Widok

TdF bez Basso i Ullricha...

"Zespoły startujące w Tour de France podejmują decyzję o zawieszeniu swoich zawodników w związku z "Operacion Puerto".

Po Janie Ullrichu (T-Mobile) ten sam los spotkał już Ivano Basso (CSC) i Francisco Mancebo (Ag2R)."

Co Wy na to ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja proponuję wypatroszyć zawodników, odessać im krew, wstawić silniki, napompować płuca paliwem, zamiast mózgów umieścić w czaszce komputery, a zamiast mięśni w kończynach - siłowniki. Tacy zawodnicy byliby odporni na doping, można byłoby ich naprawiać i upgrade'ować, a ponadto na stałe połączyć z rowerem, co obniżyłoby masę układu. Tacy zawodnicy mogliby jeździć bez kasków, bo kości czaszki mieliby nasączone żywicą epoksydową. Ewentualne ubytki skóry spowodowane upadkami można byłoby wypełnić trwałą pianką pouliretanową, podobnie jak zbędne miejsce po niektórych narządach.

Wówczas to etapy na Tour de France i innych tourach mogłyby następować jedne po drugich, z 20-minutową przerwą na schłodzenie zawodnika, uzupełnienie paliwa, wymianę ogumienia i napędu w rowerze. Takie wyzwania jak np. 4-dniowa jazda indywidualna na czas nie stanowiłyby żadnej szczególnej trudności. Ewentualnie zawodników możnaby wyposażyć w silniki odrzutowe montowane oczywiście w dupie. Tylko spodenki musiałyby wtedy posiadać nieco większy otwór niż na zwykłą rurę wydechową.

Pokonywanie etapów górskich ułatwiłyby skrzydła o zmiennej geometrii, które w połączeniu z napędem odrzutowym pozwalałyby uniknąć zbędnych zjazdów i podjazdów - zawodnicy polatywaliby od szczytu do szczytu, zaliczając kolejne górskie premie. Warunkiem poprawności przejazdu/przelotu trasy byłoby zmieszczenie się w specjalnej bramce na premii. Bramka byłaby oczywiście na tyle wysoka, by można ją było pokonać lotem ślizgowym, ze skrzydłami lekko złożonymi do tyłu - czyli popularną jaskułą (nie mylić z Zenonem Jaskułą, kolarzem tradycyjnym).

Takie rozwiązanie zapewniłoby stabilność formy, wysoki poziom sportowy, fair play i raz na zawsze uwolniłoby sport od środków dopingujących.

Copyright © 2006 by Yary, MEdJa Corporation, Warsaw, Poland.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Żarty na bok . Jak przerwać to błędne koło ? Sponsorzy mają szmal , zawodnicy mają swoje umiejętności . Sponsorzy te umiejętności od zawodników kupują . Im lepsze wyniki zawodnika tym częsciej jest on obecny w mediach a tym samym tym częsciej logo sponsora jest widoczne dla gawiedzi . Zawodnik jest pod olbrzymią presją , musi wykazać się jak najlepszym wynikiem , od tego zależy jego pozycja i jego przyszłość , status materialny . Sponsora nie obchodzi w jaki sposób zawodnik osiąga dobre wyniki - sponsor oczywiście doskonale wie że dobry wynik = dobry doping , już dawno temu skończyły się czasy geniuszy wytrzymałościowych którym chemia nie była potrzebna . Reasumując : hipokrytą jest sponsor , zawodnik , jego trener i medyk wypełniają tylko sumiennie warunki kontraktu . Aby w pełni zadowolić sponsora MUSZĄ stosowac doping - innej drogi dzisiaj już nie ma , nie da sie osiągnąć najlepszych wyników bez chemii bo wszyscy ją stosują .
Najgorszą pozycję w tym zwariowanym układzie mają oczywiście zawodnicy . To oni w końcowym rozrachunku płacą najwyższą cenę .
Zawodnicy powinni choć raz wykazać sie zbiorową solidarnością i zastrajkować ! Powinni olać w cholerę pieprzone TdF i zażądać od UCI i sponsorów jasnego pomysłu na przyszłość kolarstwa zawodowego .
Należy " wyzerować " całą pieprzoną punktację , stworzyć system kontroli niezależny od wszelkich Związków Sportowych i zastosować wobec doperów tylko jedna karę : dozywotnią dyskwalifikację + zwrot poniesionych na szkolenie sum , do zapłacenia solidarnie przez zawodnika , trenera i medyka . Może średnia na etapie w TdF spadnie z 45 do 35 km/h ale zawody staną się na pewno ciekawsze a nie na odwrót .

Pozdrawiam , Marek .
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Przed kilku laty, po tym, jak Lance na jednym z etapów TdF solowo skasował trzy uciekające grupy, jedną po drugiej, w odstępie kilku minut, a potem odjechał, także solo, przewalił parę morderczych podjazdów i wygrał ze sporą przewagą, pan Piotr* zapytał pana Ryszarda*:
- Widział pan wczoraj Armstronga?
- Tak. Nawet się nie spocił.
- Co za moc, prawda?
- Tak, po epo...
____________
*Nazwiska do wiadomości redakcji.

