Widok
Rut...nie wierze wlasnym oczom. "Niesluszna krytyka, to czesto ukryty komplement. Nie kopie sie lezacego psa". Moze on wlasnie tego chcial, moze chcial zebys zeszla, a Ty sie tak latwo na to godzisz. Jasne, ze zrobisz jak zechcesz i uszanuje kazda decyzje. Po prostu jeszcze raz to przemysl. My prosimy zebys zostala, on zebys odeszla...
-respect-
-respect-
Chciałam powiedzieć wszystkim forumowiczom "do widzenia" i podziękować za wiele wzruszeń oraz nauk, które stąd wyciągnęłam. Nie jestem odporna na ciosy, nawet jeśli sama je bezmyślnie sprowokowałam. Popełniłam błąd pisząc w tym wątku, nie chciałam oceniać sponsoringu, tylko próbowałam go zrozumieć. Pewien forumowicz wykorzystał to zgodnie ze swoją klasą i skłonnościami. To też dla mnie nauczka. To mój ostatni forumowy wpis.
lubię cyfry i litery
Wydaje mi się czy nie,ale temat trochę zbiegł z toru....Ja myślałam o czymś takim,że sponsoring to dotyczy raczej takich laseczek które przychodzą na sępa do knajpy/dyscoteki,bo głównie z czymś takim się spotkałam.To jest dla mnie sponsoring.A o biednych studentkach zarabiających w ten sposób to nie myślałam,bo jak one uprawiają nierząd po to bo je sytuacja finansowa zmusiła (opłacenie szkoły) to jak bacha wspomniała to kurestwo.Nie ma się co czarować,bo taka jest prawda.A co do żon będących "utzrymankami"męża to dla mnie nie jest sponsoring.A co gdy jest na odwrót?Gdy żonka zarabia 4000zł,a mąż jest na bezrobotnym albo ma 1200zł?????To też sponsoring tylko w innej formie???
Tak jak juz wspomniałam.....mnie się sponsoring kojarzy tylko i wyłącznie z takimi laskami które szukają sobie nadzianych facetów którzy będą wydawali swoje pieniążki na nie a potem one ich zostawiaja i szukają innego kolesia.który będzie robił to samo,albo gdy idą na klubu i czekaja na to aż jakis facet postawi im drinka.Co do reszty to są inne określenia.
Tak jak juz wspomniałam.....mnie się sponsoring kojarzy tylko i wyłącznie z takimi laskami które szukają sobie nadzianych facetów którzy będą wydawali swoje pieniążki na nie a potem one ich zostawiaja i szukają innego kolesia.który będzie robił to samo,albo gdy idą na klubu i czekaja na to aż jakis facet postawi im drinka.Co do reszty to są inne określenia.
No i wszyscy wszystko podsumowali...:)Bacha...masz racje, tylko wiesz co. Z moja mama jest tak samo. Radzi sobie sama, bez sponsoringu i daje sobie rade, Twoja mama tez daje sobie rade. Takie kobiety to sila, tylko ze nie kazda ma taka sile. Nie kazda potrafi zostawic faceta, ktory pije, bije i ja i dzieci. Wiele kobiet to znosi, bo nie maja takiej sily, nie wiedza co robic, udaja ze to normalne, bo cale zycie matki wpajaly im, ze z mezczyzna nalezy byc cale zycie pomimo wszystko, bo zostaniesz przekleta i nie pojdziesz do nieba. Tu sie wlasnie objawia wzorzec rodzicow, o ktorym pisalas. Ja mieszkam na wsi, moja mama sie rozwiodla i nawet nie mialam pojecia, ze ludzie tak perfidnie potrafia kogos odrzucic. Nawet bliscy ludzie bardzo to potrafia. Ciagle "szepty", tak zeby zainteresowana slyszala, spojrzenia itp. To nie jest latwe. Znikad pomocy. Nie kazda kobiety jest przygotowana na cos takiego, nie kazda ma na to sile. Pozniej dalsze konsekwencje. Wystarczy jakas impreza taneczna, po samotna kobiete przychodzi facet (zeby po prostu zatanczyc), a nastepnego dnia dowiadujesz sie, ze jestes".....", bo jak moglas z nim zatanczyc. Jestes pewnie z Gdanska. Miasto to cos innego. Panna z dzieckiem nikogo nie dziwi, nikt sie nikim nie interesuje. Sa jednak inne srodowiska, sa rozni ludzie, jedni zyja bo daja sobie rade z trudami inni popelniaja samobojstwa, bo juz nie maja sil, albo nikogo kto poda reke. Nie oceniamy ludzi wedlug tego jacy sa, tylko wedlug tego jacy my jestesmy. Jesli ktos lubi byc sponsorowany, to cool. Jego sprawa, jest szczesliwy, a jesli ktos jest a nie chce, to tragedia. Dzieci patrza i masz racje, ze to przykre, ze im to na cale zycie zostanie, ze to nie jest najmadrzejsze wyjscie, ze sie dowiedza (na 100%), ze znienawidza, ale nigdy nie beda miec pewnosci, czy dla swoich dzieci nie zrobia tego samego, bo zycie nie po to jest by je zrozumiec, ale zeby je przezyc...
