Widok

Odmowa bycia świadkową / świadkiem

Cześć, ja i już mój zostaliśmy poproszeni o bycie świadkami na ślubie kościelnym. Jednak mamy poważne wątpliwości i zastanawiamy się czy odmówić, ponieważ na tym ślubie nasze dziecko będzie miało ok. 4miesięcy. Tak małego dziecka nie mamy z kim zostawić, ponadto wiadomo, że będzie to dzieciak, którego trzeba przewijać i karmić piersią i nie mam pojęcia jak mam to pogodzić z rolą świadkowej na weselu. Wolałabym być skupiona wyłącznie na moim maleństwu. W kościele na mszy też nie mam pojęcia kto z gości bądź rodzin pary młodej zgodzi się przypilnowac małego, mam jedynie nadzieję, że to się jakoś rozwiąże. Myślę, że jednak będzie problem z organizacją wieczoru panieńskiego i kawalerskiego, które ze względu a opiekę nad małym nie odbędą się w jednym czasie. Już teraz nie wiem, czy będę miała ochotę na organizację tego i odbierania telefonów od zaproszonych dziewczyn. Obawiam się, że względu na nieprzespane przez małego noce nawet nie będę mogła iść na taki wieczór panieński. Dodam, że moje wątpliwości wynikają z tego, że będzie to moje pierwsze dziecko, obecnie jestem w 4 miesięcu ciąży... Z kolei mąż jest trochę zdziwiony, że został poproszony na świadka, gdyż przyszłego pana młodego nie uważa za przyjaciela. Panna młoda natomiast jest moją przyjaciółką od 5 lat i sama była moją swiadkową 2lata temu... Jeszcze inna kwestia dotyczy samego ślubu, bo pewnie źle z mężem będziemy czuli się przy ołtarzu, skoro jesteśmy ludźmi niewierzącymi i sami mieliśmy ślub cywilny. Podobno proboszcz z parafii panny młodej nie będzie miał co do tego zastrzeżeń. Proszę o Wasze komentarze i porady.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

myślę, że jeśli to jest Twoja przyjaciółka to powinnyście porozmawiać na spokojnie, w cztery oczy. Może Twój mąż został poproszony bo młody nie ma kogo innego wziąć? Może dlatego że bardzo polubił Twojego męża i uważa że jest odpowiedzialny i dobrze zorganizowany? Powodów może być wiele dlatego szczera rozmowa najpierw. Myślę, że na pewno zrozumie zaistniałą sytuację.

Gorzej jak usłyszy to najpierw z Tego forum, a później od Ciebie :)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Patrząc na dobro przyszłej panny młodej - odmów, bo żadnego z Ciebie pożytku nie będzie. Powoli chyba zaczyna się odpieluszkowe zapalenie mózgu. Skoro do ślubu jest rok, możesz bez problemu zorganizować profesjonalną opiekę dla dziecka, wynająć pokój w ośrodku, w którym będzie ślub i doglądać dziecka co jakiś czas. Ale wynajdujesz tylko wymówki, że będzie ciężko, a to a tamto. Z jakiegoś powodu was poprosiła byście towarzyszyli im w jednym z najważniejszych dni w życiu. Kilka dni poświęcenia chyba nie jest aż tak trudne, jeżeli to jest ktoś ważny, a posiadanie dziecka nie sprawia, że nie możesz niczego innego robić oprócz zajmowania się nim. Ale jak już powiedziałam, dla dobra panny młodej - odmów.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 2

Masz oczywiście rację, parę dni poświęcenia się nie jest trudne. Ja nie szukam wymówek, tylko mam takie a nie inne obawy, może i niepotrzebnie, bo chciałabym, żeby panna młoda jednak miała ze mnie pożytek :p
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1

Ja uwazam zd Christine ma racje. Nie bedziesz miala czasu zorganizować jej wieczoru panienskiego przy tak malym dziecku. Poza tym planujesz karmic piersia wiec dziecko bedzie trudne do zostawienia z kims
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 4

Ja widzę to tak:

Jeśli jest to Twoja naprawdę bliska sercu osoba i czujesz, że zostałaś poproszona na świadkową z potrzeby serca panny Młodej, a nie wyłącznie " w rewanżu" za bycie świadkiem na JEJ ślubie czy też zapchajdziurą, bo nie ma kogo poprosić, nie odmawiałabym. Jest to bądź co bądź wyróżnienie i zakładam, że tak traktuje to również Panna Młoda, chyba że masz powody lub podejrzenia, żeby sądzić inaczej- wówczas jak najbardziej odmówiłabym.

Jeśli jednak jesteś przekonana o szczerości intencji, to msza w kościele trwa około 45 minut, dzieckiem w tym czasie mogą zając się bliscy, w razie potrzeby nawet wyjść z nim na chwilkę na dwór, nikt pewnie tego nawet nie zauważy, bo wszyscy będą skoncentrowani na Młodych.

