Widok
http://wykroczenia.wieszjak.pl/wykroczenia-drogowe/281313,Konsekwencje-ucieczki-przed-Policja.html
Dzisiaj miałbym ładną kolizję z panami policjantami na skrzyżowaniu przy początku/końcu ulicy Pomorskiej. Co prawda brzydko włączyłem się do ruchu wyjeżdżając z czerwonego światła dla przejazdu rowerowego ale było zielone na wprost i w lewo (w Gospody), więc to ja miałem pierwszeństwo a nie oni... Skończyło się tym, że ledwo wyhamowałem, panowie zatrąbili tym dziwnym klaksonem, ale zrezygnowali z zawracania, bo chyba się zorientowali, że oni też przesadzili na skrzyżowaniu.
Dzisiaj miałbym ładną kolizję z panami policjantami na skrzyżowaniu przy początku/końcu ulicy Pomorskiej. Co prawda brzydko włączyłem się do ruchu wyjeżdżając z czerwonego światła dla przejazdu rowerowego ale było zielone na wprost i w lewo (w Gospody), więc to ja miałem pierwszeństwo a nie oni... Skończyło się tym, że ledwo wyhamowałem, panowie zatrąbili tym dziwnym klaksonem, ale zrezygnowali z zawracania, bo chyba się zorientowali, że oni też przesadzili na skrzyżowaniu.
zgodnie z prawem można by tam z dziećmi poniżej 10 roku życia przejechać...
przy następnej takiej akcji trzeba "nazbierać" trochę dzieci własnych i znajomych i w dwie strony pojeździć z maluchami przy okazji ucząc je prawidłowego poruszania się po mieście - a wszystko pod kontrolą i opieką policji :)
przy następnej takiej akcji trzeba "nazbierać" trochę dzieci własnych i znajomych i w dwie strony pojeździć z maluchami przy okazji ucząc je prawidłowego poruszania się po mieście - a wszystko pod kontrolą i opieką policji :)
do xzx:
Link który dałeś pasi do rowerzystów jak wół do karety,
trochę jak PoRD, nawet po modyfikacji w 2013r, do realiów
miejskiej jazdy rowerem.
Ale to fakt, obecnie nie ma sposobu złapania rowerzysty,
który nie zechce się zatrzymać do kontroli. To mission impossible,
przynajmniej w granicach prawa, dopóki policja sama nie zacznie
jeździć rowerami.
Każdy nasz akt piractwa zbliża tę chwilę. Może dobrze, bo tylko
Cjanci na rowerach mogą zdyscyplinować łosi parkujących na
DDRach i po nich spacerujących.
Link który dałeś pasi do rowerzystów jak wół do karety,
trochę jak PoRD, nawet po modyfikacji w 2013r, do realiów
miejskiej jazdy rowerem.
Ale to fakt, obecnie nie ma sposobu złapania rowerzysty,
który nie zechce się zatrzymać do kontroli. To mission impossible,
przynajmniej w granicach prawa, dopóki policja sama nie zacznie
jeździć rowerami.
Każdy nasz akt piractwa zbliża tę chwilę. Może dobrze, bo tylko
Cjanci na rowerach mogą zdyscyplinować łosi parkujących na
DDRach i po nich spacerujących.
Jeśli ktoś trenuje kilka lat kolarstwo to nie wiem czy tacy policjanci mieli by w ogóle polot jadać na rowerach. Zresztą nie musi być ktoś specjalnie wytrenowany, wystarczy że jedzie na kolarzówce na której osiągnięcie 35-40km/h to jest nic wielkiego, podczas gdy policja jeździ na rowerach miejskich jeszcze dodatkowo z sakwami.
Masz racje ale to nie tyczy się rowerów tylko Polaków i nie pisze o sytuacjach gdzie czasem trzeba się podzielić swoim pasem bo inni nie mają alternatywy ale jak widzę na scieżce rowerowej niejednokrotnie spacerowiczów mimo że metr obok mają taką samą szerokość chodnika tylko dla pieszych to samo tyczy się posiadaczy 4 rech kółek którzy mają wszystko gdzieś parkując na ścieżkach rowerowych no i rowerzystów poruszających się szosą o ile obok jest ścieżka rowerowa bo jak jej nie ma to grozi im mandat za jazdę chodnikiem i co wybrać bankructwo vis bezpieczeństwo ale niebezpieczeństwo dla pieszych więc widzisz wszyscy mają swoje grzechy i nie ma grupy bez winy a największą wine ponosi nasza narodowość i narodowy brak tolerancji i zawiść na każdym kroku. Pozdrawiam wszystkich HEJTERÓW
Coś w tych naszych wadach narodowych jest. Po zbrodniczych czystkach, selekcjach negatywnych doboru elit, niszczących duszę kampaniach szczucia (a to na panów, a to na Żydów, a to na kułaków, a to na burżujów, a zawsze na rowerzystów) które nam zafundowała ostatnia historia, jesteśmy trochę "odrażający, brudni i źli", ale i okoliczności OBECNE nas do tego zkłaniają.
Nasze prawo drogowe nie promuje współistnienia, nasza infrastruktura drogowa zamiast sprzyjać bezpieczeństwu wynikającemu z separacji ruchu, wtłacza nas w sytuacje totalnie niepotrzebnych konfliktów. Np. ścieżka rowerowa to w PL obligo jazdy po niej, choćby wiodła przez kartoflisko.
Owszem, wysokomleczna mamcia z dzieckiem w foteliku pojedzie i po kartoflisku, byle dalej od ryzyka. Ale czy zrobi to szosowiec, który ufa bardziej prawu jazdy, trosce o lakier i rozsądkowi kierowców, niż tej jeżdżącej zygzakiem mamci? Ta sama mamcia, z braku ścieżki (bo się typowo nagle skończyła), woli straszyć pieszych, w tym dziadków, kombatantów ubeckich, skłonnych złamać lagę na jej plecach, gdy na nich drrryńdnie.
