Widok
Za dziesięć wątków będzie "37 latka+5 latek+pies+dwie roślinki+nowy rower". A jednocześnie jest tak skryta, że chce od razu uciekać z facetem na prive;)
Albo nas nie lubi i tyle?;)
>37 lat obchodzilam w kwietniu
PS: Którego kwietnia?
Albo nas nie lubi i tyle?;)
>37 lat obchodzilam w kwietniu
PS: Którego kwietnia?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Zgadzam się z Anty. Nie mówię, że to niemożliwe, ale bardzo trudne. Zawsze ktoś jest poszkodowany, albo facet niezadowolony, że nie poświęcasz mu więcej godzin, albo dziecko bo chciało z Tobą spędzić czas sam na sam. Można jeszcze zamieszkać razem. Gorzej jak po miesiącu coś Wam nie przypasuje i dojdziecie do wniosku, że to pomyłka, a dziecko już się zaprzyjazni z partnerem..
Nie mówię, że to niemożliwe tylko bardzo trudne. Czytajcie ze zrozumieniem :) I niech się wypowiadają osoby które to przeżyły, a nie takie co nie mają dzieci, albo np. wychowuje drugi rodzic. Niech się wypowie ten rodzic, który musi dziecko wyprawić do szkoły, odrobić z dzieckiem lekcje, iść do pracy, zrobić zakupy, ugotować obiad itd doba za mało. Chyba, że dziecko lata samopas po osiedlu i wychowuje je ulica, albo jest zapisane na wszystkie zajęcia pozalekcyjne.
>(Jak gdyby teoria czegoś nie uwzględniała).
Owszem, nie uwzględnia - praktyki!:)
>Wycofałeś się nawet nie widząc tego pięciolatka.
Tylko zadałem pytanie i padło kilka złotych myśli, ale żadnej odpowiedzi. To o czymś świadczy;)
>Co to by było gdyby o 37-latkę zabiegał jakiś mężczyzna i musiałbyś z nim konkurować ?
Pikuś:)
W przypadku krwi z krwi to po prostu pułapka bez wyjścia, bo to jest, jak trochę niżej opisała Dorota, albo facet jest tym drugim (kobieta dla niego jest tą jedyną, a on tym drugim - niezbyt udany początek... i pewnie kiedyś zacznie się rozglądać za kobietą, dla której będzie najważniejszy) albo facet jest tym pierwszym, kosztem dziecka (ale który rozsądny facet chciałby być z kobietą, która w ten sposób traktuje swoje dziecko?).
Owszem, nie uwzględnia - praktyki!:)
>Wycofałeś się nawet nie widząc tego pięciolatka.
Tylko zadałem pytanie i padło kilka złotych myśli, ale żadnej odpowiedzi. To o czymś świadczy;)
>Co to by było gdyby o 37-latkę zabiegał jakiś mężczyzna i musiałbyś z nim konkurować ?
Pikuś:)
W przypadku krwi z krwi to po prostu pułapka bez wyjścia, bo to jest, jak trochę niżej opisała Dorota, albo facet jest tym drugim (kobieta dla niego jest tą jedyną, a on tym drugim - niezbyt udany początek... i pewnie kiedyś zacznie się rozglądać za kobietą, dla której będzie najważniejszy) albo facet jest tym pierwszym, kosztem dziecka (ale który rozsądny facet chciałby być z kobietą, która w ten sposób traktuje swoje dziecko?).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
>Nie mówię, że to niemożliwe tylko bardzo trudne.
I zwykle mało opłacalne dla drugiej strony. Zwłaszcza, że taki samotny rodzic ma gdzieś tam w podświadomości zakodowane, że dziecko jest z nim na zawsze, a partner tylko na jakiś czas - i choć udaje, że wcale tak nie jest, to daje to odczuć.
Ogólnie cały swój świat trzeba wtedy dostosować do życia innej osoby, a właściwie dwóch innych osób - czasem nawet kilku innych (drugiego rodzica, dziadków etc). I jest się takim piątym kołem u wozu.
Oczywiście miłość to kwestia woli. Można kochać każdego i być z nim szczęśliwym. Pytanie jednak, jak samemu będzie się kochanym - tak naprawdę - i czy wysiłek będzie tego warty? Bo jeśli niemal z każdą inną osobą będzie łatwiej, to po co wybierać trudną drogę?
Patrząc na to z drugiego punktu widzenia - strona z dzieckiem powinna dać z siebie więcej, dla wyrównania rachunku. Tylko, że akurat ta strona z założenia planuje dawać mniej... i tu pojawia się problem nie do pogodzenia.
I zwykle mało opłacalne dla drugiej strony. Zwłaszcza, że taki samotny rodzic ma gdzieś tam w podświadomości zakodowane, że dziecko jest z nim na zawsze, a partner tylko na jakiś czas - i choć udaje, że wcale tak nie jest, to daje to odczuć.
Ogólnie cały swój świat trzeba wtedy dostosować do życia innej osoby, a właściwie dwóch innych osób - czasem nawet kilku innych (drugiego rodzica, dziadków etc). I jest się takim piątym kołem u wozu.
Oczywiście miłość to kwestia woli. Można kochać każdego i być z nim szczęśliwym. Pytanie jednak, jak samemu będzie się kochanym - tak naprawdę - i czy wysiłek będzie tego warty? Bo jeśli niemal z każdą inną osobą będzie łatwiej, to po co wybierać trudną drogę?
Patrząc na to z drugiego punktu widzenia - strona z dzieckiem powinna dać z siebie więcej, dla wyrównania rachunku. Tylko, że akurat ta strona z założenia planuje dawać mniej... i tu pojawia się problem nie do pogodzenia.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Owszem i jest to temat tabu, bo mówi się, że związki rozpadają się z powodu pieniędzy, zdrad i alkoholu, ale nikt nie ma odwagi powiedzieć, że zwykle kiedy kobieta zajdzie już w ciąże, to facet potrzebny jest jej tylko jako sługa i dostawca dóbr materialnych.
Dodatek do życia z dzieckiem, przynajmniej do czasu nim dojdzie do wniosku, że właściwie dodatek ten jej przeszkadza i same alimenty byłyby lepszym rozwiązaniem.
Dodatek do życia z dzieckiem, przynajmniej do czasu nim dojdzie do wniosku, że właściwie dodatek ten jej przeszkadza i same alimenty byłyby lepszym rozwiązaniem.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"