Widok
Miłośc bez sexu.
Od paru dni zastanawia mnie pewna sprawa, ktora jak sie okazało także i na forum sie pojawiła. Czy miłość może istnieć bez pociągu cielesnego? Od razu zastrzegam, że chodzi o "zwykłą" miłość między kobietą a mężczyzną (i odwrotnie ;) ) - odapadją wszelkie miłości macierzyńskie, albo do pieniędzy itp. Chodzi o najbardziej klasyczną miłość.
Czy gdy oprócz chcęci przebywania w jednym miejscu, czerpania przyjemności z romowy itp miłość jest wręcz kalana jeśli pojawi się uczucie, że np: tęsknię za jej/jego ustami, dotykiem, chcę popatrzyć na jej/jego kształtne piersi / męski tors? A może jednak prawdziwa miłość powinna być tylko zjawiskiem "psychicznym" a nie "cielesnym"?
Czy gdy oprócz chcęci przebywania w jednym miejscu, czerpania przyjemności z romowy itp miłość jest wręcz kalana jeśli pojawi się uczucie, że np: tęsknię za jej/jego ustami, dotykiem, chcę popatrzyć na jej/jego kształtne piersi / męski tors? A może jednak prawdziwa miłość powinna być tylko zjawiskiem "psychicznym" a nie "cielesnym"?
Wydaje mi się,że nie ma miłości bez sexu,ale znowu nie można wszystkiego do sexu sprowadzać.
Generalnie miłość dzieli się na etapy...1 etap,to fascynacja,zaciekawienie drugą osobą,tu odgrywa rolę nasz psychika,wszystko się wniej tworzy-cały obraz 2 osoby,a dopiero po tym etapie,następuje fascynacja seksualnością drugiej osoby...
Według mnie to jest właśnie ta istota miłości pomiędzy kobietą,a mężczyzną...
Najpierw tęsknimy za widokiem,obecnością drugiej osoby,a po czasie dołącza brak ciepła,dotyku,zapachu,smaku ust....
Oczywiście nie wszyscy muszą się z tym zgadzać....
Pozdrawiam
Generalnie miłość dzieli się na etapy...1 etap,to fascynacja,zaciekawienie drugą osobą,tu odgrywa rolę nasz psychika,wszystko się wniej tworzy-cały obraz 2 osoby,a dopiero po tym etapie,następuje fascynacja seksualnością drugiej osoby...
Według mnie to jest właśnie ta istota miłości pomiędzy kobietą,a mężczyzną...
Najpierw tęsknimy za widokiem,obecnością drugiej osoby,a po czasie dołącza brak ciepła,dotyku,zapachu,smaku ust....
Oczywiście nie wszyscy muszą się z tym zgadzać....
Pozdrawiam
Tez kiedys nad tym myslalem i doszedlem do wniosku, ze raczej seks jest naturalna konsekwencja milosci - koncu malo jest rownie przyjemnych cwil jak seks - a z kim te chwile moga byc piekniejsze jak nie z ukochana osoba - wiec seks to tylko skutek popedu seksualnego (i dazenia do reprodukcji) i milosci (czyli pragnienia szczescia drugiej osoby i dzielenia sie z nia wszystkim co przyemne).
Naturalnie jest jeszcze jeden aspekt - mianowicie temperament plciowy - czasem jest tak, ze partnerzy maja rozne natezenie potrzeb seksualnych - ale jednak zawsze one wystepuja i kazdy chce je realizowac wlasnie z tym, do kogo cos czuje.
Naturalnie jest jeszcze jeden aspekt - mianowicie temperament plciowy - czasem jest tak, ze partnerzy maja rozne natezenie potrzeb seksualnych - ale jednak zawsze one wystepuja i kazdy chce je realizowac wlasnie z tym, do kogo cos czuje.
"Zawsze zachowuj się jak kaczka - bądź spokojny i niewzruszony na powierzchni, ale pod spodem wiosłuj jak szatan ..."
hmm, no proszę...akurat na dziśmam do przygotowania zjęcia o miłości...
Więc z tego co wyczytałam pierwszym z 3 składników miłości, który pojawia się w stosunku do nowo poznanej osoby jest namietność...
czyli konstelacja bardzo silnych uczuć i emocji, motywacja do maksymalnego połączenia sięz parterem... Dominującym elementem namiętności sązwykle pragnienia erotyczne....
Dopiero pożniej pojawiąją się kolejno 2 elementy: intymność i zaangażowanie...
Tak więc cuielesność drugiej osoby jużna samym początku bliższej znajomości ma dla nas duże znaczenie....
