Widok

Punkty i nie tylko

mam nadzieję, że takiej prowizorki i ściemy nie będzie jak w Drzewinie, gdzie punkty nie były obsadzone i nie raz byłem świadkiem sytuacji, gdzie koleś dzwonił na punkcie np. 3 do kumpla, który był gdzieś z tyłu i mówił mu jaki kod jest na punkcie 3 i ten gość z tyłu szedł od razu z punktu 2 na punkt 4. Kantowanie i kombinowanie na pieszym było straszne, nie wiem jak na rowerowym.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Były takie historie, oj były... Sam byłem nagabywany przez jakieś panny o kod z bodaj trójki. Dziewoje zapewniały, że były, ale nie mogły znaleźć drzewa z napisem. Tyle, że trójka była daleko wysunięta na wschód, o jakieś 10 km od czwórki, a z dwójki na czwórkę było raptem z 5 km. Wydawało mi się, że ludzie wiedzą, po co startuje się w takich zawodach. Jednak niestety obsługa sędziowska musi być. Albo przynajmniej perforator zamiast napisów na drzewie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeśli to co piszesz jest prawdą, to ja jestem chyba chorą żabą, bo nie kumam. Co zyskał ktoś, kto oszukał? I kogo oszukał? Siebie? Albo ja jestem nie z tej bajki, albo świat stanął na głowie. Jedyną nagrodą na Harpaganie jest SATYSFAKCJA (to go wyróżnia spośród wielu imprez około-sportowych), więc komuś kto sam się tej nagrody pozbawił dla kawałka papieru mogę tylko współczuć. Zrozumieć takiego delikwenta nie jestem w stanie. Chce zaimponować swojej dziewczynie? Dzieciniada. Zasady ustala się po to, by ich przestrzegać, a jeśli nie ma się takiego zamiaru, to nie ma sensu iść na Harpagana. Dyplomik można sobie wydrukować samemu, nie wychodząc z domu, wyjdzie tanio i bez wysiłku. Ale mimo wszystko wierzę, że wśród tych, którzy doszli do końca, nie było oszustów. Na własne oczy widziałem, jak na kilkanaście km przed metą w Drzewinie ludzie odmawiali woźnicy, który proponował im podwózkę, a niektórzy ciągnęli już naprawdę ostatkiem sił.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ale mimo wszystko wierzę, że wśród tych, którzy doszli
> do końca, nie było oszustów.

Ja też.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Pewnie gdyby nie rezygnacja Starogardu w ostatniej chwili ze współorganizowania H23, to by do tego nie doszło. Ale wobec nieobsadzenia punktw całą statystykę można włożyć między opowieści drzewa sandałowego. Zdarzyło mi się też na H21 znaleźć się na terenie polowania (ok. 10 km przed Lęborkiem). Na szczęście "myśliwce" schodzili już ze stanowisk. O Harpaganie i o tym, że zaraz będzie się tędy przedzierać stado kilkuset ludzi nie mieli pojęcia. A nietrudno sobie wyobrazić, że "myśliwiec" w nocy jak coś mu w krzakach zaszeleści to strzela. Skąd może wiedzieć, że to harpaganowiec idący na przełaj. Dodam, że trasa H21 wiodła ok. 2 km od terenu polowania. Na tymże H21 wystartowałem z godzinnym opóźnieniem jako ponad 400-setny uczestnik, co nie przeszkodziło mi w niewychodzonych dziadowskich butach Alpinusa na 36km być w 1dziesiątce. Setkę zrobiłem w nieco ponad 22h, a to m.in. dzięki kijkom trekkingowym. Zazwyczaj startuję, by w jak najlepszym swoim czasie ukończyć 50km. Skoki spadochronowe wystarczająco skutecznie zrujnowały mi kolana i nawet ukończenie 50km kończy się zazwyczaj 2 miesięczną rehabilitacją (lasery, masaże, leczenie zimnem itd itd). Tak więc chwała kijkom, kto może i czuje, że mu się przydadzą niech bierze. Ja połowę H21 przebiegłem trzymając po prostu kij w łapie, ale na drugiej pętli kuśtykałem już o dwóch... :) Zdarzyło mi się też zczołgać (dosłownie) z 40km (H16).
Poniekąd czuję się "weteranem Harpagana", bo pierwszy w jakim wystartowałem odbył się w kwietniu 1994 roku i miał numerację Haprapagan 7. Tak więc trochę doswiadczeń z tej imprezy mam.

