dno, dno, dno....
UWAGA. Największy gniot jakiego byłem świadkiem w życiu. Przyznaję, byłem pierwszy raz w Teatrze Muzycznym, ale to co tam zobaczyłem zgwałciło mnie emocjonalnie i intelektualnie. Publika śmiejąca...
rozwiń
UWAGA. Największy gniot jakiego byłem świadkiem w życiu. Przyznaję, byłem pierwszy raz w Teatrze Muzycznym, ale to co tam zobaczyłem zgwałciło mnie emocjonalnie i intelektualnie. Publika śmiejąca się z byle czego, z potknięć i pierdnięć bohaterów... To jest sztuka przez duże S.? Historia o niczym pokazana, jak dobranocka dla dziecka, nie do końca rozgarniętego. Dialogi dno, totalne dno. Poziom Avatara.To był prawdziwy dramat, a nie komedia. A motym z rycerzem-gejem, pretensjonalny, słaby, wciśnięty na siłę tylko po to, by było coś "na czasie". Panna z Jeziora - genialna. Gra aktorów także, ale scenariusz i reżyseria - dno.
zobacz wątek