Pozdrawiam
Zuzka
Więc z tego co wyczytałam pierwszym z 3 składników miłości, który pojawia się w stosunku do nowo poznanej osoby jest namietność...
czyli konstelacja bardzo silnych uczuć i emocji, motywacja do maksymalnego połączenia sięz parterem... Dominującym elementem namiętności sązwykle pragnienia erotyczne....
Dopiero pożniej pojawiąją się kolejno 2 elementy: intymność i zaangażowanie...
Tak więc cuielesność drugiej osoby jużna samym początku bliższej znajomości ma dla nas duże znaczenie....
Pozdrawiam
Zuzka
cielesnosc przemija... a zakochac sie mozna w dowolnym wieku.
dlatego wydawało mi się, że cielesność nie powinna być podstawą zwiazku - ona zbliza, łączy, daje przyjemnosc i radosc.. ale uczucie powinno być ważniejsze.
cholera chyba naiwny idealista romantyk ze mnie wyłazi... :)
Podejżewam, że rzeczywistośc jest taka, że "i to i to" musi być razem ;)
dlatego wydawało mi się, że cielesność nie powinna być podstawą zwiazku - ona zbliza, łączy, daje przyjemnosc i radosc.. ale uczucie powinno być ważniejsze.
cholera chyba naiwny idealista romantyk ze mnie wyłazi... :)
Podejżewam, że rzeczywistośc jest taka, że "i to i to" musi być razem ;)
Piszesz o "Psychologii miłości"Wojciszke...
Mysle, ze mozna te ksiazke przeczytac(raczej nie zanudzi).
Oczywiscie, nie trzeba sie sugerowac badaniami...
Zawsze mozna powiedziec, ze nasze uczucie nie jest schematyczne;)
A jesli sie zgadza z naszymi doswiadczeniami, jestesmy "calkiem normalni" i tez jest ok...
Hmmmmm...wlasciwie, po co to czytac??;)
Pozdrawiam kochajacych "inaczej";)
gamrep napisał(a):
> Od paru dni zastanawia mnie pewna sprawa, ktora jak sie okazało
> także i na forum sie pojawiła. Czy miłość może istnieć bez
> pociągu cielesnego? Od razu zastrzegam, że chodzi o "zwykłą"
> miłość między kobietą a mężczyzną (i odwrotnie ;) ) - odapadją
> wszelkie miłości macierzyńskie, albo do pieniędzy itp. Chodzi o
> najbardziej klasyczną miłość.
> Czy gdy oprócz chcęci przebywania w jednym miejscu, czerpania
> przyjemności z romowy itp miłość jest wręcz kalana jeśli pojawi
> się uczucie, że np: tęsknię za jej/jego ustami, dotykiem, chcę
> popatrzyć na jej/jego kształtne piersi / męski tors? A może
> jednak prawdziwa miłość powinna być tylko zjawiskiem
> "psychicznym" a nie "cielesnym"?
No to nie milosc, ale moze cos o czym mowilismy ze nie istnieje? moze to przyjazn?
> Od paru dni zastanawia mnie pewna sprawa, ktora jak sie okazało
> także i na forum sie pojawiła. Czy miłość może istnieć bez
> pociągu cielesnego? Od razu zastrzegam, że chodzi o "zwykłą"
> miłość między kobietą a mężczyzną (i odwrotnie ;) ) - odapadją
> wszelkie miłości macierzyńskie, albo do pieniędzy itp. Chodzi o
> najbardziej klasyczną miłość.
> Czy gdy oprócz chcęci przebywania w jednym miejscu, czerpania
> przyjemności z romowy itp miłość jest wręcz kalana jeśli pojawi
> się uczucie, że np: tęsknię za jej/jego ustami, dotykiem, chcę
> popatrzyć na jej/jego kształtne piersi / męski tors? A może
> jednak prawdziwa miłość powinna być tylko zjawiskiem
> "psychicznym" a nie "cielesnym"?
No to nie milosc, ale moze cos o czym mowilismy ze nie istnieje? moze to przyjazn?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Eh młodzi! Jak czytam to co tu piszecie, to myslę że część z was o miłości nie wie prawie nic, a o seksie to już w ogóle nic. Naoglądaliście się filmów i naczytaliście się ale tak naprawdę nie bardzo wiecie o co w tym chodzi.
Ja jestem po czterdziestce, od 12 lat jestem z tą samą kobietą i mogę wam powiedzieć, że nie miłość bez seksu jest tak samo pusta jak seks bez miłości.