Co do opieki na weselu, również każda szanująca się sala ma kącik lub pokój, gdzie w spokoju możesz przewinąć i nakarmić dziecko. Tak mały noworodek pewnie i tak większość imprezy prześpi ;-) Nie wierzę, że wśród kilkudziesięciu Gości nie znajdzie się ani jedna, która popilnuje dziecka, gdy np. zechcesz zatańczyć czy wyjść do WC. Dużo większy problem jest z tymi już chodzącymi, których na sekundę nie można z oka spuścić ;-)

A co do organizacji panieńskiego- kto powiedział, że MUSI się tym zająć wyłącznie świadkowa? Poproś o pomoc w organizacji mamę/ siostrę/ kuzynkę/ koleżanki Panny Młodej, w końcu też na tej imprezie będą się bawić- niech mają w niej swój współudział, a nie tylko przyjdą "na gotowe" ;-)

Natomiast co do
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Natomiast co do karmienia piersią- nie demonizowałabym, przecież nie będziesz karmić non stop :) Na mszy Twoje dziecko te 3 kwadranse wytrzyma, a na weselu nie będziesz miała wbrew pozorom aż tak wielu obowiązków jako świadkowa, byś musiała być przy Pannie Młodej non stop. Piszę to zarówno z perspektywy Panny Młodej, jak i trzykrotnej świadkowej ;-)
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0

A moim zdaniem to brak wyobraźni ze strony młodych, niezależnie od tego czy jesteście bardzo blisko czy przyczyna ich decyzji była inna. Masz 2 dobre powody, aby odmówić: 1) jesteście niewierzący (w tym wypadku świadkowanie na ślubie kościelnym trąci obłudą), 2) będziecie mieli maleńkie dziecko. Nie wiecie dzisiaj jak dużo uwagi maleństwo będzie wymagało, bo dzieci bywają różne. 45 minut w kościele może minąć bezproblemowo, ale tu znowu 2 sprawy: 1) nie będziesz się czuła komfortowo powierzając dziecko obcym ludziom, 2) obcy ludzie niekoniecznie muszą chcieć się zająć cudzym dzieckiem zamiast przeżywać ślub młodych.
Moja rada: jeśli z młodymi jesteście blisko lub chociaż Ty z młodą, uczciwie jej powiedz o swoich obawach. Jeśli nie jesteście blisko, też powiedz. Jeśli się obrazi, cóż... Chyba nie szkoda będzie takiej znajomości.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 4

Cóż, ile osób, tyle opinii :) Ja akurat nie uważam, by posiadanie maleńkiego dziecka było tu przeszkodą. W kościele ( lub na dworzu poza nim) mogliby się zająć maleństwem dziadkowie lub ktokolwiek z rodziny, niekoniecznie "obce" osoby. Nawet nie musieliby być na ślubie, bo wcale niekoniecznie muszą znać Pannę Młodą, która jest dla nich przecież obcą osobą ;-). Opieka na 45minut mszy na pewno nie byłaby problemem, a na weselu bez problemu ogarnęłabyś temat ( u mnie kuzynka była z 2- miesięcznym dzieckiem i też dała radę, nie robiła z siebie męczennicy tylko dlatego, że właśnie została matką ;-))

Już większym powodem do odmowy, który umknął mi w poście Autorki wcześniej, jest fakt, że jesteście niewierzący. To faktycznie trąci nieco hipokryzją występować w roli świadka w kościele w tej sytuacji. Jeśli więc zdecydujesz się odmówić, już prędzej jako Panna Młoda zrozumiałabym ten argument ;-)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1

Tak małego dziecka nie mamy z kim zostawić, ponadto wiadomo, że będzie to dzieciak, którego trzeba przewijać i karmić piersią i nie mam pojęcia jak mam to pogodzić z rolą świadkowej na weselu. - no to ja wnioskuje, że dziadków nie ma, skoro nie ma z kim zostawić czyli -> trzeba poprosić obcych ludzi do opieki. Ciekawe czy koleżanka poślubiona dala by swoje dziecko innej obcej kobiecie którą widzi po raz pierwszy..

tak czy siak uważam, że nie powinnaś się obawiać i porozmawiać z panną młodą. Jak nie dla swojego dobra to dla dobra Panny Młodej, bo po ślubie będą obiekcje do Ciebie, że coś było nie tak. Ja nie mam dzieci i nie zdaję sobie sprawi ile to wymaga poświecenia, ale niejednokrotnie widziałam, że są różne dzieci. jedne potrzebują nieustannej opieki swojej mamusi a inne dostaną kolorową zabawkę i świat dla nich nie istnieje. Dziecko się rozpłacze w trakcie mszy i co? Matkę ogarnie znieczulica i nie ruszy się do swojego dziecka? Bo przecież jest u jakieś Pani Halinki wiec jest ok? Tak jak wspomniałam, nie mam dzieci, nie wiem jak to jest. Ale wydaje mi się, że każda normalna matka przy maleńkim dziecku ma takie odruchy "kontrolne".
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 5

Ech, i po co ta złośliwość? ;-) Rodzina to nie tylko dziadkowie. Nie, ja nie zostawiłabym swojego dziecka pod opieką "kogoś, kogo widzę po raz pierwszy", nie popadaj w skrajności ;-) I nikt nie powiedział, że to dziecko będzie płakać w kościele całą mszę, bo wcale w kościele być fizycznie nie musi- może zostać z kimś zaufanym na zewnątrz. Autorka wątku chyba nie żyje na pustyni i tę jedną zaufaną osobę w rodzinie na zostawienie dziecka z nią raptem na 45 minut z całą pewnością by znalazła.

