Widok
moi drodzy czy wy jestescie tak naiwni czy niedoinformowani ze nie wiecie ze KAZDY kolarz zawodowy /pewnie amatorka w jakims procencie tez/ jest wspomagany farmakologia dozwolona jak i nie dozwolona wynik kolarza zawodowego odzwierciedla dobranie dobrych "koksow' /chemia dozwolona i nie dozwolona/ i jego dobra forma bez tych dwoch rzeczy NIE MA WYNIKU wiec jezeli ktorys wpadnie to jest to tylko blad jego lekarza albo jego to jest tak samo jak ze zlodziejami ich zawod to kradziez i wszyscy oni kradna a niektorzy wpadaja tak samo kolarze zawodowi wszyscy biora zeby jechac a niektorzy wpadaja jest to wynik postepu technologicznego I DLATEGO PRAWDZIWYMI SPORTOWCAMI DLA MNIE JEST STARA GWARDIA COS ALA KROLAK SZURKOWSKI MERCKS I INNI Z DAWNYCH CZASOW wiec jesli ktos jest amatorem /czystym/ jest dla mnie lepszym sportowcem niz te roboty na rowerach
STARA GWARDIA COS ALA KROLAK SZURKOWSKI MERCKS I INNI Z DAWNYCH CZASOW ?? Oni brali i to jeszcze więcej niż teraz biorą, kiedyś nie było kontroli, a jak były o wszyscy wpadali na raz. Szurkowski i Merks przejrzył sobie dokładnie że też byli złapani :-/
Dopiero niedawno ustalono granicę 50 % Hematokrytu ...
Świętej pamięci Pantani, kiedyś po przewiezieniu do zwykłego szpitala, podczas zwykłym badań gdzie został ranny nie jadąc na rowerze miał koło 60 ...
Niestety, kiedyś brali jeszcze więcej, teraz biorą wszyscy i po tyle samo, kwestia lepszego doktora, środków makujących i przekrętów podczas kontroli.
Ja i tak będę oglądał wyścigi, bo pomimo to że wszyscy biorą to jednak ktoś przyjeższa pierwszy a nie wszyscy razem :-))
Pzdr
Dopiero niedawno ustalono granicę 50 % Hematokrytu ...
Świętej pamięci Pantani, kiedyś po przewiezieniu do zwykłego szpitala, podczas zwykłym badań gdzie został ranny nie jadąc na rowerze miał koło 60 ...
Niestety, kiedyś brali jeszcze więcej, teraz biorą wszyscy i po tyle samo, kwestia lepszego doktora, środków makujących i przekrętów podczas kontroli.
Ja i tak będę oglądał wyścigi, bo pomimo to że wszyscy biorą to jednak ktoś przyjeższa pierwszy a nie wszyscy razem :-))
Pzdr
Zgadzam się z opiniami pewnych kręgów że farmakologia wspomagająca powinna być albo dozwolona albo należy zapomniec o uprawianiu dyscyplin wytrzymałościowych przez zawodowców , czyli kolarstwo WON , triatlon WON, biegi długodystansowe WON itd az do końca alfabetu i zostanie nam tylko brydż oraz szachy ... choć pewnie i tam biorą .
Pozdrawiam , Marek .
No oni pewnie zapodaja cos w stylu amfetaminy i efedryny....slyszalem tez ze skoncentrowana guarana daje niezlego kopa bez negatywnych i przykrych efektow ubocznych.
Co do dopingu to osobiscie jestem za jego legalnoscia, powiedzmy od 21 lat. Czlowiek wtedy jest dorosly, ma wolna wole i teoretycznie wie co robi wiec powinien sam za to ponosic odpowiedzialnosc. Z tym ze jeden bedzie znal odpowiednia miare a inny zaraz kipnie.... wiec moze dobrze ze istnieje kontrola antydopingowa. Choc z drugiej strony to wielka hipokryzja przy powszechnej dostepnosci i nachalnej reklamie alkoholu i lekow. Taki zwykly paracetamol rozwala watrobe az milo i przedawkowac go jest tez bardzo latwo. Wciskaja nam cala mase takich swinstw. Dla mnie osobiscie na bol glowy jest jeden najlepszy srodek - taki naturalny....
Dlatego trzeba chrzanic caly kit co wciskaja korporacje i jak najwiecej pedalowac zeby pracowac na plucka i serduszko i endorfinki i inne hormony po jezdzie. Oczywiscie paracetamol czasem tez nie zaszkodzi, ja zuzywam tak ze 4 tabletki rocznie. A wiec wszystko z umiarem ;-)
Co do dopingu to osobiscie jestem za jego legalnoscia, powiedzmy od 21 lat. Czlowiek wtedy jest dorosly, ma wolna wole i teoretycznie wie co robi wiec powinien sam za to ponosic odpowiedzialnosc. Z tym ze jeden bedzie znal odpowiednia miare a inny zaraz kipnie.... wiec moze dobrze ze istnieje kontrola antydopingowa. Choc z drugiej strony to wielka hipokryzja przy powszechnej dostepnosci i nachalnej reklamie alkoholu i lekow. Taki zwykly paracetamol rozwala watrobe az milo i przedawkowac go jest tez bardzo latwo. Wciskaja nam cala mase takich swinstw. Dla mnie osobiscie na bol glowy jest jeden najlepszy srodek - taki naturalny....
Dlatego trzeba chrzanic caly kit co wciskaja korporacje i jak najwiecej pedalowac zeby pracowac na plucka i serduszko i endorfinki i inne hormony po jezdzie. Oczywiscie paracetamol czasem tez nie zaszkodzi, ja zuzywam tak ze 4 tabletki rocznie. A wiec wszystko z umiarem ;-)
Albert Beckles, żeby zostać wicemistrzem świata zawodowców w kulturystyce, ćwiczył przez 35 lat. Ponieważ nie zażywał sterydów, wyglądał przy swoich koleżkach z wybiegu jak chuderlak, ale przy bliższym przyjrzeniu się widać było, jak piękne i proporcjonalne są jego mięśnie, a przy tym stawy i twarz miał nic a nic nie zniekształcone, jak ten cały Szfajceneger i reszta tuczników.
35 lat harówy, wyrzeczeń i odpierania pokusy sięgnięcia po łatwiejszy sposób... Ilu kolarzy stać na coś podobnego, choćby w 1/3? Żądza kasy i sławy, ból z nadmiernego wysiłku i konieczność przekraczania naturalnych granic organizmu - wszystko to sprawia, że w zawodowym peletonie niemal każdy jeździ na wspomaganiu. I tak będzie, bo ten sport już dawno przestał być sportem.
I tak jest w każdej dyscyplinie. Kiedy normalny człowiek naciągnie ścięgno Achillesa, to idzie do domu i leży bykiem dwa tygodnie, żeby mu przeszło, a biegacz przez płotki idzie do lekarza, ten robi mu parę zastrzyków i następnego dnia biegacz trenuje jakby nigdy nic... do czasu.
Nie wiem, jak jest z naszymi mistrzami kolarstwa, i nawet nie chcę wiedzieć. Nie pytam, nie rozmawiam o tym. Wyobrażam sobie, co się dzieje wśród "zawodowców", skoro taką smarkulę Pyrgies łapią na dopingu w wieku 17 lat... I co? I nic. Jeździ dalej. Bo tak naprawdę, to sponsorzy, kluby, trenerzy i lekarze mają w d.... sport i sportowców. Liczy się biznes. A wszystkie te działania antydopingowe to ewentualnie tylko w ramach eliminowania konkurencji.
Gdyby pozwolić na stosowanie dowolnych środków wspomagających, to śmiertelność wśród wyczynowych sportowców będzie wielokrotnie większa niż wśród palaczy, alkoholików i narkomanów, a trzydziestoletni inwalidzi sportowi szybko zapełnią Domy Niepełnosprawnego Sportowca. Skoro więc wycofuje się boks z igrzysk olimpijskich - i słusznie, jako dyscyplinę agresywną, demoralizującą i szkodliwą (choć istnieją wyjątki potwierdzające regułę) - to pomysł, by pozwolić sportowcom na z gruntu szkodliwy doping, jest niemoralny, gdyż przypomina propozycję: zabij się, to będziesz sławny.
Oczywiście, jeśli złożę taką propozycję dziesięciu osobom, to dziewięć z nich popuka się w czoło i pójdzie swoją drogą, ale kto wie, co zrobi ten dziesiąty? A działania antydopingowe mają chronić właśnie tego dziesiątego, któremu brakuje oleju w głowie. A kto zagwarantuje, że to tylko co dziesiąty? A nawet gdyby co setny sportowiec miał się wykończyć z powodu dopingu, czy oznaczałoby to, że warto? Nie sądzę. Samobójcy mogą się napieprzać w ringu z Tysonem, skakać do wody z 60m, wspinać się bez zabezpieczenia na 300-metrową ścianę w Meksyku, ale sport trzeba chronić, oczyścić - o ile to jeszcze możliwe - o ile jeszcze ma być sportem, a nie tylko tak się nazywać.
