Widok
Ludzie, dziwicie się, że nie możecie znaleźć pracy?
Kurczę, jeżeli proszę w ogłoszeniu o wpisanie konkretnego tematu w mailu, to trzeba ten temat wpisać, bo inaczej mail ląduje w koszu..
Jak proszę o konkretne informacje w mailu to nie wysyłajcie CV, bo nie będę go otwierał, gdybym potrzebował życiorysu to zaznaczył bym to w ogłoszeniu... Mają być konkretne informacje w mailu- tylko i wyłącznie.
Jeżeli nie czytamy ogłoszeń, lub czytamy bez zrozumienia to proszę nie wymagać od pracodawców, żeby zatrudniali takie osoby. Takie osoby odpadają w "przedbiegach".. A potem siedzą i marudzą, że nie ma pracy i takie tam... Oczywiście nie mówię, że tyczy się to wszystkich, ale z 33 maili - 26 zawiera CV, a z tych 26, jedynie 3 mają potrzebne informacje w mailu.. Z 33 zrobiło się raptem 10...
Jak proszę o konkretne informacje w mailu to nie wysyłajcie CV, bo nie będę go otwierał, gdybym potrzebował życiorysu to zaznaczył bym to w ogłoszeniu... Mają być konkretne informacje w mailu- tylko i wyłącznie.
Jeżeli nie czytamy ogłoszeń, lub czytamy bez zrozumienia to proszę nie wymagać od pracodawców, żeby zatrudniali takie osoby. Takie osoby odpadają w "przedbiegach".. A potem siedzą i marudzą, że nie ma pracy i takie tam... Oczywiście nie mówię, że tyczy się to wszystkich, ale z 33 maili - 26 zawiera CV, a z tych 26, jedynie 3 mają potrzebne informacje w mailu.. Z 33 zrobiło się raptem 10...
Tu nie znajdziesz zrozumienia - tu zostaniesz opluty, naubliżają Ci i będą aż kipieć od nienawiści.
Tu, w dziale forum PRACA jest tylko miejsce na utyskiwanie bezrobotnych (często na własne życzenie), a wszelkie głosy pracodawców (w tym mój głos), są odbierane jako zamach na ich swobody i prawa pracownicze.
Zresztą przeczytaj pierwszy komentarz, złośliwy i durny do granic możliwości. Nic merytorycznego, po prostu bełkot frustrata.
Tu, w dziale forum PRACA jest tylko miejsce na utyskiwanie bezrobotnych (często na własne życzenie), a wszelkie głosy pracodawców (w tym mój głos), są odbierane jako zamach na ich swobody i prawa pracownicze.
Zresztą przeczytaj pierwszy komentarz, złośliwy i durny do granic możliwości. Nic merytorycznego, po prostu bełkot frustrata.
No cóż, przykro mi i tyle.
Dziwi mnie w takim razie dlaczego Ci wszyscy narzekający ludzie nie pozakładają swoich firm, bo chyba niektórym się wydaje, że to takie proste.
Przykro przyznać, ale widzę, że jednak najlepszy sposób na uczciwych i dobrych pracowników to pytanie znajomych o ich znajomych itp.
Ja nie zabraniam narzekania, sam często narzekam, ale powinno się mieć jakieś granice i wykazywać inicjatywę- jakąkolwiek.
Dziwi mnie w takim razie dlaczego Ci wszyscy narzekający ludzie nie pozakładają swoich firm, bo chyba niektórym się wydaje, że to takie proste.
Przykro przyznać, ale widzę, że jednak najlepszy sposób na uczciwych i dobrych pracowników to pytanie znajomych o ich znajomych itp.
Ja nie zabraniam narzekania, sam często narzekam, ale powinno się mieć jakieś granice i wykazywać inicjatywę- jakąkolwiek.
Panowie, w prawdzie nie wiem jak zostałem zaszufladkowany, ale powiem tak:
Kilkanaście lat temu ząłożyłem "firmę" (IT), interes przyzwoicie się kręcił "solówka" przez kolejne 10 lat, potem dostałem dobrą propozycję stałej pracy, etatowej, skusiłem się, swoich klientów "rozdałem" kolegom i znajomym, bo zwyczajnie się nie dało ciągnąć 2 srok za ogon - za dużo obowiązków, za duży obszar, za mało czasu, a i tak w zasadzie podobnie jak na "prywatce" 7/7 pod telefonem - ale było fajnie, była adrenalina, ale i była satysfakcja.
Po kolejnych paru latach w ramach redukcji etatów zostałem "skasowany" wraz z kilkoma innymi zbędnymi osobnikami.
Dzisiaj?
Założyć firmę to nie jest problem, z tym że: odbudować struktury (nawet dla "solisty") lub zacząć od początku, od zera, to już nie takie proste zadanie - rynek się zmienił, nasycił zarówno w usługach a dodatkowo sam handel wykończyły duże sieciówki, natomiast ZUS, VAT7, PIT5 mimo wszelkiego rodzaju ulg i tak trzeba opłacić, więc to nie takie proste bez zaplecza...
A praca? np. dla PH oparta w 100% na prowizji bez minimalnej podstawy gwarantowanej to nieporozumienie - tym bardziej, że nie dotyczyła sprzedaży wycieraczek na parkingu przed Auchan, a kontraktów na które trzeba kilka miesięcy pracować, gdzie konkurencja czuwa i nie wiadomo czy po tych miesiącach klient stwierdzi, że jednak nie, że jednak wybrał inna ofertę. Co z tego, że dany klient może rokować na niezły "strzał" itd. skoro rachunki trzeba płacić co miesiąc?
A to, że nie zawsze ludzie do końca czytają ogłoszenia? Dziwne, ja czytam. No ale to pewnie podobnie jak i piszący takie ogłoszenia nie zawsze czytają rubryki jakie wypełniają :-)
Kilkanaście lat temu ząłożyłem "firmę" (IT), interes przyzwoicie się kręcił "solówka" przez kolejne 10 lat, potem dostałem dobrą propozycję stałej pracy, etatowej, skusiłem się, swoich klientów "rozdałem" kolegom i znajomym, bo zwyczajnie się nie dało ciągnąć 2 srok za ogon - za dużo obowiązków, za duży obszar, za mało czasu, a i tak w zasadzie podobnie jak na "prywatce" 7/7 pod telefonem - ale było fajnie, była adrenalina, ale i była satysfakcja.
Po kolejnych paru latach w ramach redukcji etatów zostałem "skasowany" wraz z kilkoma innymi zbędnymi osobnikami.
Dzisiaj?
Założyć firmę to nie jest problem, z tym że: odbudować struktury (nawet dla "solisty") lub zacząć od początku, od zera, to już nie takie proste zadanie - rynek się zmienił, nasycił zarówno w usługach a dodatkowo sam handel wykończyły duże sieciówki, natomiast ZUS, VAT7, PIT5 mimo wszelkiego rodzaju ulg i tak trzeba opłacić, więc to nie takie proste bez zaplecza...
A praca? np. dla PH oparta w 100% na prowizji bez minimalnej podstawy gwarantowanej to nieporozumienie - tym bardziej, że nie dotyczyła sprzedaży wycieraczek na parkingu przed Auchan, a kontraktów na które trzeba kilka miesięcy pracować, gdzie konkurencja czuwa i nie wiadomo czy po tych miesiącach klient stwierdzi, że jednak nie, że jednak wybrał inna ofertę. Co z tego, że dany klient może rokować na niezły "strzał" itd. skoro rachunki trzeba płacić co miesiąc?
A to, że nie zawsze ludzie do końca czytają ogłoszenia? Dziwne, ja czytam. No ale to pewnie podobnie jak i piszący takie ogłoszenia nie zawsze czytają rubryki jakie wypełniają :-)
Nie tylko to, że ludzie nie czytają ogłoszeń. Zwalniałam się z mojej pracy, w związku z tym na moje stanowisko była prowadzona rekrutacja. Czytając wysyłane CV, byłam przerażona.
Było to stanowisko specjalisty sprzedaży, w dość renomowanej firmie. Gdzie obowiązuje dress code, aparycja, i elokwencja.
Ponad połowa CV była ze zdjęciem z:
- wczasów
- z obciętą osobą obok
- w pozycji która zapewne miała być seksowna
- z dziubkiem
To już lepiej zdjęcia nie wysyłać.
Kolejna część to z błędami. Nie wierzę, w żadne dysleksje, dysortografie i inne takie. Pisząc w wordzie czy innych notatnikach, najczęściej błędy są podkreślane. Jeśli nie - zaglądamy do słowniczka ortograficznego. Zostawienie 3 błędów w jednym zdaniu to niechlujstwo.
Zbędne uzewnętrznianie się. Bardzo duża ilość dziewczyn ma porobione różne kursy. Chwała im za to. Ale nie ma potrzeby rozpisywania się na temat masażu lori lori kiedy staramy się o stanowisko nie związane z tematem. Tak samo jak metody przedłużania paznokci oraz jakie zabiegi są doskonałe dla cery suchej (niektóre CV miały po 5 stron!!!).
I najlepsze jest to, że ja teraz nie koloryzuję....na 150 CV można było wybrać tylko ok 20 na temat.
Było to stanowisko specjalisty sprzedaży, w dość renomowanej firmie. Gdzie obowiązuje dress code, aparycja, i elokwencja.
Ponad połowa CV była ze zdjęciem z:
- wczasów
- z obciętą osobą obok
- w pozycji która zapewne miała być seksowna
- z dziubkiem
To już lepiej zdjęcia nie wysyłać.
Kolejna część to z błędami. Nie wierzę, w żadne dysleksje, dysortografie i inne takie. Pisząc w wordzie czy innych notatnikach, najczęściej błędy są podkreślane. Jeśli nie - zaglądamy do słowniczka ortograficznego. Zostawienie 3 błędów w jednym zdaniu to niechlujstwo.
Zbędne uzewnętrznianie się. Bardzo duża ilość dziewczyn ma porobione różne kursy. Chwała im za to. Ale nie ma potrzeby rozpisywania się na temat masażu lori lori kiedy staramy się o stanowisko nie związane z tematem. Tak samo jak metody przedłużania paznokci oraz jakie zabiegi są doskonałe dla cery suchej (niektóre CV miały po 5 stron!!!).
I najlepsze jest to, że ja teraz nie koloryzuję....na 150 CV można było wybrać tylko ok 20 na temat.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
@lisa - bynajmniej poprawne cv z oficjalnym zdjęciem niewiele pomoże, jeśli nic poza tym nie masz do zaoferowania.
p.s. bynajmniej chodzisz na solarkę?
