Widok
Ja używam tylko drożdży świeżych.
Suszone mam na półce na wszelki wypadek, bo do sklepu daleko a świeże potrafią się popsuć.
Ale najczęściej te suszone wywalam przy okazji wymiany na nieprzeterminowane suszone.
Próbowałem też robić chleb na drożdżach świeżych, zamrożonych i rozmrożonych - da się, działają.
Suszone mam na półce na wszelki wypadek, bo do sklepu daleko a świeże potrafią się popsuć.
Ale najczęściej te suszone wywalam przy okazji wymiany na nieprzeterminowane suszone.
Próbowałem też robić chleb na drożdżach świeżych, zamrożonych i rozmrożonych - da się, działają.
Nie czytałeś że w internecie jest wszystko?
http://artkulinaria.pl/magia-gotowania/porady/drozdze-swieze-czy-instant
http://artkulinaria.pl/magia-gotowania/porady/drozdze-swieze-czy-instant
wracając do chleba
Weszłam i przejrzałam wątek przytoczony przez pana M. Tam jest przepis na chleb na drożdżach i podane jest mniej więcej 1/3 paczki. Czy to chodzi o drożdże suszone?
Ostatnio też powiedziałam do któregoś z moich synów, że w internetach jest wszystko.
A on spojrzał na mnie dziwnie i podsumował"
-mamo, to, że uzyjesz młodzieżowego slangu, nie uczyni cie młodzieżą.
Mi się internety zawsze kojarzyłu z jakims tam "kwiatkiem słownym" Busha i nie sądziłam, że to teraz język młodziezowy.
Ostatnio też powiedziałam do któregoś z moich synów, że w internetach jest wszystko.
A on spojrzał na mnie dziwnie i podsumował"
-mamo, to, że uzyjesz młodzieżowego slangu, nie uczyni cie młodzieżą.
Mi się internety zawsze kojarzyłu z jakims tam "kwiatkiem słownym" Busha i nie sądziłam, że to teraz język młodziezowy.
Pewnie wiosną, bo raczej nie wcześniej :) Dobre lody tam macie, smakowite. To był naprawdę wypas i jak będę mieć ochotę na lody to tylko w W.
Ja jestem Inka trochę jak kot, mam uszkodzony gen pozwalający odczuwać przyjemność z jedzenia słodyczy. Więc raczej nie potrzebuję. Jak raz na kwartał upiekę drożdżówkę (albo inny placek) z śliwkami (albo innymi owocami) to jest aż nadto, większość i tak skarmiam po ludziach.
A teraz a propos słodyczy wymyśliłem, że zrobię własnoręcznie bounty. Składniki już mam, koncepcję także, tylko jeszcze czekam na apetyt na słodkie, coby mieć przyjemność z konsumpcji :)
Ja jestem Inka trochę jak kot, mam uszkodzony gen pozwalający odczuwać przyjemność z jedzenia słodyczy. Więc raczej nie potrzebuję. Jak raz na kwartał upiekę drożdżówkę (albo inny placek) z śliwkami (albo innymi owocami) to jest aż nadto, większość i tak skarmiam po ludziach.
A teraz a propos słodyczy wymyśliłem, że zrobię własnoręcznie bounty. Składniki już mam, koncepcję także, tylko jeszcze czekam na apetyt na słodkie, coby mieć przyjemność z konsumpcji :)