Dzieci nie masz, czy masz męża- nie wiem. Ale temat znasz tylko teoretycznie, więc tym bardziej nie rozumiem tonu wypowiedzi ;-)

A do Autorki wątku: pytałaś o zdanie, różne osoby się wypowiedziały. Zrobisz, jak uważasz. Ja jedynie zgadzam się z Arv- bycie matką nie wyłącza automatycznie z innych ról społecznych ;-)
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0

Nie złośliwość, a raczej chęć zrozumienia i pomocy głównej zainteresowanej. Skoro twierdzi, że nie ma z kim zostawić dziecka to myślę, że naprawdę nie ma, a nie że po prostu nie myśli.
Sama byłam świadkową i nie wyobrażam sobie mieć przy sobie dziecka 4ro miesięcznego. Być może to instynkt. Może kobieta jak urodzi dziecko wchodzi na wyższe obroty i wszystko może. Ale wiem, że jakbym miała oprócz młodych nianczyć jeszcze dziecko, to niestety, ale gdzieś bym się "wysypała". A tak się składa, że są czasem sytuacje, że ludzie nie mają nikogo bliskiego, a znajomych nie chcą "obarczać" kłopotem - bo 4ro miesięczne dziecko to jednak kłopot.
Ale jak już wspominałam, nie mam dzieci może wówczas świat wywraca się do gory nogami i wszystko staje się łatwiejsze,
pozdrawiam!
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 5

a co tu robię? Forum weselne, to raczej nie bywam tu hobbystycznie. Sama jestem przyszłą panną młodą i wolałabym żeby moja świadkowa zagrała ze mną w otwarte karty jeśli miałaby jakiekolwiek wątpliwości. Jesteśmy tylko ludźmi. nie ma w tym nic złego. Na pewno wolałabym to usłyszeć od niej niż przeczytać to później na forum. Wszystko jest fajnie do czasu jak nie trzeba być w dwóch miejscach na raz, kiedy ta świadkowa musi być. np. oczepiny. ? dobrzy jakby świadkowa wówczas była..
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4

Droga Aniu!

Autorka wątku napisała, że tak małego dziecka nie miałaby z kim zostawić. Ja to rozumiem tak, że fizycznie przynajmniej jedna osoba z rodziny lub przyjaciół by się znalazła, gdyby dziecko było starsze. Ma natomiast obawy, czy zostałaby z tak małym. Jeśli się mylę, proszę Autorkę wątku o sprostowanie.

Druga rzecz- jesteś przyszłą panną młodą, ale koro już byłaś świadkową, to zakładam, że wiesz, że oczepiny nie trwają przez całe wesele, i spokojnie można na ten kwadrans zostawić KAŻDE dziecko pod opieką zaufanej osoby będącej na weselu. I piszę to z autopsji, zarówno jako świadkowa mająca niedawno dziecko pod opieką, jak i Panna Młoda, u której tak maleńkie dziecko pod opieką miała moja własna świadkowa oraz dwoje innych gości weselnych. Noworodki przeżyły, ich Rodzice też ;-)

To jest 45 MINUT raz w życiu ( przynajmniej z założenia). Naprawdę na ten czas można się zorganizować nawet z malutkim dzieckiem, jeśli się tylko chce.

Nie wiem, czy uważnie śledzisz moje wpisy w innych wątkach, ale jeśli nie, to chcę Ci napisać, że wypowiadam się wyłącznie na tematy, o których mam jakiekolwiek pojęcie , bo sama to przeżyłam. Więc nie teoretyzuję ;-)

Autorka wątku powinna szczerze porozmawiać z panna młodą, to bez wątpienia. jednakże dla mnie jedynie słusznym argumentem do domowy jest fakt bycia niewierzącym, a nie posiadanie dziecka. Idąc Twoim tokiem myślenia, nikt nie zapraszałby na swoje śluby nawet najbliższych osób tylko dlatego, że właśnie zostały mamami... i nie daj Boże któreś dziecko piśnie w kościele. Przecież to absurd. Ja na Twoim miejscu obawiałbym się dużo większych "niedogodności" , bo z dzieckiem przynajmniej zawsze można wyjść, a na inne rzeczy wpływu mieć raczej nie będziesz ;-)

Życzę Tobie ( bez złośliwości) udanych przygotowań do tego najważniejszego dnia w życiu i więcej wiary w ludzi ;-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

"Idąc Twoim tokiem myślenia, nikt nie zapraszałby na swoje śluby nawet najbliższych osób tylko dlatego, że właśnie zostały mamami... "
gdzie takiej dedukcji uczyli? :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3

W Wyższej Szkole Dedukcji, jeśli już nie ma się do czego przyczepić :P Sądzę, że doskonale zrozumiałaś, co miałam na myśli, więc ta uwaga jest niepotrzebna, zwłaszcza, że mamą jeszcze nie jesteś ;-)

P.S Sądzę, że ta wymiana myśli zmierza w niewłaściwym kierunku, więc wypada ją zakończyć. Zwłaszcza, że niczego konstruktywnego nie wnosi do wątku. Mam nadzieję, że Autorka choć trochę pozbyła się dylematów.

Pozdrawiam ;-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Powinnaś porozmawiać szczerze z przyjaciółką i powiedzieć jej o swoich obawach. Po prostu.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ja bym odmówiła sama jestem mamą i cię rozumiem
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 4

Fajnie, że w końcu głos zabrała jakaś mama :) Uwierz mi, że ja też miałam taki dylemat. Wiadomo, że dzieci są różne i obawy Autorki wątku jak najbardziej rozumiem. Ale tu chodzi o 45 minut, nie o całe życie. Panna Młoda była bardzo bliską mi osobą i znała moją sytuację. Obie chciałyśmy być częścią tego najważniejszego dnia w jej życiu. I pewnie zrozumiałaby, gdybym odmówiła bycia jej świadkową, choć byłoby jej przykro. Ale ja uznałam, że nie mogę zamykać się w czterech ścianach i nie być częścią Jej życia przez te 45 MINUT tylko dlatego, że mam pod opieką malutkie dziecko. Byłam tam, bo chciałam tam być. Nie dlatego, że mnie zmuszono , że uległam fochom czy szantażowi. Tak jakby fakt sprawowania opieki nad dzieckiem miał mi zabrać wszystkie prawa społeczne, które mi do tej pory przysługiwały ;-)

Jeśli Autorka rzeczywiście nie ma absolutnie nikogo zaufanego, komu mogłaby powierzyć dziecko na te trzy kwadranse w kościele, może czuć się usprawiedliwiona i wówczas odwołam wszystko, co w tej kwestii napisałam. Ale nie wiem, czy to dobra metoda, by każdą taką sytuację w życiu usprawiedliwiać byciem mamą małego dziecka.To naprawdę nie jest kalectwo ;-) Gdyby tak było, pewnie wszystkie młode matki byłyby pomijane w zaproszeniach na ślub, bo jeszcze nie daj Boże noworodek popłacze się w kościele i zepsuje całe show ;-) Akurat zepsuć show może cała masa innych rzeczy, którym zapobiec się nie da, poczynając od pogody ;-) Nie dajmy się zwariować.

Pisałam wcześniej, w jaki sposób dylemat Autorki dałby się rozwiązać bez szkody dla ceremonii i z korzyścią dla wszystkich, zaznaczam jednak wyraźnie, że to wyłącznie moje zdanie, o wyrażenie którego Autorka poprosiła i które piszę z autopsji w oparciu o własne doświadczenia, a nie o gdybanie ;-) Co nie oznacza, że nie wypowie się tu inna mama, która ma zgoła odmienne doświadczenia. Powtórzę raz jeszcze- to są MOJE refleksje. Moje- nie znaczy jedynie słuszne. Daleka jestem od tego, by ktokolwiek tak to odebrał.

A Autorce wątku też radzę odmówić świadkowania. Ale nie z powodu dziecka, lecz deklaracji bycia niewierzącą. I jeśli dziwię się Pannie Młodej, że poprosiła Ją na świadka kościelnej ceremonii, to wyłącznie z tego powodu.

Do Autorki: Życzę Tobie podjęcia spokojnej, rzeczowej rozmowy i podjęcia decyzji zgodnej z własnym przekonaniem. Wysłuchaj argumentów Panny Młodej, przedstaw jej swoje i podejmij decyzję zgodnie z tym, co czujesz. Forum to tylko forum- możemy wyrazić opinię, ale żadna z nas w Twojej głowie nie siedzi :) Powodzenia!
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1

Moim zdaniem fakt bycia niewierzącym nie ma znaczenia w przypadku ślubu kościelnego. W końcu skoro wystarczy by jedno z Młodych było wierzącym by ślub mógł się odbyć w kościele to jakim problemem jest niewierzący świadek. Co innego - chrzest. Tam wymaga się by chrzestny był wierzący.

Myślę, że obawy autorki są całkiem naturalne. Gdyby teraz miała na rękach 3 miesięczne dziecko, to byłoby jej łatwiej podjąć decyzję co do bycia świadkową za miesiąc. Teraz, niestety nie jest w stanie niczego przewidzieć... Skąd ma wiedzieć jak zniesie poród? W jakiej będzie kondycji. Jak to mówią, IV trymestr czyli pierwsze 3 miesiące życia dziecka są ciężkie. Oczywiście wiele zależy od dziecka... ale autorka nie może do końca przewidzieć jak będzie u niej wyglądała sytuacja. Czy będzie w stanie pomóc Pannie Młodej tuż przed ślubem? Czy może będzie to robiła podczas drzemek malucha?

Myślę, że w tej sytuacji najlepiej byłoby porozmawiać z Panną Młodą o jej oczekiwaniach w stosunku do Ciebie jako świadkowej oraz o Twoich obawach. Może się okazać, że ona chce byś była Świadkiem w Kościele ale już nie chce Cię obarczać organizacją wieczoru panieńskiego. Szczera rozmowa powinna pomóc.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 4

Lusiu, tu nie chodzi o to, że osoba niewierząca nie może być świadkiem na ślubie kościelnym, bo oczywiście może. Bardziej chodzi tu o nastawienie mentalne Autorki, która chce być w zgodzie z własnymi poglądami i nie popadać w obłudę. A z Jej postu wyraźnie wynika, że nie bardzo chce występować w tej roli wbrew swoim poglądom. Więc problem nie jest tu natury prawnej, lecz moralnej ;-) I do tego odnosiła się moja rada i wypowiedź.

Co do drugiej części wypowiedzi- jasne, że w tej chwili nie może przewidzieć, jak przebiegnie ciąża i poród. Nikt tego wcześniej nie wie. Ale jej obawy dotyczyły- takie odniosłam wrażenie- głównie tego, że nie podoła obowiązkom świadkowej jako matka noworodka. Znów bardziej problem mentalno- organizacyjny, a nie fizjologia ;-) Wiadomo, że nikt nie jest jasnowidzem. Ale nie o to tutaj chodziło. Przecież sama Autorka nie wie, jak zniesie ciążę. Ale Jej dylematy dotyczyły- tak to interpretuję- sytuacji, gdy zakłada, że zniesie ją dobrze i urodzi zdrowe maleństwo.

Bardziej chodzi tu- mam wrażenie- o szerszy problem społeczny: młoda matka= najlepiej zamknąć się w czterech ścianach z noworodkiem, użalać nad sobą i nie brać udziału w żadnych ważnych wydarzeniach bliskich osób, "bo mam małe dziecko". Ale to temat na zupełnie inny wątek i nie chcę go zaśmiecać.

