Widok

ZAWISTNY exSZEF!

ludzie to swinie! moj byly pracodawca postanowil sie zemscic na mnie za to ze odnioslam sukces jako jego konkurencja z tej zawisci juz od jakiegos czasu dostaje od niego pogrozki ze mnie zalatwi ze na pewno nie mam legelanego oprogramowania i ze on juz sie o to zatroszczy zeby mi sprawdzili komputer :/ jest mozliwosc ze sprawdza czy rzeczywiscie mam nielegalne oprogramowanie? jakie moga byc tego konsekwencje?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Szli krokiem raźnym. Noga w nogę. Zdało się, że otaczała ich jakaś aura witalności jaką to przynosi li tylko wiosna. Drzewa były na swoim miejscu, ptaki na nich też. Słoneczko przygrzewało.
Mangolia była zła na siebie. Pomiędzy udami czuła słodko-błogi ból nocnych uniesień. Nie znosiła gdy coś ją bolało - nawet w tak naturalnie kojący jej kobiecość sposób.

- nie zapomniałem o linie i o maczecie- pochwalił się Smokie Malone.
- ty i to twoje przywiązanie do tradycyjnej estetyki- syknęła rozkojarzona.
Nie potrafiła zebrać myśli i ułożyć sensownego planu. Ba! nie wiedziała dlaczego nogi niosą ją na wschodnią część wioski gdzie na uboczu z dala od niej widniały strzeliste budynki kościoła i zachrystii.

Nienawidziła durnego towarzystwa.
Nienawidziła marnotrawstwa energii na czcze gadki i wszelkich uśmiechów ludzkich nie popartych silnie wew. emocjami.
Tymczasem pastor był tym w wiosce, który bez przerwy i bez wyraźnej przyczyny uśmiechał się do wszystkich. Bredził też od rzeczy marnotrawiąc czas swój oraz innych. No i żeby było zadość należy powiedzieć, że był durniem. Kopletnym od a do z.
Mangolia wciąż nie miała planu.
Wtem spierzchniętymi ustami odezwał sie rozmarzony Smokie:
- wiesz, suszy mnie, napiłbym sie teraz dobrego mszalnego wina.
- i to pewno ze złotego i pękatego kielich co? - z namysłem zgadła Mangolia.
- właśnie wyjęłaś mi to z ust - rzekł
- mój drogi, z ust to założę się, że akurat ty częściej wyjmujesz - rubasznie zaniosła się śmiechem.
Rozpromieniła się.
- hmmm wraz z wiosną przecież należy czynić różne porządki - rzekła tajemniczo z akcentem na "różne" po czym, wbiła w kark Malone swe długie, lakierowane na czarno (z białymi trupimi czaszkami)paznokcie i namiętnie obdarzyła całusem.
Założyła głęboki kaptur i równie zalotnie co słodko odparła:" powinna koniecznie i natychmiast iść do spowiedzi po nocnych wybrykach".
Malone zatrybił.
Zrób to cicho i szybko pan nie lubi hałasu - rzekł - wręczając towarzyszce jeden ze sztyletów.
Pan ci to kiedyś wynagrodzi -szepnęła na odchodne.
-co?
-to że zawsze bierzesz z sobą noże - figlarnie zabłysły jej oczy i zniknęła.

Malone popatrzał wysoko w czyste niebo. Jedną małą chmurką bawił się wiatr zmieniając jej nieregularne formy jakby nie mógł sie zdecydować na ostateczny jej kształt. Wyciągnął kochę zielska i puścił dymek. Jakże kruche jest ludzkie życie - podsumował w myślach.

-
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."

Charles Bukowski.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Klecha był trochę jak ta chmurka.Ulotny znaczy się, o czym miał przekonać się za chwil parę.
-Odejdź precz wiedźmo!-krzyknął wystraszony, łapiąc za krucyfiks gdy tylko ujrzał Mangolię.
-Sppokkojnie klecho-wycedziła przez zaciśnięte zęby-wyruszasz w drogę do krainy w której mnie nie spotkasz na pewno.Powinieneś być szczęśliwy,chyba ,że masz pewne wątpliwości gdzie trafisz.
I teraz roześmiała na głos, a śmiech ten rozbrzmiał metalicznie jak bicie dzwonu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone ruszył się ,gdy przebrzmiał już metaliczny śmiech Mangolii.
Coś mu mówiło ,że to nie w porządku ale pragnienie było silniejsze ,a wino klecha z reguły miał przednie,bo mimo że głupi to jednak kontakty i znajomości nieliche.
Na twarzy Malone'a wykwitł uśmiech gdy pomyślał o kojącym ,chłodnym reislingu ,który ukoi posuchę w gardle.
Wkroczył pewnym krokiem do kapliczki i natychmiast udał się na zachrystię.Nie spojrzał nawet na trupa i na Mangolię przechodząc obok.Widzał to wcześniej wiele razy ,więc nie chciał sobie psuć apetytu,bo widok do przyjemnych nie należał.
-Obmyj się trochę!-dało się słyszeć zza jego pleców kiedy już znikał na zachrystii-umazana w tym gnoju i krwi wyglądasz brzydko i staro.
Nie dodał już ,że oprócz tego przechodzi mu na ten widok apetyt i na rieslinga i na nią.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
-Obmyj się trochę!-dało się słyszeć zza jego pleców kiedy już znikał na zachrystii-umazana w tym gnoju i krwi wyglądasz brzydko i staro.

Te słowa sprawiły, że Mangolia poczuła się przeszczęśliwa.
- riesling jes dobry dla mięczaków, poza tym nie ma jeszcze pory obiadu - skwitowała - idź najdroższy na najniższą kondygnację piwnicy tam w krypcie, pośród trumien, ten stary wieprz ma zakitraszoną beczkę starego 19% porto. Upuść galon musimy wspólnie zrobić listę zakupów, którą zrealizujemy w wiejskim GSie, trzeba zakupić cement, deski i farby, mój dom wymaga remontu czyżbyś już zapomniał?
- niech i tak będzie, wszystko mi jedno - odburknął Malone - aleeeee -zawahał się - postrzelamy trochę w wiosce?
- Pewnie, ale nie do byle kogo. Włąściwy cel to podstawa. Idę szukać sejfu.
- Po co?, brakuje ci kasy?
- nieeeeee, ja tylko lubię jak drobne z tacy dzwonią mi w sakiewce.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone nie omieszkał jednak wziąć ze sobą towarzysza rrieslinga do pomocy w poszukiwach kolegi porto.Gdy znalazł wejście do krypty butelka rieslinga była prawie sucha.Szybko znalazł beczkę z porto,zanim zlał galon uchylił dwa połtitrowe,cedrowe kubki.po drodze na górę przemknęło mu przez głowę jednak dziwne uczucie.

-Przecież nie jestem ,k**** ,niczyją marionetką-pomyślał w duchu-a na pewno nie będę ,k**** robił zakupów.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mangolia wypełniała ukośnym, lekko chylącym się w prawo pismem listę potrzeb życiowych, a Malone z każdą pojedynczą sekundą był coraz bardziej znarowiony.

Na belzebuba jeśli ta c**** będzie pisać zamiast zabijać to nigdy nie stworzę z nią czegoś na miarę relacji Bonnie & Clyde, pieprzyć to babsko nie nadarmo podwiązałem sobie na udach urytą parę magnum 44 - idę sam pomyślał - i wtedy jakiś smukły cień, wolno przemknął po wilgotych, zapajęczonych murach plebani.

O! jest ktoś jeszcze - wyszczeszył z radości kły Smokie.

Rozegram wreszcie coś sam.



Mam dla ciebie prezent moje słońce niezachodzące - rzekł podchodząc do skupionej nad kartką Mangoli.

- czy ten prezent oddycha? - spytała nie odrywając oczu.

- oddycha i podobno lubi porto, gra na organach, a w krótkich chwilach gdy jest trzeźwy podobno też śpiewa - wyrecytował wyniki swej krótkiej znajomości z organistą Malone.

Zabij go.

Jeszcze nie. Najpierw ten pastuch zagra tobie to co mi w duszy gra i zaśpiewa to. Wsłuchaj się bo inaczej, jeśli nie zrozumiesz tekstu i nie ruszysz dupska do wsi to ja idę w pojedynkę.

Organista Richard dwoił się i troił jak mógł żeby zagrać i zaśpiewać to http://www.youtube.com/watch?v=JOS03WhU_8Y&feature=related

Gdy skończył Mangolia stwierdziła:

- ten burak ma ładne, zadbane dłonie i długie palce co zazwyczaj ozancza u mężczyzn wysoki pozim inteligencji.

- te twoje szmańskie sztuczki - skończ z nim a ja idę na zewnątrz nabić fajkę, do diabła dochodzi południe trzeba działać.

Mangolia zamyśliła się.

- skoro dochodzi południe to idź, zaraz dołączę, jeszcze tylko zabiorę organistę do dzwonnicy, niechaj dzwoni na anioł pański - mieszkańcy z pewnością oczekują tego.

- ok.

- Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę na dziś.

- Tak???????

- czy mógłbyś mi na kwadrans pożyczyć ten bagnet z ząbkami, który rano schowałeś w bucie.

- Ech, z wami babami to tak zawsze.

- jak?

- Ano zawsze czegoś chcecie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
lepiej miec legalne programy w firmie. kiedys kolega z ap edukacji z ktorym bylam na policelanej opowidal o firmie w ktorej pracowal ze byla kontrola i byly tez kary. a co o exszefa to tak sie nie robi. szantazysci powinni isc do wiezienia
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone wyszedł na ulicę,ucieszony ,że słońce ma za plecami.Ulica między domostwami była szeroka na dwa i pół wozu i ciągnęła się do końca miasteczka.

Szedł swoim zwyczajem środkiem ,rozglądając się bacznie.Zdało by się ,że w miasteczku nie ma żywej duszy.

Porto i riesling odparowywały szybko, a Malone zaczynał odczuwać braki i alkocholu i zabawy obojętnie w jakiejkolwiek postaci.

Na swoje nieszczęście długo czekać nie musiał.

Odwrócił się spojrzeć na kapliczkę ,gdy po raz ostatni w swoim życiu organista zabił w dzwon i chwilę później rozległa się kanonada.

Pierwsze trafienie poczuł w dupę,o ironio,kolejne w bark i lewe kolano.Ostatni strzał powalił go z nóg i wykręcił twarzą w kierunku strzelających.Stali na dachach ,w oknach,w zaułkach.Strzelało chyba z pół miasteczka , lecz Malone zdążył się przekulać pod stjący nieopodal wóz.

-Za dobrego cela nie mają s********y-pomyślał i rzucił okiem na kapliczkę,gdzie Mangolia stała już drzwiach-ale przynajmniej ,k**** ,po zakupach.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Więzienie było przepełnione. Cluthu z odrazą spojrzał na ciągnący się w nieskończoność korytarz i wyzierające spomiędzy krat pokraki będące kiedyś ludźmi. Nienawidził tej rasy. A jego nienawiść graniczyła z obrzydzeniem. Splunął pod nogi zieloną, lepka flegmą i naciągnął szponiastą łapą kaptur głębiej na oczy. Kiedyś byłoby inaczej, ale od czasu jak Mangolia zaginęła gdzieś pomiędzy światami jego chęć do życia zamierała. Szukał jej co prawda przez jakieś 300 lat pustosząc i ścierając w proch wszystkie światy, w których dane mu było się znaleźć, ale Mangoli nie odnalazł. Czuł się staro i bezsensownie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Pierwsze co zobaczyła z za drzwi to plama krwi sącząca się spod wozu.

-Dasz radę Malone?!

-Jak zwykle .-odparował

Nie do końca był jednak o tym przekonany,bo tym razem ludzi przeciwko było naprawdę sporo.Nie chciał też jednak by w niego zwątpiła.Ostatnio zostawiła go w podobnej sytuacji,ale słowa ,że jeszcze wróci ,dotrzymała.Nie miał wątpliwości,że zostawi go i tym razem,ciekaw był kiedy.Spojrzał w stronę kapliczki,już JEJ nie było.

-No tak ,k****,znowu.