@TB - masz TinkerBell absolutną słuszność. Ludzie wysyłają swoje CV w sposób bezmyślny, hurtowo i bez ładu i składu. Standardem jest załączanie listów motywacyjnych adresowanych do innych pracodawców. O ile ja w ogóle nie lubię czytać listów motywacyjnych, to bardzo mnie irytuje, gdy ktoś aplikuje do nas na jakieś stanowisko pracy, a...przysyła CV i LM na zupełnie inne.
Załączane zdjęcia, to faktycznie jakaś kpina. Gdy szukaliśmy pomocy biurowej, przyszło w ciągu dwóch dni grubo ponad 100 aplikacji, z czego 90% zawierało zdjęcia: dziubek, solara, sexy poza... Szukaliśmy pomocy biurowej, a nie masażystki!!!
Takie to "bynajmniej poprawnej z oficjalnym zdjęciem" przysyłają ludziska CV.
@Bronski - sukces w biznesie zna trzy drogi: jesteś najtańszy i zarabiasz na dużym obrocie, jesteś najdroższy ale proponujesz usługę/towar dla wybranych, znalazłeś niszę i masz to, czego nikt inny nie posiada/nie oferuje. Pomysł na biznes jest kluczem, także nie zamykaj się w dotychczasowych ramach i pomyśl szerzej.
Skoro raz odniosłeś sukces, zdobyłeś klientów i ich zaufanie, to znaczy, że potrafisz, a skoro potrafiłeś raz to i zrobisz to drugi raz.
O ile wiem, to szykują się dotacje na wsparcie innowacyjnych przedsięwzięć - może pochyl się nad tym?
@Poszukujący pracowników - co byś nie zrobił, jakbyś się nie starał, to i tak na przysłowiowy koniec dnia zostaniesz opluty, nazwany złodziejem a jeden z drugim obsmarują Cię na tym forum z imienia i nazwiska, podpisują się "skrzywdzony pracownik".
p.s. bynajmniej chodzisz na solarkę?
@TB - masz TinkerBell absolutną słuszność. Ludzie wysyłają swoje CV w sposób bezmyślny, hurtowo i bez ładu i składu. Standardem jest załączanie listów motywacyjnych adresowanych do innych pracodawców. O ile ja w ogóle nie lubię czytać listów motywacyjnych, to bardzo mnie irytuje, gdy ktoś aplikuje do nas na jakieś stanowisko pracy, a...przysyła CV i LM na zupełnie inne.
Załączane zdjęcia, to faktycznie jakaś kpina. Gdy szukaliśmy pomocy biurowej, przyszło w ciągu dwóch dni grubo ponad 100 aplikacji, z czego 90% zawierało zdjęcia: dziubek, solara, sexy poza... Szukaliśmy pomocy biurowej, a nie masażystki!!!
Takie to "bynajmniej poprawnej z oficjalnym zdjęciem" przysyłają ludziska CV.
@Bronski - sukces w biznesie zna trzy drogi: jesteś najtańszy i zarabiasz na dużym obrocie, jesteś najdroższy ale proponujesz usługę/towar dla wybranych, znalazłeś niszę i masz to, czego nikt inny nie posiada/nie oferuje. Pomysł na biznes jest kluczem, także nie zamykaj się w dotychczasowych ramach i pomyśl szerzej.
Skoro raz odniosłeś sukces, zdobyłeś klientów i ich zaufanie, to znaczy, że potrafisz, a skoro potrafiłeś raz to i zrobisz to drugi raz.
O ile wiem, to szykują się dotacje na wsparcie innowacyjnych przedsięwzięć - może pochyl się nad tym?
@Poszukujący pracowników - co byś nie zrobił, jakbyś się nie starał, to i tak na przysłowiowy koniec dnia zostaniesz opluty, nazwany złodziejem a jeden z drugim obsmarują Cię na tym forum z imienia i nazwiska, podpisują się "skrzywdzony pracownik".
nie każdy jest stworzony do własnego biznesu to raz.
jeśli chcę pracować na etacie, to czy naprawde jestem skazana na umowe zlecenie ma 200 zł lub w najlepszym razie umowa o pracę na najniższą krajową a reszta pod stołem? Bez socjalu żadnego, bez badań na koszt pracodawcy, urlop lub L4 płacone z umowy czyli z najniższej....??itp.Niech mi pan Halewicz lub poszukujący to wytłumaczy??Czy żeby być normalnie zatrudnionym trzeba pracować w budżetówce?
jeśli chcę pracować na etacie, to czy naprawde jestem skazana na umowe zlecenie ma 200 zł lub w najlepszym razie umowa o pracę na najniższą krajową a reszta pod stołem? Bez socjalu żadnego, bez badań na koszt pracodawcy, urlop lub L4 płacone z umowy czyli z najniższej....??itp.Niech mi pan Halewicz lub poszukujący to wytłumaczy??Czy żeby być normalnie zatrudnionym trzeba pracować w budżetówce?
a skad Ty Hal wiesz, co mam do zaoferowania? aha, jesteś mądry i życiowo doświadczony, zapomniałam, każdemu pracownikowi wytkniesz jego wady, o któych tak naprawdę nie masz zielonego pojecia. Dyskusja z Tobą nie ejst na moim poziomie, także żegnam. Aha, i na solarę nie chodzę, i nie chce wiedzieć w jakie miejsca chodzisz Ty :)
@mila - wysokość wynagrodzeń jest wypadkową sytuacji na rynku/w branży. Pomijając patologicznych pphu prywaciarzy, to większość firm/przedsiębiorców inwestuje w swoich pracowników, również poprzez dodatkowe świadczenia (i.e. prywatne ubezpieczenie zdrowotne), etc..
Zatrudnienie pracownika to koszt. Może to zabrzmi podmiotowo ale jesteś kosztem stałym, a ten koszt musi przełożyć się bezpośrednio na zysk firm - nie przynosisz zysku, jesteś zbędnym kosztem. Brutalne, wiem...ale taka jest rzeczywistość.
Stąd wielu pracodawców minimalizuje koszt stały, dopóki dopóty nie będzie pewien, że inwestowanie w Ciebie przyniesie firmie wymierne zyski. Prowadzenie firmy, to nie jest MOPS.
Zatrudnienie pracownika to koszt. Może to zabrzmi podmiotowo ale jesteś kosztem stałym, a ten koszt musi przełożyć się bezpośrednio na zysk firm - nie przynosisz zysku, jesteś zbędnym kosztem. Brutalne, wiem...ale taka jest rzeczywistość.
Stąd wielu pracodawców minimalizuje koszt stały, dopóki dopóty nie będzie pewien, że inwestowanie w Ciebie przyniesie firmie wymierne zyski. Prowadzenie firmy, to nie jest MOPS.
Nigdy nie wiesz, kiedy wyślesz do mnie CV^_^ Im więcej w Tobie pychy i agresji, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że miejsce Twojego CV jest w niszczarce.
Zresztą każdy potencjalny pracodawca, bo takiej Twojej tyradzie by tak zrobił - i nie dziwię się, że z wysłanych 30 (sic!) CV, zaproszono Cię zaledwie na 4 rozmowy...z których i tak nic nie wyszło.
Też się tak na tych rozmowach zachowywałaś? Mówiłaś, że jesteś czysta jak niemowlę, że bynajmniej masz poprawne i CV i oficjalne zdjęcie i parskałaś jak koń?
Zresztą każdy potencjalny pracodawca, bo takiej Twojej tyradzie by tak zrobił - i nie dziwię się, że z wysłanych 30 (sic!) CV, zaproszono Cię zaledwie na 4 rozmowy...z których i tak nic nie wyszło.
Też się tak na tych rozmowach zachowywałaś? Mówiłaś, że jesteś czysta jak niemowlę, że bynajmniej masz poprawne i CV i oficjalne zdjęcie i parskałaś jak koń?
Hal, odpowidanie na Twoje wpisy na forum to rozmowa kwalifikacyjna? o żesz, gwiazdorzysz, leć po snickersa. Co do pychy i zarozumialstwa jesteś w tym mistrzem, więc nie pouczaj innych choć raz.
moje Cv wyladowałoby u Ciebie w niszczarce? o kurde, pozostaje mi w takim razie śmierć głodowa.
w przeciwieństwie do Ciebie nie mam czasu żeby prowadzić jakieś bezowocne dyskusje na forum (bo ta dyskusja się taka staje, poza tym - nie powinieneś być w pracy, biznesmenie?), dlatego tracisz czas pisząc bezpośrednio do mnie. możesz se teraz pisac że jestem głupią solarą bla bla bla, uzyj sobie, ja już nie odpowiadam. miłego dnia. ciao.
moje Cv wyladowałoby u Ciebie w niszczarce? o kurde, pozostaje mi w takim razie śmierć głodowa.
w przeciwieństwie do Ciebie nie mam czasu żeby prowadzić jakieś bezowocne dyskusje na forum (bo ta dyskusja się taka staje, poza tym - nie powinieneś być w pracy, biznesmenie?), dlatego tracisz czas pisząc bezpośrednio do mnie. możesz se teraz pisac że jestem głupią solarą bla bla bla, uzyj sobie, ja już nie odpowiadam. miłego dnia. ciao.
tylko że ja mam prace, co prawda nie taką jak Ty... uprzedzę Cię - nie jest to praca masazystki ani w macu. Dziwi mnie Hal Twoja pewnośc siebie do granic możliwosci. nie masz pojecia czy mam pracę, ale jedziesz od kilku postów, że "nie dziwisz, się, że jestem bez pracy". Pycha aż z Ciebie kipi, ale jesteś chyba osobą żyjąca w przekonaniu o debiliżmie wszystkich dookoła i własnej zarąbistości, także zyj se dalej w swoim słodkim królestwie. pozdro z całodobowego soalrium.
A po co w ogóle zdjęcie? To dyskryminacja na wstępie.
Praca reprezentacyjna, to pewnie przystojniak ze sparaliżowanymi nogami to jakiś śmieć co? Bo kikuty mu wiszą? Dress code..., cool that we Poles adapted business by the rear area first demanding international level of communication, perfect educational level, demanding bosses and daring work itself but we still got paid like it's nineties. Early nineties.
Praca reprezentacyjna, to pewnie przystojniak ze sparaliżowanymi nogami to jakiś śmieć co? Bo kikuty mu wiszą? Dress code..., cool that we Poles adapted business by the rear area first demanding international level of communication, perfect educational level, demanding bosses and daring work itself but we still got paid like it's nineties. Early nineties.
Jesteś sfrustrowany, przepełniony nienawiścią do ludzi, którzy ciężką pracą do czegoś w życiu doszli. Nie możesz im darować, że oni mają...a Ty nie masz. Bo przecież Ci się należy, prawda?
