Leoncio wstał z kolan. Zerknął na płonące pola kukurydzy.
Pomruk złości przeciskał mu się przez zaciśnięte zęby...
W końcu wysyczał:
"To przez ciebie, dzi...ko...!"
Zapłakał. Wyciągnął pistolet.
Wpatrywał się w niego...
Leoncio wygrzebał się z piachu.
Otrząsnął pantalony.
Poprawił rozwichrzoną czuprynę.
Zapiął rozporek.
Wepchnął z powrotem zwisającą śledzionę...
I wyszeptał: