Widok
Piekło czy szajba
Grzędowicza opowieści ze Świata Pomiędzy (tym a tamtym. Miejsce, gdzie błąkają się zagubione dusze, a przedmioty, budynki etc istnieją jak odbicia, tak jak w świecie realnym, ale tym mocniej i wyraźniej, im większe znaczenie mają dla żyjacych).
"-Piekło czy szajba?
-Słucham?
-Mamy tu dwie kategorie ludzi. Jedni wiedzą, co się stało i gdzie są. Tacy siedzą w tej knajpie. Piekło, bracie. Drudzy udają, że nic się nie stało. Nie zdają sobie sprawozdania. Łażą po ulicach, coś niby gotują, kręcą się jak mysz w kołowrotku. Udają, że żyją. Szajba. Ci nawet nie wiedzą już, kim są. Gorzej niż duchy. Szajba. Pytam, do jakiej kategorii pan szanowny się zaliczasz: piekło czy szajba?
-Przejazdem - powiedziałem."
Potem po decyzji o wizycie w hotelu spod znaku "szajba"; problem : brak gotówki. :
"Recepcja była maleńka, wciśnięta między drewniane schody, a przeszklone drzwi. Właściwie kontuarek z rzędami kluczy za plecami, umieszczonych na hakach w drewnianych przegródkach. Tuż przy wejściu stał maleńki stoliczek i skórzany fotel. Recepcjonista był łysy i stary, miał na sobie pasiasty, szpitalny szlafrok. Kiedy odchylały się poły, widać było wplecione w mgliste, szkieletowate ciało staroświeckie medyczne urządzenia tworzące jego organizm (...)
-Rzadko ktoś się zatrzymuje w naszym mieście - oznajmił podejrzliwie.
-Tak bywa. Ale to piękne miasto, więc nie żałuję odparłem uprzejmie. - Mój własny głos słyszałem niczym z beczki. - Ile to będzie?
-Za noc pięćdziesiąt.
Wyjąłem z kieszeni plik suchych dębowych liści, które zebrałem na ulicy. Rozłożyłem je, przeliczałem jeden po drugim, w końcu wysupłałem dwa, takie same jak wszystkie inne. Cały cyrk. Nie wierzyłem, że to coś da. Głupi, bajkowy blef, który mógł mnie wysłać jedynie z powrotem na ulicę.
I rzeczywiście.
Popatrzył najpierw na liście, a potem na mnie. Tak, jak się patrzy na wariata.
-No co pan?
Wzruszyłem ramionami. Co niby miałem powiedzieć? Jeżeli wywalą mnie na ulicę, po prostu się położę. Koniec. Coś niedobrego działo się albo tam gdzieś, z moim ciałem, albo z duszą. Albo z jednym i drugim.
-Przecież to za dużo.
Zabrał listek z wierzchu, otworzył jakieś szuflady, po czym wyłożył przede mną zetlały kawałek gazety, kupon totolotka i kilka kapsli. Jak szajba, to szajba."
Więc ja też przejazdem. A Wy?
"-Piekło czy szajba?
-Słucham?
-Mamy tu dwie kategorie ludzi. Jedni wiedzą, co się stało i gdzie są. Tacy siedzą w tej knajpie. Piekło, bracie. Drudzy udają, że nic się nie stało. Nie zdają sobie sprawozdania. Łażą po ulicach, coś niby gotują, kręcą się jak mysz w kołowrotku. Udają, że żyją. Szajba. Ci nawet nie wiedzą już, kim są. Gorzej niż duchy. Szajba. Pytam, do jakiej kategorii pan szanowny się zaliczasz: piekło czy szajba?
-Przejazdem - powiedziałem."
Potem po decyzji o wizycie w hotelu spod znaku "szajba"; problem : brak gotówki. :
"Recepcja była maleńka, wciśnięta między drewniane schody, a przeszklone drzwi. Właściwie kontuarek z rzędami kluczy za plecami, umieszczonych na hakach w drewnianych przegródkach. Tuż przy wejściu stał maleńki stoliczek i skórzany fotel. Recepcjonista był łysy i stary, miał na sobie pasiasty, szpitalny szlafrok. Kiedy odchylały się poły, widać było wplecione w mgliste, szkieletowate ciało staroświeckie medyczne urządzenia tworzące jego organizm (...)
-Rzadko ktoś się zatrzymuje w naszym mieście - oznajmił podejrzliwie.
-Tak bywa. Ale to piękne miasto, więc nie żałuję odparłem uprzejmie. - Mój własny głos słyszałem niczym z beczki. - Ile to będzie?
-Za noc pięćdziesiąt.
Wyjąłem z kieszeni plik suchych dębowych liści, które zebrałem na ulicy. Rozłożyłem je, przeliczałem jeden po drugim, w końcu wysupłałem dwa, takie same jak wszystkie inne. Cały cyrk. Nie wierzyłem, że to coś da. Głupi, bajkowy blef, który mógł mnie wysłać jedynie z powrotem na ulicę.
I rzeczywiście.
Popatrzył najpierw na liście, a potem na mnie. Tak, jak się patrzy na wariata.
-No co pan?
Wzruszyłem ramionami. Co niby miałem powiedzieć? Jeżeli wywalą mnie na ulicę, po prostu się położę. Koniec. Coś niedobrego działo się albo tam gdzieś, z moim ciałem, albo z duszą. Albo z jednym i drugim.
-Przecież to za dużo.
Zabrał listek z wierzchu, otworzył jakieś szuflady, po czym wyłożył przede mną zetlały kawałek gazety, kupon totolotka i kilka kapsli. Jak szajba, to szajba."
Więc ja też przejazdem. A Wy?
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.