Ale na H24 startuję "tą razą" pierwszy raz na bicyklu :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Z Lęborka z kolei pamiętam panny siedzące na rozstajach i proszące o podbicie im karty. Podsumowując: zjawisko marginalne raczej, nie są to raczej osoby mogące pokusić się o skończenie rajdu. W większości ludzie nie z tej bajki, zieloni, startujący pierwszy raz itd... Niemniej zdarza się.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Do Wesołego Jędrusia,

Niestety popularyzcja tej imprezy niesie za sobą to, że będą na nią przyjeżdżać różni dziwni ludzie, nie zawsze grający (czyt. idący) fer. Mnie na Harpaganie zdarzyło się już widzieć ludzi, którzy korzystali z niedozwolnych przez organizatorów map, którzy korzystali z okazji, czyli podjeżdżali samochodem (np. na H21 na drugim półmetku było to nagminne, bo trasa wiodła za blisko szosy Szczecin-Gdynia). Nie uwierzę, że wyprzedzili mnie ludzie, którzy "dogorywali i umierali" przed jednym punktem, by na następnym zobaczyć ich wypoczętych kończących jedzenie i lizanie ran (to byli pseudokomandosi, którzy zastosuja każdy chwyt :) ). Tak wiec pzostaje nie ogladac się za siebie i na kanciarzy i pruć do przodu.
A dodam jeszcze, że szprycerzy-dopingowcy też się pojawiają na H. To już kompletni debile. Pozdrawiam. Korkoracz.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
k napisał(a):

> Ale mimo wszystko wierzę, że wśród tych, którzy doszli
> > do końca, nie było oszustów.
>
> Ja też.

Jestem więcej niż pewien, że byli i zdarzyło się to nie pierwszy raz na Harpaganie. Po prostu ćwoków i debili nie brakuje, a magnesem jest prestiżowa impreza jaką jest Harpagan. Później się można pochwalić teściowej, sąsiadce i cieciowi.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Harpagan nie jest (niestety, jeszcze) tak prestiżową imprezą, jak piszesz. Jest taką jedynie w nie aż tak wielkim środowisku napieraczy, bikerów i innych odmieńców maści najróżniejszej, do którego mamy przyjemność się zaliczać. Tzw. szerokim masom, do których zaliczają się osobniki przez ciebie wymienione - nazwa Harpagan w ogromnej większości nie mówi nic.
Myślę, że trochę zbyt czarno widzisz... Masz jakieś konkretne podejrzenia (nie, żeby dowody od razu)?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wesoły Jędruś napisał(a):

> Na własne oczy widziałem, jak na
> kilkanaście km przed metą w Drzewinie ludzie odmawiali woźnicy,
> który proponował im podwózkę, a niektórzy ciągnęli już naprawdę
> ostatkiem sił.


Prawda, prawda, jednym z nich byłem ja:o) Nie wiedziałem wtedy jaka jest pora roku :o)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wlasnie czytam Dzienniki z wypraw Marka Kaminskiego i natrafilam na zdanie, ktore chyba tu bardzo pasuje:
'...droga jest wazna, nie cel. Sam biegun, sukces. przygoda to puste pojecia. Wypelnia je droga, czyli sposob, w jaki sie to zrobilo.'
Bez komentarza :)

Hesia

ps/ te panny... no, ten tego... nie kazda panna jest taka ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ale romantyczne he he... Trzeba grzać!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a te dzienniki sa swietne swoja droga :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
k napisał(a):

> Albo przynajmniej
> perforator zamiast napisów na drzewie.

albo tak jak jest na InO - kolorowa kredka swiecowa, ktora trzeba spisac kod.
niebezpieczenstwo takie, ze albo tubylcy, albo ci, ktorzy chca sobie zapewnic zwyciestwo, moga zabrac taki przyrzad na pamiatke :))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
wogole Marek Kaminski jest swietny ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
k napisał(a):

> Myślę, że trochę zbyt czarno widzisz... Masz jakieś konkretne
> podejrzenia (nie, żeby dowody od razu)?