Tymczasem kierowcy, którym wszyscy każą się śpieszyć, co przy korkach i braku parkingu bywa trudne, więc robią to nawet gdy nie muszą, czasem parkują jak łosie, bo dla nich to "tylko chwilka" w porównaniu ze staniem w korku, ślepną na fakt, że przez tę chwilkę zmuszają rowerzystów do objeżdżania ich puszki, wchodzenia w szkodę pieszym, ryzykowania życia na jezdni pod prąd itp desperacji.
Nie wszystkie ścieżki, dokładniej MNIEJSZOŚĆ ścieżek powinny być przymusowe. Wiele powinno być dla chętnych, być dobrowolnością, być przywilejem. Wiele krajów dało radę to rozwiązać, tylko nasi prawodawcy, skupieni na dzieleniu na czworo włosów łonowych, nie potrafią. Francuzi mają ten aspekt rozwiązany modelowo, bo kształt znaku drogi rowerowej, jeśli okrągły jest nakazem, jeśli kwadratowy, jest przywilejem, czemu nie można tego zrobić i u nas? A najpopularniejszym chyba znakiem drogowym w Niemczech jest biały rysuneczek roweru i dopisek FREI pod wszelkimi zakazami i nakazami.
A u nas są nakazy, zakazy i chore sankcje. Policja jednego dnia lepi mandaty za jazdę po chodniku koło Różowatego Qunia i koło Pip-Szołu przy Klifie, a następnego miesiąca w tym samym "za wąskim do jazdy rowerem wśród pieszych" chodniku robiona jest droga dla rowerów. (Zobaczycie, że w końcu także koło Qnia też pojedziemy legalnie) Jednego miesiąca ścigają rowerzystów jeżdżących przejściem dla pieszych na Kamionce, a następnego na jezdni nanosi się tam przejazd dla rowerów. Taka niekonsekwencja rodzi tylko demoralizację i postępujący brak szacunku do praw i policji, słusznie branych za łapówkarzy i siepaczy fiskalnych. To system (i degrengolada prawodawców i organizatorów ruchu) w akcji, a nie wady narodowe Polaków.
Sorry, za długie a "wiem że z czytaniem u was nienajlepiej"... tak mi się zebrało przed świętem Wielkiego Przejazdu. Już więcej nie będę...
Nasze prawo drogowe nie promuje współistnienia, nasza infrastruktura drogowa zamiast sprzyjać bezpieczeństwu wynikającemu z separacji ruchu, wtłacza nas w sytuacje totalnie niepotrzebnych konfliktów. Np. ścieżka rowerowa to w PL obligo jazdy po niej, choćby wiodła przez kartoflisko.
Owszem, wysokomleczna mamcia z dzieckiem w foteliku pojedzie i po kartoflisku, byle dalej od ryzyka. Ale czy zrobi to szosowiec, który ufa bardziej prawu jazdy, trosce o lakier i rozsądkowi kierowców, niż tej jeżdżącej zygzakiem mamci? Ta sama mamcia, z braku ścieżki (bo się typowo nagle skończyła), woli straszyć pieszych, w tym dziadków, kombatantów ubeckich, skłonnych złamać lagę na jej plecach, gdy na nich drrryńdnie.
Tymczasem kierowcy, którym wszyscy każą się śpieszyć, co przy korkach i braku parkingu bywa trudne, więc robią to nawet gdy nie muszą, czasem parkują jak łosie, bo dla nich to "tylko chwilka" w porównaniu ze staniem w korku, ślepną na fakt, że przez tę chwilkę zmuszają rowerzystów do objeżdżania ich puszki, wchodzenia w szkodę pieszym, ryzykowania życia na jezdni pod prąd itp desperacji.
Nie wszystkie ścieżki, dokładniej MNIEJSZOŚĆ ścieżek powinny być przymusowe. Wiele powinno być dla chętnych, być dobrowolnością, być przywilejem. Wiele krajów dało radę to rozwiązać, tylko nasi prawodawcy, skupieni na dzieleniu na czworo włosów łonowych, nie potrafią. Francuzi mają ten aspekt rozwiązany modelowo, bo kształt znaku drogi rowerowej, jeśli okrągły jest nakazem, jeśli kwadratowy, jest przywilejem, czemu nie można tego zrobić i u nas? A najpopularniejszym chyba znakiem drogowym w Niemczech jest biały rysuneczek roweru i dopisek FREI pod wszelkimi zakazami i nakazami.
A u nas są nakazy, zakazy i chore sankcje. Policja jednego dnia lepi mandaty za jazdę po chodniku koło Różowatego Qunia i koło Pip-Szołu przy Klifie, a następnego miesiąca w tym samym "za wąskim do jazdy rowerem wśród pieszych" chodniku robiona jest droga dla rowerów. (Zobaczycie, że w końcu także koło Qnia też pojedziemy legalnie) Jednego miesiąca ścigają rowerzystów jeżdżących przejściem dla pieszych na Kamionce, a następnego na jezdni nanosi się tam przejazd dla rowerów. Taka niekonsekwencja rodzi tylko demoralizację i postępujący brak szacunku do praw i policji, słusznie branych za łapówkarzy i siepaczy fiskalnych. To system (i degrengolada prawodawców i organizatorów ruchu) w akcji, a nie wady narodowe Polaków.
Sorry, za długie a "wiem że z czytaniem u was nienajlepiej"... tak mi się zebrało przed świętem Wielkiego Przejazdu. Już więcej nie będę...
