Widok
> "W głowie się nie mieści"
Nie wpadłęm na to.
Wspominałem, że nieco rozkojarzony jestem? ;>
Z zegarkiem Ci niestety nie pomogę.
Ostatni, jaki miałem, super hiper chiński wypas z kalkulatorem, melodyjkami, miejscem wędkarskim i widokiem na morze, skońćzył swój żywot zaprasowany w belę makulatury w 1985r, bo mu się teleskop odpinał.
Na znak protestu od tego czasu nie noszę zegarka :D
Nie wpadłęm na to.
Wspominałem, że nieco rozkojarzony jestem? ;>
Z zegarkiem Ci niestety nie pomogę.
Ostatni, jaki miałem, super hiper chiński wypas z kalkulatorem, melodyjkami, miejscem wędkarskim i widokiem na morze, skońćzył swój żywot zaprasowany w belę makulatury w 1985r, bo mu się teleskop odpinał.
Na znak protestu od tego czasu nie noszę zegarka :D
Coś Wam opowiem.
Wątek o bele czym, to opowieści o belownicach są tu jak najbardziej na miejscu ;)
Każde wakacje w szkoel średniej gdzieś pracowałem. Typowa praca wakacyjna, żeby na jakieś fanaberie zarobić.
Akurat ostatnie, już z indeksem w kieszeni, miałem okazję pracować w nieistniejących już zakładach graficznych.
Dorwałem fuchę na nocki, w ścinkarni. Świetnie płacili (jak to za nocki w komunie) a praca była bajerancka.
Od 22 do 23 miałem zwiezione i sprasowane wszystkie ścinki z całego zakładu.
Prawie wszystkie, bo trochę trza było zostawić na wyścielenie belownicy (dla niezorientowanych: duża trumna, 2,0x1,0x0,7m).
Na to troszkę arkuszy papieru, bo ścinki są miękkie i ciepłe, ale diabelnie ostre :D i można było iść lulać.
O 5 pobudka, kawa, papieros... ze dwie bele ścinek z hali offsetu (reszta zakładu w nocy nie działała) i o 6 do domku.
Nie obraziłbym się, gdybym dzisiaj miał taką fuchę. W niczym nie kolidującą z obecną pracą zawodową :D
Wątek o bele czym, to opowieści o belownicach są tu jak najbardziej na miejscu ;)
Każde wakacje w szkoel średniej gdzieś pracowałem. Typowa praca wakacyjna, żeby na jakieś fanaberie zarobić.
Akurat ostatnie, już z indeksem w kieszeni, miałem okazję pracować w nieistniejących już zakładach graficznych.
Dorwałem fuchę na nocki, w ścinkarni. Świetnie płacili (jak to za nocki w komunie) a praca była bajerancka.
Od 22 do 23 miałem zwiezione i sprasowane wszystkie ścinki z całego zakładu.
Prawie wszystkie, bo trochę trza było zostawić na wyścielenie belownicy (dla niezorientowanych: duża trumna, 2,0x1,0x0,7m).
Na to troszkę arkuszy papieru, bo ścinki są miękkie i ciepłe, ale diabelnie ostre :D i można było iść lulać.
O 5 pobudka, kawa, papieros... ze dwie bele ścinek z hali offsetu (reszta zakładu w nocy nie działała) i o 6 do domku.
Nie obraziłbym się, gdybym dzisiaj miał taką fuchę. W niczym nie kolidującą z obecną pracą zawodową :D