Wstał i oparty o wóz zaczął strzelać.W odpowiedzi wybuchła kolejna ,chaotyczna kanonada
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie było prawdą, że Mangolia drwiła z używania noży. Doceniała tę broń, jako doskonałe narzędzie do zadawania cichej śmierci. Sama przecież nosiła przy sobie kilka, a nie gardziła też kuszą, równie cichą i równie skuteczną. Jednakże noże był kompletnie nieprzydatne w walce twarzą w twarz.
Pewnego razu poznała w Meksyku na Ziemi jednego z najlepszych nożowników wszystkich światów. Był profesjonalistą w każdym calu. Nigdy nie zawiódł żadnego zleceniodawcy. Ale pewnego razu Navajas, bo tak miał na imię, wykonując jakieś podłe zadanie w zapadłej dziurze w Meksyku zginął w samo południe nafaszerowany serią z automatu. Nota bene serią wypuszczoną przez zlanego ze strachu, naćpanego po powieki śmiecia, któremu wydawało się, że jest wojownikiem. I co z tego, że Navajas zabrał ze sobą całą paczkę tych śmierdzących szczurów? Żadna pociecha.
Nóż stanowczo nie nadawał się do tej misji.
Mangolia śmignęła jak kuna, łasica, puma i przylgnęła do chropowatego pnia wiekowego dębu. Nie musiała nawet zza niego wyglądać, wszystkie jej wyostrzone go granic bólu zmysły lokalizowały wszystkie żyjące istoty w promieniu kilku kilometrów. Nie mieli najmniejszych szans.
I wreszcie usłyszała to, na co instynktownie czekała. Bezgłośny szelest skradających się łap. Skradających się z czterech różnych stron.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
http://www.militaria.pl/ka-bar/noz_ka-bar_black_tanto_(1245)_p1226.xml?cat=348
aaa?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- witaj -usłyszała męski głos przyprawiony teksańskim akcentem. Odwróciła się odruchowo ściskając kuszę. Zza drzewa wyszedł brodaty kowboj w kapeluszu. Jego czarnoskóry kompan błysnął śnieżno białymi zębami w serdecznym uśmiechu.
- Kim jesteście - szepnęła oniemiała Mangolia
Brdodacz powoli poprawił kapelusz po czym spokojnie rzekł:
- Nazywam się Chuck Nooris, słyszałem że potrzebujesz pomocy...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
...i wtedy zjadł ją stworek.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Bez obrazy, jesteś głupia jak but! Szef straszy Cię pogróżkami i domniemaniem, że masz nielegalne programy, bo tego nie wie, a Ty oficjalnie na forum publicznym przyznajesz, że masz piraty bo oryginały za drogie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- Oh nooooo! - ryknął Chuck Nooris widząc jak resztki ciała Mangolii znikają w paszczy Stvorka, który w tym samym momencie skoczył w krzaki. Chuck rozejrzał się wokoło. Była cicho. Nie śpiewały nawet ptaki. Po chwili milczenia podniósł kuszę i syknął wściekle zaciskając pieści
- ktoś mi za to odpowie...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- nie chcę do odpowiedzi! - pisnął Stworek - ja nic nie umiem!
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
hmm..- mruknął nieco zakłopotany Chuck a kusza nerwowo załopotała w jego muskularnej prawicy - Kochałem ją a ty mi ją zjadłeś...Teraz już nigdy nie uda mi się dostarczyć jej legalnego oprogramowania...
- to był przypadek!- wychrypiał nerwowo Stvorek
- łżesz! - Wpatrzony beznamiętnym wzrokiem Chuck uniósł kuszę i wycelował
- Stój! - z krzaków wychynęła zwalista postać Malona - śmierć stworka nic nam nie da. To nie on jest prawdziwym winowajcą.
Palec Chucka nerwowo zadrgał n spuście - mów dalej- syknął.
Malon przysiadł pod drzewem niczym znużony swym brzemieniem drwal - wszystkiemu winny jest jej zawistny ex szef. To jemu powinniśmy złożyć wspólną wizytę
- zemsta..- szepnął ponuro Chuck
- tak zemsta ..- szepnął Malon
- nigdy już nie użyje nielegalnego oprogramowania! - załkał Stworek kryjąc twarz w swych kosmatych łapkach
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
...po czym uniósł pyszczek do góry i szeroko otworzył oczy.

- Myślicie, ze mogłabym go zjeść?
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry