Moja babcia zrobiła w tej restauracji swoje 80-te urodziny. Ustalone zostało, że część sali będą zajmować stoły, a reszta będzie pusta do tańca, kwota za osobę miała wynosić 120 zł, obiad miał być podany z bukietem surówek, szampan miał stać gotowy na wejście gości.
A jak było:
1. Obiad był podawany w ogromnych odstępach czasowych:
najpierw gołąbki, po 10 minutach piersi w sosie, po kolejnych 15 minutach ziemniaki i frytki (maleńkie porcje odliczone co do osoby - nie można było poprosić o więcej), następnie kalafior i na końcu po kolejnych 20 minutach devolaje.
2. Nie trzeba chyba wspominać, że albo mięso było już zimne albo ziemniaki, kiedy chciało się zjeść te potrawy razem.
3. W devolajach były KOŚCI!!! Gdy ją zobaczyłam od razu wyobraziłam sobie jak musieli te persi "czyścić".
4. Bukietu surówek żaden z gości nie zobaczył.
5. Talerzyki, szklanki, filiżanki, zostały postawione za gośćmi i kelnerki wołały do gości "Proszę rozstawić talerzyki", "Proszę podać szklanki".
6. Natomiast przy zbieraniu brudnych naczyń kelnerka powiedziała do kuzynki "Może Pani tam zebrać talerze?", gdy zebrała je wokół siebie kelnerka do niej "Jeszcze tam" - pokazując na drugi koniec stołu.