Wiele razy przechodziłem obok tego miejsca i jakiś czas temu odważyłem się udać się tam.
Restauracja przywitała mnie zapachem starej frytury i dziwną muzyką stylizowaną na tradycyjną muzykę chińską.
Po dostaniu menu (w którym jest ok. 100 pozycji!) wybrałem jak dla mnie standardowe dania - kurczak po syczuańsku z ryżem (gotowanym na parze) oraz pierożki pekińskie. O ile pierożki były w miarę dobre, to danie z "kurczakiem" mnie przeraziło. Ryż może kiedyś został ugotowany na parze, ja dostałem wersję wzmocnioną falami mikrofalowymi.
Co do kurczaka, dostałem talerz, na którym oprócz całej masy sosu i garści warzyw dało się dostrzec coś, co przypominało kawałki kurczaka, jednak po włożeniu do ust zauważyłem, że to bardziej przypomina gumę/żelki. Pierwszy raz w życiu miałem w ustach tak bardzo przerobione mięso - najprawdopodobniej ocet albo inne kwasy zawarte w sosie rozłożyły wszystkie białka w mięsie.
Oczywiście pani kelnerka stwierdziła, że "inni klienci chwalą sobie to jedzenie"...