-respect-
-respect-
Obydwie macie racje.
Jednak widac na Was doswiadczenie zyciowe.
Dlatego o takich sprawach trzeba pisac tak jak Wy,doglebnie a jednoczesnie prosto.
Zycia nie zmienicie ale moze niektorzy pojma ze nie jest ono tak latwe i proste jak na to wyglada.
Ot,samo zycie.
A na to czy to cos pomoze czy nie nie mamy wplywu.
Niestety.
Powyzej to tylko moje zdanie.
Nie wszyscy musza sie z tym zgadzac.
Jednak widac na Was doswiadczenie zyciowe.
Dlatego o takich sprawach trzeba pisac tak jak Wy,doglebnie a jednoczesnie prosto.
Zycia nie zmienicie ale moze niektorzy pojma ze nie jest ono tak latwe i proste jak na to wyglada.
Ot,samo zycie.
A na to czy to cos pomoze czy nie nie mamy wplywu.
Niestety.
Powyzej to tylko moje zdanie.
Nie wszyscy musza sie z tym zgadzac.
Basiu.
Lubię czytać, co myślisz i piszesz, tym bardziej, że opierasz sie na zasadach, które i ja wyznaję, wiec stoimy po jednej stronie barykady. W Tobie czuje się żywe zaangażowanie i misję nawracania, ja nie czuję się apostołem, ale raczej pokornym analitykiem i obserwatorem rzeczywistości. Piszesz o rozumie... to towar, który jest rozdany o tyle sprawiedliwie, że każdy uważa, że ma go dość. I kierując się właśnie nim dokonuje swoich decyzji i wyborów. Jestem daleka od przekonania, że mam go więcej od innych. Na przeciwnych biegunach jest miłość-szacunek i kasa-przyjemność, a między nimi bardzo dużo możliwości i mam świadomość, że nasze miejsce w tej przestrzeni nie zależy wyłącznie od naszych ideałów, często jesteśmy UZALEŻNIENI OD INNYCH i musimy wybierać tak zwane mniejsze zło. Dziękuję opatrzności, że mogę żyć w miarę w zgodzie z sobą (chociaż ponoszę tego koszty), ale nie każdy ma tu jednakową szansę. Nie chce mi się teraz dawać przykładów, chyba każdy je zna, albo to temat na inny wątek.
W temacie sponsoringu mówiliśmy o wartościach nadrzędnych, (tu teoretycznie możemy być niezależni od obiektywnej sytuacji), omówiliśmy kasę (też teoretycznie sposób zdobywania zależy od nas), zabrakło zastanowienia nad potrzebą seksu (czy choćby dotyku) w życiu człowieka. Jakie tu są wybory? Tu jesteśmy wyłącznie zależni od drugiego człowieka. Nie będę nawet pisać o patologiach i wynaturzeniach. O zwykłej podstawowej tęsknocie za przytuleniem, o zdrowiu psychicznym z tym związanym. Jeśli ktoś nie wybrał celibatu świadomie, a nie znajduje bliskiego człowieka... Co może wybrać zgodnie z zasadami nadrzędnymi? Nic? Co można mu zaproponować? Szklankę wody? Człowiek niewrażliwy ma sprawę prostą, a wrażliwy dylemat i płaci sumieniem (niby kasą), albo cierpi ale w zgodzie z sumieniem.
Lubię czytać, co myślisz i piszesz, tym bardziej, że opierasz sie na zasadach, które i ja wyznaję, wiec stoimy po jednej stronie barykady. W Tobie czuje się żywe zaangażowanie i misję nawracania, ja nie czuję się apostołem, ale raczej pokornym analitykiem i obserwatorem rzeczywistości. Piszesz o rozumie... to towar, który jest rozdany o tyle sprawiedliwie, że każdy uważa, że ma go dość. I kierując się właśnie nim dokonuje swoich decyzji i wyborów. Jestem daleka od przekonania, że mam go więcej od innych. Na przeciwnych biegunach jest miłość-szacunek i kasa-przyjemność, a między nimi bardzo dużo możliwości i mam świadomość, że nasze miejsce w tej przestrzeni nie zależy wyłącznie od naszych ideałów, często jesteśmy UZALEŻNIENI OD INNYCH i musimy wybierać tak zwane mniejsze zło. Dziękuję opatrzności, że mogę żyć w miarę w zgodzie z sobą (chociaż ponoszę tego koszty), ale nie każdy ma tu jednakową szansę. Nie chce mi się teraz dawać przykładów, chyba każdy je zna, albo to temat na inny wątek.
W temacie sponsoringu mówiliśmy o wartościach nadrzędnych, (tu teoretycznie możemy być niezależni od obiektywnej sytuacji), omówiliśmy kasę (też teoretycznie sposób zdobywania zależy od nas), zabrakło zastanowienia nad potrzebą seksu (czy choćby dotyku) w życiu człowieka. Jakie tu są wybory? Tu jesteśmy wyłącznie zależni od drugiego człowieka. Nie będę nawet pisać o patologiach i wynaturzeniach. O zwykłej podstawowej tęsknocie za przytuleniem, o zdrowiu psychicznym z tym związanym. Jeśli ktoś nie wybrał celibatu świadomie, a nie znajduje bliskiego człowieka... Co może wybrać zgodnie z zasadami nadrzędnymi? Nic? Co można mu zaproponować? Szklankę wody? Człowiek niewrażliwy ma sprawę prostą, a wrażliwy dylemat i płaci sumieniem (niby kasą), albo cierpi ale w zgodzie z sumieniem.
lubię cyfry i litery
Droga Rut. Bardzo cenię sobie Twoje opinie i wiem, że jesteś osobą tolerancyjną, a nade wszystko potrafisz zrozumieć różne ułomności ludzkiego charakteru i ludzkiej duszy. A jednak...należy zadać sobie pytanie zasadnicze, PO CO ŻYJEMY I CO JEST NASZYM NADRZĘDNYM CELEM? Najczęściej jednak łączymy się w pary, choć czasem wiedzie do tego długa i kręta droga. Najczęściej wychowujemy potomstwo, a jeśli tak, to należałoby zadbać, by nie było ono wykoślawione moralnie i psychicznie już od małego dziecka. Nie da się przeskoczyć pewnych etapów w rozwoju i dziecko zawsze będzie wpatrzone w rodziców jako wzorzec postępowania. Jeśli takim wzorcem będzie matka, która znika na noc, by "zarobić" na życie....albo tatuś, który znika, by zasponsorować pewną panią.....jak to wytłumaczyć dziecku? Sądzę, że nie można mieć żalu, że obyczajowość ulega zmianie, że nikogo dziś nie razi ani nie gorszy panna z dzieckiem lub para żyjąca pod wspólnym dachem bez ślubu. Mnie też takie sprawy nie gorszą i traktuję je jako prywatne i osobiste. Jednak powinniśmy chyba zadbać, by podstawowe uczucia, które od wieków są niezmienne : miłość, szacunek dla siebie i najbliższych nie zagubiły się nam po drodze w pogoni za kasą, mocnymi wrażeniami i urozmaicaniem sobie szarego żywota. Pokolenia po nas będą takie, jakie wzorce my im przekażemy i daj Boże, by nie był to cynizm w stosunku do tych najważniejszych dla każdego człowieka uczuć.
Jak wcześniej napisałam, JA NIE POTĘPIAM NIKOGO. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy : kobieta sponsorowana może być sponsorowana tylko wtedy, gdy jest odpowiednio atrakcyjna i młoda, z czasem zostaje już tylko sponsoring "dworcowy"....ten "zawód" istnieje od wieki wieków, ale nigdy na nie cieszył się uznaniem i nadal tak jest (i pewnie będzie). Do "tego zawodu" trzeba mieć specyficzne predyspozycje, bo dla większości kobiet jest to jednak upokorzenie. Uprawianie seksu na zasadzie zaspokajania potrzeb fizjologicznych prowadzi najczęściej do upośledzeń w tej materii na przyszłość, próżno potem szukać tzw. normalnego partnera i marzyć o normalnej rodzinie. Nadpobudliwe seksualnie zwierzęta (o ile nie spełniają roli reproduktorów) kastruje się, ludzi nieeee, gdyż jesteśmy ponoć o oczko wyżej w rozwoju i potrafimy kierować się rozumem. Może więc odwołać się do tego rozumu, w końcu nikt nam nigdy nie obiecywał, że możemy robić wszystko, na co mamy ochotę.
