Widok

ZAWISTNY exSZEF!

ludzie to swinie! moj byly pracodawca postanowil sie zemscic na mnie za to ze odnioslam sukces jako jego konkurencja z tej zawisci juz od jakiegos czasu dostaje od niego pogrozki ze mnie zalatwi ze na pewno nie mam legelanego oprogramowania i ze on juz sie o to zatroszczy zeby mi sprawdzili komputer :/ jest mozliwosc ze sprawdza czy rzeczywiscie mam nielegalne oprogramowanie? jakie moga byc tego konsekwencje?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
lepiej miec legalne programy w firmie. kiedys kolega z ap edukacji z ktorym bylam na policelanej opowidal o firmie w ktorej pracowal ze byla kontrola i byly tez kary. a co o exszefa to tak sie nie robi. szantazysci powinni isc do wiezienia
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mangolia wypełniała ukośnym, lekko chylącym się w prawo pismem listę potrzeb życiowych, a Malone z każdą pojedynczą sekundą był coraz bardziej znarowiony.

Na belzebuba jeśli ta c**** będzie pisać zamiast zabijać to nigdy nie stworzę z nią czegoś na miarę relacji Bonnie & Clyde, pieprzyć to babsko nie nadarmo podwiązałem sobie na udach urytą parę magnum 44 - idę sam pomyślał - i wtedy jakiś smukły cień, wolno przemknął po wilgotych, zapajęczonych murach plebani.

O! jest ktoś jeszcze - wyszczeszył z radości kły Smokie.

Rozegram wreszcie coś sam.



Mam dla ciebie prezent moje słońce niezachodzące - rzekł podchodząc do skupionej nad kartką Mangoli.

- czy ten prezent oddycha? - spytała nie odrywając oczu.

- oddycha i podobno lubi porto, gra na organach, a w krótkich chwilach gdy jest trzeźwy podobno też śpiewa - wyrecytował wyniki swej krótkiej znajomości z organistą Malone.

Zabij go.

Jeszcze nie. Najpierw ten pastuch zagra tobie to co mi w duszy gra i zaśpiewa to. Wsłuchaj się bo inaczej, jeśli nie zrozumiesz tekstu i nie ruszysz dupska do wsi to ja idę w pojedynkę.

Organista Richard dwoił się i troił jak mógł żeby zagrać i zaśpiewać to http://www.youtube.com/watch?v=JOS03WhU_8Y&feature=related

Gdy skończył Mangolia stwierdziła:

- ten burak ma ładne, zadbane dłonie i długie palce co zazwyczaj ozancza u mężczyzn wysoki pozim inteligencji.

- te twoje szmańskie sztuczki - skończ z nim a ja idę na zewnątrz nabić fajkę, do diabła dochodzi południe trzeba działać.

Mangolia zamyśliła się.

- skoro dochodzi południe to idź, zaraz dołączę, jeszcze tylko zabiorę organistę do dzwonnicy, niechaj dzwoni na anioł pański - mieszkańcy z pewnością oczekują tego.

- ok.

- Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę na dziś.

- Tak???????

- czy mógłbyś mi na kwadrans pożyczyć ten bagnet z ząbkami, który rano schowałeś w bucie.

- Ech, z wami babami to tak zawsze.

- jak?

- Ano zawsze czegoś chcecie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone nie omieszkał jednak wziąć ze sobą towarzysza rrieslinga do pomocy w poszukiwach kolegi porto.Gdy znalazł wejście do krypty butelka rieslinga była prawie sucha.Szybko znalazł beczkę z porto,zanim zlał galon uchylił dwa połtitrowe,cedrowe kubki.po drodze na górę przemknęło mu przez głowę jednak dziwne uczucie.

-Przecież nie jestem ,k**** ,niczyją marionetką-pomyślał w duchu-a na pewno nie będę ,k**** robił zakupów.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
-Obmyj się trochę!-dało się słyszeć zza jego pleców kiedy już znikał na zachrystii-umazana w tym gnoju i krwi wyglądasz brzydko i staro.