Powtórzę jedynie raz jeszcze i po raz ostatni : tutaj chodziło o 45 MINUT z życia jej przyjaciółki. Skoro Ją poprosiła na świadka wiedząc, że jest niewierząca, to znaczy, że jest w jej życiu kimś więcej niż tylko przyszłą młodą matką ( oczywiście przy założeniu, że nie chodzi wyłącznie o rewanż). I że nie bez powodu to właśnie ona dostąpiła tego wyróżnienia. I choćby z tego powodu ja zrobiłabym wszystko, by być w tym dniu razem z nią ( jak to zresztą uczyniłam w przypadku "mojej" Panny Młodej). Nie wiem, co takiego musiałoby się zadziać, by młoda matka nie mogła zorganizować się z maleństwem na te trzy kwadranse. Pomijając wypadki losowe, oczywiście. Taki dzień jest raz w życiu i już się (przypuszczalnie) nie powtórzy.

Ale- tak jak powiedziałam- dla mnie jedynym powodem do odmowy jest odczuwanie przez Autorkę wewnętrznej sprzeczności między własnymi poglądami a ceremonią kościelną, w której sama jako Panna Młoda uczestniczyć nie chciała, gdyż kłóciło się to z wartościami, które wyznaje. Cała reszta jest tylko gdybaniem ;-)

W jednym się zgadzam- szczera rozmowa z Panną Młodą jest absolutnie niezbędna. A przy okazji- i tu uwaga do przyszłych Panien Młodych- ten wątek jest świetną inspiracją do tego, by gruntownie przemyśleć, kogo wybieracie na świadków i czy- jak się tu okazuje- nie sprawicie komuś tym wyborem więcej problemów niż radości ;-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Co do nastawienia i kwestii wiary - sądzę, że za bardzo i Autorka i niektórzy podchodzą do kwestii takiej, że jest to "ślub kościelny". Sądzę, że prawie na 100% jest to ślub konkordatowy, nie tylko kościelny. Wychodząc z takiego założenia, pełnimy funkcję świadka również dla urzędu, nie tylko dla kościoła. Tak jak ktoś powyżej napisał - nie podejmujemy się wychowania dziecka w wierze czy "pilnowania" pary młodej, by przestrzegała zasad życia wedle przykazań. Funkcja świadka jest niezależna od stopnia wiary, czy jej braku.
Byłam na ślubie, gdzie świadek był osobą niewierzącą. Po prostu nie modlił się, nie klękał, nie wykonywał niczego z religijnego obrządku. Był tam by pomagać parze młodej, podpisać się w odpowiednim miejscu. I nikt go nie wyrzucił, w płomieniach też nie stanął ;) Chociaż spojrzenia co niektórych osób pewnie palić mogły. Ale to inna sprawa ;)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4

To naprawdę nie chodzi o to, czy dopuszczalne jest, aby świadkiem była osoba niewierząca, co ksiądz na to i czy goście nie będą dziwnie spoglądali. Chodzi o dopuszczenie myśli, że ktoś ze względu na swój światopogląd w ceremonii o charakterze religijnym (nawet jeśli to ślub tzw. konkordatowy) uczestniczyć nie chce. Dlaczego świadek ma robić coś wbrew sobie i swoim przekonaniom?
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dokładnie tak :) Ja też to tak zrozumiałam. Nie chodzi o ewentualność bycia świadkiem przez osobę niewierzącą, tylko o chęć życia i postępowania zgodnie ze swoimi poglądami, a nie robienie czegoś wbrew sobie. Może po prostu Autorka nie chce być hipokrytką. I ma do tego pełne prawo.

A uściślając: osoba niewierząca może zarówno wziąć w kościele ślub z katolikiem ( tzw. ślub jednostronny) jak i być świadkiem. Tyle że w tym pierwszym przypadku musi jednocześnie zadeklarować zobowiązanie, że ewentualne potomstwo wychowa w wierze katolickiej. Byłam na takim ślubie u koleżanki, więc temat jest mi znany ;-)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

W takim wypadku nie powinno rozchodzić się o funkcję świadka ze względu na stosunek do wiary, tylko w ogóle niechęć do uczestnictwa w obrządku religijnych zaślubin. Jeżeli dana osoba w ogóle nie chce być obecna na ślubie w kościele, to i świadkiem nie będzie. Jeżeli na ślubie może być, ale świadkiem nie chce być ze względu na przekonania to nie do końca rozumiem. Tu już nawet nie rozchodzi się o autorkę tego wątku, tylko ogólnie. Dlatego proszę nie brać moich słów jako czepianie się, jestem po prostu ciekawa jak i dlaczego ktoś myśli. Czasami mam wrażenie, że ludzie, którzy niby nie utożsamiają się z daną religią, jednak za bardzo na nią zwracają uwagę. Ale to tylko moje prywatne spostrzeżenie ;) Za bardzo chyba wszystko traktujemy zero-jedynkowo.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4

Arv, celnie to ujęłaś. Myślę,że w większości ludzie stwarzają sobie problemy tam gdzie ich nie ma. To tak jakby katolik odmówił uczestniczenia w ślubie cywilnym gdyż dla niego jedynym prawdziwym ślubem jest konkordatowy.
Jestem ciekawa, czy te same osoby które widzą problem w uczestniczeniu w ślubie gdyż nie utożsamiają się z religią - czy miałyby taki sam problem gdyby dotyczyło to zupełnie innej wiary?
W końcu wśród nas żyją ludzie wyznający różne religie a nie tylko katolicy i niewierzacy.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 4

Jak najbardziej masz rację :) Ja osobiście jestem osobą wierzącą, ale nic mi do tego, czy ktoś wierzy, czy nie. Nie patrzę na nikogo przez pryzmat wiary, tylko przez pryzmat tego, jakim jest człowiekiem i jak się zachowuje w stosunku do mnie. I nie uważam, że się "czepiasz", jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam. Masz prawo do snucia takich refleksji. Po prostu próbuję zrozumieć, co kierowało Panną Młodą, skoro wiedząc o poglądach świadkowej i jej niechęci do kościelnej ceremonii ( sama wybrała ślub cywilny, innego nie chciała), mimo wszystko poprosiła właśnie ją, by towarzyszyła jej w tym najważniejszym dniu życia. I dochodzę do wniosku, że widocznie jest to dla niej naprawdę ważne, by była to akurat ona. I nie przeszkadza jej ani to, że będzie młodą matką, ani to, że to wbrew jej poglądom. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Z jednej strony można tę Pannę Młodą oskarżyć o egoizm, że nie liczy się z rozterkami ani poglądami Świadkowej i stawia ją w niezręcznej sytuacji. Z drugiej- być może Autorka jest jej najbliższą sercu osobą i nie wyobraża sobie, by tę tak zaszczytną role mógł pełnić ktoś inny.

Wydaje mi się jednak, że gdyby Autorka była z góry na 100 procent na NIE, w ogóle nie zaczynałaby tego wątku. Po prostu odmówiłaby od razu i już :) A ja czuję, że snując różne "wymówki" ( nazwijmy to tak) chyba najbardziej chce samą siebie przekonać, że to zły pomysł, i szuka tu potwierdzenia, choć podświadomie być może chciałaby jednak tam być. A ja jako osoba, która sama była w identycznej sytuacji i to po obu stronach barykady, starałam się pokazać ze swojej perspektywy, jak to może wyglądać. Tylko tyle :)

Napisałaś wcześniej bardzo mądrą rzecz- że młoda matka naprawdę nie musi być wykluczona ze społecznego życia i poza zajmowaniem się noworodkiem istnieje jeszcze jako kobieta, zona, partnerka i kochanka, więc wyjście na ślub bliskiej osoby z niemowlakiem nie jest wyczynem na miarę zdobycia Mount Everest, o czym sama mogłaby się przekonać, gdyby tylko dała sobie szansę ;-)

Natomiast co do odmowy z powodu wiary- myślę, że nie nam to oceniać. Dla jednych to hipokryzja, dla innych- ortodoksyjna zerojedynkowość. Ja jestem wierząca, ale mam szacunek do ludzi, którzy postępują zgodnie z tym, myślą i czują. Jeśli Autorka czuje dyskomfort z tego powodu- odmawia i już :) Ja jako Panna Młoda na pewno bardziej zrozumiałabym argument odmowy odnoszący się do wyznawanych wartości niż do jakiegokolwiek związanego z posiadaniem małego dziecka. Idąc tym tropem, skoro 45 minut mszy to zbyt wiele, to zakupów z małym dzieckiem też nie można robić, pojechać na wczasy również nie itd. itp, bo dziecko będzie płakać, bo to, bo tamto ;-) Na Boga, ona będzie TYLKO matką :) I AŻ matką. Nie trędowatą. Czy nikt nigdy nie był na slubie weselu, na którym były małe dzieci? Jakim cudem te matki przeżyły???? :) :) :) Wszyscy zapraszacie wyłącznie gości bez dzieci, nawet jeśli są to najbliżsi Wam ludzie?

Cóż, ja w takim razie miałam szczęście, że moja Siostra nie zastosowała takiego kryterium :) Jakoś nie wyobrażam sobie usłyszeć od niej: "Kocham Cię i jesteś mi najbliższa na świecie, ale nie nadajesz się na moją Świadkową, bo jesteś matką niemowlaka" ;-)

Pozdrawiam :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Poślubiona, Jestem w stanie zgodzić się z Tobą w wielu aspektach. (Dodam tylko, że jestem właśnie w zaawansowanej ciąży więc staram się rozumieć inną przyszłą mamę i patrzę może nieobiektywnie bo z własnej perspektywy).

Jestem osobą dość zorganizowaną, lubiącą planować. Ale gdy ktoś mnie pyta o coś co będzie gdy pojawi się Maleństwo.. to nie wiem. Rozmawiając z wieloma mamami dochodzę do wniosku, że każde dziecko jest inne. Osobiście zgadzam się z Tobą, że w wielu przypadkach zamyka się kobietę z noworodkiem w 4 ścianach i jej chęć zrobienia przyjemności sobie jest odbierane przez społeczeństwo negatywnie. Podziwiam rodziców (i sama chciałabym takim być), którym udaje się pogodzić (nie wiem czy to trafne słowo) rodzicielstwo z pasjami, którzy potrafią tak się zorganizować by robić również coś dla siebie a nie tylko dla dziecka. I co najważniejsze, te dzieci nie są wcale pokrzywdzone bo Ci rodzice o nie jak najbardziej dbają.