Nie daję ogłoszeń "dam pracę-kto pierwszy ten lepszy" - zawsze wnikliwie dobieram ludzi, z którymi mam pracować. Ciebie do zamiatania podwórka bym nie zatrudnił, za mało w Tobie pokory, a za dużo agresji.
Nie daję ogłoszeń "dam pracę-kto pierwszy ten lepszy" - zawsze wnikliwie dobieram ludzi, z którymi mam pracować. Ciebie do zamiatania podwórka bym nie zatrudnił, za mało w Tobie pokory, a za dużo agresji.
mam wszystko co mi potrzeba,mieszkanie/stala praca/samochod/ ... nalezy mi sie bo pracuje na to, proste chyba czy nie? A niby czemu myslisz chcialabym aplikowac do Ciebie na zamiatanie podwórka? uwazasz ,że do najgłupszej roboty pracują tylko najgłupsi ludzie? Ze nie trzeba nic umiec zeby zamiatac? I to we mnie jest agresja?brak pokory?
BTW nie zaczyna sie zdań od spójników,nie poszla bym do takiej pracy pomijając, twoje zachowanie i pewnosc siebie, ale jak by to wyglądało,że sprzątaczka mądrzejsza od szefa....
BTW nie zaczyna sie zdań od spójników,nie poszla bym do takiej pracy pomijając, twoje zachowanie i pewnosc siebie, ale jak by to wyglądało,że sprzątaczka mądrzejsza od szefa....
z doświadczenia wiem ,że problem ze znalezieniem uczciwego pracownika mają tylko ci pracodawcy którzy oferują śmieszne wynagrodzenie za pracę w kiepskich warunkach a potem jęczą wszem i wobec: nikomu nie chce się pracować, pracownicy mnie okradają, jacy oni niewdzięczni i jak oczekiwania wygórowane mają do tego.
Nie jestem pracodawcą, chciałam po prostu godne zastępstwo na moje miejsce;)
Sądziłam, że pisanie CV w tych czasach to jak sympatyczne przedstawienie się. Bez zbędnych ceregieli - a jednak tak nie jest.
I jeśli jakiś pracodawca napisze tutaj że 90% jego CV jest o kant d*pę rozbić, to ja w to uwierzę.
Wczoraj spędziłam 3 godziny układając swoje własne CV. Po to by było na tyle czytelne moje doświadczenie i umiejętności a nie tylko ilość firm w których pracowałam. Wczoraj wysłałam do do 4 firm. 2 oddzwoniły. Z jednej zrezygnowałam ze względu na godziny pracy. Do drugiej idę za chwilę na spotkanie.
Więc CV jest jednak naszą najlepszą wizytówką. Musi być czytelne, konkretne i wyróżniające się na tle pozostałych.
Jeśli ktoś ma problem z pisaniem CV to jest wiele bezpłatnych instytucji, które pomagają je napisać.
Sądziłam, że pisanie CV w tych czasach to jak sympatyczne przedstawienie się. Bez zbędnych ceregieli - a jednak tak nie jest.
I jeśli jakiś pracodawca napisze tutaj że 90% jego CV jest o kant d*pę rozbić, to ja w to uwierzę.
Wczoraj spędziłam 3 godziny układając swoje własne CV. Po to by było na tyle czytelne moje doświadczenie i umiejętności a nie tylko ilość firm w których pracowałam. Wczoraj wysłałam do do 4 firm. 2 oddzwoniły. Z jednej zrezygnowałam ze względu na godziny pracy. Do drugiej idę za chwilę na spotkanie.
Więc CV jest jednak naszą najlepszą wizytówką. Musi być czytelne, konkretne i wyróżniające się na tle pozostałych.
Jeśli ktoś ma problem z pisaniem CV to jest wiele bezpłatnych instytucji, które pomagają je napisać.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
Hmm.... A ja myślę, że problem na naszym rynku pracy jest jednak dużo bardziej skomplikowany. Zaznaczając, że nie jestem (i nie byłam) pracodawcą, widzę jednak - lub tak mi się tylko w y d a j e - źródło tego problemu we wzajemnym "Nieporozumieniu". Jeśli bowiem, najprościej, przyjmiemy, że każda umowa o zatrudnieniu (nie mam tu na myśli rodzaju umowy w rozumieniu Kodeksu Pracy) jest dobrowolnym porozumieniem dwóch stron, z których jedna zobowiązuje się do wykonywania takich a nie innych obowiązków/czynności na rzecz drugiej strony w zamian za określone wynagrodzenie, a druga strona zobowiązuje się płacić wynagrodzenie za takich, a nie innych czynności wykonanie, to nietrudno wówczas dostrzec, że u podłoża wszelakich napięć leży niezrozumienie tej prostej zasady przez którąś ze stron.
Abstrahując od zupełnie nieuczciwych pracodawców oraz równie nieuczciwych pracowników, skupię się wyłącznie na tym, co moim zdaniem w lwiej części wypowiedzi na różnorodnych forach stanowi przyczynę frustracji oraz wzajemnego opluwania się. Otóż - najkrócej - niektórzy nie wiedzą po co danych ludzi zatrudniają, inni zaś dla jakich przyczyn podejmują zatrudnienie.
Zacznijmy od pracodawców. Przyjmując, że pewna ilość firm/inicjatyw/biznesów nie może funkcjonować - z racji branży, którą się zajmuje - jednoosobowo (weźmy przewozy autokarowe, montaż okien, gastronomię, o przedsiębiorstwach produkcyjnych, usługowych lub budowlanych nawet nie wspominając) albo tylko do spółki ze szwagrem, zostaje więc niejako "skazana" na "współudział" pracowników najemnych, mogących wykonać zadania, których właściciel firmy wykonać nie jest w stanie, nawet przy opcji doszycia sobie nowej, ósmej, pary rąk. Jego biznes, by móc funkcjonować, jest zatem uzależniony od pracy ludzi, których zatrudni, od ich uczciwości, chęci i poczucia obowiązku, a szczególnie świadomości, że wprawdzie pracują oni tylko na swoją pensję, ale im lepiej będą dbać o interesy szefa, tym większą - przynajmniej w teorii - mają pewność zatrudnienia, bo - też przynajmniej w teorii - każdy wolałby dobrego, sumiennego pracownika do swojego biznesu, niż nieogarniętego lenia śmierdzącego, patrzącego jedynie wziąć wypłatę i pa! Wydawałoby się wszystko bardzo proste, a tymczasem... Warto przejrzeć po prostu ogłoszenia o pracę. Nie wspominając o stanowiskach specjalistycznych, na których z racji wykonywania pewnych czynności wymagana jest odpowiednia wiedza oraz doświadczenie i umiejętności, generalnie nie trudno odnieść takie wrażenie, że wymagania stawiane pracownikom na zupełnie zwykłe stanowiska pracy są z kosmosu wzięte i nijak się mają do kompetencji, jakie dana osoba winna - wedle reguł zdrowego rozsądku - posiadać przede wszystkim. Taki kasjer-sprzedawca w osiedlowym sklepiku, gdzie rano wychodzi się po bułki i mleko, w południe po makaron, a wieczorem po dwa piwa w puszce, bo dziś tzw. Większe Zakupy przeważnie wszyscy robią w markecie, nie może być w żadnym razie grubą babą po czterdziestce w okularach i z pryszczem na nosie, przy tym zręczną, sympatyczną i otwartą na klienta, bez dziesięciu podejść wydającą resztę, w mgnieniu oka ogarniającą braki w zaopatrzeniu oraz odporną na "użeranie się" z dostawcami; przynajmniej w teorii, winna być nastoletnią sex bombą - może jeszcze dziewicą?! - o miłej aparycji, nieomal z ekskluzywnej agencji modelek na Broadwayu, z kilkuletnim doświadczeniem "na bardzo podobnym stanowisku pracy" (czytaj sklepik osiedlowy u sąsiada), władającą biegle dwoma językami, jakby to był co najmniej hotel pięciogwiazdkowy w samym sercu Londynu, a przy tym skorą pracować świątek-piątek, przez 12 godzin dziennie za stawkę 8 złociszów brutto za godzinę. Niech dziewucha zarobi, a co! Faktyczne czy wydumane bezrobocie pomaga pracodawcom śrubować wymagania i przechodzić od zatrudnienia stałego do rotacyjnego - "Dziś Zosia, jutro Małgosia, pojutrze Wiola, po niej Mariola...", a interes się kręci. Stąd nie dziwcie się, Panowie Biznesmeni, że w odpowiedzi na Wasze ogłoszenia dostajecie właśnie takie, a nie inne aplikacje z wczasowymi fotosami, opisami modnego piłowania paznokci etc., ponieważ poniekąd sami inicjujecie sytuację, w której wypisywanie bzdur w CV na potęgę ma z góry zaspokoić niemożliwe i wyimaginowane oczekiwania pracodawcy.
Po przeciwnej stronie mamy "niemożliwych" pracowników, którzy - nie wiedzieć czemu - uważają swą bytność na rynku pracy za wielce Niezastąpioną, choć, moim zdaniem, dałoby się ich zastąpić czymkolwiek, nawet, gdyby to miał być kij od miotły. To - nawiasem mówiąc całkiem liczna - grupa takich ludzi, co zatrudniliby się, ale nie wiedzą gdzie i robiliby nie bardzo wiedzą co. Niezależnie bowiem od stanowiska pracy są przekonani, że to co robią, nie jest tym, do czego zostali stworzeni, choć jednocześnie w żadnym razie nie potrafią przyłożyć się do roboty ani nawet ogarnąć w temacie. Takiemu pracownikowi nie pomoże doświadczenie na żadnym ani podobnym, ani niepodobnym stanowisku pracy, bo, niestety, został on przez Matkę Naturę stworzony do wyższych celów, a do jakich - to dokładnie nie wiadomo. Tacy ludzie z reguły wypędzają ze swojego środowiska te nieliczne jednostki, z których pracodawca ma jakiś pożytek, bo wiadomo: nikt nie będzie za nikogo zacyndalał, a już zwłaszcza za jakiegoś "nieogara", któremu upływ tygodni, miesięcy czy lat spędzonych w firmie nie przynosi najmniejszej nauki za wyjątkiem poczucia coraz dotkliwszej nudy.
I - kończąc ten przydługi post - nie dziwię się, że ciężko znaleźć pracę. Dopóki jedni nie zrozumieją, że zatrudniając "ludzi" nie robią "ludziom" łaski, gdyż naprawdę nie obejdą się bez tego, a drudzy nie zrozumieją, że podejmując zatrudnienie do czegoś się zobowiązują - będzie wyłącznie źle. Normalni pracodawcy i zwykli pracownicy zginą we wzajemnym opluwaniu się, a wszyscy dostaniemy kręćka do głowy.
