Widok
Mylisz się i to bardzo. Do czasu, kiedy sam nie zacząłem pracować na morzu miałem podobne wyobrażenie,a prawda jest zupełnie inna.
Oczywiście są od tego wyjątki, ale błędem jest powtarzanie starego sloganu, że co port to inna dziewczyna. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo potrzebny jest zdrowy dom i miejsce gdzie chce się wracać.
Niestety coraz częściej jest tak, że to żony marynarzy bawią się tu świetnie, podczas gdy my jesteśmy na kontrakcie. Sam cały czas szukam tej, której można będzie zaufać i spokojnie pracować.
Pozdrawiam
Oczywiście są od tego wyjątki, ale błędem jest powtarzanie starego sloganu, że co port to inna dziewczyna. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo potrzebny jest zdrowy dom i miejsce gdzie chce się wracać.
Niestety coraz częściej jest tak, że to żony marynarzy bawią się tu świetnie, podczas gdy my jesteśmy na kontrakcie. Sam cały czas szukam tej, której można będzie zaufać i spokojnie pracować.
Pozdrawiam
Drogi eng.. Najwazniejsze jest to zaufanie i musi byc ono obustronne.Znalezienie dzisiaj osoby ktora mysli powaznie o zyciu i o zalozeniu rodziny to graniczy z cudem , dotyczy to zarowno kobiet i męzczyzn.Na pewno sa kobiety ktorym mozna zaufac , ale takie zostają niezauważalne i zazwyczaj nie mają szczescia w zyciu .pozdrawiam i zycze aby Pan w koncu znalazl tę wlasciwą, moze jest gdzies blisko...:)
Joanno nie Ty jedna jestes sama, ktora mysli o zbudowaniu zdrowego domu . Czasami trafiamy na nieodpowienich mężczyzn, niedojrzalych emocjonalnie, ktorzy po prostu boją sie zalozyc rodzine, gdyz nie chcą zadnej odpowiedzialnosci brac na swoje barki, lepiej zyc z dnia na dzien, cieszyc sie wolnoscią bez zadnych konsekwencji .Prawdziwe ale tak niestety jest . Widac nie kazdemu w zyciu jest dane pelne szczescie .A kazda z nas ma pewne zasady i wartosci , ktorych powinnysmy sie trzymac, a nie dac sie traktowac mezczyznom tylko jak przedmiot.....Pozdrawiam .Mysle i trzeba miec nadzieje ze szczescie kiedys do nas sie usmiechnie .Pozdrawiam
Myślę, że każdy gdzieś w głębi siebie marzy o spokojnym życiu u boku najbliższych. Niestety przy takim zawodzie jedno wyklucza drugie i wcale to nie jest łatwe dlatego tak samo to cieszy jak i dziwi , że ktoś chce takiego życia, którego połowę spędzamy w pracy:(
Dziękuję i również życzę wszystkiego dobrego
Dziękuję i również życzę wszystkiego dobrego
na pewno marzy...
A Ty przypadkiem pisząc, że jedno wyklucza drugie.. sam sobie na złość robisz? Ja wiem na pewno, ze wystarczy chcieć zrozumieć pewne stany rzeczy. Wcale nie jest to dziwne lecz normalne dla osoby która chce i myśli. Zawód marynarz to tylko zawód, który z upływem lat odejdzie na emeryturę. Wyciągnąć pozytywne wnioski nawet z tych negatywnych faktów/zdarzeń.
A Ty przypadkiem pisząc, że jedno wyklucza drugie.. sam sobie na złość robisz? Ja wiem na pewno, ze wystarczy chcieć zrozumieć pewne stany rzeczy. Wcale nie jest to dziwne lecz normalne dla osoby która chce i myśli. Zawód marynarz to tylko zawód, który z upływem lat odejdzie na emeryturę. Wyciągnąć pozytywne wnioski nawet z tych negatywnych faktów/zdarzeń.
Marynarz to nie tylko zawód, bo w każdy zawód wpisana jest pewna specyfika, która zmienia światopogląd i zachowania danej osoby.
Mam dobrego przyjaciela - marynarza, który zszokował mnie swoimi poglądami po jakimś czasie jak już pracuje. Zawsze był przystojny, miał powodzenie i z niego korzystał, lekko do tego podchodził i szczerze, to bawił się przy tym świetnie. Teraz widzę, że szuka nie tyle co miłości czy rozrywki, ale stabilizacji. Śmiał się, że gdyby się dowiedział, że jego kobieta go zdradza to tego faceta przywiązał by do kotwicy i przeciągnął po oceanie :) a kobietę zamknął na klucz, żeby wychowywała jego dzieci. Boi się przyszłości.
Szkoda mi trochę tych mężczyzn, którzy poświęcają wiele dla dobra rodziny, nie widzą jak dorastają ich dzieci, a ich kobiety chcą tylko ich pieniędzy i przy rozwodzie chcą zabrać wszystko. Czasami są dobrymi matkami ale nie potrafią być wierne, bo potrzeba im bliskości, jakby ich mężom na wodzie jej nie brakowało. Niestety to może spotkać każdego ale marynarz na morzu nie dopilnuje sobie takiej kobiety.
