Widok
Gadam przed chwilą z kumplem, który nie mógł się do mnie dodzwonić
Mówię Mu, że mój zwykłofon robi mi ostatio cyrki.
Ale i tak nie zmienię na cokolwiek innego, bo to najlepszy telefon, jaki świat widział.
Skomentował: Zgadza się. Ale w XXw. Ocknij się.. mamy już XXI
No cóż... starzeję się. i odczuwam "ograniczenie cyfrowe".
BTW:
Kolega przypomniał mi sytuację sprzed N lat. Z początków sieci komórkowych.
Kiedy przyszedł do salonu chłop, który chciał telefon z jednym tylko przyciskiem On/off
Bo i tak do nikogo nie dzwoni i ma służyć do odbierania rozmów przychodzących :D
Mówię Mu, że mój zwykłofon robi mi ostatio cyrki.
Ale i tak nie zmienię na cokolwiek innego, bo to najlepszy telefon, jaki świat widział.
Skomentował: Zgadza się. Ale w XXw. Ocknij się.. mamy już XXI
No cóż... starzeję się. i odczuwam "ograniczenie cyfrowe".
BTW:
Kolega przypomniał mi sytuację sprzed N lat. Z początków sieci komórkowych.
Kiedy przyszedł do salonu chłop, który chciał telefon z jednym tylko przyciskiem On/off
Bo i tak do nikogo nie dzwoni i ma służyć do odbierania rozmów przychodzących :D
Pewnie już to kiedyś opowiadałem...
Pierwszą moją komórką w życiu był Ericson GH 388
Miałem go na kilka dni przed 16/09/97 kiedy Era uruchomiła dw pierwsze BTS-y w Gdańsku. Na Białej i na Jaśkowej Kopie.
Telefon tak "pancerny", że w bani się nie mieści.
N razy, żeby pokazać jego pancerność, rzucałem nim o ścianę. Jak się wetkło z powrotem baterię, działał bez problemu.
Znajomy na parkingu rozjechał samochodem swój.
Szybka pękła, ale działał nadal.
Jedynym minusem były słabe baterie.
Jak weszła na rynek N6310i, to żadna konkurencja nie istniała.
Pierwszą moją komórką w życiu był Ericson GH 388
Miałem go na kilka dni przed 16/09/97 kiedy Era uruchomiła dw pierwsze BTS-y w Gdańsku. Na Białej i na Jaśkowej Kopie.
Telefon tak "pancerny", że w bani się nie mieści.
N razy, żeby pokazać jego pancerność, rzucałem nim o ścianę. Jak się wetkło z powrotem baterię, działał bez problemu.
Znajomy na parkingu rozjechał samochodem swój.
Szybka pękła, ale działał nadal.
Jedynym minusem były słabe baterie.
Jak weszła na rynek N6310i, to żadna konkurencja nie istniała.
Miałem kiedyś okazję utopić tego Eryka.
Niechcący
Wypadł mi z kieszeni na cycku, kiedy schylałem się nad stołem.
Wiedziałem, jaka jest metodologia postępowania z utopionym telefonem i ją zastosowałem.
Oczywiście... działał potem bez zarzutu
Na jakiejś imprezie firmowej koleżanka mnie wk..wiła. Gadała przez tel przy stole.
Uprzedzałem kilka razy.
W końcu się wk...łem i wyrwałem jej tel z ręki i utopiłem go w pokalu z piwem.
Niestety... okazał się g.**m. Po "odzysku" działał, ale wyświetlacz się rozlał.
Oczywiście... odkupiłem jej go. Nie jestem aż takim gnojem, na jakiego wyglądam :D
Niechcący
Wypadł mi z kieszeni na cycku, kiedy schylałem się nad stołem.
Wiedziałem, jaka jest metodologia postępowania z utopionym telefonem i ją zastosowałem.
Oczywiście... działał potem bez zarzutu
Na jakiejś imprezie firmowej koleżanka mnie wk..wiła. Gadała przez tel przy stole.
Uprzedzałem kilka razy.
W końcu się wk...łem i wyrwałem jej tel z ręki i utopiłem go w pokalu z piwem.
Niestety... okazał się g.**m. Po "odzysku" działał, ale wyświetlacz się rozlał.
Oczywiście... odkupiłem jej go. Nie jestem aż takim gnojem, na jakiego wyglądam :D
Miałem parę lat temu taką sytuację:
Upolowałem jakiś bęben od pralki.