Abstrahując od zupełnie nieuczciwych pracodawców oraz równie nieuczciwych pracowników, skupię się wyłącznie na tym, co moim zdaniem w lwiej części wypowiedzi na różnorodnych forach stanowi przyczynę frustracji oraz wzajemnego opluwania się. Otóż - najkrócej - niektórzy nie wiedzą po co danych ludzi zatrudniają, inni zaś dla jakich przyczyn podejmują zatrudnienie.
Zacznijmy od pracodawców. Przyjmując, że pewna ilość firm/inicjatyw/biznesów nie może funkcjonować - z racji branży, którą się zajmuje - jednoosobowo (weźmy przewozy autokarowe, montaż okien, gastronomię, o przedsiębiorstwach produkcyjnych, usługowych lub budowlanych nawet nie wspominając) albo tylko do spółki ze szwagrem, zostaje więc niejako "skazana" na "współudział" pracowników najemnych, mogących wykonać zadania, których właściciel firmy wykonać nie jest w stanie, nawet przy opcji doszycia sobie nowej, ósmej, pary rąk. Jego biznes, by móc funkcjonować, jest zatem uzależniony od pracy ludzi, których zatrudni, od ich uczciwości, chęci i poczucia obowiązku, a szczególnie świadomości, że wprawdzie pracują oni tylko na swoją pensję, ale im lepiej będą dbać o interesy szefa, tym większą - przynajmniej w teorii - mają pewność zatrudnienia, bo - też przynajmniej w teorii - każdy wolałby dobrego, sumiennego pracownika do swojego biznesu, niż nieogarniętego lenia śmierdzącego, patrzącego jedynie wziąć wypłatę i pa! Wydawałoby się wszystko bardzo proste, a tymczasem... Warto przejrzeć po prostu ogłoszenia o pracę. Nie wspominając o stanowiskach specjalistycznych, na których z racji wykonywania pewnych czynności wymagana jest odpowiednia wiedza oraz doświadczenie i umiejętności, generalnie nie trudno odnieść takie wrażenie, że wymagania stawiane pracownikom na zupełnie zwykłe stanowiska pracy są z kosmosu wzięte i nijak się mają do kompetencji, jakie dana osoba winna - wedle reguł zdrowego rozsądku - posiadać przede wszystkim. Taki kasjer-sprzedawca w osiedlowym sklepiku, gdzie rano wychodzi się po bułki i mleko, w południe po makaron, a wieczorem po dwa piwa w puszce, bo dziś tzw. Większe Zakupy przeważnie wszyscy robią w markecie, nie może być w żadnym razie grubą babą po czterdziestce w okularach i z pryszczem na nosie, przy tym zręczną, sympatyczną i otwartą na klienta, bez dziesięciu podejść wydającą resztę, w mgnieniu oka ogarniającą braki w zaopatrzeniu oraz odporną na "użeranie się" z dostawcami; przynajmniej w teorii, winna być nastoletnią sex bombą - może jeszcze dziewicą?! - o miłej aparycji, nieomal z ekskluzywnej agencji modelek na Broadwayu, z kilkuletnim doświadczeniem "na bardzo podobnym stanowisku pracy" (czytaj sklepik osiedlowy u sąsiada), władającą biegle dwoma językami, jakby to był co najmniej hotel pięciogwiazdkowy w samym sercu Londynu, a przy tym skorą pracować świątek-piątek, przez 12 godzin dziennie za stawkę 8 złociszów brutto za godzinę. Niech dziewucha zarobi, a co! Faktyczne czy wydumane bezrobocie pomaga pracodawcom śrubować wymagania i przechodzić od zatrudnienia stałego do rotacyjnego - "Dziś Zosia, jutro Małgosia, pojutrze Wiola, po niej Mariola...", a interes się kręci. Stąd nie dziwcie się, Panowie Biznesmeni, że w odpowiedzi na Wasze ogłoszenia dostajecie właśnie takie, a nie inne aplikacje z wczasowymi fotosami, opisami modnego piłowania paznokci etc., ponieważ poniekąd sami inicjujecie sytuację, w której wypisywanie bzdur w CV na potęgę ma z góry zaspokoić niemożliwe i wyimaginowane oczekiwania pracodawcy.
Po przeciwnej stronie mamy "niemożliwych" pracowników, którzy - nie wiedzieć czemu - uważają swą bytność na rynku pracy za wielce Niezastąpioną, choć, moim zdaniem, dałoby się ich zastąpić czymkolwiek, nawet, gdyby to miał być kij od miotły. To - nawiasem mówiąc całkiem liczna - grupa takich ludzi, co zatrudniliby się, ale nie wiedzą gdzie i robiliby nie bardzo wiedzą co. Niezależnie bowiem od stanowiska pracy są przekonani, że to co robią, nie jest tym, do czego zostali stworzeni, choć jednocześnie w żadnym razie nie potrafią przyłożyć się do roboty ani nawet ogarnąć w temacie. Takiemu pracownikowi nie pomoże doświadczenie na żadnym ani podobnym, ani niepodobnym stanowisku pracy, bo, niestety, został on przez Matkę Naturę stworzony do wyższych celów, a do jakich - to dokładnie nie wiadomo. Tacy ludzie z reguły wypędzają ze swojego środowiska te nieliczne jednostki, z których pracodawca ma jakiś pożytek, bo wiadomo: nikt nie będzie za nikogo zacyndalał, a już zwłaszcza za jakiegoś "nieogara", któremu upływ tygodni, miesięcy czy lat spędzonych w firmie nie przynosi najmniejszej nauki za wyjątkiem poczucia coraz dotkliwszej nudy.
I - kończąc ten przydługi post - nie dziwię się, że ciężko znaleźć pracę. Dopóki jedni nie zrozumieją, że zatrudniając "ludzi" nie robią "ludziom" łaski, gdyż naprawdę nie obejdą się bez tego, a drudzy nie zrozumieją, że podejmując zatrudnienie do czegoś się zobowiązują - będzie wyłącznie źle. Normalni pracodawcy i zwykli pracownicy zginą we wzajemnym opluwaniu się, a wszyscy dostaniemy kręćka do głowy.
Nasz rynek to rynek pracodawcy, chcesz czy nie i to niestety pracodawca stawia warunki, chce sexbombę 20-letnią z 15 letnim doświadczeniem ma do tego prawo bo to on dyktuje warunki :(.
Nie chce CV tylko opis w mailu też ma do tego prawo, a skoro szukający pracy nie umieją się do tego dostosować to ich wina.
Nie chce CV tylko opis w mailu też ma do tego prawo, a skoro szukający pracy nie umieją się do tego dostosować to ich wina.
Popieram tą wypowiedz, ludzie nie rozumieją tego co się do nich pisze. Nieraz trzeba tylko wysłać coś na maila, powiedziec zdanie i tyle wymaga pracodawca bo wszystko juz wie o tej osobie i po co znowu a piać to samo powtarzać czy wysyłać?
W głównym poście jest mowa o CV - jeśli pracodawca ma juz nasze CV i prosi tylko o pojedyńcze rzeczy to tylko o to prosi, nie jest napisane nigdzie, że pracodawca nie ma naszego CV i go nie chce i sa tacy co od razu z grubej rury atakują niewiadomo po co.
Ludzie... z praca jest ciężko to trzeba czytać ze zrozumieniem i robić to co pracodawca chce od was,
Pracodawcy tez są różni ale to inny temat.
Najlepiej narzekać albo oczekiwać na wejście 3000 na rękę w nowej pracy, pokaż co potrafisz , pokaż samego siebie - dobry pracodawca doceni takiego pracownika
Ja nie jestem pracodawcą, pracuję w Ośrodku Pomocy Społecznej i widzę ludzi, którzy tylko po zasiłek bo on do pracy za 1200 zł nie pójdzie bo z opieki ma więcej , dobre ale prawdziwe a większość tutaj z was ma tak samo, chcecie pracować? tak? macie to w d*pie, tylko narzekać i nic więcej .
W głównym poście jest mowa o CV - jeśli pracodawca ma juz nasze CV i prosi tylko o pojedyńcze rzeczy to tylko o to prosi, nie jest napisane nigdzie, że pracodawca nie ma naszego CV i go nie chce i sa tacy co od razu z grubej rury atakują niewiadomo po co.
Ludzie... z praca jest ciężko to trzeba czytać ze zrozumieniem i robić to co pracodawca chce od was,
Pracodawcy tez są różni ale to inny temat.
Najlepiej narzekać albo oczekiwać na wejście 3000 na rękę w nowej pracy, pokaż co potrafisz , pokaż samego siebie - dobry pracodawca doceni takiego pracownika
Ja nie jestem pracodawcą, pracuję w Ośrodku Pomocy Społecznej i widzę ludzi, którzy tylko po zasiłek bo on do pracy za 1200 zł nie pójdzie bo z opieki ma więcej , dobre ale prawdziwe a większość tutaj z was ma tak samo, chcecie pracować? tak? macie to w d*pie, tylko narzekać i nic więcej .
A ja bym wolał, abyś nauczył się poprawnie pisać w ojczystym języku, nie robił błędów i popracował nad sensem wypowiedzi - to w pierwszej kolejności (i.e. słowo "wolałbym" piszemy łącznie i popracuj nad interpunkcją).
W drugiej, jeśli zarzucasz komuś pisanie "bredni", to musisz to uzasadnić kontrargumentem(ami) - inaczej każda taka wypowiedź, to zwykłe troll`owanie wątku.
A teraz dobrze się zastanów, zanim cokolwiek do mnie napiszesz.
W drugiej, jeśli zarzucasz komuś pisanie "bredni", to musisz to uzasadnić kontrargumentem(ami) - inaczej każda taka wypowiedź, to zwykłe troll`owanie wątku.
A teraz dobrze się zastanów, zanim cokolwiek do mnie napiszesz.
"nie robił błędów" - to nie ma najmniejszego znaczenia
"sensem wypowiedzi " - jest zachowany, nawet pół kmiota zrozumie
"musisz to uzasadnić kontrargumentem" - ale po co? ty tego nigdy nie robisz. ja jak się odnoszę do postu osobnika intelektualnie rozwiniętego w kierunku przeciwnym do oczekiwanego, spamującego bredniami w co drugim temacie to nie oczekuje konstruktywnego dialogu
"A teraz dobrze się zastanów, zanim cokolwiek do mnie napiszesz."
Wszyscy forumowicze powinni się zastanowić zanim do ciebie napiszą, bo jak to Mark Twain powiedział:
"Nigdy nie kłóć się z głupcem, bo sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem wygra przez doświadczenie"
"sensem wypowiedzi " - jest zachowany, nawet pół kmiota zrozumie
"musisz to uzasadnić kontrargumentem" - ale po co? ty tego nigdy nie robisz. ja jak się odnoszę do postu osobnika intelektualnie rozwiniętego w kierunku przeciwnym do oczekiwanego, spamującego bredniami w co drugim temacie to nie oczekuje konstruktywnego dialogu
"A teraz dobrze się zastanów, zanim cokolwiek do mnie napiszesz."
