Widok
W przypadku umowy o pracę tak.
W przypadku cywilnoprawnej może być zapis, że za szkolenie płaci zleceniobiorca, nawet w przypadku zerwania umowy od razu po szkoleniu. Oczywiście taka umowa jest bardzo niekorzystna dla zleceniobiorcy i stanowczo odradzam ich podpisywanie, aczkolwiek praktyka pokazuje, że taki proceder bywa popularny. Jest legalny.
W przypadku cywilnoprawnej może być zapis, że za szkolenie płaci zleceniobiorca, nawet w przypadku zerwania umowy od razu po szkoleniu. Oczywiście taka umowa jest bardzo niekorzystna dla zleceniobiorcy i stanowczo odradzam ich podpisywanie, aczkolwiek praktyka pokazuje, że taki proceder bywa popularny. Jest legalny.
nienie, właściciel to określił jako dzień próbny, mówił, że weźmie kilka dziewczyn i chce je sprawdzić jak sobie radzą, byłam jedną z nich. Niestety nie mam kontaktu z pozostałymi. Nikt tam mnie niczego nie uczył, postawili mnie na zmywaku, dodatkowo obsługa klienta, zbieranie zamówień i sprzątanie, szefa nawet nie było tego dnia w pracy.
Dziewczyno, gdyby właściciel miał zamiar zapłacić wam za ten dzień próbny, od razu podał by stawkę i pieniądze wypłacił po "przepracowanym" dniu. Po prostu was oszukał, wielki pan biznesmen wykiwał białych murzynów i niby go teraz nie ma w firmie.
Najlepiej podejdź tam i powiedz, że chcesz forsę, a jak nie to zgłosisz to gdzie trzeba.(oczywiście żadna instytucja w tym chorym kraju nie weźmie czegoś takiego na poważnie), ale taka groźba może zadziałać.
Była kiedyś taka sytuacja, dziewczyna poszła na dzień próbny do odzieżowego, składała i prasowała ubrania, nikt jej nic nie tłumaczył, nikt nie nadzorował, nikt nie szkolił, zapieprzała jak zwykły pracownik. Dzień się skończył, później odzewu ze strony sklepu żadnego, więc poszła tam po forsę. I mówi, że należą się jej pieniądze za dzień próbny, kierowniczka na to, że nie, że u nich próbny niepłatny. Tamta odpowiedziała, że adwokat twierdzi inaczej i mogą się spotkać i usłyszeć to na sali sądowej. Dziewczyna wyszła ze sklepu z pieniędzmi.
Najlepiej podejdź tam i powiedz, że chcesz forsę, a jak nie to zgłosisz to gdzie trzeba.(oczywiście żadna instytucja w tym chorym kraju nie weźmie czegoś takiego na poważnie), ale taka groźba może zadziałać.
Była kiedyś taka sytuacja, dziewczyna poszła na dzień próbny do odzieżowego, składała i prasowała ubrania, nikt jej nic nie tłumaczył, nikt nie nadzorował, nikt nie szkolił, zapieprzała jak zwykły pracownik. Dzień się skończył, później odzewu ze strony sklepu żadnego, więc poszła tam po forsę. I mówi, że należą się jej pieniądze za dzień próbny, kierowniczka na to, że nie, że u nich próbny niepłatny. Tamta odpowiedziała, że adwokat twierdzi inaczej i mogą się spotkać i usłyszeć to na sali sądowej. Dziewczyna wyszła ze sklepu z pieniędzmi.