To se grilla na podwórku zrobiłem. Dziesiątki kg papierów poszło z dymem, wzbogacając efekt cieplarniany.
Sytuacja troszkę jak z Psów. Sąsiedzi sobie jaja robili.
Ale nie mogłem ich po prostu wyrzucić do śmieci. A niszczarki nie mam.
Upolowałem jakiś bęben od pralki.
To se grilla na podwórku zrobiłem. Dziesiątki kg papierów poszło z dymem, wzbogacając efekt cieplarniany.
Sytuacja troszkę jak z Psów. Sąsiedzi sobie jaja robili.
Ale nie mogłem ich po prostu wyrzucić do śmieci. A niszczarki nie mam.
Fajny pomysł z tą wyciskarką
Nie chiałbym się kompletnie odcinać. Bo jakąś część życia się traci.
Mam nadzieje, że nie będzie to potrzebne.
Jak mnie przetrzepało w zeszłym roku, sylwka spędziłem praktycznie na trzeźwo. Może ze dwie lampki szampana wypiłem. I potem przez długo kompletnie nic.
Było cacy. Organizm działał zarąbiście.
Nie wiem, kiedy znowu zassałem. Nie był to jakiś głeboki ciąg.
Ale przestałem mieć kontrolę.
Teraz też nie mam.
Goniłem w nocy do sklepu, bo MUSIAŁEM wypić. Prawie się rozpłakałem, kiedy zobaczyłem kolejkę.
Gotów byłem pociągnąć z gwinta już za rogiem.
Ale się ustabilizowałem: dasz radę
Dałem. Dotarłem do chaty i najpierw wytrąbiłem flaszkę mineralki Dopiero potem strzeliłem kielicha.
Jest kiepsko ze mną i nawet suka mi to mówi
Na szczęście... mam już dom zastępczy dla Niej, jagbym znienacka w kalendarz kopnął.
Nie chiałbym się kompletnie odcinać. Bo jakąś część życia się traci.
Mam nadzieje, że nie będzie to potrzebne.
Jak mnie przetrzepało w zeszłym roku, sylwka spędziłem praktycznie na trzeźwo. Może ze dwie lampki szampana wypiłem. I potem przez długo kompletnie nic.
Było cacy. Organizm działał zarąbiście.
Nie wiem, kiedy znowu zassałem. Nie był to jakiś głeboki ciąg.
Ale przestałem mieć kontrolę.
Teraz też nie mam.
Goniłem w nocy do sklepu, bo MUSIAŁEM wypić. Prawie się rozpłakałem, kiedy zobaczyłem kolejkę.
Gotów byłem pociągnąć z gwinta już za rogiem.
Ale się ustabilizowałem: dasz radę
Dałem. Dotarłem do chaty i najpierw wytrąbiłem flaszkę mineralki Dopiero potem strzeliłem kielicha.
Jest kiepsko ze mną i nawet suka mi to mówi
Na szczęście... mam już dom zastępczy dla Niej, jagbym znienacka w kalendarz kopnął.
Akurat może całkiem przypadkiem czytam...
Własnie policzyłem, mam 20 dymionów ładnie wymytych, wysuszonych, wpakowanych do koszy denkiem do góry i nieużywanych. Ja wiem, że od przybytku głowa nie boli, ale chyba zrywał ścięgien w szybkim starcie nie będę :-)))
I pół piwnicy zawalonej wyrobami, których na milion procent nie zużyję.
I tak się pomalutku żyje w tej głuszy...
Własnie policzyłem, mam 20 dymionów ładnie wymytych, wysuszonych, wpakowanych do koszy denkiem do góry i nieużywanych. Ja wiem, że od przybytku głowa nie boli, ale chyba zrywał ścięgien w szybkim starcie nie będę :-)))
I pół piwnicy zawalonej wyrobami, których na milion procent nie zużyję.
I tak się pomalutku żyje w tej głuszy...
Nie mam przekonania, czy akurat mnie. Widzisz, ja naprawdę uważam, że fajnie to się piło z C, bo on jako jeden z niewielu ludzi, których poznałem, potrafi(ł) pić. I całe szczęście, że dane nam było siedzieć razem nie dłużej niż miesiąc, bo - z C'ego jak z C'ego - ale ze mnie nie byłoby co zbierać.
Prawda jest koszmarna - sam się rodzisz, sam żyjesz i sam umierasz. I nikt za Ciebie tego nie odwali.
Prawda jest koszmarna - sam się rodzisz, sam żyjesz i sam umierasz. I nikt za Ciebie tego nie odwali.