I uważam, że to nie chodzi o to, żeby znaleźć kobietę czy mężczyznę do stałego związki, bo do takiego jestem przekonana, że jest wielu chętnych. Problemem jest znaleźć taką osobę z którą będziemy szczęśliwi.
Mam dobrego przyjaciela - marynarza, który zszokował mnie swoimi poglądami po jakimś czasie jak już pracuje. Zawsze był przystojny, miał powodzenie i z niego korzystał, lekko do tego podchodził i szczerze, to bawił się przy tym świetnie. Teraz widzę, że szuka nie tyle co miłości czy rozrywki, ale stabilizacji. Śmiał się, że gdyby się dowiedział, że jego kobieta go zdradza to tego faceta przywiązał by do kotwicy i przeciągnął po oceanie :) a kobietę zamknął na klucz, żeby wychowywała jego dzieci. Boi się przyszłości.
Szkoda mi trochę tych mężczyzn, którzy poświęcają wiele dla dobra rodziny, nie widzą jak dorastają ich dzieci, a ich kobiety chcą tylko ich pieniędzy i przy rozwodzie chcą zabrać wszystko. Czasami są dobrymi matkami ale nie potrafią być wierne, bo potrzeba im bliskości, jakby ich mężom na wodzie jej nie brakowało. Niestety to może spotkać każdego ale marynarz na morzu nie dopilnuje sobie takiej kobiety.
I uważam, że to nie chodzi o to, żeby znaleźć kobietę czy mężczyznę do stałego związki, bo do takiego jestem przekonana, że jest wielu chętnych. Problemem jest znaleźć taką osobę z którą będziemy szczęśliwi.
xxx to nie jest kwestia pływania. Zdrady zdarzają się na lądzie i na wodzie :) Ty wiesz co robią żonaci panowie na burcie, ja wiem co robią na lądzie. W życiu nie ma lekko i trzeba się starać, walczyć o to, żeby być szczęśliwym.
Związki z marynarzami są trudne z różnych względów.
Po pierwsze, gdy partner jest obecnie na wodzie, to jego kobieta musi sobie radzić sama, nawet gdy są jakieś problemy, wypadki, ale i szczęśliwe chwile. Nie naprawi jej kranu, nie będzie adorował, nie zawsze może zadzwonić. Nie może go poprosić, żeby jej pomógł, nie wypłacze się mu w ramię, nie przytuli. Żony marynarzy muszą być naprawdę silnymi i zaradnymi kobietami.
Po drugie:
Nie chcę nikogo tłumaczyć ale wyobraź sobie sytuację, gdzie marynarz ma żonę, wraca do pięknego domu na który zarobił i słyszy, że coś źle postawił, nie ma zawracać teraz jej głowy, że da sobie radę. W takich mężczyznach rodzi się poczucie "piątego koła u wozu".
Kobieta nauczyła się żyć sama, radzić sobie bez niego, a jak już jest to czasami nieświadomie go pomija. Rodzina ma określone rytuały, którymi żyje. Potem pojawia się spragniony marynarz, i wszystko jest dobrze przez jakiś czas a potem burzy jej dotychczasowy harmonogram. Mężczyzna chce wynagrodzić stracony czas dzieciom, rozpuszcza je, podważa autorytet matki bo chce aby dzieci go kochały. Normalnym jest, że są konflikty, ale trzeba być ich świadomym i starać się zrozumieć dwie strony i doceniać to co obie strony robią dla siebie.
Jeżeli chodzi o zdrady to sfrustrowany facet, zrobi wszystko by poczuć się lepiej choć przez chwilę i podnieść swoje poczucie wartości.
Uważam, że takie związki mają szansę przetrwania, ale obie strony muszą być świadome zagrożeń i walczyć o związek. Wtedy dostrzega się zalety takich związków: stęsknieni kochankowie, wspólny czas wykorzystany na 90% i sprawianie sobie przyjemności codziennymi gestami :)
@eng, życzę powodzenia :) Nie poddawaj się, wiesz czego chcesz w życiu więc to połowa sukcesu, teraz "wystarczy" szukać.
Związki z marynarzami są trudne z różnych względów.
Po pierwsze, gdy partner jest obecnie na wodzie, to jego kobieta musi sobie radzić sama, nawet gdy są jakieś problemy, wypadki, ale i szczęśliwe chwile. Nie naprawi jej kranu, nie będzie adorował, nie zawsze może zadzwonić. Nie może go poprosić, żeby jej pomógł, nie wypłacze się mu w ramię, nie przytuli. Żony marynarzy muszą być naprawdę silnymi i zaradnymi kobietami.
Po drugie:
Nie chcę nikogo tłumaczyć ale wyobraź sobie sytuację, gdzie marynarz ma żonę, wraca do pięknego domu na który zarobił i słyszy, że coś źle postawił, nie ma zawracać teraz jej głowy, że da sobie radę. W takich mężczyznach rodzi się poczucie "piątego koła u wozu".