Ja jestem po czterdziestce, od 12 lat jestem z tą samą kobietą i mogę wam powiedzieć, że nie miłość bez seksu jest tak samo pusta jak seks bez miłości.
a ja uważam, że akurat w przypadku miłości kobiety i mężczyzny fascynacja cielesnością nie jest czymś złym, jest jakby uzupełnieniem fascynacji psychologicznej;-)...ale sobie powiedziałam...no no;-)
Chodzi mi o to, że podstawą powinna być więź emocjonalna, a dopiero potem więź cielesna (choć powszechnie wiadomo, ze pierwsze wrażenie przede wszystkim opiera się na "atrakcyjności" jednej osoby dla drugiej i to ta atrakcyjność - głównie wizualna, aczkolwiek nie zawsze - decyduje o chęci "bycia" z tym kimś, przebywania z nim, poznawania go...
mimo wszytko ja jako kobieta, więź emocjonalną uznaję za najważniejszą między kobieta i mężczyzną, bez niej seks nie ma sensu...z czasem też nasza cielesność przenika wszelkie doznania, uczucia, emocje i wspomnienia związane z tą ukochaną osobą, więc nic w tym dziwnego, że tęsknimy za dotykiem, za ciałem ukochanych...od zawsze przecież tworzyło nas dusza i ciało...
Chodzi mi o to, że podstawą powinna być więź emocjonalna, a dopiero potem więź cielesna (choć powszechnie wiadomo, ze pierwsze wrażenie przede wszystkim opiera się na "atrakcyjności" jednej osoby dla drugiej i to ta atrakcyjność - głównie wizualna, aczkolwiek nie zawsze - decyduje o chęci "bycia" z tym kimś, przebywania z nim, poznawania go...
mimo wszytko ja jako kobieta, więź emocjonalną uznaję za najważniejszą między kobieta i mężczyzną, bez niej seks nie ma sensu...z czasem też nasza cielesność przenika wszelkie doznania, uczucia, emocje i wspomnienia związane z tą ukochaną osobą, więc nic w tym dziwnego, że tęsknimy za dotykiem, za ciałem ukochanych...od zawsze przecież tworzyło nas dusza i ciało...
o kurcze, chyba odbiegłam nieco od tematu...
ale wracając do wątku...otóż, czy moze istnieć miłość damsko- męska bez pociągu fizycznego?........prawde mówiąc nie wiem...bo na przykład kocham mojego brata, ale nigdy nie patrzyłam na niego jak na obiekt, który mógłby mnie zainteresować, postrzegam go jako bardzo przystojnego mężczyznę i jest w pewnym sensie dla mnie takim wzorem, jaki być powinien "fajny" facet:-), ale nigdy przenigdy nie myślałam o nim w sensie czysto seksualnym...
z kolei miałam znajomych mężczyzn, którzy nie byli moją rodziną, byli dla mnie atrakcyjni fizycznie, ale i tak z tego nic nie wychodziło, bo nie było miłości, a miłości nie było, bo nic nas do siebie nie ciągnęło...
teraz kogoś kocham, kocham ponad wszystko...no i cóż?...a to moja słodka tajemnica:P
generalnie po prostu nie wiem jak to jest, bo nigdy nie doświadczyłam takiej miłości...wychodzi bowiem na to, że lgniemy do osób, które są nam podobni ( w sensie genetycznym, czy -jak kto woli- też innym), którzy się nam podobają.......
ale wracając do wątku...otóż, czy moze istnieć miłość damsko- męska bez pociągu fizycznego?........prawde mówiąc nie wiem...bo na przykład kocham mojego brata, ale nigdy nie patrzyłam na niego jak na obiekt, który mógłby mnie zainteresować, postrzegam go jako bardzo przystojnego mężczyznę i jest w pewnym sensie dla mnie takim wzorem, jaki być powinien "fajny" facet:-), ale nigdy przenigdy nie myślałam o nim w sensie czysto seksualnym...
z kolei miałam znajomych mężczyzn, którzy nie byli moją rodziną, byli dla mnie atrakcyjni fizycznie, ale i tak z tego nic nie wychodziło, bo nie było miłości, a miłości nie było, bo nic nas do siebie nie ciągnęło...
teraz kogoś kocham, kocham ponad wszystko...no i cóż?...a to moja słodka tajemnica:P
generalnie po prostu nie wiem jak to jest, bo nigdy nie doświadczyłam takiej miłości...wychodzi bowiem na to, że lgniemy do osób, które są nam podobni ( w sensie genetycznym, czy -jak kto woli- też innym), którzy się nam podobają.......