Widok
Widzę,że powstał spór w kwestii normalności:)
W słowniku Doroszewskiego znajdujemy znaczenie: „normalny, taki jak należy”,
W innym słowniku języka polskiego jest to samo znaczenie, opisane w nieco inny sposób: „Jako regularne określamy coś, co uważamy za normalne i typowe w swoim rodzaju. Słowo potoczne."
Widzisz, pan, on to jest wariat regularny, taki, co to o nim ludzie mówią...
Naturalną cechą języka i ludzkiego rozumowania zarazem jest bowiem wielorakie nazywanie tego, co odbiega od normy.
To, co uważamy za dobre, normalne pozostaje niejako w domyśle i często nie musi być wyrażone ― tak pojmujemy świat w ogóle. Mające sporo synonimów, a pozbawione antonimów słowo głupek świadczyłoby o tym, że relacja język ― rzeczywistość nie jest taka prosta.
Pośredniczy w niej trzeci element ― ludzka myśl, która lubi płatać nam figle :)))
W słowniku Doroszewskiego znajdujemy znaczenie: „normalny, taki jak należy”,
W innym słowniku języka polskiego jest to samo znaczenie, opisane w nieco inny sposób: „Jako regularne określamy coś, co uważamy za normalne i typowe w swoim rodzaju. Słowo potoczne."
Widzisz, pan, on to jest wariat regularny, taki, co to o nim ludzie mówią...
Naturalną cechą języka i ludzkiego rozumowania zarazem jest bowiem wielorakie nazywanie tego, co odbiega od normy.
To, co uważamy za dobre, normalne pozostaje niejako w domyśle i często nie musi być wyrażone ― tak pojmujemy świat w ogóle. Mające sporo synonimów, a pozbawione antonimów słowo głupek świadczyłoby o tym, że relacja język ― rzeczywistość nie jest taka prosta.
Pośredniczy w niej trzeci element ― ludzka myśl, która lubi płatać nam figle :)))
Ale napisałaś! Twój wpis dotyczący definicji normalności sprawił, że nawet trochę zacząłem żałować, że jestem przed pięćdziesiątką, i że nie mam wolnego czasu do spędzania. Całość jest jednak dość optymistyczna, jak dobiję do wieku balzakowskiego to dam anons: "Szukam pani w podobnym wieku do dyskusji również językowej. Posiadanie dwóch słowników obowiązkowe. Ciekawe czy ktoś się odezwie:) ".
Odnośnie meritum to ostatnio dochodzę do wniosku, że ów trzeci element jest kluczowy o ile nie najważniejszy. Mam na myśli myśl a nie figle :P.
Odnośnie meritum to ostatnio dochodzę do wniosku, że ów trzeci element jest kluczowy o ile nie najważniejszy. Mam na myśli myśl a nie figle :P.
Mój wpis nieco pokrętny, ale Ci do których był adresowany, zrozumieli jak widać :)
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem przedmówcy, że "Całość jest jednak dość optymistyczna" wg mnie całość jest BARDZO optymistyczna :)
Jak słusznie zauważyłeś trzeci element jest kluczowy :P
Reasumując "normalne" to pojęcie względne i często subiektywne, a nienormalnym ludzie najczęściej określają to, czego nie znają i czego boją się poznać „normalność" to słowo, które upraszcza określenie do czego zmierzam, czego mi brakuje w życiu, bo tak naprawdę czy normalność w ogóle istnieje, przecież to rzecz na wskroś względna, określenie jej łączy się z okolicznościami, z „miejscem siedzenia" , z pragnieniami.
Lubimy ludzi szufladkować, przypinać łatki, a przecież to co dla nas jest normalne, dla innych już niekoniecznie, nasze poglądy, idee, normy są odzwierciedleniem naszej drogi, naszej historii, naszych doświadczeń, a przecież każdy ma własną drogę do przejścia.
Nie można odbierać/temperować indywidualności, odmienności drugiego człowieka, bo przecież każdy człowiek jest jakiś, jest inny, niepowtarzalny, wyjątkowy.
Dopisuję... uwielbiam być (też) wariatką :)
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem przedmówcy, że "Całość jest jednak dość optymistyczna" wg mnie całość jest BARDZO optymistyczna :)
Jak słusznie zauważyłeś trzeci element jest kluczowy :P
Reasumując "normalne" to pojęcie względne i często subiektywne, a nienormalnym ludzie najczęściej określają to, czego nie znają i czego boją się poznać „normalność" to słowo, które upraszcza określenie do czego zmierzam, czego mi brakuje w życiu, bo tak naprawdę czy normalność w ogóle istnieje, przecież to rzecz na wskroś względna, określenie jej łączy się z okolicznościami, z „miejscem siedzenia" , z pragnieniami.