35 lat harówy, wyrzeczeń i odpierania pokusy sięgnięcia po łatwiejszy sposób... Ilu kolarzy stać na coś podobnego, choćby w 1/3? Żądza kasy i sławy, ból z nadmiernego wysiłku i konieczność przekraczania naturalnych granic organizmu - wszystko to sprawia, że w zawodowym peletonie niemal każdy jeździ na wspomaganiu. I tak będzie, bo ten sport już dawno przestał być sportem.
I tak jest w każdej dyscyplinie. Kiedy normalny człowiek naciągnie ścięgno Achillesa, to idzie do domu i leży bykiem dwa tygodnie, żeby mu przeszło, a biegacz przez płotki idzie do lekarza, ten robi mu parę zastrzyków i następnego dnia biegacz trenuje jakby nigdy nic... do czasu.
Nie wiem, jak jest z naszymi mistrzami kolarstwa, i nawet nie chcę wiedzieć. Nie pytam, nie rozmawiam o tym. Wyobrażam sobie, co się dzieje wśród "zawodowców", skoro taką smarkulę Pyrgies łapią na dopingu w wieku 17 lat... I co? I nic. Jeździ dalej. Bo tak naprawdę, to sponsorzy, kluby, trenerzy i lekarze mają w d.... sport i sportowców. Liczy się biznes. A wszystkie te działania antydopingowe to ewentualnie tylko w ramach eliminowania konkurencji.
Gdyby pozwolić na stosowanie dowolnych środków wspomagających, to śmiertelność wśród wyczynowych sportowców będzie wielokrotnie większa niż wśród palaczy, alkoholików i narkomanów, a trzydziestoletni inwalidzi sportowi szybko zapełnią Domy Niepełnosprawnego Sportowca. Skoro więc wycofuje się boks z igrzysk olimpijskich - i słusznie, jako dyscyplinę agresywną, demoralizującą i szkodliwą (choć istnieją wyjątki potwierdzające regułę) - to pomysł, by pozwolić sportowcom na z gruntu szkodliwy doping, jest niemoralny, gdyż przypomina propozycję: zabij się, to będziesz sławny.
Oczywiście, jeśli złożę taką propozycję dziesięciu osobom, to dziewięć z nich popuka się w czoło i pójdzie swoją drogą, ale kto wie, co zrobi ten dziesiąty? A działania antydopingowe mają chronić właśnie tego dziesiątego, któremu brakuje oleju w głowie. A kto zagwarantuje, że to tylko co dziesiąty? A nawet gdyby co setny sportowiec miał się wykończyć z powodu dopingu, czy oznaczałoby to, że warto? Nie sądzę. Samobójcy mogą się napieprzać w ringu z Tysonem, skakać do wody z 60m, wspinać się bez zabezpieczenia na 300-metrową ścianę w Meksyku, ale sport trzeba chronić, oczyścić - o ile to jeszcze możliwe - o ile jeszcze ma być sportem, a nie tylko tak się nazywać.
Dokładnie tak samo myślę! Karać złapanych dożywotnio. Mało tego - karać finansowo! Ale z drugiej strony gdzie są te kontrole? Na Langu była w tym roku 1, więc pokusa dla młodych jest silna. Swoją drogą nie dziwie się zawodnikom, że sięgają po koksy. Jeśli taki Tour de France trwa 3 tygodnie. Chłopaki mają do przejechania dzień w dzień ponad 200 km. A do tego bywają mordercze etapy górskie, gdzie zwycięzca jedzie ponad 8 godzin (a ile pozostali?), a następne dni to kolejne górskie etapy. Tego normalny człowiek nie jest w stanie wytrzymać. Oni muszą się wspomagać. Organizatorzy zawodów ich do tego zmuszają. Moim zdaniem jest to sytuacja bez wyjścia. Trzeba ten sport rzucić, albo uprawiać tylko dla własnej satysfakcji.
Rafał
RV napisał:
Trochę demonizujesz.
> Jeśli taki Tour de France trwa 3 tygodnie. Chłopaki mają do
> przejechania dzień w dzień ponad 200 km.
Chłopaki nie jeżdzą dzień w dzień bo mają dwa dni przerwy, poza tym nie codziennie są etapy, które mają ponad 200km.
> A do tego bywają, mordercze etapy górskie, gdzie
> zwycięzca jedzie ponad 8 godzin
Z tego co ja wiem to nie ma takich etapów.
Trochę demonizujesz.
> Jeśli taki Tour de France trwa 3 tygodnie. Chłopaki mają do
> przejechania dzień w dzień ponad 200 km.
Chłopaki nie jeżdzą dzień w dzień bo mają dwa dni przerwy, poza tym nie codziennie są etapy, które mają ponad 200km.
> A do tego bywają, mordercze etapy górskie, gdzie
> zwycięzca jedzie ponad 8 godzin
Z tego co ja wiem to nie ma takich etapów.