Widok
Udało mi się wczoraj powalczyć z elektryką i włączyć grzejnik.
Suszarka mi zdechła :/
Kumpel, który był wczoraj u mnie na flaszce, widział realia.
Suka c****eje na jego punkcie. Nawet na "mamusię" tak nie reaguje
Ale przynajmniej mam naocznego świadka, że suka reaguje na sens wypowiadanych słów. Nie tylko na intonację.
Suszarka mi zdechła :/
Kumpel, który był wczoraj u mnie na flaszce, widział realia.
Suka c****eje na jego punkcie. Nawet na "mamusię" tak nie reaguje
Ale przynajmniej mam naocznego świadka, że suka reaguje na sens wypowiadanych słów. Nie tylko na intonację.
Ten sam kumpel był kiedyś świadkiem innej sytuacji
"Mamusia" suki do mnie przyjechała.
Samochodów z tym silnikiem i tym dźwiękiem na polskim rynku jest naprawdę sporo.
I na co dzień suka kompletnie na ten dźwięk nie zwraca uwagi
Wówczas zainteresowała się już na etapie parkowania.
A kiedy koleżanka zamykałą z pilota central, po prostu oszalała z radości.
Skąd wiedziałą, że to "mamusia"? Nie mam bladego pojęcia :)
"Mamusia" suki do mnie przyjechała.
Samochodów z tym silnikiem i tym dźwiękiem na polskim rynku jest naprawdę sporo.
I na co dzień suka kompletnie na ten dźwięk nie zwraca uwagi
Wówczas zainteresowała się już na etapie parkowania.
A kiedy koleżanka zamykałą z pilota central, po prostu oszalała z radości.
Skąd wiedziałą, że to "mamusia"? Nie mam bladego pojęcia :)
Pokazywałem niedawno koledze dwa kalkulatory
W czasach studenckich szczytem wypasu był Sharp EL506
Na każde opracowanie laborki, to było cudo wręcz.
Niedawno kupiłem sobie w biedrze jego odpowiednik za 10 zł
Nie wiem po co. Teraz jego możliwości są mi zupełnie niepotrzebne
I pokazywałem drugi. HP10B. Każdy kto go widział durniał: co to q.. jest?
Co to za znaczki?
Trzy dni spędziłem (całkiem mile) na szkoleniu w Zakopcu z jego obsługi a nadal uważam się za laika.
Technika poleciała niezwykle do przodu. Przestałem nadążać
W czasach studenckich szczytem wypasu był Sharp EL506
Na każde opracowanie laborki, to było cudo wręcz.
Niedawno kupiłem sobie w biedrze jego odpowiednik za 10 zł
Nie wiem po co. Teraz jego możliwości są mi zupełnie niepotrzebne
I pokazywałem drugi. HP10B. Każdy kto go widział durniał: co to q.. jest?
Co to za znaczki?
Trzy dni spędziłem (całkiem mile) na szkoleniu w Zakopcu z jego obsługi a nadal uważam się za laika.
Technika poleciała niezwykle do przodu. Przestałem nadążać
Wczorajszy dzień "mignął" mi i zniknął. Od piątku mam "dzien dziecka", w piżamie, usprawiedliwiony egzorcyzmami wirusa. Stężenie czosnku w mojej cielesnej powłoce, przekroczyło jej zdolności wchłaniania wszystkiego co nie jest czystą energią Źródła. Całą moc i ...energię zmuszona byłam przechowywać w "chmurze" ;). Ból sklecenia dwóch zdań po niemiecku był niczym w porównaniu z torturą ich zapisania ale trzeba żyć z własnymi wadami drobiazgowości i innymi dziwactwami. Co zrobione to zrobione i do przodu...