Lubimy ludzi szufladkować, przypinać łatki, a przecież to co dla nas jest normalne, dla innych już niekoniecznie, nasze poglądy, idee, normy są odzwierciedleniem naszej drogi, naszej historii, naszych doświadczeń, a przecież każdy ma własną drogę do przejścia.
Nie można odbierać/temperować indywidualności, odmienności drugiego człowieka, bo przecież każdy człowiek jest jakiś, jest inny, niepowtarzalny, wyjątkowy.
Dopisuję... uwielbiam być (też) wariatką :)
Od czasu do czasu urządzamy tu sobie takie małe zagadki pod tytułem: "kto zrozumiał co napisałem/am", także kilkoro forumowiczy jest nieźle wyćwiczonych w czytaniu ze zrozumieniem, również pomiędzy wierszami :).
Jak słyszę "normalne" to przypomina mi się pewien bełkotliwy tekst z dawnych lat: trabant jest normalnym samochodem, oczywiście zgodnie z normami wschodnioniemieckimi. Chichot historii polega na tym, że kraju już nie ma, normy zniknęły a auta wciąż jeżdżą. Stąd też moje pytanie i lekkie obruszenie się na normy i normalność. Ale masz rację, lubimy poczuć, że to jacy jesteśmy, co robimy jest "normalne", że nie jest wymysłem kosmity, że emocje, wnioski, pomysły mieszczą się w jakichś tam ramach, że oddział zamknięty nam nie grozi. Piszę "nam" ale wyćwiczone forumowe oko przepisze w MYŚLI to zdanie z zaimkiem "mi" ;). Tak ja moje z "Lubimy ludzi szufladkować..." przekłada na "Lubię ludzi szufladkować..." ;). Bo ja nie lubię. Jeśli przypinam łatki to tylko dwie. Chcę poznać bliżej - nie chcę. W pierwszym przypadku żadna szufladka nie pomieści takiej osoby, w drugim łatka nie jest potrzebna.
I masz rację co do jeszcze jednego. Moja myśl podpowiadała mi, że po pięćdziesiątce to już tylko będę mógł liczyć na towarzystwo przekupnych gołębi w parku. Zatem jest to "bardzo" optymistyczne, a nie tylko "dość".
Historie i drogi są różne. Nawet na tym gUpim forum widać, jak w zależności od przebytej drogi rysują się poglądy. Jak trudno jest dojść do wspólnego stanowiska dwóm osobom z których jedna poszła górą a druga doliną. Mimo że obie piszą to samo, to jednak nie mogą się dogadać. Ot, trzeci element.
Jak słyszę "normalne" to przypomina mi się pewien bełkotliwy tekst z dawnych lat: trabant jest normalnym samochodem, oczywiście zgodnie z normami wschodnioniemieckimi. Chichot historii polega na tym, że kraju już nie ma, normy zniknęły a auta wciąż jeżdżą. Stąd też moje pytanie i lekkie obruszenie się na normy i normalność. Ale masz rację, lubimy poczuć, że to jacy jesteśmy, co robimy jest "normalne", że nie jest wymysłem kosmity, że emocje, wnioski, pomysły mieszczą się w jakichś tam ramach, że oddział zamknięty nam nie grozi. Piszę "nam" ale wyćwiczone forumowe oko przepisze w MYŚLI to zdanie z zaimkiem "mi" ;). Tak ja moje z "Lubimy ludzi szufladkować..." przekłada na "Lubię ludzi szufladkować..." ;). Bo ja nie lubię. Jeśli przypinam łatki to tylko dwie. Chcę poznać bliżej - nie chcę. W pierwszym przypadku żadna szufladka nie pomieści takiej osoby, w drugim łatka nie jest potrzebna.
I masz rację co do jeszcze jednego. Moja myśl podpowiadała mi, że po pięćdziesiątce to już tylko będę mógł liczyć na towarzystwo przekupnych gołębi w parku. Zatem jest to "bardzo" optymistyczne, a nie tylko "dość".
Historie i drogi są różne. Nawet na tym gUpim forum widać, jak w zależności od przebytej drogi rysują się poglądy. Jak trudno jest dojść do wspólnego stanowiska dwóm osobom z których jedna poszła górą a druga doliną. Mimo że obie piszą to samo, to jednak nie mogą się dogadać. Ot, trzeci element.
Ojj zielony, zielony:)) Tak jak wszyscy chcą czuć się normalni, tak wszyscy twierdzą że są uczciwi, dobrzy, że nie kłamią i że NIE SZUFLADKUJĄ.
A wszyscy są na swój sposób nienormalni i wszyscy na zwykły sposób szufladkują, nie da się żyć bez tego, bo tak zbudowany jest nasz umysł;)
A wszyscy są na swój sposób nienormalni i wszyscy na zwykły sposób szufladkują, nie da się żyć bez tego, bo tak zbudowany jest nasz umysł;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"