Widok
Ja jeszcze w Toruniu nie byłam a po tych wpisach to chyba się przejadę :) , bo to fajne miasto musi być korzystajcie z Wordpress-a https://profiles.wordpress.org/artbo
Oczywiście wiadomo, kto dygał po to piwo do wsi, co nie? Kilometr. W pionie. Kilka razy dziennie. To był jedyny okres w moim życiu, kiedy piłem na potęgę, jadłem na potęgę, i wyglądałem jak szczypior. Co wzbudzało w ciotkce Sztefie i mamie Adasia matczyne uczucia, który objawiały się na podtykaniu mi co rusz jakiś smakołyków, tudzież wprowadzenia obowiązku degustowania i smakowania przyrządzanych przez nie dań. A umiały dziewczyny kulinarnie dogadzać, nie powiem. Pieczeń w sosie to była pieczeń w sosie, kawał woła zatopiony w gęstej mazi, osadzony na czomolugmie tłuczonych kartofli, a nie cztery włokna mięsniowe ułożone na krzyż z dwoma ziarenkami groszku, jak to serwują obecnie. Albo golonka, z zadniej łapy przerośniętego tucznika z wiadrem zasmażanej kapusty. Kośc po tej golonce to pies jadł trzy dni. Albo szpik wydłubywany z kości gotujących się w garze do gotowania bielizny i popijany żytniówka prosto z chłodni.
I takie to wspomnienia mam przez Martusię z Torunia.
I takie to wspomnienia mam przez Martusię z Torunia.
ciotka Sztefa, jak na swoją wage i profesję przystało, musiała często uzupełniać ubytki płynów, a tych ubywało jej obficie. Na długie lata stała się poniekąd moim idolem, albowiem był to pierwszy człowiek, który pokazał mi, że można butelkę piwa wypić jednym łykiem. Nie na raz, nie duszkiem, a łykiem. I to nie byle jaką butelkę, bo w pamięci mam wyryty obraz ciotki Sztefy z butelku typu euro w ręku. W takich butelkach w owym czasie i miejscu można było nabyć soki przecierowe z brzoskwini bulgar oraz piwo okocim marki kapitan. Z sokami bulgar ciotka nie kojarzy mi się kompletnie, więc to musiał być kapitan. W rzeczonym czasie i miejscu można było jeszcze nabyć inne piwa, a to konkretnie świętojańskie (zwane popularnie świńskim) i ziębickie, jednak oba te produkty sprzedawano w butelkach oranżadowych 0,3. Tak więc musiał to być okocim.
ciotka Szrefa w pracy obowiązkowo ubierała biały nakrochmalony fartuch, który przepasała tzw. zapaską. Zaś za zapaską nosiła zatknięta ścierę, która generalnie służyła jako ściera, ale także jako broń zaczepno-obronna, rękawica hutnicza oraz defibrylator – no przynajmniej ja tę ściere w takich funkcjach widziałem. Do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam ten niezauważalny ruch nadgarstka ciotki Sztefy, po którym z dłoni wyskakiwała jak pajęcza sieć Spidermana ściera trafiając w punkt w to, w co miała trafić, a zanim jeszcze po trafieniu opadła zwijała się w wprawnym ręku ciotki w gałgan i płynnym ruchem usuwała ślad po trafionym, który czasami nieopatrznie uplamił blat roboczy, ścianę, okno czy co tam akurat.
Nie przeczę, że wielokrotnie celem ściery ciotki Sztefy był piszący te słowa. Wyrobiła wtedy we mnie ciotka odruch uników, jakże bardzo potrzebny w moim późniejszym życiu. Nawet mój trener od kung fu, patrząc na moje popisy, a miał skłonności sportowe, mamrotał – cżłowieku, żebyś ty się umiał bić na 20% tego jak umiesz uciekać to byśmy wzięli mistrza na każdych zawodach.
Nie przeczę, że wielokrotnie celem ściery ciotki Sztefy był piszący te słowa. Wyrobiła wtedy we mnie ciotka odruch uników, jakże bardzo potrzebny w moim późniejszym życiu. Nawet mój trener od kung fu, patrząc na moje popisy, a miał skłonności sportowe, mamrotał – cżłowieku, żebyś ty się umiał bić na 20% tego jak umiesz uciekać to byśmy wzięli mistrza na każdych zawodach.