Najbardziej zastanowiła mnie jedna z opinii, w której ktoś twierdzi, że żona niepracująca lub pracująca lecz zarabiająca mniej to też UTRZYMANKA MĘŻA. Przecież to kompletne pomylenie pojęć i tylko chęcią spłaszczenia ewentualnego poczucia winy mogę sobie gadanie takich bzdur wytłumaczyć. Ja wiem, że jest wcale niemała grupa osób, którzy chcieliby "nie siać, nie orać, a zbierać" - skoro się da...Wiem, że niektórzy lubią pracę, ale pod warunkiem, że się nie kurzy....a jeszcze innym "nie opłaca się" pracować...Każdy ma prawo do wyboru własnego stylu życia, jednak jakże często źródłem takiego lub innego wyboru jest właśnie dom rodzinny i wartości z niego wyniesione. Jeśli są one marne, to powielamy te wzorce na kolejne pokolenia.
Jak wcześniej napisałam, JA NIE POTĘPIAM NIKOGO. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy : kobieta sponsorowana może być sponsorowana tylko wtedy, gdy jest odpowiednio atrakcyjna i młoda, z czasem zostaje już tylko sponsoring "dworcowy"....ten "zawód" istnieje od wieki wieków, ale nigdy na nie cieszył się uznaniem i nadal tak jest (i pewnie będzie). Do "tego zawodu" trzeba mieć specyficzne predyspozycje, bo dla większości kobiet jest to jednak upokorzenie. Uprawianie seksu na zasadzie zaspokajania potrzeb fizjologicznych prowadzi najczęściej do upośledzeń w tej materii na przyszłość, próżno potem szukać tzw. normalnego partnera i marzyć o normalnej rodzinie. Nadpobudliwe seksualnie zwierzęta (o ile nie spełniają roli reproduktorów) kastruje się, ludzi nieeee, gdyż jesteśmy ponoć o oczko wyżej w rozwoju i potrafimy kierować się rozumem. Może więc odwołać się do tego rozumu, w końcu nikt nam nigdy nie obiecywał, że możemy robić wszystko, na co mamy ochotę.
Najbardziej zastanowiła mnie jedna z opinii, w której ktoś twierdzi, że żona niepracująca lub pracująca lecz zarabiająca mniej to też UTRZYMANKA MĘŻA. Przecież to kompletne pomylenie pojęć i tylko chęcią spłaszczenia ewentualnego poczucia winy mogę sobie gadanie takich bzdur wytłumaczyć. Ja wiem, że jest wcale niemała grupa osób, którzy chcieliby "nie siać, nie orać, a zbierać" - skoro się da...Wiem, że niektórzy lubią pracę, ale pod warunkiem, że się nie kurzy....a jeszcze innym "nie opłaca się" pracować...Każdy ma prawo do wyboru własnego stylu życia, jednak jakże często źródłem takiego lub innego wyboru jest właśnie dom rodzinny i wartości z niego wyniesione. Jeśli są one marne, to powielamy te wzorce na kolejne pokolenia.
A ja lubię czytać, jak ktoś ma inne zdanie, lubię słuchać motywów i tłumaczeń. Tak samo toleruję inne zdanie u kogoś, jak czyjeś postępowanie niezgodne z moimi poglądami (oczywiście do pewnego stopnia).
Zgadzam się, że każdy człowiek powinien postępować tak, żeby tego nie żałować i się nie wstydzić, a przede wszystkim przed dziećmi. Dlatego jest to dramat w przypadkach, kiedy osoby biorące udział w sponsoringu (mężczyźni sponsorujący także !!! ) czują, że robią źle.
Ale zastanówmy się nad tymi, którzy nie widzą w tym nic zdrożnego, ani wstydliwego (zawsze można to ładniej nazwać), którzy handlują ciałem, bo im to sprawia przyjemność, albo jest na tyle obojętne, że warte paru groszy. Mają mniejszą wrażliwość, inne kanony moralności, lekceważą kościelne nauki i nie czują, że dzieje się komukolwiek krzywda. Czują prawo do własnego ciała, decydowania o nim, o przyjemnościach i zadowoleniu. Potępić ich, resocjalizować na siłę? Tolerować? Karać? Izolować? W którymś wcześniejszym wątku dwie osoby preferujące sex grupowy określiły z kolei mianem zakłamanych gówniarzy w tych, co tego nie lubią. Pewnie oni chcieli by nas naprawić :).
Zastanówmy się, czy jest OBIEKTYWNA racja i moralność, którą należy siłą wpoić wszystkim, czy raczej każda grupa powinna mieć prawo do własnego poglądu. A przeciwników potępić, zwalczać, czy zostawić w spokoju? Do którego miejsca sięga granica tolerancji?
Zgadzam się, że każdy człowiek powinien postępować tak, żeby tego nie żałować i się nie wstydzić, a przede wszystkim przed dziećmi. Dlatego jest to dramat w przypadkach, kiedy osoby biorące udział w sponsoringu (mężczyźni sponsorujący także !!! ) czują, że robią źle.
Ale zastanówmy się nad tymi, którzy nie widzą w tym nic zdrożnego, ani wstydliwego (zawsze można to ładniej nazwać), którzy handlują ciałem, bo im to sprawia przyjemność, albo jest na tyle obojętne, że warte paru groszy. Mają mniejszą wrażliwość, inne kanony moralności, lekceważą kościelne nauki i nie czują, że dzieje się komukolwiek krzywda. Czują prawo do własnego ciała, decydowania o nim, o przyjemnościach i zadowoleniu. Potępić ich, resocjalizować na siłę? Tolerować? Karać? Izolować? W którymś wcześniejszym wątku dwie osoby preferujące sex grupowy określiły z kolei mianem zakłamanych gówniarzy w tych, co tego nie lubią. Pewnie oni chcieli by nas naprawić :).
Zastanówmy się, czy jest OBIEKTYWNA racja i moralność, którą należy siłą wpoić wszystkim, czy raczej każda grupa powinna mieć prawo do własnego poglądu. A przeciwników potępić, zwalczać, czy zostawić w spokoju? Do którego miejsca sięga granica tolerancji?
lubię cyfry i litery
Widzę, że bardziej Cię bulwersuje określenie "kurestwo" niż sam fakt, bo sponsoring...i ładniej brzmi i wytłumaczyć się da potrzebą. Przykład z matką, która gotowa "poświęcić wszystko, nawet własną godność" doskonale obrazuje, jak łatwo wytłumaczyć sobie, że to konieczność i innej drogi nie ma. Znam niejedną taką matkę, która sama boryka się z trudami wychowania dzieci i zapewnienia im bytu. Jedną z nich była (bo już ś.p.) MOJA MATKA, która całe życie pracowała i wychowała nas dwoje z bratem. Powiesz może : no tak, to były inne czasy, miała wykształcenie...ale dziś też obserwuję od kilku lat taką jedną kobietę, którą mąż pijak zostawił z 4 dzieci w wieku od przedszkolnego do wczesno-szkolnego i ulotnił się. Ta kobieta przychodzi od czasu do czasu do mojego domu zebrać opłatę za prenumeratę gazety, a potem dzień w dzień roznosi te gazety wcześnie rano (zima, mróz, czasem w deszczu lub śniegu). Dodatkowo pracuje chałupniczo, latem spotkałam ją na straganie warzywnym....To trwa już kilka lat, dzieci podrosły i czasem pomagają jej w roznoszeniu gazet i pracy chałupniczej. I tu wchodzimy w kwestię WARTOŚCI TZW. MORALNYCH. Ta moja "roznosicielka gazet" bez wahania odpowie dziecku na pytanie "Mamusiu, a gdzie byłaś", a ta Twoja, sponsorowana, chyba raczej nie....Dzieci tej "mojej" będą darzyć swoją matkę miłością i szacunkiem, a "Twojej"...mam wątpliwości, bo wcześniej czy później dowiedzą się lub zorientują, w jakiej branży mamusia pracuje (dzieci są świetnymi obserwatorami). Szczególnie taki właśnie przypadek, gdy kobieta jest matką, trudno wytłumaczyć, bo wychowywanie polega m.in. na dawaniu przykładu, a przykład mamy-sponsorowanej przez jednego lub więcej "wójków"? Raczej marny to przykład dla dzieci.
A że każdy chciałby mieć pracę, najlepiej dooobrze płatną, to chyba oczywiste, zawsze jednak istnieje wybór : albo praca, albo sponsoring (kurestwo), a tłumaczenie, że warunki, realia, potrzeba chwili, płaczące z głodu dzieci i.t.d. jest tylko marną wymówką. Żadna kobieta, która nie chce nie stanie się obiektem sponsoringu.
A że każdy chciałby mieć pracę, najlepiej dooobrze płatną, to chyba oczywiste, zawsze jednak istnieje wybór : albo praca, albo sponsoring (kurestwo), a tłumaczenie, że warunki, realia, potrzeba chwili, płaczące z głodu dzieci i.t.d. jest tylko marną wymówką. Żadna kobieta, która nie chce nie stanie się obiektem sponsoringu.