Widok

Uwaga na Pomorski Koci Dom Tymczasowy

(...) Zwróciłyśmy się do pań z PKDT z Gdyni o pomoc dla chorych, bezdomnych kociąt. Po przyjęciu zgłoszenia wolontariuszka odłowiła kocięta, zapewniła, że po wyleczeniu zabierze je do swojego Domu Tymczasowego i przekaże do adopcji. Okazało się to zwykłym kłamstwem! Po podleczeniu kociąt w jednej z lecznic współpracujących z PKDT wolontariuszka w bezduszny sposób wyrzuca osłabione kocięta w zimną noc na podwórko nie zapewniając im chociażby ocieplonej budki!
(...) Zgłaszając się do PKDT wierzyłyśmy, że kociaki znajdą bezpieczne schronienie, że nie skonają na trawniku, bo opuszczone przez matkę były bezradne i nie miały dużych szans na przeżycie. Niestety wolontariuszki z PKDT odebrały im tą szansę całkowicie!
Walczy się o prawa zwierząt, o ich respektowanie, o uwrażliwianie społeczeństwa na ich niedolę a o czym świadczy powyższy przykład???
Czy wolontariat zwalnia z odpowiedzialności za zwierzęta i przestrzegania ich praw???
Sposób, w jaki zostały potraktowane zwierzęta w opisanym przykładzie rodzi poważne wątpliwości i napawa głębokim niepokojem, jaki jest los kotów, które trafiają po interwencjach pod opiekę PKDT. Czy oby na pewno powyższy przykład jest odosobnionym przypadkiem?...
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 10
Jak ktoś bierze zwierzę z takiego miejsca, to przede wszystkim chce mu pomóc, okazuje serce. Tym bardziej przeżywa jego śmierć tak szybką i nagłą. A tu przytrafiło się to dziecku. Jak można pisać taką bezczelną odpowiedź. Zero powagi w podejściu do tematu i ludzi, którzy chcieli dobrze.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2
bo takie osoby nie oddają kotów oswojonych. Beztrosko orzekają, że są porzucone i zabierają do siebie na zbiórkę pieniędzy czy/i adopcję. Tak moje zostały przywłaszczone. Ja zawsze wiedziałam, że branie cudzych rzeczy czy zwierząt- to klasyczna kradzież.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Chore stwierdzenia...Chore i nawiedzone kocie mamki, weźcie sobie same zorganizujcie schronisko dla kotów, a dajcie żyć tym, którzy za kocimi wrzaskami, zasr..nymi trawnikami, chorobami odzwierzęcymi (borelioza) NIE PRZEPADAJĄ!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 5
nigdy więcej malucha, tak? taka miłośniczka kotów z ciebie??? bo malucha trzeba karmic co 2 godziny - w dzień i w nocy, masować brzuszek - w dzień i w nocy, przemywać oczka, gdy zaropiałe, karmić specjalna droższą karmą....a dorosły //-luzik załatwili za mnie , jak się znudzi to se nowego odchowanego wezmę! Ku..de , takich miłośników to się powinno pod pręgierzem stawiać, za fałsz i obłudę!!! A te . co to się rzucają , mocne w twarzy a nie działaniu, niech zrobią cos dla kociaków trudnych a nie milusich , które same do miseczki przychodzą , niech potrzymają takiego zmaltretowanego , schorowanego kotka w domu, niech go postawia na nogi a potem niech zabierają glos na forach. Bo taka jedna z druga zadzwoniła, zażądała, oceniła , podsumowała i nabazgrała na forum! Koci dom znam z opowieści dwóch osób i nie wierze w te wszystkie pomowienia.Sama mieszkam z kotami od 20 lat -wszystkie przeze mnie przygarnięte i uratowane, bez obnoszenie się po osiedlu ze swoim bohaterstwem.Pozdrawiam Koci dom i dzielne wolontariuszki.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 5
Monika tutaj nie ma reguły, ja miałam wiele kotów i moje doświadczenie mówi mi nigdy więcej malucha, gdy wzięłam pierwszy raz z Ciapkowa dorosłego kota stwierdziłam że był to najlepszy wybór i za każdym razem się powtwierdzał. Przyznaję, żę inaczej jest wziąć dorosłego kota z ulicy a inaczej porzuconego domowego.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
To byly male mlode kociaki 4 miesieczne!Takie mozna oswoic i udomowic. Wymaga to poprostu troche czasu.Mialam w sumie w swoim zyciu 8 kotow. 7 to byly jak tu okresla ta niby znawczyni kotow z fundacji, koty wolnobytujace.Wiekszosc przygarnieta zostala w wieku okolo 5-6 miesiecy. Wszystkie staly sie niesamowitymi pieszczochami.Ten przygatniety jako najstarszy wogole niechcial pozniej schodzic z kolan.
Natomiast najbardziej dziki byl moj pierwszy kot - super rasowa kotka perska.Dziadek tej kotki byl medalista na swiatowej wystawie.Nie dawala sie dotknac, jak sie za blisko zblizalismy to na nas syczala.

Po prostu bardzo trudno udomowic starszego kota np 5-6 letniego. Ale nie malego.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 5
Cytat: Trudno jednakże myśleć o zabraniu do domu kota, który po 12 dniach pobytu w lecznicy, przekładany do transporterka, rzuca się, wyje, gryzie i drapie jakby walczył o życie
Koty były kompletnie nieobsługiwane, nie rokowały na oswojenie.

Ja tylko od siebie dodam, ze moj kot, cycek niesamowity, bardzo kochany, milusinski, wylacznie domowy - u weta nagle zamienia sie w 'dzikiego' kota. Dokladnie jak w powyzszym cytacie - rzuca sie, wyje, gryzie, drapie jakby walczyl o zycie. Na dwor z nim nie wychodze, bo zachowuje sie podobnie. Nie wyobrazam sobie jakby cos mi sie stalo, a kot trafilby gdzies do obcego miejsca, gdzie czulby inne koty, zwierzeta. Tez by ludzie pomysleli, ze trzymalam w domu 'dzikiego' kota :D
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3
Koty miały koci katar, zostały wyleczone i wypuszczone.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0
Koty wolno bytujące można zabierać jeśli są chore a następnie je odnosić w miejsce skąd je zabrano GDY NABIORĄ ODPORNOŚCI. Czytaj ze zrozumieniem. Wspominałam o tym na początku. Moim zdaniem zostały za szybko odstawione. Tyle. A na forum jestem zarejestrowana i mam prawo się wypowiadać jak każdy ;) poza tym nikogo nie atakuję ale to nie pierwszy raz gdy uważacie że jesteście atakowane, napisałam swoje zdanie i tyle i w wątku udzielać się już nie mam zamiaru bo się nakręcacie. Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3
Czyli Twoim zdaniem PKDT powinno zabrać te wolnobytujące koty od Pani K.E.K. czy nie?
Po co się włączasz w rozmowe atakując PKDT skoro sama twierdzisz że kotów wolnobytujących nie można zabierać?
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1
Pani Aleksandro czy jest Pani kolejną znajomą wolontariuszek z PKDT i udziela im poparcia, broniąc ich ślepo bez rozeznania w faktach? z treści Pani wypowiedzi wynika, że nie zna Pani całej sprawy, proszę się nie wypowiadać bez dokładnego wczytania się w temat. Inaczej nie zarzucałaby Pani że nic nie zrobiłyśmy, że załatwiamy coś cudzymi rękoma. Gdy jest jest przyzwoitym człowiek to do błędu się przyznaje a w tym przypadku ~M wypiera się, że nie było pewnych ustaleń między nami.
Jeśli Pani określa mianem dramatyzowania zwracanie uwagi na fakt wyrzucania kociąt na bruk i w ten sposób narażanie ich na śmierć to nie mamy o czym rozmawiać.
Wolontariat nie zwalnia z odpowiedzialności za los zwierząt i przestrzegania ich praw.
Nikt nie kwestionuje ile dobrego zrobiły niektóre z wolontariuszek. Odnośimy się do konkretnego przypadku i konkretnych osób.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 9
Pani najwyraźniej nie zna tematu, bo inaczej nie wypisywała by Pani takich stwierdzeń. nikt nie WYMAGAŁ, NIE WYMUSZAŁ!!! Była umowa, ustalenia o czym ~M doskonale wie, a teraz się tego w perfidny sposób wypiera.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4
To gdzie działam, a działam wiele lat, to moja sprawa. Ja swoje wiem, miałam okazję widzieć pracę PKDT i nie podoba mi się ona. Wystarczy swoją drogą spojrzeć na wypowiedzi wyżej, same zaprzeczenia i brak znajomości podstawowych zasad. Na innym forum też można ciekawych rzeczy się dowiedzieć ale to już zostawię dla siebie. Wybielajcie się dalej ale jaka jest prawda cześć ludzi wie. Zamiast odpowiedzieć na moje argumenty wypominacie głupimi pytaniami czy coś wiem o waszej pracy lub czy sama jestem wolontariuszką. Jestem wolontariuszką, karmicielką, uratowałam wiele kotów ale robię to sensownie, nie bawię się w zbieranie wolnobytujących kotów.

Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 5
A Ty Milka przedstaw sie kim jesteś, wiesz tyle o tym co robi ten PKDT (skąd wiesz, jesteś w PKDT?) a nic nie piszesz co Ty robisz, kim jesteś? Gdzie działasz? jak pomagasz kotom, czy komukolwiek? Aby móc oceniać trzeba samemu wiedzieć czym, jest praca wolontariacka a nie tylko wchodzić na forum...
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
K.E.K. Napisz dokładnie punkt po punkcie jak było, czytając Twoją wypowiedź widać że motasz się w swoich "zeznaniach".
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
M nie dziwię się że nie widzisz co jest dla mnie niejasne a raczej jest jasne jak słońce:

najpierw piszecie że kot nie rokował szans na oswojenie. Po co miał je rokować skoro KOTÓW WOLNOBYTUJĄCYCH NIE WOLNO zabierać i oswajać. Po chwili piszesz że nie staracie się takich kotów oswajać.

Nie raz widziałam że próbujecie dawać do adopcji koty wolnobytujące czego robić nie wolno więc nie zaprzeczaj bo sama to piszesz wyżej.

" Dopiero w lecznicy dało się określić czy koty nadają się do adopcji, czy nie." "Czas w lecznicy był jednocześnie czasem, na sprawdzenie, czy nadają się na "dooswojenie".

a to niby o czym świadczy? do jakiej adopcji?? te koty powinny byly być wypuszczone tylko w czasie gdy nabiorą odporności ale nie to mnie boli.

Zbieracie koty z ulicy i robicie w domach przechowalnie.Dla was kady miziasty kot nadaje się do adopcji a nie powinien. Wiele karmicielek oswoiło koty ktorymi się zajmuje ale nie szukają dla nich na siłę domów. To koty urodzone na wolności i tam jest im miejsce, ich dom i zycie.

Może lisy tez będziemy oswajać i szukać im domów? Same się zakręcacie w tym co mówicie i w tym co piszecie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 5
to trzeba było je na ten dom tymczasowy zabrać a nie tylko WYMAGAĆ, wymuszać
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Trzykrotnie zwracałam się do Pomorskiego Kociego Domu Tymczasowego z prośbą o pomoc. trzykrotnie pomoc ta została UDZIELONA w miarę możliwości.

Bo ja rozumiem, że to są tlyko wolontariuszki, a nie osoby, które muszą być na każde nasze zawołanie. Bardzo łatwo jest ratować zwierzaki cudzymi rękoma. Na zasadzie ZADZWONIĘ NIECH COŚ ROBIĄ>

Zdarzył się wypadek, podobnie jak w szpitalach ludzie otrzymują pomoc, wychodzą ze szpitala i umierają w skutek błędu, niedopatrzenia, powikłań.

Ja za każdym razem gdy zgłaszałam kota proponowałam próby przetrzymania go po akcji albo chociaż wsparcia finansowego.

Przecież wolontariusze to ludzie, którzy poświęcają swoje pieniądze i czas dla cudzych zwierząt de facto. Wszystkie 3 koty zostały ODRATOWANE, mają stałe domy, bo nadawały się do oswojenia. Z tego co wiem, to wolontatriuszki mają po kilkanaście lub kilkadziesiąt kotów w domach i je ratuję.
W pewnym momencie nie da się przyjąć więcej. A dramatyzowanie, że koty zostały bezdusznie wyrzucone... niech Pani robi nagonki na tych, co faktycznie rzucają psami z balkonów, duszą psy na łańcuchach, a kotom wydłubują oczy. Niech Pani ich goni z imienia, nazwiska, szkaluje.

Ale po co robić taki szum wokół dobrze działającej organizacji, która zrobiła już tyle dobrego?
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie rozumiem, co tu jest nie do rozumienia.
Proste: młode koty, dokarmiane przez ludzi, które z ludźmi mają kontakt, mogły się nadawać do wzięcia do domu tymczasowego.
Te najwyraźniej z ludźmi kontaktu żadnego nie miały, na widok zbliżającego się człowieka szalały ze strachu. Tego nie wiedziałam przed złapaniem, dla nich byłam obcą osobą, więc naturalne, że podczas łapanki bały się i uciekały przede mną. Dopiero w lecznicy dało się określić czy koty nadają się do adopcji, czy nie.

Moja, nieżyjąca już niestety kotka, miała 3 miesiące, gdy ją zabierałam z ulicy. Wcześniej dokarmiałam ją i jej mamę. A jednak, gdy ją zabierałam, szalała ze strachu. Po paru godzinach bliskiego kontaktu z człowiekiem, głaskana mruczała.

Nie łapałabym w ogóle tych kotów, gdyby były zdrowe! Ale były chore, miały koci katar, jak się okazało. Jako, że były to kocie podrostki, dostały szanse na dom. Czas w lecznicy był jednocześnie czasem, na sprawdzenie, czy nadają się na "dooswojenie".
Skoro ich reakcja na człowieka po 12 dniach leczenia nie zmieniła się, nie było sensu przetrzymywać tych kotów i uszczęśliwiać ich na siłę.

Mam nadzieję, że wytłumaczyłam zrozumiale.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie rozumiem ani słowa bo ciągle pisze Pani zaprzeczenia:

"3. Koty miały być leczone na koszt PKDT i tylko tyle. Tak, to prawda, dodatkowo zgodziłam się wziąć je do swojego domu – nigdzie wcześniej nie napisałam, że nie! W momencie łapania nie da jednoznacznie określić, jak dzikie są koty. Trudno jednakże myśleć o zabraniu do domu kota, który po 12 dniach pobytu w lecznicy, przekładany do transporterka, rzuca się, wyje, gryzie i drapie jakby walczył o życie
Koty były kompletnie „nieobsługiwane”, nie rokowały na oswojenie.
4. Panie od początku były powiadomione o tym, że jeśli okaże się, że koty nie będą rokowały na oswojenie, zostaną wypuszczone w miejscu bytowania."

a poniżej :

"11. W domach tymczasowych wolontariuszki PKDT nie trzymają kotów „dzikich”, nie staramy się takich kotów oswajać. Zbyt dużo jest kotów bezdomnych, dla których nie mamy już miejsc w naszych domach tymczasowych, by „na siłę” uszczęśliwiać koty wolnożyjące."

rece opadają...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 9