Jakby nie zobaczył własnymi "okami" to bym się tu nie rozwodził na ten żenujący temat o kantowaniu na trasie.

A co do Kamińskiego: znam gościa osobiście, spotkałem i rozmawiałem z nim kilka razy. I potwierdzam zdanie wielu osób: facet ma nierówno pod deklem, chyba za sprawą nieustannego przebywania albo na mrozie albo pod piekącym słońcem... A te jego dzienniki to można wsadzić między wielorybnicze opowieści i opowieści drzewa sandałowego (z całym szacunkiem do tego co dokonał). Można go posadzić obok Pałkiewicza, który lubi chrzanić farmazony na swój temat zabierając na każdą wyprawę 4 fotoreporterów, 9 dziennikarzy i 2 kamerzystów. Ale to nie temat na forum o Harpaganie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Taa....
"Idę. Idę. Idę. Jest zimno. Mróz"
I tak dalej w tym stylu. Przez sto kilkanaście stron.
Dokonania, że czapki z głów, ale talentu do pisania chłop wybitnie nie posiada... Jeden z najgorszych współczynników dokonania/umiejętność opowiadania o nich. Ale to chyba nie miejsce na gadki o Marku...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
może one Cie prosiły o autograf, a Ty je opacznie zrozumiałeś. A swoją drogą zawsze ekstremalnym imprezom towarzyszy ekstrema, w zachowaniach również.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
upss... ja to sie nigdy nie na kobietach nie poznam...
a poważnie, to bylo na drodze do drugiego punktu (+/- 14 km), więc taka średnia ekstrema...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
k napisał(a):

> Taa....
> "Idę. Idę. Idę. Jest zimno. Mróz"
> I tak dalej w tym stylu. Przez sto kilkanaście stron.
> Dokonania, że czapki z głów, ale talentu do pisania chłop
> wybitnie nie posiada... Jeden z najgorszych współczynników
> dokonania/umiejętność opowiadania o nich. Ale to chyba nie
> miejsce na gadki o Marku...

Raz jeszcze powtórzę to co wcześniej napisałem o niejakim Marku K.:
Zgościa osobiście, spotkałem i rozmawiałem z nim kilka razy. I potwierdzam zdanie wielu osób: facet ma nierówno pod deklem, chyba za sprawą nieustannego przebywania albo na mrozie albo pod piekącym słońcem... A te jego dzienniki to można wsadzić między wielorybnicze opowieści i opowieści drzewa sandałowego (z całym szacunkiem do tego co dokonał). Można go posadzić obok Pałkiewicza, który lubi chrzanić farmazony na swój temat zabierając na każdą wyprawę 4 fotoreporterów, 9 dziennikarzy i 2 kamerzystów. Jakby Kamiński starował na harpaganie to pewnie naciągnąłby wcześniej 10 sponsorów na sprzęt (chociaż dochody jego firmy Gama-San całkowicie wystarczają na pokrycie kosztów wyprawy (ale po co samemu płacić, jak są frajerzy, którzy zapłacą, no nie?), a na trasie latałby nad nim śmigłowiec z ekipą filmową, a za nim jechałoby jeepem 20 dziennikarzy. Facet nie ma pojęcia o wyborze sprzętu na wyprawy (byłem świadkiem jego zakupów w sklepie Trek), przygotowaniu itp - reprezentuje on bardzo przeciętny poziom. Ale to nie temat na forum o Harpaganie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0