Te słowa sprawiły, że Mangolia poczuła się przeszczęśliwa.
- riesling jes dobry dla mięczaków, poza tym nie ma jeszcze pory obiadu - skwitowała - idź najdroższy na najniższą kondygnację piwnicy tam w krypcie, pośród trumien, ten stary wieprz ma zakitraszoną beczkę starego 19% porto. Upuść galon musimy wspólnie zrobić listę zakupów, którą zrealizujemy w wiejskim GSie, trzeba zakupić cement, deski i farby, mój dom wymaga remontu czyżbyś już zapomniał?
- niech i tak będzie, wszystko mi jedno - odburknął Malone - aleeeee -zawahał się - postrzelamy trochę w wiosce?
- Pewnie, ale nie do byle kogo. Włąściwy cel to podstawa. Idę szukać sejfu.
- Po co?, brakuje ci kasy?
- nieeeeee, ja tylko lubię jak drobne z tacy dzwonią mi w sakiewce.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone ruszył się ,gdy przebrzmiał już metaliczny śmiech Mangolii.
Coś mu mówiło ,że to nie w porządku ale pragnienie było silniejsze ,a wino klecha z reguły miał przednie,bo mimo że głupi to jednak kontakty i znajomości nieliche.
Na twarzy Malone'a wykwitł uśmiech gdy pomyślał o kojącym ,chłodnym reislingu ,który ukoi posuchę w gardle.
Wkroczył pewnym krokiem do kapliczki i natychmiast udał się na zachrystię.Nie spojrzał nawet na trupa i na Mangolię przechodząc obok.Widzał to wcześniej wiele razy ,więc nie chciał sobie psuć apetytu,bo widok do przyjemnych nie należał.
-Obmyj się trochę!-dało się słyszeć zza jego pleców kiedy już znikał na zachrystii-umazana w tym gnoju i krwi wyglądasz brzydko i staro.
Nie dodał już ,że oprócz tego przechodzi mu na ten widok apetyt i na rieslinga i na nią.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Klecha był trochę jak ta chmurka.Ulotny znaczy się, o czym miał przekonać się za chwil parę.
-Odejdź precz wiedźmo!-krzyknął wystraszony, łapiąc za krucyfiks gdy tylko ujrzał Mangolię.
-Sppokkojnie klecho-wycedziła przez zaciśnięte zęby-wyruszasz w drogę do krainy w której mnie nie spotkasz na pewno.Powinieneś być szczęśliwy,chyba ,że masz pewne wątpliwości gdzie trafisz.
I teraz roześmiała na głos, a śmiech ten rozbrzmiał metalicznie jak bicie dzwonu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Szli krokiem raźnym. Noga w nogę. Zdało się, że otaczała ich jakaś aura witalności jaką to przynosi li tylko wiosna. Drzewa były na swoim miejscu, ptaki na nich też. Słoneczko przygrzewało.
Mangolia była zła na siebie. Pomiędzy udami czuła słodko-błogi ból nocnych uniesień. Nie znosiła gdy coś ją bolało - nawet w tak naturalnie kojący jej kobiecość sposób.

- nie zapomniałem o linie i o maczecie- pochwalił się Smokie Malone.
- ty i to twoje przywiązanie do tradycyjnej estetyki- syknęła rozkojarzona.
Nie potrafiła zebrać myśli i ułożyć sensownego planu. Ba! nie wiedziała dlaczego nogi niosą ją na wschodnią część wioski gdzie na uboczu z dala od niej widniały strzeliste budynki kościoła i zachrystii.

Nienawidziła durnego towarzystwa.
Nienawidziła marnotrawstwa energii na czcze gadki i wszelkich uśmiechów ludzkich nie popartych silnie wew. emocjami.
Tymczasem pastor był tym w wiosce, który bez przerwy i bez wyraźnej przyczyny uśmiechał się do wszystkich. Bredził też od rzeczy marnotrawiąc czas swój oraz innych. No i żeby było zadość należy powiedzieć, że był durniem. Kopletnym od a do z.
Mangolia wciąż nie miała planu.
Wtem spierzchniętymi ustami odezwał sie rozmarzony Smokie:
- wiesz, suszy mnie, napiłbym sie teraz dobrego mszalnego wina.
- i to pewno ze złotego i pękatego kielich co? - z namysłem zgadła Mangolia.
- właśnie wyjęłaś mi to z ust - rzekł
- mój drogi, z ust to założę się, że akurat ty częściej wyjmujesz - rubasznie zaniosła się śmiechem.
Rozpromieniła się.
- hmmm wraz z wiosną przecież należy czynić różne porządki - rzekła tajemniczo z akcentem na "różne" po czym, wbiła w kark Malone swe długie, lakierowane na czarno (z białymi trupimi czaszkami)paznokcie i namiętnie obdarzyła całusem.
Założyła głęboki kaptur i równie zalotnie co słodko odparła:" powinna koniecznie i natychmiast iść do spowiedzi po nocnych wybrykach".
Malone zatrybił.
Zrób to cicho i szybko pan nie lubi hałasu - rzekł - wręczając towarzyszce jeden ze sztyletów.
Pan ci to kiedyś wynagrodzi -szepnęła na odchodne.
-co?
-to że zawsze bierzesz z sobą noże - figlarnie zabłysły jej oczy i zniknęła.