Wszyscy forumowicze powinni się zastanowić zanim do ciebie napiszą, bo jak to Mark Twain powiedział:
"Nigdy nie kłóć się z głupcem, bo sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem wygra przez doświadczenie"
Słabo. Dalej nie podałeś żadnego argumentu. Poprawne pisanie w języku polskim jest podstawą komunikacji - chyba, że się jest pół-kmiotem, to faktycznie, można pisać od rzeczy.
Widać, że nie zastanowiłeś się nad treścią tego, co napisałeś. A cytowanie Twain`a, w twoim przypadku, jest co najmniej zabawne:)
Nie potrafisz zbić żadnego mojego argumentu - z tępoty?
Widać, że nie zastanowiłeś się nad treścią tego, co napisałeś. A cytowanie Twain`a, w twoim przypadku, jest co najmniej zabawne:)
Nie potrafisz zbić żadnego mojego argumentu - z tępoty?
"Dalej nie podałeś żadnego argumentu"
dokładnie, to twój znak rozpoznawczy, a więc idzie mi świetnie
"Poprawne pisanie w języku polskim jest podstawą komunikacji"
nie, podstawą jest umiejętność pisania z sensem i czytania ze zrozumieniem, a ortografia wywodzi się z genezy języka i poza tym nie ma żadnego większego znaczenia i nigdy nie będę przywiązywał uwagi do rzeczy mało istotnych
"Widać, że nie zastanowiłeś się nad treścią tego, co napisałeś"
znowu błąd myślowy. to ty nie zastanawiasz się nad tym co piszesz. synapsy nawalają? czy to wada wrodzona?
"cytowanie Twain`a, w twoim przypadku, jest co najmniej zabawne"
hm... mnie bardziej bawią błyskotliwe przemyślenia dody oraz twoje posty na trojmiasto.pl - ot takie publiczne wymioty absurdalnych bredni
"Nie potrafisz zbić żadnego mojego argumentu"
świętego mikołaja też nie potrafię zbić - aha, i nie myśl nad tym zbyt długo bo dostaniesz migreny ;D
dokładnie, to twój znak rozpoznawczy, a więc idzie mi świetnie
"Poprawne pisanie w języku polskim jest podstawą komunikacji"
nie, podstawą jest umiejętność pisania z sensem i czytania ze zrozumieniem, a ortografia wywodzi się z genezy języka i poza tym nie ma żadnego większego znaczenia i nigdy nie będę przywiązywał uwagi do rzeczy mało istotnych
"Widać, że nie zastanowiłeś się nad treścią tego, co napisałeś"
znowu błąd myślowy. to ty nie zastanawiasz się nad tym co piszesz. synapsy nawalają? czy to wada wrodzona?
"cytowanie Twain`a, w twoim przypadku, jest co najmniej zabawne"
hm... mnie bardziej bawią błyskotliwe przemyślenia dody oraz twoje posty na trojmiasto.pl - ot takie publiczne wymioty absurdalnych bredni
"Nie potrafisz zbić żadnego mojego argumentu"
świętego mikołaja też nie potrafię zbić - aha, i nie myśl nad tym zbyt długo bo dostaniesz migreny ;D
internet jest pełen takich kwiatków-porad.np jak wyłudzić zasiłek macierzyński w kwocie bodajże 6000 zł. i to całkiem legalnie, w majestacie prawa naszego powszechnego.....
A zasiłki, dotacje to banał, dlatego też tacy ludzie śmiecą na rynku pracy bo chcą pracować na czarno, lub za 100 zł na zlecenie a my musimy ich utrzymywać niestety....
Kiedyś spotkałam sie z artykułem jak sie ustawić na zasiłkach w Warszawie, to całkiem proste troche wysiłku i nawet 2000 zł. wpadaja do kieszeni , zapłacą nawet za to ze niby leczysz sie z pijaństwa:P Nie wiem jak jest teraz w MOPS,ale wiem jedno ze należałoby zmienic kryteria pomocowe, jakies prace publiczne i od razu zapewne połowa klientów obpadłaby w przedbiegach....
A zasiłki, dotacje to banał, dlatego też tacy ludzie śmiecą na rynku pracy bo chcą pracować na czarno, lub za 100 zł na zlecenie a my musimy ich utrzymywać niestety....
Kiedyś spotkałam sie z artykułem jak sie ustawić na zasiłkach w Warszawie, to całkiem proste troche wysiłku i nawet 2000 zł. wpadaja do kieszeni , zapłacą nawet za to ze niby leczysz sie z pijaństwa:P Nie wiem jak jest teraz w MOPS,ale wiem jedno ze należałoby zmienic kryteria pomocowe, jakies prace publiczne i od razu zapewne połowa klientów obpadłaby w przedbiegach....
Ale to nie tylko kryteria się liczą, lecz też i znajomości. Ta moja "znajoma" pobierała zasiłek który jej się nie należał ze względu na to że ich budżet domowy przekraczał bardzo dużo więcej średnią krajową.
Nawet dostałam instrukcje co zrobić by tak się ustawić, i że ona mi pomoże.
Podziękowałam.
Chyba byłoby mi głupio stać w kolejce po kasę z ludźmi którzy tego potrzebują.
Nawet dostałam instrukcje co zrobić by tak się ustawić, i że ona mi pomoże.
Podziękowałam.
Chyba byłoby mi głupio stać w kolejce po kasę z ludźmi którzy tego potrzebują.
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
osób które tego potrzebuja,jest na prawde garstka,wiekszosc to patologia, a polska wspiera patologie, im wieksza patologia tym wieksze wsparcie rządu. Samotne matki, które są w "niezalegalizowanym związku", wszędzie mają pierwszenstwo, np dziecko z rozbitej rodziny szybciej znajdzie sie w przedszkolu,niz dziecko z pelnej rodziny, tak samo mieszkania komunalne/socjalne... ogolnie masakra.jak bylam w polsce przyslugiwal mi zasilek 48zł, tak 48zł, tyle co mi starczylo na paczke pieluch... ale jak bym byla samotniewychowujaca, to bym wyciagnela z mopsu jakies 10X tyle.
M A S A K R A
M A S A K R A
"gość" w której opiece dostają takie zapomogi? Tak sie składa,że od 2 miesięcy poszukuję pracy.Mam 55lat,przez 10 lat opiekowałam się ojcem chorym na Alzhaimera,z tego powodu zrezygnowałam z pracy,teraz chcialabym chociaż jakieś sprzątanie w szkole lub biurze,ale też trzeba mieć znajomości.W MOPS-ie powiedziano mi,że mogę dostać zapomogę 40zł raz na dwa miesiące,stąd moje pytanie,gdzie dają więcej ?Zaznaczam,że nie chcę zasiłku,chcę zarobić na swoje utrzymanie i opłaty,ale dyskryminuje mnie długa przerwa i mój wiek.Pozdrowienia dla wszystkich tu piszących Malina
Od jakiegoś czasu czytam forum Praca. Mój mąż za jakiś czas straci pracę więc z tym tematem jesteśmy na bieżąco.
Przyznam, że to co da się wyczuć z wpisów obecnych tu osób - to przede wszystkim: frustracja, pesymizm, zniechęcenie i do tego niepotrzebna opryskliwość. I w takim momencie widzę mojego męża, który zacznie wkrótce czytać takie fora - i co z tego wyniesie? - myślę, że tylko wielki dół (!) W krytycznej sytuacji, kiedy potrzeba nam głównie nowej wizji na przyszłość, pozytywnego nastawienia, człowiek po takiej lekturze może popaść już tylko w deprechę... /sorry ale zaczyna mnie wkurzać wszędobylskie czarnowidztwo :-(/
Przyznam, że to co da się wyczuć z wpisów obecnych tu osób - to przede wszystkim: frustracja, pesymizm, zniechęcenie i do tego niepotrzebna opryskliwość. I w takim momencie widzę mojego męża, który zacznie wkrótce czytać takie fora - i co z tego wyniesie? - myślę, że tylko wielki dół (!) W krytycznej sytuacji, kiedy potrzeba nam głównie nowej wizji na przyszłość, pozytywnego nastawienia, człowiek po takiej lekturze może popaść już tylko w deprechę... /sorry ale zaczyna mnie wkurzać wszędobylskie czarnowidztwo :-(/
No tak, zamiast się wzajemnie wspierać lepiej się wzajemnie dołować.
Jan - a co mi to da, że nabawimy się depresji (a pewnie tak będzie), nie będziemy mogli spać po nocach, nerwy będziemy wyładowywać na naszych dzieciach, chlupania serca na tle nerwowym, buzie wiecznie w podkowę... bronię się przed tym "rękoma i nogami".
Jan - a co mi to da, że nabawimy się depresji (a pewnie tak będzie), nie będziemy mogli spać po nocach, nerwy będziemy wyładowywać na naszych dzieciach, chlupania serca na tle nerwowym, buzie wiecznie w podkowę... bronię się przed tym "rękoma i nogami".
@A34 - podstawową sprawą jest nie poddawać się i nie ulegać czarnowidztwu. Nikt nie mówi, że będzie łatwo i przyjemnie, że pracę Twój mąż dostanie od ręki - tak zapewne nie będzie (choć nie można tego wykluczyć, czego osobiście Wam życzę) i trzeba będzie podjąć wysiłek i walkę.
Póki jeszcze pracę ma i może rozpocząć intensywne poszukiwanie pracy, niech się za to zabiera. Nie czytajcie farmazonów frustratów, którzy nie potrafią na rozmowie kwalifikacyjnej nawet powiedzieć czym się zajmuje firma, do której aplikują.
Póki jeszcze pracę ma i może rozpocząć intensywne poszukiwanie pracy, niech się za to zabiera. Nie czytajcie farmazonów frustratów, którzy nie potrafią na rozmowie kwalifikacyjnej nawet powiedzieć czym się zajmuje firma, do której aplikują.
Właśnie, brakuje mi pozytywnych głosów tych, którym się udało.
Kilka lat temu byliśmy w podobnej sytuacji, pamiętam ten straszny stres (kredyt na głowie i mój bezpłatny wychowawczy) a po miesiącu nie było już problemu. Też myślę, że nie można się poddawać, wierzyć we własny potencjał, a w zasadzie myślę, że może trafi lepszą pracę niż ta co teraz...
Kilka lat temu byliśmy w podobnej sytuacji, pamiętam ten straszny stres (kredyt na głowie i mój bezpłatny wychowawczy) a po miesiącu nie było już problemu. Też myślę, że nie można się poddawać, wierzyć we własny potencjał, a w zasadzie myślę, że może trafi lepszą pracę niż ta co teraz...
No to i ja wrzucę swo kamyczek do ogródka podobnej sytuacji...
Mąż straciłpracę po kilkunastu latach w jednej firmie, ma wąską specjalizacje, wiec bardzo bylo cięzko. Dodam ze pracę staracił jesienia wiec podwójny stres. Po ok. miesiącu znalazł tzw cokolwiek by sie nie rozkraczyć finansowo no i nie siedzieć w domu bo od tego zwariować by mozna. Po nastepnych dwóch miesiącach złapał pracę wyjazdowa za jakąś tam kasę i sie troszke odkuliśmy finansowo. Potem znów rejestracja w PUP i miesiąc bez niczego....I znowu los sie uśmiechnął i pracę znalazł w całkiem nowej branży. Dodam, ze nie jesteśmy zbyt wybredni ale też nie pracujemy za grosze. Tylko umowy nie takie jak by sie chciało, ale cóż.......
Chwile załamania były, nie przeczę, bo rachunki sie same nie zapłacą i dziecię jeść też woła,szkolne wydatki ale jakoś przetrwaliśmy nienajgorzej:) Więc i Wam sie uda A34, czygo z serca życzę. Tylko nie czytaj tu za dużo, bo nabawisz sie nerwicy od niektórych wytworów frustratów, zniewolonych leserstwem oraz tych ktorym sie wszystko należy dlatego bo są:P
Pozdrawiam
Mąż straciłpracę po kilkunastu latach w jednej firmie, ma wąską specjalizacje, wiec bardzo bylo cięzko. Dodam ze pracę staracił jesienia wiec podwójny stres. Po ok. miesiącu znalazł tzw cokolwiek by sie nie rozkraczyć finansowo no i nie siedzieć w domu bo od tego zwariować by mozna. Po nastepnych dwóch miesiącach złapał pracę wyjazdowa za jakąś tam kasę i sie troszke odkuliśmy finansowo. Potem znów rejestracja w PUP i miesiąc bez niczego....I znowu los sie uśmiechnął i pracę znalazł w całkiem nowej branży. Dodam, ze nie jesteśmy zbyt wybredni ale też nie pracujemy za grosze. Tylko umowy nie takie jak by sie chciało, ale cóż.......
Chwile załamania były, nie przeczę, bo rachunki sie same nie zapłacą i dziecię jeść też woła,szkolne wydatki ale jakoś przetrwaliśmy nienajgorzej:) Więc i Wam sie uda A34, czygo z serca życzę. Tylko nie czytaj tu za dużo, bo nabawisz sie nerwicy od niektórych wytworów frustratów, zniewolonych leserstwem oraz tych ktorym sie wszystko należy dlatego bo są:P
Pozdrawiam
... "brakuje mi pozytywnych głosów tych, którym się udało" ...
- widzisz, nie jesteś sama z tym brakiem :) ale już spieszę wyjaśnić, skąd taki tu deficyt - patrząc na samego siebie jestem w stanie stwierdzić, że: posiadając pewną stabilizację (zawodową) zwyczajnie szkoda by mi było czasu na siedzenie na jednym czy drugim forum, gawędzenie o d... maryni na czatach, tylko zajął bym się czymś innym, czymś bardziej satysfakcjonującym - spotkanie ze znajomymi, wyjazd tu czy tam, jest tyle fajniejszych zajęć aniżeli ślęczenie przed kompem. A skoro sytuacja jest taka jaka jest, więc wygląda to tak, że na pewnym etapie odcinasz się od znajomych (w sensie imprezowo-rozrywkowym) zamykasz się sama ze sobą we własnej skorupce i szukasz w tym wirtualnym świecie nie wiadomo czego (wiadomo: pracy), kilka razy dziennie wertujesz te same portale z ogłoszeniami, sprawdzasz pocztę mając nadzieję, że "coś" znajdziesz "ktoś" odpisze, a przy okazji katujesz się jeszcze pisząc/czytając mniej lub bardziej destrukcyjne teksty. A w dużym stopniu też bierze się to i z bezradności/bezsilności plus "chorych" ogłoszeń, które się często pojawiają, i to dopiero zagwozdka - kto i w jakim celu wymyśla i wrzuca jakieś wyssane z palca urojone ogłoszenia o pracy, które są tylko i wyłącznie kpiną z nas samych, czyli tych którzy takiej pracy rzeczywiście sami szukają - może to kolejny etap choroby/syndromu bezrobotnego?
Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że mnie to nie dopadnie.
Depresja? Jesssuu chyba jeszcze nie bo póki co mimo wszystko jest parę rzeczy którymi potrafię się cieszyć i jeszcze "chce mi się chcieć".
- widzisz, nie jesteś sama z tym brakiem :) ale już spieszę wyjaśnić, skąd taki tu deficyt - patrząc na samego siebie jestem w stanie stwierdzić, że: posiadając pewną stabilizację (zawodową) zwyczajnie szkoda by mi było czasu na siedzenie na jednym czy drugim forum, gawędzenie o d... maryni na czatach, tylko zajął bym się czymś innym, czymś bardziej satysfakcjonującym - spotkanie ze znajomymi, wyjazd tu czy tam, jest tyle fajniejszych zajęć aniżeli ślęczenie przed kompem. A skoro sytuacja jest taka jaka jest, więc wygląda to tak, że na pewnym etapie odcinasz się od znajomych (w sensie imprezowo-rozrywkowym) zamykasz się sama ze sobą we własnej skorupce i szukasz w tym wirtualnym świecie nie wiadomo czego (wiadomo: pracy), kilka razy dziennie wertujesz te same portale z ogłoszeniami, sprawdzasz pocztę mając nadzieję, że "coś" znajdziesz "ktoś" odpisze, a przy okazji katujesz się jeszcze pisząc/czytając mniej lub bardziej destrukcyjne teksty. A w dużym stopniu też bierze się to i z bezradności/bezsilności plus "chorych" ogłoszeń, które się często pojawiają, i to dopiero zagwozdka - kto i w jakim celu wymyśla i wrzuca jakieś wyssane z palca urojone ogłoszenia o pracy, które są tylko i wyłącznie kpiną z nas samych, czyli tych którzy takiej pracy rzeczywiście sami szukają - może to kolejny etap choroby/syndromu bezrobotnego?
Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że mnie to nie dopadnie.
Depresja? Jesssuu chyba jeszcze nie bo póki co mimo wszystko jest parę rzeczy którymi potrafię się cieszyć i jeszcze "chce mi się chcieć".
masz rację Bronski z tym siedzeniem przed kompem, śledzeniem ogłoszeń, zapisywaniem sie do powiadamiaczy itp. no i odcinasz sie od świata znajomych w sensie imprezowym, bo jak iść do kogoś na imprezke jak nie masz grosza, jak iść na piwko czy do kina jak budżet pochłonęła szkoła dla dziecka lub dentysta?? Wszystko przerobiłam na włąsnej skórze, więc doskonale Was rozumiem. Nie można sie dać bezsilności i trzeba nieć nadzieję na poprawę.
Ps. P. Halewicz polecał gdzieć modlitwe do św. Kajetana, ja mogę dorzucić jeszcze św. Józefa---------pomaga:))nie szkodzi w każdym razie jak chore ogłoszenia dla masażystek, sexisprzątaczek tudzież dla wszechogarniających nas ludków z orzeczeniem....
Pozdrawiam
Ps. P. Halewicz polecał gdzieć modlitwe do św. Kajetana, ja mogę dorzucić jeszcze św. Józefa---------pomaga:))nie szkodzi w każdym razie jak chore ogłoszenia dla masażystek, sexisprzątaczek tudzież dla wszechogarniających nas ludków z orzeczeniem....
Pozdrawiam
Ja też się bronię, jak mogę, ale jak już przejdziesz cv 3d, śpiewane, stepowane, jodłowane i po kolejnej rozmowie będziesz patrzyła w telefon i ładowała go co 1h czy aby ktoś dzwoni, gdy usłyszysz jesteś za stara/młoda/brzydka nie masz inwalidztwa nie jesteś studentem to wtedy możemy porozmawiać. Kolejny raz jestem bez pracy, najgorzej było pierwszy raz :) teraz to już na spokojnie to przyjmuje :)
Najważniejsze, to dobrze przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej. Większość osób jest słabo albo w ogóle nie jest do niej przygotowana.
Później się dziwią,tu cyt. pewnej aroganckiej pannicy, wysyłają "bynajmniej poprawne cv i oficjalne zdjęcie"...i nikt nie chce ich zatrudnić:)
Zdarzyło mi się parę razy, że pomimo lakonicznego CV, kandydat zaskoczył mnie na rozmowie kwalifikacyjnej swoją merytoryczną wiedzą, umiejętnością dyskusji i argumentowania, kreatywnością i poczuciem humoru. Pracuje z nami nadal i uważam, że jest doskonałym pracownikiem.
Jakiś czas później, przy przysłowiowym piwie, przyznał mi się, że długo szykował się do rozmowy ze mną i nawet przeprowadził "wywiad" na mój temat:) Parę informacji zdobył i wykorzystał bezwzględnie niektóre moje słabości:))))
Później się dziwią,tu cyt. pewnej aroganckiej pannicy, wysyłają "bynajmniej poprawne cv i oficjalne zdjęcie"...i nikt nie chce ich zatrudnić:)
Zdarzyło mi się parę razy, że pomimo lakonicznego CV, kandydat zaskoczył mnie na rozmowie kwalifikacyjnej swoją merytoryczną wiedzą, umiejętnością dyskusji i argumentowania, kreatywnością i poczuciem humoru. Pracuje z nami nadal i uważam, że jest doskonałym pracownikiem.
Jakiś czas później, przy przysłowiowym piwie, przyznał mi się, że długo szykował się do rozmowy ze mną i nawet przeprowadził "wywiad" na mój temat:) Parę informacji zdobył i wykorzystał bezwzględnie niektóre moje słabości:))))
Kiedyś Techno Service szukało osób do produkcji słodyczy, doświadczenie nie wymagane , tylko wysłać cv. Ja doświadczenie na produkcji mam więc wysłałem cv i byłem pewien że dostane tą prace. Przez tydzień nikt się nie odezwał a ja znowu to samo ogłoszenie na necie zobaczyłem. I ja sie pytam po co oni dają ogłoszenie skoro nie chcą nikogo zatrudnić?
Zapewniam Cię,że nie tylko w TS, i nie tylko na produkcji ogłoszenia
są ponawiane.