* * *

Nie oglądam TdF od wielu lat. Współczuję zawodowym kolarzom i sportowcom w ogólności. Tkwić w układzie chorym z zasady, to rzecz smutna. Zero romantyzmu, przygody, czystego zwyciężania. Pantani to przypadek symboliczny, wyrażający rozpaczliwy stan całej dyscypliny i śmierć idei. Może inni robią gorsze rzeczy, ale przynajmniej nie wieszają im za to medalów na szyi... A te wypowiedzi Lance'a, o tym jaka to z niego sportowa cnota, i to udawane oburzenie Jana, że on się nie spodziewał, iż Lance mógł być taką świnką... Czysta żenada.

Coraz bardziej przemawia do mnie wyrażony przez niektórych z Was pogląd, iż jedynym rozwiązaniem jest dożywotnia dyskwalifikacja każego zawodnika przyłapanego na dopingu. A koszty wszystkich badań antydopingowych powinny być w całości pokrywane przez teamy przyłapanych dopingowiczów. Wtedy same teamy pilnowałyby czystości w swoich drużynach i eliminowały tych, którym się do łap lepią zakazane środki. Chciałby ktoś ryzykować? Proszę bardzo. Ale konsekwencje powinny być jasne i nieuchronne.

* * *

Wiele lat temu, kiedy byłem jeszcze małą dziewczynką i kochałem opony Tornado, pewien świeżo upieczony senior, nie mogąc sobie poradzić w peletonie, skorzystał z modnego "dopalacza". Efekt był taki, że chłopak stracił przytomność i wylądował w szpitalu. Okazało się, że jest uczulony na tę substancję. Kiedy potem zrelacjonował wszystko zaufanemu lekarzowi sportowemu, ten udzielił mu arcyprofesjonalnej odpowiedzi-rady: "No, jak ty nawet tego nie tolerujesz, to ty się chłopie nie nadajesz do kolarstwa".

Kto się tak naprawdę nie nadawał - młody kolarz eksploatowany nadmiernie przez klub, czy lekarz traktujący doping jako nieodłączny element "zawodowstwa". Doping w kolarstwie to hydra o stu głowach, ale podobno i na hydrę znalazł się sposób...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Pan Ryszard to różne rzeczy mówił - jemu już dziękujemy.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
smutno sie robi od czytania tego wszystkiego ale nie robmy z kolarzy i ich ekip takich niewiniatek. to jest bledne kolo i za duzo partykularnych interesow zeby kolarze solidarnie zastrajkowali. jedynym rozwiazaniem pozostaja jakies madre przepisy.
poza tym nalezy zabronic wszystkim jazdy samochodem, codzinnie ginie przeciez tyle osob....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
co ty gadasz ? jakie madre przepisy a co teraz sa glupie tez sa madre trzeba zrobic calkowite przemeblowanie w kolarstwie tak jak np napisal lobo przeczytaj to p.s. a co ci chodzi z kierowcami bo nie zalapalem twojego toku myslenia /wiecej ginie kierowcow niz kolarzy od przekoksowania wiec niech koksoja ????????? /
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
gadam ze zawodnicy, masazysci itp tez maja swoj w tym udzial.
ok, na prawach sie nie znam, dozywotnia dyskwalifikacja powinna byc wprowadzona. zreszta co mnie to obczodzi, ja jezdze dla siebie.
o tych samochodach wspomnialem na zasadzie analogii z dopingiem. skoro doping jest zakazany bo ktos nie ma oleju w glowie i trzeba go chronic, to tak samo powinno byc z jazda samochodem. ilu idiotow codzinnie robi krzywde nie tylko sobie ale i innym. pod tym wzgledem jest to gorsze od dopingu bo dopingowicz robi krzywde tylko sobie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
przecież jak wprowadzi się dożywotnią dyskwalifikację, to tylko czekać aż przekroczona zostanie masa krytyczna zdyskwalifikowanych (ot na początek - przy rzetelnych kontrolach - poleci cała śwatowa czołówka) i powstanie federacja kolarska, która takich zdyskwalifikowanych z otwartymi ramionami przyjmie. I to ta federacja zdobedzie popularność wśród publiczności bo więcej, bo dalej, bo szybciej, bo więcej pieniędzy.

tak długo jak sport będzie biznesem tak długo nie ma rady na doping - i właśnie dlatego moim zdaniem nalezy skończyć z hipokryzją, jest bardziej szkodliwa niż przyzwolenie na doping.

takie to wszystko niby szlachetne i olimpiada i sport i bla bla bla - harcertwo niemal. a pod spodem syf. młody człowiek dostający się w obroty teamu poddawany jest presji, której nie potrafi się przeciwstawić. gdyby było przyzwolenie na doping to przynajmniej otwarcie by się o tym mówiło i taki dzieciak miałby szanse na podjęcie świadomej decyzji.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Troche dziwi mnie poglad, ze kiedys to sport byl czysty, a teraz to juz tylko sami alchemicy...moze i tak, ale czytalem w jakiejs xsiazce, ze w tour de france w latach 60-70 (czy cos w tym stylu) panowal otwarty poglad, ze wyscigu nie da sie ukonczyc bez pomocnej reki :-) podobno wtedy zaden zawodnik nie ukrywal, ze lubi wciagnac sobie kokę lub inna amfe, by podkrecic sie odpowiednio :-) .co prawda wtedy etapy bywaly nawet 2x dluzsze niz teraz, ale jakos nikt nie mowil wtedy, ze sport umarł czy cos takiego :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
wiesz, to byly czasy flower power, rewolucji obyczajowej itd. poza tym byla mniejsza komercjalizacja, Tour w tych czasach to bylo cos.... chlopaki jechali dla przyjemnosci i idei to co nie mieli sobie niuchnac dla kurazu ;-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry