Widok
Mój mąż znalazł kiedyś leżącego na poboczu potrąconego krwawiącego konającego pieska. Zawiózł do lecznicy aby wykonać eutanazję. Powiedział że znalazł go w takim stanie itd. Weterynarz stwierdził że go nie uśpi bo kto mu za to zapłaci!!!! Wyobrażacie to sobie??!!! Zaczął pyskować do mojego męża że on nie jest organizacja dobroczynną czy jakoś tak. Więc mąż powiedział że zapłaci za zastrzyk. Zanim weterynarz zabrał sie do roboty (no bo po co się spieszyć) piesek skonał.
Na górnej Oruni od dłuższego już czasu błąka się kundelek którego znam wabi się Kajtek. Jego właścicielem jest facet z dolnej Oruni, który ma ksywę fixon. Ale tak dba o swojego psa że biedaczysko musi szukać sam jedzenia i spać na dworze. Żal mi psiaka bo to mądry kundelek i czasami go dokarmiam. Mamy już psa i kota więc nie mogę przygarnąć jeszcze jednego psa ale boję się o niego bo zbliża się zima. Czy ktoś może zna rodzinę tego fixona i może na nich wpłynąć żeby zajęli się pieskiem? Jak można zaradzić żeby kajtuś ie zimował na dworze