W przypadku ogłoszeń "z natury" płatnych (mam na myśli portale
stricte pracowe), ponowne wyświetlenie ogłoszenia nie może dziwić,
bo jest na pewno kolejną sekwecją w wykupionej kampani rekrutacyjnej
trwajacej np.4tyg. A przez to,w kolejnych tyg. oferta pracy, pojawia się ponownie. Ale jeśli ogłoszenie jest niepłatne, i pojawia się ponownie,
to świadczy albo o rekruterach,albo o.. przesłanych dokumentach(CV).
są ponawiane.
W przypadku ogłoszeń "z natury" płatnych (mam na myśli portale
stricte pracowe), ponowne wyświetlenie ogłoszenia nie może dziwić,
bo jest na pewno kolejną sekwecją w wykupionej kampani rekrutacyjnej
trwajacej np.4tyg. A przez to,w kolejnych tyg. oferta pracy, pojawia się ponownie. Ale jeśli ogłoszenie jest niepłatne, i pojawia się ponownie,
to świadczy albo o rekruterach,albo o.. przesłanych dokumentach(CV).
Halewicz, co co ciekawej rozmowy kwalifikacyjnej:)
Moja koleżanka uwielbia zbierać grzyby:) I w cv w zainteresowaniach to wpisała.
Została zaproszona na rozmowę, tylko dlatego, że właściciel firmy nie mógł uwierzyć, że kobieta może mieć takie zainteresowania i chciał to sprawdzić. Tak jej powiedział otwarcie:) Zdeklasowała go w przedbiegach. Koleżanka to chodzący atlas grzybów:) Pracę dostała:)
Moja koleżanka uwielbia zbierać grzyby:) I w cv w zainteresowaniach to wpisała.
Została zaproszona na rozmowę, tylko dlatego, że właściciel firmy nie mógł uwierzyć, że kobieta może mieć takie zainteresowania i chciał to sprawdzić. Tak jej powiedział otwarcie:) Zdeklasowała go w przedbiegach. Koleżanka to chodzący atlas grzybów:) Pracę dostała:)
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
Ciekawie tutaj wszyscy piszecie, wydawałoby się, że sprawą przesądzającą o odrzucaniu kandydatów jest ich nieodpowiednie (czyli za bardzo rozległe albo w drugą stronę - zbyt lapidarne) CV lub zbyt wygórowane ambicje, o których potencjalny pracodawca dowiaduje się zazwyczaj w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej (osobiście rozbraja mnie ta postawa typu "co najmniej 2000 zł albo nie wstaję z łóżka"), ale akurat ja jestem osobą, która nigdy wielkich wymagań nie miała - w trakcie studiów kilkakrotnie podejmowałem tymczasowe zatrudnienie (większość niestety po znajomości) i nie pamiętam żeby ktokolwiek na mnie narzekał, zawsze zaciskałem zęby i po prostu brałem się do roboty, jak ona ciężka by nie była i w ogóle nie uzależniałem tego od wysokości wynagrodzenia.
Wraz z końcem czerwca ukończyłem studia i dość szybko udało znaleźć mi się chwilowe zatrudnienie (w centrum sportowym). Nie marudziłem, że to umowa-zlecenie, że 8 zł/h, tylko cieszyłem się, że mam pracę w fajnym miejscu, w dobrych warunkach, tym bardziej, że w sierpniu szykował się ślub i przeprowadzka "na swoje", a mieć nieco więcej pieniędzy to zawsze miła sprawa.
Pod koniec lipca spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja, mianowicie zostałem poinformowany przez kierowniczkę,że szefowa przekazała jej (mailowo!), iż nie zostanie przedłużona ze mną umowa, bo podobno zatrudnia "za dużo ludzi". Bez komentarza również pozostawię fakt, że przez cały miesiąc pracy szefową widziałem raptem raz i nawet nie raczyła mi się wówczas przedstawić...
Od tamtego czasu (czyli już 1,5 miesiąca) bezskutecznie szukam pracy, mimo iż regularnie wysyłam aplikacje na stanowiska, które odpowiadają mojemu doświadczeniu i czasem też wykształceniu. Do tej pory dostałem raptem 2 odpowiedzi, z których dowiedziałem się jedynie, że "moje cv zostało wzięte pod uwagę, ale nie dostałem się na kolejny szczebel rekrutacji, tj. rozmowę kwalifikacyjną".
Może to brzmi dziwnie, ale mi te 1000-1200 zł absolutnie by starczało i to pomimo tego, że skończyłem całkiem dobrą uczelnię i jednocześnie jakieś tam doświadczenie zawodowe posiadam. Czasem mam wrażenie, że pracodawcy z góry traktują świeżo upieczonego absolwenta jako pijawkę, która na starcie będzie chciała zarabiać 2500 zł, bo "jest magistrem". A z tego co piszecie, to wątpię, żeby moje CV ze zwykłym zdjęciem i dołączany do niego od czasu do czasu list motywacyjny miał odstraszać pracodawcę - przed wysłaniem 3x czytam co napisałem i wtedy dopiero przekazuję dalej...
Dziwi mnie jeszcze jeden fakt, o którym już tu ktoś wspomniał - danego dnia pojawia się ciekawe ogłoszenie o pracę, wysyłam potrzebne dokumenty aplikacyjne, nikt się nie odzywa, a po tygodniu-dwóch nagle widzę, że to samo ogłoszenie zostało wystawione ponownie. Może ktoś mnie oświeci dlaczego tak jest?
Pozdrawiam
Wraz z końcem czerwca ukończyłem studia i dość szybko udało znaleźć mi się chwilowe zatrudnienie (w centrum sportowym). Nie marudziłem, że to umowa-zlecenie, że 8 zł/h, tylko cieszyłem się, że mam pracę w fajnym miejscu, w dobrych warunkach, tym bardziej, że w sierpniu szykował się ślub i przeprowadzka "na swoje", a mieć nieco więcej pieniędzy to zawsze miła sprawa.
Pod koniec lipca spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja, mianowicie zostałem poinformowany przez kierowniczkę,że szefowa przekazała jej (mailowo!), iż nie zostanie przedłużona ze mną umowa, bo podobno zatrudnia "za dużo ludzi". Bez komentarza również pozostawię fakt, że przez cały miesiąc pracy szefową widziałem raptem raz i nawet nie raczyła mi się wówczas przedstawić...
Od tamtego czasu (czyli już 1,5 miesiąca) bezskutecznie szukam pracy, mimo iż regularnie wysyłam aplikacje na stanowiska, które odpowiadają mojemu doświadczeniu i czasem też wykształceniu. Do tej pory dostałem raptem 2 odpowiedzi, z których dowiedziałem się jedynie, że "moje cv zostało wzięte pod uwagę, ale nie dostałem się na kolejny szczebel rekrutacji, tj. rozmowę kwalifikacyjną".
Może to brzmi dziwnie, ale mi te 1000-1200 zł absolutnie by starczało i to pomimo tego, że skończyłem całkiem dobrą uczelnię i jednocześnie jakieś tam doświadczenie zawodowe posiadam. Czasem mam wrażenie, że pracodawcy z góry traktują świeżo upieczonego absolwenta jako pijawkę, która na starcie będzie chciała zarabiać 2500 zł, bo "jest magistrem". A z tego co piszecie, to wątpię, żeby moje CV ze zwykłym zdjęciem i dołączany do niego od czasu do czasu list motywacyjny miał odstraszać pracodawcę - przed wysłaniem 3x czytam co napisałem i wtedy dopiero przekazuję dalej...
Dziwi mnie jeszcze jeden fakt, o którym już tu ktoś wspomniał - danego dnia pojawia się ciekawe ogłoszenie o pracę, wysyłam potrzebne dokumenty aplikacyjne, nikt się nie odzywa, a po tygodniu-dwóch nagle widzę, że to samo ogłoszenie zostało wystawione ponownie. Może ktoś mnie oświeci dlaczego tak jest?
Pozdrawiam
Osobiście doświadczyłem takich regularnie pojawiających się ogłoszeń i to w UP (serio).
Ogłoszenie jednego pracodawcy dotyczyło 3 wakatów, na dobrą sprawę nie wymagało specjalnie wielkich umiejętności prosta praca trochę fizyczna trochę umysłowa - mniejsza o szczegóły, bo nie to jest istotne, w każdym bądź razie zajęcie na spokojnie do ogarnięcia "z marszu".
Z perspektywy czasu ułożyło się mniej więcej w taką historię:
Po pierwszym ogłoszeniu wysłałem dokumenty - cisza. OK standard.
Specjalnie mnie to nie zadziwiło, biorąc pod uwagę niechlubny zwyczaj naszych pracodawców, gdzie ok. 95% nie odpowiada na przesłaną korespondencję - choć co ciekawe budżetówka odpowiada, mimo że choć negatywnie, to jednak potrafią odpisać i tak miło gdy ktoś odezwie się rozsyłając nawet do całej grupy jednakową informację, że dziękują, ale nie skorzystają, albo umieszczą w bazie danych, choć póki co dziękują za zainteresowanie.
Po drugim ogłoszeniu (które pokazało się po około 2-3 tygodniach) nadal 3 wakaty, więc znowu wysłałem dokumenty. Tym razem ruszyło się: telefon, termin, spotkanie, rozmowa - trochę o sobie, trochę o ich oczekiwaniach, trochę o moim doświadczeniu, oczekiwania finansowe... (rzuciłem w kąt ambicje, z uwagi że blisko domu) zaproponowałem minimum opłacalności, jakieś totalnie małe pieniądze czyli: najniższa krajowa (tak), ale chcąc złapać jakiekolwiek zajęcie żeby nie siedzieć bezczynnie zaproponowałem minimum, informując jednocześnie, że fajnie by było gdyby kiedyś do tego pojawiała się czasem jakaś premia, wg. uznania jak się wdrożę, poznam ludzi, obowiązki (praca w trybie zmianowym 7 dni w tygodniu, wg grafika, dyżury 12 godzinne 19-7, 7-19 lub 13-1,1-13 zgodne z grafikiem, żeby godziny się zgadzały ze standardowym etatem).
Poinformowano mnie, że biorąc pod uwagę moje dotychczasowe doświadczenie, widzą mnie ciut wyżej aniżeli aplikowałem. Pomyślałem sobie: nie jest źle, ale OK, informując jednocześnie że nawet jeśli była by potrzeba jestem zainteresowany ofertą na którą aplikowałem.
Podsumowując rozmowa rokowała na pomyślny rozwój.
Na koniec uścisk dłoni, kiedy mogę liczyć na odpowiedź, do końca tygodnia prowadzimy rekrutację, w pierwszych dniach następnego tygodnia skontaktujemy się, OK.