Kobieta nauczyła się żyć sama, radzić sobie bez niego, a jak już jest to czasami nieświadomie go pomija. Rodzina ma określone rytuały, którymi żyje. Potem pojawia się spragniony marynarz, i wszystko jest dobrze przez jakiś czas a potem burzy jej dotychczasowy harmonogram. Mężczyzna chce wynagrodzić stracony czas dzieciom, rozpuszcza je, podważa autorytet matki bo chce aby dzieci go kochały. Normalnym jest, że są konflikty, ale trzeba być ich świadomym i starać się zrozumieć dwie strony i doceniać to co obie strony robią dla siebie.
Jeżeli chodzi o zdrady to sfrustrowany facet, zrobi wszystko by poczuć się lepiej choć przez chwilę i podnieść swoje poczucie wartości.
Uważam, że takie związki mają szansę przetrwania, ale obie strony muszą być świadome zagrożeń i walczyć o związek. Wtedy dostrzega się zalety takich związków: stęsknieni kochankowie, wspólny czas wykorzystany na 90% i sprawianie sobie przyjemności codziennymi gestami :)
@eng, życzę powodzenia :) Nie poddawaj się, wiesz czego chcesz w życiu więc to połowa sukcesu, teraz "wystarczy" szukać.
Nika, kocham Cię;* heheh , a tak na poważnie to albo jesteś kobietą kogoś, kto pracuje na morzu, albo sama na nim pracujesz;)
nie mogę się z Tobą nie zgodzić, bo wszystko co napisałaś to właśnie moje radości i obawy. Może z podnoszeniem wartości się nie do końca zgadzam, bo oko za oko to wcale mnie nie pociesza, ale reszta 100%trafna. Zresztą pomimo, że sam pracuje na morzu, to od małego temu się przyglądam i wnioski te same.
W odpowiedzi do kolegi xxx to chyba tylko pozazdrościć lekkości ducha i życzyć zaufania u kobiet skoro sam go pan nie ma.
Pozdrawiam
nie mogę się z Tobą nie zgodzić, bo wszystko co napisałaś to właśnie moje radości i obawy. Może z podnoszeniem wartości się nie do końca zgadzam, bo oko za oko to wcale mnie nie pociesza, ale reszta 100%trafna. Zresztą pomimo, że sam pracuje na morzu, to od małego temu się przyglądam i wnioski te same.
W odpowiedzi do kolegi xxx to chyba tylko pozazdrościć lekkości ducha i życzyć zaufania u kobiet skoro sam go pan nie ma.
Pozdrawiam
>Nika, kocham Cię;* - dzięki, aż sie zawstydziłam ;) hehe
@eng ... nie pracuję na morzu i nie jestem też kobietą osoby pracującej na morzu :) Pracuję na lądzie i chyba tak będzie zawsze :)
Wiem jak wygląda takie życie, bo mojego byłego chłopaka bliska rodzina jest "marynarską rodziną", widziałam jak im cieżko to pogodzić. Mam też znajomych, którzy pracują na morzu bądź za granicą i obserwuje jak im się układa bądź nieukłada.
Kwestia zdrady... nie chodziło mi o zasadę "oko za oko, ząb za ząb" a o nieradzenie sobie z problemami. Nie piszę, żeby kogoś pocieszyć albo zdołować, ale o tym jak jest. Wiem, że tak nie powiino być, ale nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli. Niektórzy zamiast rozwiązywać problemy wolą o nich chwilowo zapominać i robić coś, co im przez chwilę poprawi humor.
Nauczyłam sie patrzyć obiektywnie na różne sprawy, podchodzić do nich z perspektywy też drugiej osoby. Nie lubię oceniania, kogoś po zawodzie, płci itd itp, bo to może być krzywdzące, trzeba poznać daną osobę, żeby przekonać się, czy jest godna zaufania czy nie.
:)
@eng ... nie pracuję na morzu i nie jestem też kobietą osoby pracującej na morzu :) Pracuję na lądzie i chyba tak będzie zawsze :)
Wiem jak wygląda takie życie, bo mojego byłego chłopaka bliska rodzina jest "marynarską rodziną", widziałam jak im cieżko to pogodzić. Mam też znajomych, którzy pracują na morzu bądź za granicą i obserwuje jak im się układa bądź nieukłada.
Kwestia zdrady... nie chodziło mi o zasadę "oko za oko, ząb za ząb" a o nieradzenie sobie z problemami. Nie piszę, żeby kogoś pocieszyć albo zdołować, ale o tym jak jest. Wiem, że tak nie powiino być, ale nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli. Niektórzy zamiast rozwiązywać problemy wolą o nich chwilowo zapominać i robić coś, co im przez chwilę poprawi humor.
Nauczyłam sie patrzyć obiektywnie na różne sprawy, podchodzić do nich z perspektywy też drugiej osoby. Nie lubię oceniania, kogoś po zawodzie, płci itd itp, bo to może być krzywdzące, trzeba poznać daną osobę, żeby przekonać się, czy jest godna zaufania czy nie.
:)