Malone popatrzał wysoko w czyste niebo. Jedną małą chmurką bawił się wiatr zmieniając jej nieregularne formy jakby nie mógł sie zdecydować na ostateczny jej kształt. Wyciągnął kochę zielska i puścił dymek. Jakże kruche jest ludzkie życie - podsumował w myślach.

-
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."

Charles Bukowski.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
sorry,to nie ja
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hola, hola dziewczynko, a zapałki?
- jeśli będziesz mi tu z rana prychać śliną coś niezrozumiale i popędzać nie pozwalając by mój umysł wlazł na właściwie sobie wibracje - obiecuję ci ostatni raz, że zrobię użytek z tego skorodowanego haka rzeźnickiego bez namysł wybełkotał skacowany Malone.
Zanim gdziekolwiek pójdziemy najpierw fajka i piwo.
Mangolia miała swoje sprawy w mieście do załatwienia.
Niecierpliwiła się gdy Malone drżącymi dłońmi upychał w buty, rękawy i za kark noże którymi ponoć rzucał wybornie.
Pamiętaj mała-zwierzył się- ręka jest szybsza niż oko.
W każdym razie... jakoś tak... dodał i spił porannego browca.
Od razu poczuł się lepiej. To uspokoiło Mangolię.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone tylo wspomniał stare czasy
"jedną twarzą łyknąć z flaszy ,drugą z toni w niebo patrzyć"
to już było
-Idźiemy-przytaknął
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- Zawsze wiedziałam, że on nie używa mózgu - prychnęła Mangolia.
Stuknęła drzwiami i stanęła na werandzie.
- Znowu ta durna kolekcja noży? - spytała patrząc w oczy Smokiego.
- Czy wy się nigdy nie nauczycie korzystać ze zdobyczy techniki? - spytała retorycznie repetując samopotwarzalnego Makarowa.
Zeszła zgrabnie po schodkach i wciągnęła w nozdrza zapach wiosny.
- Oj, będzie się działo - uśmiech sam z siebie wykwitł na jej wytatuowanych na czarno wargach. Dobrze, że akurat nikt nie mógł go zobaczyć. Zazwyczaj była to ostatnia rzecz, jaką delikwent widział w życiu.
- Idziemy - zakomenderowała.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Manson nie rób z Mangolii alkoholiczki bo się obawawiam trochę, że jak Malone i Mangolia zaciągną na dobre (a dużo im nie trzeba żeby wleść porządnie na orbitę) to nie wyhamują i przesiedzą w chacie ze 4 tygodnie dopóki póty nie opróżnią zawartości składziku. Napadnie na nich zdradziecko wiocha i będzie koniec.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
we w trakcie flaszeczki i kolegi kawałek poczytali,anie czytają za często
flaszka rzecz słuszna a i bazgroły forumowe takie nie całkiem nie od rzeczy
flaszeczka słuszna bo ostatni raz w tym wieku ,rozumisz;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Aaaaaaa flaszka z kolegami rzecz to słuszna i uwagi wszelkiej godna zawsze wg mej skromnej osoby,
bo jak mnie uczy mój kolega "nie chodzi o to zjeść, ale o to cześć"
No to na zdrowie i nie zamarznąć po drodze ;)
Również se tę tfu-rczość uskuteczniam w pracy, a właściwie w jej przerywnikach na szluga i kawę.

Zasady, scenariusz i zgrany kolektyw mogłoby być. Z tym, że ja naprawdę piszę na odwał i szybko (często nie uzżywając mózgu przy tym), ale jakby się jakimś taki prodźektem zająć bardziej rencami i nogami to jakieś kwiatki może i by z tego były do poczytania.
A tak to... take se forumowe bazgroły.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- Flaszeczka - prychnęła Mangolia odtaczając końcem buta siedmiolitrową butelkę po whiskey.
- Kiedy on się wreszcie nauczy pić?
- Pora - westchnęła - a wzdłuż jej podwójnego kręgosłupa przebiegł ekstatyczny dreszcz.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
paniał,paniał
miła lektura mimo wszystko
musielibyśmy ustalić jakieś zasady żeby pisać
bo dobre wychodzi
może admin strzeli poprawkę
ale ja i tak pas
już po pracy ,flaszeczka z chłopakami
rozumisz;)
zdrówko
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A bo ta forumowa struktura drzewka nie działa od samego początku swego funkcjonowania.