Odczekałem, w zasadzie pewniak (pomyślałem), skoro sami zaproponowali lepsze warunki, więc w zasadzie formalność.
Minął tydzień, telefon: - z przykrością informujemy... i nie jesteśmy w stanie sprostać Pańskim oczekiwaniom finansowym... ??? jakieś nieporozumienie, nic nie rozumiałem...
Hmm... no ale o co chodzi? tego nie rozumiałem, ale cóż... życie często zaskakuje nas dziwnymi sytuacjami, a może zwyczajnie przyjęli kogoś swojego (choć były aż 3 wakaty), no ale cóż... trudno... pomyślałem, szkoda, bo w sumie tak niewiele chciałem, a grafik taki sobie, mimo wszystko poczułem się z tym głupio.
Minęły kolejne dni a na stronie UP pojawiło się ponownie to samo ogłoszenie i tak jak było od początku - tzn. 3 wakaty...
Zbiegło się w czasie z moją wizytą w UP - pytam konsultanta o co chodzi? trzecia edycja?, byłem na drugiej, niby wszystko OK, niby już coś ustalamy, ostatecznie jednak dziękują ze względów finansowych (??? - najniższa krajowa, więc o jakie względy chodzi ???) mimo, że proponowałem minimum...
Usłyszałem: a wie Pan bo oni tak mają, co chwilę nam każą wystawiać ogłoszenia, że niby nikt odpowiedni się nie zgłosił... ale my nie mamy wpływu... jak otrzymujemy zlecenie to muszą opublikować takie ogłoszenie...
Może tego typu ogłoszenia są wymogiem firm bazujących na dotacjach (dofinansowaniach) z UE czy z innych środków tego nie wiem, ale coś w tym jest. Nawet taki moloch jak Lotos bardzo często publikuje powtarzające się od miesięcy ogłoszenia i co? i nic - heh pewnie wrzucili mnie już na listę spamu :)
p.s.
Chyba w jakimś wątku poruszyłem już tę kwestię, przepraszam jeśli się powtórzyłem, ale nie pamiętam tylko tak mi się wydaje, że może już pisałem o tym.
Ogłoszenie jednego pracodawcy dotyczyło 3 wakatów, na dobrą sprawę nie wymagało specjalnie wielkich umiejętności prosta praca trochę fizyczna trochę umysłowa - mniejsza o szczegóły, bo nie to jest istotne, w każdym bądź razie zajęcie na spokojnie do ogarnięcia "z marszu".
Z perspektywy czasu ułożyło się mniej więcej w taką historię:
Po pierwszym ogłoszeniu wysłałem dokumenty - cisza. OK standard.
Specjalnie mnie to nie zadziwiło, biorąc pod uwagę niechlubny zwyczaj naszych pracodawców, gdzie ok. 95% nie odpowiada na przesłaną korespondencję - choć co ciekawe budżetówka odpowiada, mimo że choć negatywnie, to jednak potrafią odpisać i tak miło gdy ktoś odezwie się rozsyłając nawet do całej grupy jednakową informację, że dziękują, ale nie skorzystają, albo umieszczą w bazie danych, choć póki co dziękują za zainteresowanie.
Po drugim ogłoszeniu (które pokazało się po około 2-3 tygodniach) nadal 3 wakaty, więc znowu wysłałem dokumenty. Tym razem ruszyło się: telefon, termin, spotkanie, rozmowa - trochę o sobie, trochę o ich oczekiwaniach, trochę o moim doświadczeniu, oczekiwania finansowe... (rzuciłem w kąt ambicje, z uwagi że blisko domu) zaproponowałem minimum opłacalności, jakieś totalnie małe pieniądze czyli: najniższa krajowa (tak), ale chcąc złapać jakiekolwiek zajęcie żeby nie siedzieć bezczynnie zaproponowałem minimum, informując jednocześnie, że fajnie by było gdyby kiedyś do tego pojawiała się czasem jakaś premia, wg. uznania jak się wdrożę, poznam ludzi, obowiązki (praca w trybie zmianowym 7 dni w tygodniu, wg grafika, dyżury 12 godzinne 19-7, 7-19 lub 13-1,1-13 zgodne z grafikiem, żeby godziny się zgadzały ze standardowym etatem).
Poinformowano mnie, że biorąc pod uwagę moje dotychczasowe doświadczenie, widzą mnie ciut wyżej aniżeli aplikowałem. Pomyślałem sobie: nie jest źle, ale OK, informując jednocześnie że nawet jeśli była by potrzeba jestem zainteresowany ofertą na którą aplikowałem.
Podsumowując rozmowa rokowała na pomyślny rozwój.
Na koniec uścisk dłoni, kiedy mogę liczyć na odpowiedź, do końca tygodnia prowadzimy rekrutację, w pierwszych dniach następnego tygodnia skontaktujemy się, OK.
Odczekałem, w zasadzie pewniak (pomyślałem), skoro sami zaproponowali lepsze warunki, więc w zasadzie formalność.
Minął tydzień, telefon: - z przykrością informujemy... i nie jesteśmy w stanie sprostać Pańskim oczekiwaniom finansowym... ??? jakieś nieporozumienie, nic nie rozumiałem...
Hmm... no ale o co chodzi? tego nie rozumiałem, ale cóż... życie często zaskakuje nas dziwnymi sytuacjami, a może zwyczajnie przyjęli kogoś swojego (choć były aż 3 wakaty), no ale cóż... trudno... pomyślałem, szkoda, bo w sumie tak niewiele chciałem, a grafik taki sobie, mimo wszystko poczułem się z tym głupio.
Minęły kolejne dni a na stronie UP pojawiło się ponownie to samo ogłoszenie i tak jak było od początku - tzn. 3 wakaty...
Zbiegło się w czasie z moją wizytą w UP - pytam konsultanta o co chodzi? trzecia edycja?, byłem na drugiej, niby wszystko OK, niby już coś ustalamy, ostatecznie jednak dziękują ze względów finansowych (??? - najniższa krajowa, więc o jakie względy chodzi ???) mimo, że proponowałem minimum...
Usłyszałem: a wie Pan bo oni tak mają, co chwilę nam każą wystawiać ogłoszenia, że niby nikt odpowiedni się nie zgłosił... ale my nie mamy wpływu... jak otrzymujemy zlecenie to muszą opublikować takie ogłoszenie...
Może tego typu ogłoszenia są wymogiem firm bazujących na dotacjach (dofinansowaniach) z UE czy z innych środków tego nie wiem, ale coś w tym jest. Nawet taki moloch jak Lotos bardzo często publikuje powtarzające się od miesięcy ogłoszenia i co? i nic - heh pewnie wrzucili mnie już na listę spamu :)
p.s.
Chyba w jakimś wątku poruszyłem już tę kwestię, przepraszam jeśli się powtórzyłem, ale nie pamiętam tylko tak mi się wydaje, że może już pisałem o tym.
Spora część ogłoszeń nawet na trojmiasto.pl jest generowana przez firmy, które w ten sposób badają rynek pracy (oczekiwania kandydatów, ich ilość, ich kompetencje). Inne firmy współpracują z PUP aby generować fikcyjne wakaty w zamian za miejsca na targach (reklama), dostęp do dofinansowań, itp. Są także firmy współpracujące z PUP, które zatrudniają ludzi z zasiłkiem a następnie zwalniają ich po chwili, dzięki czemu są już bez zasiłku.
Ja sobie życzę, żeby w ogłoszeniach były kompletne dane, nazwa, adres i przynajmniej email. Hołota wstawia ogłoszenia typu zatrudnię kierowcę tel:xxx xxx xxx
Nawet nie napisze sierota jaka kategoria wymagana prawa jazdy. Trole ogłoszeniowi się zdarzają tak samo często jak Ci co szukają pracy i czytają co 3 linię tekstu.
Nawet nie napisze sierota jaka kategoria wymagana prawa jazdy. Trole ogłoszeniowi się zdarzają tak samo często jak Ci co szukają pracy i czytają co 3 linię tekstu.
Hal stajesz się chyba przyczyną kompleksów u niektórych:) szkoda że w dzisiejszych czasach rządzi zawiść, pycha i zgryzota... co da się odczytać w postach osób które koniecznie muszą spróbować Ci ubliżyć. Jak dobrze że Ty-inteligentny facet nic sobie z tego nie robisz...tak trzymaj! :) Ludzie czy myślicie że agresją i opryskliwością zwojujecie świat? Nawet wypowiedzi na forum potrafią Was wyprowadzić z równowagi a przez to okazujecie swoje słabości które staracie się na siłę ukryć.
Trochę luzu, wzajemnej tolerancji i zrozumienia życzę...
Trochę luzu, wzajemnej tolerancji i zrozumienia życzę...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Witam,
trudno się z Panem nie zgodzić bo sama prowadziłam wielokrotnie rekrutację i poziom zrozumienia ogłoszenia jest niestety słaby dla wielu osób a poziom pisania CV przerasta wielu... że o rozmowie kwalifikacyjnej, stroju itp. nie wspomnę (pamiętam kiedyś kandydatkę w japonkach na rozmowie:)
ale bywam też po drugiej stronie tak jak dziś i niestety nie może pracodawca oczekiwać że wyślę mu swoje dane osobowe na prywatny e-mail, że będę odpowiadała na pytania osobiste albo że rozmowę odbędę przez tel- to niepoważne! rozumiem rozmowy na skype jeśli firma ma siedzibę w innym mieście i ogranicza koszt rekrutacji ale przez telefon to się szuka ekspedientki do warzywniaka a i to chyba nie bo większość preferuje kontakt osobisty nawet jeśli chodzi o dostarczenie życiorysu...
po obu stronach są błędy a wytykanie ich do niczego nie prowadzi :)
na frustrację polecam melisę...
trudno się z Panem nie zgodzić bo sama prowadziłam wielokrotnie rekrutację i poziom zrozumienia ogłoszenia jest niestety słaby dla wielu osób a poziom pisania CV przerasta wielu... że o rozmowie kwalifikacyjnej, stroju itp. nie wspomnę (pamiętam kiedyś kandydatkę w japonkach na rozmowie:)
ale bywam też po drugiej stronie tak jak dziś i niestety nie może pracodawca oczekiwać że wyślę mu swoje dane osobowe na prywatny e-mail, że będę odpowiadała na pytania osobiste albo że rozmowę odbędę przez tel- to niepoważne! rozumiem rozmowy na skype jeśli firma ma siedzibę w innym mieście i ogranicza koszt rekrutacji ale przez telefon to się szuka ekspedientki do warzywniaka a i to chyba nie bo większość preferuje kontakt osobisty nawet jeśli chodzi o dostarczenie życiorysu...
po obu stronach są błędy a wytykanie ich do niczego nie prowadzi :)
na frustrację polecam melisę...