Rankiem obudziła mnie jasność ha ha Śnieg! Odrobina ale jest :) Na termometrze za oknem -1, w domu ciepło i miło. Z kawą i kocykiem, siedziałam pod migającą światełkami choinką. Pomyśleć, że rok temu o tej porze, za każdą potrzebą chodziliśmy na dwór, do wygódki. Trzeba było palić w kominku od rana do wieczora, żeby utrzymać temperaturę pozwalającą egzystować na 30+ metrach salonu. Ciężki koc oddzielał ten azyl od pozostałych, chlodnych i pustych pomieszczeń. No i koza w kotłowni, której nie można było zostawić na dłużej niż wyjazd po prowiant do biedronki. 5-10 minut z życia, każdego poranka na skrobanie szyb i odśnieżanie auta. Nie wiem kiedy minął rok i już znowu Święta. Czuję, że z marchwi wstaję i że moc jest ze mną :) Warto było...! Warto jest... i warto będzie!
Franek od tygodnia "parzy" ze mną kawę ;) Frank Sinatra - Christmas Songs (full album): http://youtu.be/LvWBz1pLXps
Rankiem obudziła mnie jasność ha ha Śnieg! Odrobina ale jest :) Na termometrze za oknem -1, w domu ciepło i miło. Z kawą i kocykiem, siedziałam pod migającą światełkami choinką. Pomyśleć, że rok temu o tej porze, za każdą potrzebą chodziliśmy na dwór, do wygódki. Trzeba było palić w kominku od rana do wieczora, żeby utrzymać temperaturę pozwalającą egzystować na 30+ metrach salonu. Ciężki koc oddzielał ten azyl od pozostałych, chlodnych i pustych pomieszczeń. No i koza w kotłowni, której nie można było zostawić na dłużej niż wyjazd po prowiant do biedronki. 5-10 minut z życia, każdego poranka na skrobanie szyb i odśnieżanie auta. Nie wiem kiedy minął rok i już znowu Święta. Czuję, że z marchwi wstaję i że moc jest ze mną :) Warto było...! Warto jest... i warto będzie!
Franek od tygodnia "parzy" ze mną kawę ;) Frank Sinatra - Christmas Songs (full album): http://youtu.be/LvWBz1pLXps
Zdecydowanie wracam do życia :) Bohlen, Bohlen, Bohlen... Ruling, Ruling, Ruling ;)
http://youtu.be/67tT2PbiWcI
http://youtu.be/67tT2PbiWcI
Przy okazji tych kalkulatorów przypomniało mi się kilkudniowe szkolenie z rynków finansowych, bodaj w Spale.
Prowadził je dosyć znany z mediów ekonomista.
I za diabła nie mogłem sobie przypomnieć jego nazwiska.
Myślę: dziury w mózgu już mi się zrobiły.
Ale przed chwilą sobie przypomniałem. Ufff... ;)
Prowadził je dosyć znany z mediów ekonomista.
I za diabła nie mogłem sobie przypomnieć jego nazwiska.
Myślę: dziury w mózgu już mi się zrobiły.
Ale przed chwilą sobie przypomniałem. Ufff... ;)
wczorajszy dzień mi także przeleciał przez palce. był całkiem leniwy, spędzony na sprzątaniu, czytaniu i oglądaniu filmów. nie mam szczególnych wyrzutów sumienia z powodu mojej nieproduktywności. wydaje mi się, że po 2 latach pracy po 14 godzin dziennie mogę się oddać błogiemu lenistwu na jakiś czas. byle nie za długo bo już sama czuję, że w sumie chciałabym wrócić do rytmu pracy. a może tylko w ten sposób usprawiedliwiam swoją chęć na tymczasowe nieróbstwo, nie wiem.
Moja koleżanka nazywa to "dniem szlafroka".
Też często zapitala po naście godzin dziennie.
I jeśli trafi jej się dzień, kiedy może sobie na to pozwolić, to jest "rozlazła" do bólu.
Człowiek potrzebuje czasami takiego "wyluzowania"
Ja mam odwrotnie
"Dzień szlafroka" mam codziennie.
To też nie jest dobre, bo muszę być kopany, aby co jakis czas mieć "dzień musztry" :)
Też często zapitala po naście godzin dziennie.
I jeśli trafi jej się dzień, kiedy może sobie na to pozwolić, to jest "rozlazła" do bólu.
Człowiek potrzebuje czasami takiego "wyluzowania"
Ja mam odwrotnie
"Dzień szlafroka" mam codziennie.
To też nie jest dobre, bo muszę być kopany, aby co jakis czas mieć "dzień musztry" :)
Złodzieje? ... a jak nazwać ubezpieczalnie, a właściwie ich przedstawicieli, którzy nie informują o szczegółach ubezpieczenia swoich klientów, tylko podstawiają dokumenty do podpisu. Im klient mniej uświadomiony, tym lepiej dla ubezpieczalni i przedstawiciela.
Chcesz ubezpieczyć swoje mieszkanie na 1mln zł, proszę bardzo, wyliczą ci składkę dla miliona. Spróbuj ten milion odebrać po całkowitym zniszczeniu domu. Wtedy liczy się wartiść rynkowa, a nie wartość.na jaką masz ubezpieczenie.
Masz ubezpieczony przez wspólnotę cały blok, ale nie przeszkadza przedstawicielowi pobierać składkę za ten sam element od indywidualnie ubezpieczających mieszkania w tym bloku.itd itp
Chcesz ubezpieczyć swoje mieszkanie na 1mln zł, proszę bardzo, wyliczą ci składkę dla miliona. Spróbuj ten milion odebrać po całkowitym zniszczeniu domu. Wtedy liczy się wartiść rynkowa, a nie wartość.na jaką masz ubezpieczenie.
Masz ubezpieczony przez wspólnotę cały blok, ale nie przeszkadza przedstawicielowi pobierać składkę za ten sam element od indywidualnie ubezpieczających mieszkania w tym bloku.itd itp
można narzekać na konieczność wstawania do pracy albo na wizję spędzonych w niej długich godzin nawet jak się ją lubi...ale to jest dużo lepsze niż taka codzienna rozlazłość :P
tak, też tak miałam, że jak trafiał mi się dzień wolny to nawet z łóżka nie wstawałam jak nie musiałam :)
przede mną dzisiaj jeszcze jakieś zakupy, korzystam póki mamy jeszcze sklepy otwarte w niedziele ;)
tak, też tak miałam, że jak trafiał mi się dzień wolny to nawet z łóżka nie wstawałam jak nie musiałam :)
przede mną dzisiaj jeszcze jakieś zakupy, korzystam póki mamy jeszcze sklepy otwarte w niedziele ;)
Nigdy nie dostaniesz z ubezpieczenia majątkowego więcej, niż wynosi rzeczywista strata.
Jak masz chatę, wartą 200kzł, ubezpieczoną na 1Mzł, to nie dostaniesz więcej niż 200 kzł.
Jesteś po prostu idiotą, że ubezpieczyłeś na sumę przewyższająją wartość chaty.
Można ubezpieczyć w kilku firmach i za jakąś szkodę dostać odszkodowanie przewyższające jej wartość.
Ale to jest wyłudzenie. I za to można pójść siedzieć
Jak masz chatę, wartą 200kzł, ubezpieczoną na 1Mzł, to nie dostaniesz więcej niż 200 kzł.
Jesteś po prostu idiotą, że ubezpieczyłeś na sumę przewyższająją wartość chaty.
Można ubezpieczyć w kilku firmach i za jakąś szkodę dostać odszkodowanie przewyższające jej wartość.
Ale to jest wyłudzenie. I za to można pójść siedzieć
Ja to wiem, ale jeszcze nie spotkałem się z przedstawiciel, który powiedziałby: niech pan ubezpieczy najwyżej na kwotę X bo więcej i tak nikt panu nie zwróci. Ludzie zazwyczaj wyceniają swoje dobra zbyt wysoko i ubezpieczających je na kwoty, których nigdy nie byłyby w stanie odzyskać. Skoro chcą, to niech płacą wyższe składki. Od przedstawiciela nie usłyszą, że robią błąd ... czyż jest inaczej?