A wracając do autorki, nie znamy wielu aspektów tej sprawy. Myślę, że ona sama po prostu się boi czy podoła wszystkiemu.
Przede wszystkim Autorka musi zastanowić się czy chce pełnić tak ważną rolę w tym dniu? Bo może wystarczy by to mąż, który nie jest przyjacielem odmówił i zajął się dzieckiem w czasie gdy Świadkowa będzie potrzebna?
Porozmawiaj szczerze z Panną Młodą, o tym czego oczekuje. :)
I jeszcze jedna kwestia Wieczór panieński i kawalerski nie muszą odbywać się w tym samym terminie. Organizację można zacząć wcześniej, ewentualnie poprosić kogoś do pomocy i wcześniej wszystko ustalić a ktoś (konkretna osoba) domknie to w czasie, kiedy Ty nie będziesz mieć do tego głowy. :) W dzisiejszych czasach to do takich rzeczy wystarczy komputer więc nawet gdyby kazali Ci leżeć w ostatnim trymestrze to i tak możesz sporo rzeczy ogarnąć :)

Nie wiem jaki jest powód, że poproszono o świadkowanie Twojego męża... ale jeśli oboje odmówicie "bo dziecko, bo jesteśmy niewierzący itp" to z obawiam się, że może to być odebrane źle. Po prostu zrobicie przykrość Młodym. Szczególnie, jeśli są to dla Ciebie ważni ludzie.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1

I tu się z Tobą zgadzam. Mogę Tobie poradzić jako przyszłej Mamie, byś nie zapominała o sobie i swoich potrzebach. To jest warunek szczęśliwego rodzicielstwa, jeden z wielu. Najgorsze, co można zrobić, to uznać, że nic już Ci nie wolno, bo jesteś matką ;-)

Sądzę jednak, że skoro taki nacisk sama Autorka położyła na to, że "nie wie, jak to się ułoży po porodzie", to tym bardziej żadna z nas jej tej odpowiedzi nie da, bo jasnowidzem nie jest. Więc wychodzi na to, że skoro wszystko jest i tak w sferze "gdybania", ten wątek był niepotrzebny ;-)

Dobrze by było, gdyby wypowiedziało się tu więcej osób, które- tak jak ja- faktycznie w takiej sytuacji były, a nie tylko dywagują i snują różne możliwe warianty ;-) Być może to pomogłoby Autorce najbardziej. Inaczej to trochę tak, jakby ślepemu opowiadać o kolorach ;-) Ale może się mylę.

Pozdrawiam Cię i życzę szczęśliwych narodzin Maleństwa :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

A co do panieńskiego- tak jak napisałam, to tylko niepisana tradycja, że "MUSI" zorganizować go świadkowa. Przede wszystkim, niczego nie musi, co najwyżej może. Po drugie, u mnie za organizację odpowiedzialne były wszystkie uczestniczki. Zrobiły zrzutkę, podzieliły zadania, każda miała coś do zrobienia i miała z tego frajdę, nie przyszła " na gotowe" ;-)

I zgadzam się też z Lusią, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Mąż Autorki odmówił świadkowania i zajął się dzieckiem, skoro- jak twierdzi Autorka- nie uważa się za przyjaciela Młodego ;-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Gdy teraz jako matka dwójki dzieci myślę o świadkowaniu to wiem, że dla mnie niemowlak plus takie obowiązki byly by poza moimi możliwościami.
Z punktu widzenia kiedy sama byłam świadkową to powiem, że jest to dość zajmująca sprawa. Jeśli do tego niemowlakiem nie może sie zająć ojciec, bo jest też świadkiem to lipa na maksa. Myślę, że przyjaciółka troszeczkę źle to sobie zaplanowała - para świeżo upieczonych rodziców na świadków to słaby wybór. Jeśli ma być młoda mama świadkową to chociaż nie tata... Niech chociaż on ma czas na zajęcie sie dzieckiem i odciążenie świadkowej by miała trochę spokoju i mogła się zaangażować w swoją rolę.
Na moim ślubie przyjaciółka jako świadkowa spędziła u mnie mnóstwo czasu, od godziny 12 w dniu ślubu do 6 rano dnia następnego. 18 godzina na nogach, na pełnych obrotach. Nie wyobrażam sobie jakby to połączyła z opieką nad 4 m-nym dzieckiem.
Autorko - jeśli jesteście przyjaciółkami powinnaś otwarcie powiedzieć pani młodej, że jesteś pełna obaw, bo nie wiesz jak to będzie z niemowlakiem. Może dziecko będzie miało kolki i darło się non stop? Do kogo potem będą żale młodych i innych gości którzy będą to znosić? Może dzidzia obrzyga kogoś parę razy na weselu i skończą się dobre ręce do pomocy :p A co jak dziecko zachoruje na dzień czy dwa przed ślubem i nie będziesz mogła przyjść? Kto nie był mamą nie bardzo potrafi może przewidzieć jak wiele niespodziewanych rzeczy może się zdarzyć z niemowlakiem... Jeśli się przyjaźnicie to ona powinna to zrozumieć.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

Miśka, dziękuję, że się wypowiedziałaś jako mama :) Cóż ja mogę napisać... być może siebie nie doceniasz- "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" ;-) Śledzę Twoje wpisy w innych watkach i wydajesz mi się być bardzo rozsądną i ogarniętą kobietą ;-)

A tak na poważnie- cóż ja mogę Ci napisać ... mam odmienne doświadczenia :) Też jako świadkowa i z niemowlakiem pod opieką spędziłam z Panną Młodą niemal całą dobę, bo była nią w dodatku moja rodzona Siostra. Ani ona, ani ja nie wyobrażałyśmy sobie, by ktokolwiek inny mógłby mnie zastąpić, bo jesteśmy sobie bardzo bliskie. Ja rozwiązałam to tak, że z niemowlęciem na te 45 minut mszy została ciocia, przezornie wyszła przed kościół, żeby potem nie było, że "dziecko się rozdarło i popsuło show" ;-), choć finalnie okazało się, że było to na wyrost, bo całą mszę przespało ;) I pewnie zaraz pojawi się argument, że widocznie miałam szczęście, którego Autorka może nie mieć ;-) Ale skoro prosiła o opis własnych doświadczeń , to się z nimi podzieliłam, w żadnym poście nie twierdziłam, że wszystkie dzieci tak mają, że wyczują ten moment mszy i akurat wtedy pokażą anielską naturę :D

I wiem też, ze powróci argument, że Autorka na nikogo bliskiego liczyć nie może, tak jak mogłam ja, bo jej mąż też ma świadkować. Ale tu wraca propozycja, którą i Ty przedstawiłaś- skoro mąż Autorki nie jest w żaden sposób związany z Młodymi, nawet przyjaźnią, spokojnie mógłby się dzieckiem zająć ;-) Trochę trudno mi uwierzyć, że Autorka nie ma ani jednej zaufanej osoby w swoim otoczeniu. A póki co do żadnej z naszych wypowiedzi tutaj się nie odniosła, więc nie wiem, czy się mylę.

Ja prawdę mówiąc chętnie przeczytałabym wypowiedź samej Autorki wątku, jak potoczyła się jej rozmowa z Panną Młodą i jaką decyzję ostatecznie podjęła. Pewnie dla przyszłych Panien Młodych też będzie to jakaś wskazówka, czy obarczać rolą świadkowej najbliższe osoby, które są młodymi matkami ;-) Dla mnie to nie był to żaden problem, tylko zaszczyt, ale- tak jak wspomniałam- to moja prywatna opinia.

Pozdrawiam Cię serdecznie :)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dziękuję :)
I to jest właśnie to - jedni wiedzą, że sobie poradzą, inni nie, a jeszcze inni mają wątpliwości. Mi było by ciężko, ale wiem, że moja przyjaciółka nie obraziła by się gdybym odmówiła w takiej sytuacji. Jak moja przyjaciółka poprosiła mnie o świadkowanie to też ją od razu uprzedziłam, że bardzo chętnie, ale wtedy staraliśmy się z mężem o dziecko i może jakbym była w ciąży to bym nie dała rady spełnić się w roli świadkowej tak jakbym chciała i jak może ona by tego oczekiwała. Tak więc przyjaciółka wiedziała od razu, że się zgadzam, ale miała plan awaryjny gdybym jednak nie mogła... I uważam, że zachowała się cudownie, bo i ja się czułam komfortowo i ona wiedziała, ze jak coś to wprost jej powiem, że nie i tyle. Ale my nie mamy oporów względem siebie żeby wyłożyć "kawę na ławę". Akurat tak się super złożyło , że wszystko było ok i zarówno ja mogłam na nią liczyć jako świadkową jak i potem ona na mnie rónież.
Autorce życzę szczerej rozmowy, to powinno rozwiać wszystkie jej wątpliwości.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Też tak uważam i myślę, że szkoda, że do tej rozmowy z Panną Młodą nie doszło od razu, gdy tylko została poproszona o świadkowanie. Nie miałaby teraz tylu dylematów ;-)

A co do mojej Panny Młodej, to też myślę, że moja Siostra by zrozumiała, gdybym odmówiła. Ale mi bardzo, bardzo zależało, żeby być z Nią w tym dniu w tej szczególnej roli, choćby pioruny waliły ;-) Jak to- ja nie dam rady???? JA??? :) Stwierdziłam, że stanę na rzęsach, a zrobię to i nic mi nie przeszkodzi :D Wiedziałam, że takiej szansy od losu już nie dostanę, bo moja Siostra nie zamierza milion razy brać ślubu, ja zresztą również nie ;-)

Zastanawia mnie jedynie, czy Autorka nadal tu zagląda i czy podzieli się z nami efektami tej rozmowy ;-) Bądź co bądź za Jej przyczyną wywiązała się tu ciekawa dyskusja, a i innym przyszłym Pannom Młodym pewnie by to pomogło. Autorko, odezwij się :)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

tez jestem mamą i to dwukrotnie, zjmuje sietez dekorowaniem ślubów, wiec troche juz widzialam. czasaem panna mloda ma np 5 miesieczne dziecko i da sie ten dzien i noc przezyc bez stresu. 4 miesieczne dziecko zwykle je co 2-3 godziny, wiec mozna je nakarmic przed lub po mszy. moze sie tak zdarzyc ze wcale nie beziesz karmic b bywa roznie( moje cory uczulone na białko mleka krowiego prawie od razu mialy mleko z puszki na recepte) na wesele, bo przeciez bedziecie nocowac mozna zbrac jakas bliska osobe, kuzynke, babcie, ciocie i wziac pkoj 3 osobowy zamiast 2 osobowego, bo raczej bedziecie tam nocowac. tak malenkie dziecko nie wymaga ciaglej zabawy i przewijnia, mozesz sie pojawiac co 2-3 godziny, zjesc i nakarmic, i tak wiekszosc czasu przespi... swiadek jest po to aby podpisac i pomoc. moja swiadkowa byla po rozwodzie cywilnym, ksiadz nie mial nic przeciwko temu. zakres" obowiazków" swiadkow bywa megaróżny od wszytskiego do niczego tak naorawde warto porozmawiac czego oczekuje od Ciebie Panna Młoda i w miare mozliwosci sie dostosowac, ocywiscie jesli chcesz.
image
SEMPER IN FLORE - DEKORACJE KWIATOWE SAL, KOŚCIOŁÓW, BUKIETY -http://semperinflore.eu
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry