami gdybyśmy się nawzajem szanowali.Mieszkam na 1 piętrze ,nade mną jest mieszkanie które jest od wielu lat wynajmowane i nigdy nie było specjalnych problemów. Dwa miesiące temu wprowadzili się ludzie z dwójką małych dzieci i zaczął się horror. Te rozwrzeszczane bachory ganiają cały czas tupiąc niemiłosiernie w podłogę. Wcześniej też mieszkali tam ludzie z dziećmi i nie było problemów. Ci kompletnie nie kontrolują swoich dzieci. Byłem u nich zwracałem uwagę i pomogło to na godzine. Tylko mi nie mówcie że dzieci muszą się wyszaleć, i że musze przeprowadzić się do domu, bo to właśnie tacy ludzie ,którzy nie potrafią uszanować innych mieszkańców powinni kupić sobie dom i dać innym żyć w spokoju. Nie ma dla mnie znaczenia czy w sufit wali mi kopytami rozpuszczony bachor czy staruszka swoją laską czy balkonikiem ,trzeba pamiętać ,że pod nami ktoś mieszka i może mu to przeszkadzać.
popieram tę opinię 39 nie zgadzam się z tą opinią 3
Zgadzam się w 100%. Też mam nad głową małżeństwo z dwójką dzieci, które biegają, skaczą, walą w kaloryfery, rzucają różnymi przedmiotami, drą się niemiłosiernie. Ja powoli tracę zmysły, a oni na prośbę o uszanowanie mojego spokoju skaczą razem z dziećmi, żeby mi dopiec. Niestety nie bardzo wiem co mogę więcej zrobić, usłyszałam już od nich, że to są przecież dzieci, że ich nie zwiążą, że muszą się wybiegać (tylko dlaczego u licha nie na dworze?). Nie zapomnieli również wspomnieć, żebym się wyprowadziła jak mi się nie podoba. Dodam jeszcze, że mieszkam w tym mieszkaniu od 25 lat, a oni wprowadzili się 1,5 roku temu. Wcześniej nie było żadnych problemów, ponieważ na wzajem z sąsiadami szanowaliśmy swoje prawo do spokoju we własnych mieszkaniach. Obecnie jestem w rozsypce, dzieci często wstają o 5 rano i urządzają przebieżki w butach, ja chodzę późno spać, bo taki ma tryb funkcjonowania, wynikający często z wielu obowiązków. Zarówno oni, jaki i ja, jesteśmy właścicielami swoich mieszkań, płacimy taki sam czynsz, jednak im mieszka się wygodnie, ja natomiast od pewnego czasu popadam w depresję. Ja naprawdę rozumiem i szanuję to, że ludzie mają dzieci, ale na Boga, jak można tak traktować drugiego człowieka. Przecież dzieci można zająć na tysiąc sposobów, nie muszą to być sprinty po mieszkaniu. W moim otoczeniu jest wiele dzieci, jednak ich rodzice pierwszym czego uczą jest szacunek do drugiego człowieka. Przepraszam za ten przydługi wywód, wiem, że nie wnosi nic do dyskusji, miałam napisać dwa słowa, ale mnie poniosło. Pozdrawiam
popieram tę opinię 59 nie zgadzam się z tą opinią 2
Oczywiście, nas kiedyś uczono, że trzeba się liczyć z sąsiadami, a teraz młode pokolenie liczy się tylko ze sobą, inni nie istnieją dla nich - oczywiście do czasu, kiedy oni będą starzy i wtedy okaże się, że mają te same problemy, co Ty teraz. Ale na to trzeba jeszcze poczekać.
Pozostaje tylko życzyć im z całego serca, by na stare lata zrozumieli, co to znaczy mieć uciążliwych sąsiadów! By mieli jak najgorszych!!!
popieram tę opinię 26 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ciekawe, jak długo wytrzymasz? Do 50-tki czy dłużej? Wątpię!!!
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Problem tkwi w rodzicach ,dla których ich dziecko jest pępkiem wszechświata,może robić wszystko na co ma ochote ,a spróbuj zwrócić mu uwagę to obrzucą cie obelgami ,że śmiesz czepiać jego dziecka. Taką postawę widzę u bardzo wielu moich znajomych,taki bachor gdy podrośnie i będzie miał z siedemnaście lat da "popalić" swoim rodzicom,bo nie będzie nauczony szanować innych. Ja będe swoich sąsiadów wychowywał waleniem w sufit i rury ,może są na tyle rozgarnięci ,jak pies Pawłowa i zrozumieją zależność -tupiący bachor=walenie w rury
popieram tę opinię 23 nie zgadzam się z tą opinią 6
Mam to samo. W końcu nie wytrzymałem i sprzedaję mieszkanie. To chyba jedyne wyjście, bo tupoty są nie do opisania.
popieram tę opinię 20 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja mysle ,ze wszyscy powinni zrozumiec sie na wzajem ,ale tez trzeba sie dostososywac do tego ze sie mieszka w bloku a nie gdzes w buszu i jest cos takiego jak cisza nocna.I pamietaj moja droga ,ze jest taka zasada zyj i daj zyc innym.A na pewnonikt na ciebie nie bedzie donosil.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 7
Szkoda, że my młodzi jeszcze nie wiemy co to znaczy starość.
popieram tę opinię 69 nie zgadzam się z tą opinią 31
Brrrrrawo! Walimy w rury, żeby pokazać własną głupotę czy jak? Kiedyś musiałem wywiercić kilka dziur pod listwy podłogowe (godzina ok 19-19.30) i oczywiście niedorobiony sąsiad z dołu zaczął mi walić w kaloryfery i drzeć japę, że jest późno i mam przestać wiercić. No to co mi pozostało? Złapałem za telefon i zadzwoniłem na policje, że wali w rury, wydziera się, itd. Jednego żałuję - nie widziałem jego miny jak pukała policja ;]
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 20
mam to samo ze śmieciami i butami na klatce schodowej- ciule przynieś.li takie zwyczaje ze wsi chyba
popieram tę opinię 25 nie zgadzam się z tą opinią 2