Mój post miał być za Mansona i przed Twoim jako uzupełnienie nocy ;))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
pas -c-
idziemy inną drogą
kontynuuj !ja chętnie poczytam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone wciąż wpatrywał się w pustą butelką i Mangolię naprzemian. Wiedział, że nieubłaganie nadchodzi moment kiedy na nowo będzie mu dane napełnić i jedną i drugą.
Nie mógł spać, deszcz zacinał wściekle w szyby okien, zaś firankę podwiewał od spodu dziki wicher.
Traaaach!!! - piorun uderzył w pobliską koronę tuż przy okienku strychu, rozdzierając pień jak kartkę papieru.
Mangolia otwarła nieprzytomne oczy nie wiedząc gdzie się znajduje.
-Śpisz bardzo nerwowym snem, nawet nie chcę wiedzieć co za licho cię tu przywiało.
- Śniło mi się, - odparła zaspana Mangolia - że wpałaszowałam cały talerz czerwonych samców czeczotek z ryżem i wiesz co?
- co?
- naprawdę pyszny drób, pierwszorzędny - kategorycznie oznajmiła, przewróciła się na drugi bok i ponownie pogrążyła się w objęciach morfeusza.
Była godzina 3:40 czasu środkowo europejskiego. Malone przejrzał kolekcję noży i zastanawiał się gdzie postawił swoją ostatnią niedopitą szklankę.
Atmosfera zarówno na dworze jak i w środku domu nabierały podobnych, równoległych kształtów, jakiejś harmonii, synergii, współbrzmienia z wplecionym w to wszysko stygmatem katharsis i absolutnego oczyszczenia. Na dworze deszcz zmywał ostatki pozimowych brudów z ziemi, wiatr łamał suche, nieprzydatne gałęzie, powietrze oczyszczało się z deszczem nabierając lekkiej rzeźkości. Grzmoty piorunów trzęsły posadą sprawdzając wytrzymałość betonowych ścian chaty Malona. Sfora miała kąpiel gratis. W środku natomiast Malone wsłuchując się w mantryczny oddech Mangolii, walczył z sobą, żeby wreszcie wydobyć to ochrypłe, krystalicznie wyraźne "tęskniłem", ale... - tu rzekł niepewnie -ale... ty tego nie zrozumiesz. Zdziwił się jak głośno to wyrzekł. Jakiś ołowiany ciężar spadł mu z ramion głucho na glebę jak kowadło.
- przecież wiem, że... - dłoń Mangolii na sekundę, w przelocie bardzo delikatnie spoczęła na ustach Smokiego jakby wcale nie to chciała usłyszeć - przecież wiem, że... tylko ten co rozumie jest zdolny do uczucia.
Uwielbiali grać słowem, choć miecz to obosieczny. Rozumieli się w pół słowa, choć nie przyznawali do tego nawet przed własnym "ja".
Malone zgrabnie dźwignął się z wyra. Był naprawdę świetnie zbudowany. Ramiona pokryte bliznami zdrdzały, że skrzypkiem tudzież bankowcem w młodości to on raczej nie był. Wrzucił do kominka kilka szczp, odkręcił zawór przelewowy i miękka chłodna deszczówka grawitacyjnie poczęła rzygać z góry do ogromnej wanny. Gdy po usta zanurzony w wodzie zasypiał, nagle poczuł, że Mangolia wślizguje się doń powoli jak jaguar i bezdźwięcznie jak łasica skradająca się do gniazda po pisklaki. Bezwiednie wiedział 6 zmysłem, że nie ma otwierać oczu. Mokra głowa Mangoli spoczeła lekko pod podbródkiem Smokiego i leżeli tak w metalowej, nieemaliowanej wannie całymi ciągami minut, zbierając siły, oswajając sie napowrót i czekając na chwilę, kiedy jedna ze stron zrobi pierwszy świadomy lub nie gest od którego wprawione w ruch domino zacznie szleńczy rytm odliczania małych kroczków do ostatniego ruchu skonania. Oboje byli mistrzami trzymania swoich pragnień krótko za pysk, zaś te słodkie chwile, bez zbędnego poruszenia kończynami w wodzie, gdzie rejestrowali ciepło swych oddechów i tętna, tylko potwierdzały tenże fakt. Impuls przyszedł z nikąd. Szczapy drew zaczęły trzaskać a Mangolię przeszedł zimny dreszcz. Na ten moment Smokie czekał. Pochwycił w górę heterę jakby ważyła 20kg, zaś ona oplotła go w pasie bardzo silnie nogami. Wyszli tak złączeni, ociekający wodą, ledwo muskając swe wargi, powoli zagłębiając się językami w siebie. Bóg zrobił im mały prezent w radio, gdyż końcówką świadomości usłyszeli pierwsze takty: http://www.youtube.com/watch?v=1mjl7D_eyzk W kominku ogień buzował na równi z pianą gotującej się krwi w ich żyłach. Czuli, że na świecie nie ma absolutnie nikogo oprócz nich. Ich języki w spazmach wiły się okrążając wzajemnie, przejmując smaki i ciepło. Malone ostrożenie położył Mangolię na łożu. Zakradał się do niej jak myśliwy do ofiary, nieubłaganie zbliżali się do tej granicy za którą nie ma już odwrotu. Podsycał pożogę jej ciała od stóp po włosy, które zawinął sobie wokół dłoni. Przekraczał to co nieprzokroczone dla zwykłego śmiertelnika. Wiedział to. Bezpamięci zatapiał się w każdym centymetrze jej ciała tkliwie, błogo do dna. Ona zaś jak zew bez słów, wołała go wsysając po milimetrze go w siebie, aby stopił się w niej jak rozgrzany ołów w regularnej formie. Dopiero kiedy wykonał wystarczająco wiele okrążeń wokół jej ciała zamknął jej ostatnią drogę ucieczki. Wyli jak bestie z rozkoszy. Słony pot mieszał się z gorącymi łzami. Na końcu, gdy upadała ostatnia płytka domina, szkoda było im nawet czasu, aby łapać powietrze na wyrównanie oddechu. Szczegółów można oszczędzić. Dość, że byli wyczerpani do ludzkich granic. Byli jednak ludźmi - byli więc nie nasyceni.