Tak mi przez tę Martusię i Krukowskiego ciotka Szrefa weszła do głowy, że muszę słówko jeszcze napisać. No przecież nie będę zakładać nowego wontka, więc tutaj.
ciotka Sztefa była prawdziwy obraz szefa kuchni z PRLu. A rządziłą w tej kuchni ze swoją kumpelką, mamą Adasia. ciotka i mama, gdyby chciały wystąpić w fame mma, mogłyby walczyć tylko w kategorii open. Na mój prywatny użytek twierdze wszakże, że 3/4 z ich masy to była dobroć pomieszana z poczuciem humoru.
ciotka Sztefa była prawdziwy obraz szefa kuchni z PRLu. A rządziłą w tej kuchni ze swoją kumpelką, mamą Adasia. ciotka i mama, gdyby chciały wystąpić w fame mma, mogłyby walczyć tylko w kategorii open. Na mój prywatny użytek twierdze wszakże, że 3/4 z ich masy to była dobroć pomieszana z poczuciem humoru.
polejcie i mi! ;)
Toruń jest mi dość bliski, szczególnie upodobałam sobie jedno miejsce nad Wisłą...zawsze tam chodzę dzierżąc w łapce dużą porcję lodów albo kubek grzanego wina, w zależności od pory roku ;) i zawsze obowiązkowo muszę zrobić zdjęcie na ławeczce z panią z gąską i koszykiem ;)
Toruń jest mi dość bliski, szczególnie upodobałam sobie jedno miejsce nad Wisłą...zawsze tam chodzę dzierżąc w łapce dużą porcję lodów albo kubek grzanego wina, w zależności od pory roku ;) i zawsze obowiązkowo muszę zrobić zdjęcie na ławeczce z panią z gąską i koszykiem ;)
INSTAGRAM: unbake_my_heart_
Soundcloud: https://soundcloud.com/inga-koz-owska
Soundcloud: https://soundcloud.com/inga-koz-owska
Krzywą Wieże to najlepiej pamiętam z Ząbkowic. Chwaliłem się, że któregoś roku zasuwałem w schronisku PTTK w Srebrnej Górze?
Na kuchni siedziała ciotka Sztefa. A ja robiłem za przynieś, podaj, pozamiataj. I ciotka Sztefa goniła mnie po zakupy do wsi. To wyglądało mniej więcej tak: gdzie są pomidory? nie ma pomidorów! Manson, weź ruksag i poleć do wsi po pomidory, jo? Więc brałem ruksag i leciałem do wsi po pomidory. Kiedy wracałem z pomidorami ciotka Sztefa na mój widok pytała: Manson, byleś już po te pomidory? Byłem ciotko, tu są. A to szkoda, bo jeszcze masła nie ma, polecisz po masło? No i leciałem. Średnio 8-10 razy dziennie. Jak ktoś ma ochotę niech sobie popatrzy na mapie, jak to jest. Od schroniska do wsi jakiś kilometr. W pionie.
Na kuchni siedziała ciotka Sztefa. A ja robiłem za przynieś, podaj, pozamiataj. I ciotka Sztefa goniła mnie po zakupy do wsi. To wyglądało mniej więcej tak: gdzie są pomidory? nie ma pomidorów! Manson, weź ruksag i poleć do wsi po pomidory, jo? Więc brałem ruksag i leciałem do wsi po pomidory. Kiedy wracałem z pomidorami ciotka Sztefa na mój widok pytała: Manson, byleś już po te pomidory? Byłem ciotko, tu są. A to szkoda, bo jeszcze masła nie ma, polecisz po masło? No i leciałem. Średnio 8-10 razy dziennie. Jak ktoś ma ochotę niech sobie popatrzy na mapie, jak to jest. Od schroniska do wsi jakiś kilometr. W pionie.
Cześć Marta :-)))
Napisałbym, że mam na imię Wojtek i tez mam 12 lat, ale taki jeden zaraz się przyczepi, że to on ma na imię Wojtek.
Więc nie napiszę.
Ale Toruń fajne miasto - miasto wielkich ludzi - Kopernik, Rydzyk, Zwierzyński ...
Siedziałem tam kiedyś na tych kamlotach na tą Wasza rzeką i obgryzałem pierniki. Dobre macie pierniki.
Napisałbym, że mam na imię Wojtek i tez mam 12 lat, ale taki jeden zaraz się przyczepi, że to on ma na imię Wojtek.
Więc nie napiszę.
Ale Toruń fajne miasto - miasto wielkich ludzi - Kopernik, Rydzyk, Zwierzyński ...
Siedziałem tam kiedyś na tych kamlotach na tą Wasza rzeką i obgryzałem pierniki. Dobre macie pierniki.