Zanim Mangolia otworzyła oczy Malone ostrzył już noże na werandzie. Lubił tę czynność przy porannej kawie.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."

Charles Bukowski.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
-Co się tak ociągałaś?-zbeształ ją-Pora na nas ,wsioki się zebrali chociaż nie podejrzewałem ich o taką....
-Głupotę? -skończyła za niego, a w jej oczach błyszczało coś nieopisywalnego.
Malone wiedział ,że wsioki nie przyszli z przyjaznymi zamiarami,słyszał szczęk przeładowywanych coltów i winchesterów,mimo to było mu ich żal.
-Musimy znaleźć lepsze miejsce, bo jak na mój gust to chyba ich za dużo.-stwierdził niepewnie.
-Zawsze było za dużo-odrzekła i gwizdnęła długo, aż zaświdrowało mu w uszach.
Sfora zbiegła się natychmiast ,Mangolia poszeptała psom do uszu , a one z wdzięcznością i lubością ocierały się o jej ksztrałtne biodra.
Nagle ruszyły
Kaukaz ruszył na wschód,reszta sfory na zachód obiegając nadciągającą zgraję tak jakby robiły to nie pierwszy raz.
Malone patrzył na to z niekłamanym uznaniem,mimo ,że tknęło go uczucie niezbyt miłe,kiedy psy spoufalały się ze swoją panią.
Przeładował swoją 44-rkę ,za pas wsadził długi tomachawk odziedziczony po starym przyjacielu , a w cholewy butów noże z białymi rękojeściami z kości.Był gotów,spojrzał kątem oka na Mangolię ,która zdąrzyła już zabrać ze stołu kuszę.Ona też była gotowa.
Malone czuł podniecenie,uśmiechnął się na myśl o opróżnionej butelce skacza .
-To był ładny poranek-uśmiechnął się ledwie zauważalnie ,a ona ledwie zauważalnie odwzajemniła uśmiech.
-Ładny.
Poszli skryć się w gęstwinie w samą porę,bo ludzie ze wsi byli już bardzo blisko.Mając jednak duży respekt przed sforą ludzie zbili się w klin,i to ich zgubiło.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry