Widok

ZAWISTNY exSZEF!

ludzie to swinie! moj byly pracodawca postanowil sie zemscic na mnie za to ze odnioslam sukces jako jego konkurencja z tej zawisci juz od jakiegos czasu dostaje od niego pogrozki ze mnie zalatwi ze na pewno nie mam legelanego oprogramowania i ze on juz sie o to zatroszczy zeby mi sprawdzili komputer :/ jest mozliwosc ze sprawdza czy rzeczywiscie mam nielegalne oprogramowanie? jakie moga byc tego konsekwencje?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Mały czerwony ptaszek przysiadł na gałęzi klonu. W powietrzu unosił się ozon, a ponad nim wesoły trel. Pełna piersią maluch śpiewał, a w swoim śpiewie tak zapamiętywał, że wcale nie zwracał uwagi na to, co dzieje się dookoła. Wiosna obudziła w nim chęć do życia, chęć do budowy gniazda, chęć do zdobycia partnerki. To wszystko starał się wyśpiewać najpiękniej jak potrafił.
" Głupi gnojek" - pomyślała Mangolia wydłubując z pomiędzy mlecznobiałych zębów czerwone piórko.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Burza miała się ku końcowi,przyniosła orzeźwienie i otrzeźwienie.
Malone wyszedł na ganek i spojrzał za sforą.Poczuł dziwne mrowienie na karku,znane choć może trochę zapomniane.Momentalnie wszystko wróciło ,kiedy usłyszał pierwszy strzał.Mrowienie przeszło całe ciało ,Malone poczuł się częścią sfory.
Przyszła kolejna burza ,tyle że deszcz będzie szkarłatny i powietrze dużo cięższe.
-Mangolio!-krzyknął-zaczyna się!,do roboty!
W krzyku Malone'a słychać było wyraźny entuzjazm.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
:))
c.d.n.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Prawdziwa burza rozpętała się nad ranem.
Sfora zerwała się obudzona grzmotem i wypadła przed domostwo.
Obudziła się i Mangolia ,spokojnie zlustrowała wnętrze i przeciągneła się zmysłowo, obnażając całkiem jędrne mimo wieku piersi i smukłą sylwetkę.Długie złote włosy zalśniły czarodziejską poświatą w półmroku odbijając światło dogasającego kominka.
Malone nie spał.Ze stoickim spokojem wpatrywał się nie wiadomo ,czy to w Mangolię ,czy w pustą butlę po skaczu.
Malone lubił ten stan,upajał się chwilą.Wiedział ,że nie będzie w stanie wygonić Mangolii w ten burzowy poranek,nie był pewien czy będzie w stanie to zrobić w ogóle.
-Nie tęskniłem.-rzekł ,próbując przekonać sam siebie i chyba trochę za cicho ,żeby to usłyszała.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Szło na burzę. Szło na deszcz.
Malone jednym tygrysim susem wskoczył na werandę, zębami odkorkował znacznie napoczętą o świcie butelkę słomkowego wina z ryżu i bez odrywania ust opróżnił zawartość. Flaszka zakończyła swą znajomość ze Smokiem jak reszta jej podobnych - znaczy na ogromnej stercie. Płynnym ruchem zdjął z rzeźnickiego haka wiszącą dubeltówkę Markel ze specjalnie skróconą lufą i przeładował. Coś się święci wyszeptał i silnie odchrząknął. Posiadał tę jedyną w swoim rodzaju intuicję, która w przeszłości pozwalała mu z niejednego pieca chleb nie tylko wyciągać, ale i jeść. Sfora zwaliła się na obejście, po wielokroć zataczając kręgi przy ogrodzeniu z miejsca obejmując funkcję stróża. Za sforą zjawiła się zamyślona Magnolia. Nie poszła od razu w stronę Malone, ale chodziła po różnych kątach szybkim krokiem jakby czegoś szukała. Jakby chciała wydobyć ducha tego miejsca, w którym mieszkał Malone i odtworzyć co miało tu miejsce przez te wszystkie lata podczas jej nieobecności. Kombinacja jej determinantów chodu sprawiała, że idąc stopała silnie i pewnie, całą sobą, delikatnie kołysząc się na boki.
- Łazi niczym rasowy drwal, byłaby doskonałym kompanem do dalekich wypraw - pomyślał Smokie i się uśmiechnął, wiedział jednak, że zbyt przeciągłe spojrzenia na Magnolię powodują u niektórych postradanie zmysłów. Ale nie u niego.
Odwrócił wzrok i spojarzał na granatowo-brunatne niebo na horyzoncie. Błyskało się niemo.
Wreszcie podeszła z pewną ukrytą nutą nieufności. Trzymała doskonale napiętą tę nieprzekraczlną granicę kilku metrów w stosunku do gospodarza.
Uważnie zdjęła plecak i wydobyła zeń niewielką, ręcznie rzeźbioną kuszę i parę bełtów z bocznej, głębokiej kieszeni bojówek. Zestaw położyła na werandzie, z drugiej kieszeni wyciągneła budweisa i zapalniczką otworzyła. Mam odstane kapry w piwniczce - zaoferował od niechcenia Malone wiedząc, że nie skorzysta. Przynajmniej narazie.
- Przypuszczalnie, aż tak to nigdzie nam się nie śpieszy - skwitowała z najpięknieszym uśmiechem na jaki tylko może zdobyć się kobieta.
Smokie lubiał u niej tę naturalną szorstkość. I ten magiczny uśmiech.
Rano robisz bezwarunkowo wypad stąd powiedział M. i nabił fajkę rozsypując na ziemi niemało.
- dalej jesteś łowcą głów ? - spytała lekko odchylając w bok głowę i mrużąc oczy.
- są bardziej rozwijające pasje, starzeję się.
- tęskniłeś za mną? - wydusiła po kilku minutach ciszy, gdy Malone ustawiał cicho radio na stację, w której leciało: http://www.youtube.com/watch?v=XjAlHICXBCQ
- idź do drewutni narąb drew - za chwilę, będzie długie oberwanie z trzaskającymi piorunami, nie lubię wiosennej, pozimowej wilgoci
- tęskiniłeś? - powtórzyła
- siekiera z długim styliskiem leży na pniu.
- tęskniłeś? repetowała.
- siekiera jest dobrze naostrzona - uważaj, nie odrąb sobie czego, bo we wsi medyk jeśli ci pomoże to tylko w odesłaniu na tamten świat.
- mocno tęskniłeś? - nie dawała za wygraną.
- z lewej od drewutni stoi taczka - pośpiesz się, noce są tu chłodne, zaś mrok nadchodzi szybko - powiedział z taką łagodnością na jaką tylko było go stać.
Zerwał się wiatr, sierp Księżyca przebijał się ostro końcówkami przez chmury na wschodzie, a od zachodu nadciągał szkwał.

Malone wlazł do środka, nastawił na maszynkę dla sfory kaszy z padliną, wydobył dwie szklanki z grubego szkła i 18letniego skacza, po czym stanął przy oknie i beznamiętnie, w letargu patrzał hen, hen daleko na horyzont w kierunku wsi.
Czuł w trzewiał ten ciężar, zaś na karku delikatne napięcie głodnego wilka, który dopiero co zwietrzył zapach gorącej krwi i jest lekko otumaniony.
Nalał sobie 3/4 szklanki rudej wody i przechylił na raz. Nie chciało mu się otwierać lodówki i wyłuskiwać kostek lodu. Pamietał, że Mangolia lubi z lodem.
Stał nieruchomo i kontemplował chwilę bieżącą.
Z zewnątrz dochodziły silne, pojedyncze, bardzo regularne uderzenia siekierą. Wręcz koszernymi można było je nazwać.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."

Charles Bukowski.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
-Zróbmy coś z tym-wołał z ambony klecha-Pan nie będzie tolerował tego dziwactwa w kręgu ludzi prawych i zbożnych.

-Może usypmy stos -krzyknął ktoś z tłumu niepewnym tonem.

-Spalić wiedźmę,spalić!!

Coraz to więcej głosów podnosiło sie z wypenionej po brzegi kaplicy,coraz bardziej przkonanych i stanowczych.

Strach przeradzał się w rosnące oburzenie,oburzenie w wiarę we własną rację , a to z kolei w ślepą furię.

Tylko co na to Smokie?-wyrwało się komuś.

Wrzawa ucichła szybciej niźli wybuchła.

k**** ,co na to Malone?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tego samego dnia wsiowy sołtys przeprowadził tłumny meeting z mieszkańcami. Wokół osady zapalono pochodnie, których żelazny zapas był przeznaczony na najbliższą zimę do rozmarzania skutych lodem zwrotnic szyn i rozjazdów kolejowych. Sroga zima była niczym przy Mangolii. Ustalono dyżury i postawiono straże z łukami.
Niestety było już za późno.
Przydomowe psy wyły do Ksieżyca, mężatki cierpiały na bezsenność, kury przestały się nieść, a trzoda w oborach straciła apetyta wszelkie. O tym jak straszny urok spadł na wieś niechaj świadczy, iż najwięksi pijacy przestali odwiedzać jedyny bar u starego Benjamina pozostając -jak im się zdawało- w bezpiecznych pieleszach. Tymczasem ich bezpieczeństwo - o czym nie wiedzieli - było tylko szyderczo-drwiącą równie chwilową co odrealnioną imaginacją.
Jedyną nadzieję ludzie pokładali w dodatkowych porannych nabożeństwach, do których przeprowadzenia zobligował się miejscowy klecha o nazwisku Kubsz...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Odwaga Smokiego brała się z tego iż jako jedyny facet na ziemskim padole znał ciemne odmęty duszy Magnolii lepiej aniżeli własne. Kamraci pozostali hen za jego plecami w leśnych przestworzach obierając drogę powrotną - zdaje się, że mieli więcej zdrowego rozsądku niż na pierwszy rzut oka wyglądali.
Powiał ciepły wiatr od południa wymieszany z kolejną, rozkoszną dozą szmańskich perfum Mangoli, od którego każdemu mężczyźnie w okolicach czakry słonecznego splotu robiło się ciepło i jakoś jasno. Pod wpływem tego zapachu mężczyźni czuli się jakby coś znikąd samodzielnnie zaszczepiło się w ich duszy i żyło własnym życie. Bodaj tylko Smokie był na to odporny.
Do licha ciężkiego to już ze 30 lat - z niedowierzaniem pomyślał Malone - a ta diablica wciąż ubiera tę samą kompozycję. To dobrze, że pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają, nawet jeśli pochodzą z samego dna piekła - cicho skwitował sam do siebie po czym zanucił refren piosenki "Pomiędzy mną a mną" Bukartyka.
Był tak zatopiony we wspomnieniach idąc pod wiatr na południe, iż nie usłyszał od razu tej jedynej w swym rodzaju barwy głosu:
- dokąd to żołnierzu maszerujesz taki zamyślony?
Mangolia siedziała pod ogromnym grabem z przymkniętymi powiekami oczu skierowanymi na wschód skąd - jak zdradził wiejskiej społeczności szeryf przed odebraniem sobie życia - pochodziła. Otoczona była czterema psami: owczarkiem kaukaskim, owczarkiem niemiecki, huskym oraz dobermanem wielkości małej sarny. Wszystkie pełnokrwiste i w jakimś rodzaju zahipnotyzowane jej osobą.
Lekceważąc pytanie Smokie zauważył:
- powinny mieć kagańce oraz smycze - to mój las.
Magnolia w gorzkim grymazie wykrzywiła w udawanym uśmiechu prawy kącik ust, po czym nie odrywając wzroku od wschodniej strony nieba odrzekła:
- kupiłam ten samotny dom na skraju lasu i część lasu graniczącą z twą posiadłością.
Smokie aż przyklęknął sam nie wiedząc czy to z bólu czy z rozkoszy. Zdawał sobie sprawę, że zarówno diabła jak i anioła w tej niewiaście jest tyle, że z powodzeniem można by obdzielić tymi przymiotami 3/4 kobiecej populacji w całym powiecie. Gdy odzyskał rezon wyciągnął camela, odpalił, zaciągnął się mocno, aż płuca zakuły i wcisnął papierosa w dłoń Magnoli. Dopiero wtedy odwróciła wzrok i głęboko spojrzała prosto w oczy Smokiemu. Jednak on był szybszy, bowiem szedł już w najlepsze spowrotem do siebie. Z odległości jakichś 60m krzyknął: do czorta zbieraj zwłoki kobieto i chodź za mną, pomożesz mi dzisiaj wino zlać z beczek. Psy ci nakarmię, rozgrzeję w piecu, ale jutro z samego rana idziesz precz.
Magnolia wyprostowała jędrne ciało, w jej oczach czaił się blask wariata, w jednej sekundzie dostała rumieńców. Klasnęła w dłonie na psy po czym pusciła dzikie bestie przodem. Dopiero wtedy, zdjęła głęboki kaptur, uśmiechnęła się i rozpuściła długie, złote włosy.

http://www.youtube.com/watch?v=Y00xYO1EIoI&feature=related
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tymczasem w miasteczku wrzało. Sensacyjną wieść o pojawieniu się Mangolii podawano sobie z ust do ust. Byli tacy, co ja widzieli, ale większość znała ją tylko z latami powtarzanych opowieści. To już 19 lat, jak szeryf Maddox zmusił ja do wyjazdu. Wydawało się wówczas, że na zawsze. Do dzisiaj wśród mieszkańców krążyły makabryczne opowieści o tym, co się działo przed laty. Z czasem obrosły nowymi szczegółami i dzisiaj już nikt nie wiedział, co w tych opowieściach jest prawdą, a co fikcją.

A teraz Mangolia na powrót pojawiła się w okolicy. Czyżby wiedziała, że stary szeryf Jered Maddox, pochowany na cmentarzyku za miastem, nie jest już w stanie jej przeszkodzić? Czy też to zwykły zbieg okoliczności, że pojawienie się Mangolii zbiegło się z rocznicą jego pochówku? Tego nikt - poza Mangolią - nie wiedział. Nie mniej snuto domysły co do motywów Mangolii i możliwego rozwoju wypadków.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cóż za piękny przekład, hihih, no nie mogę...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Szli w trójkę przez las ku jego obrzeży, kierując się dokładnie na azymut gdzie na zapuszczonej posiadłości stoi samotny, biały dom jako żywo przypominający ten ze środka jaśkowej doliny wyglądający jak przestronna kancelaria.

- Jeszcze raz ściągnę chmurkę - z namysłem jakby sam do siebie odparował Smokie Malone.

Gilderoy z podniecenia aż podskoczył.

Bez wątpienia każdy z nich przeczuwał coś ciężkiego i tajemniczego złowróżebnie wiszącego w nie do końca wykrystalizowanym wiosennym powietrzu.

- Jesteście absolutnie pewni, że ją widzieliście - spytał Malone wypyszczając z płuc strużkę siwego, słodkawego dymu, małozgrabnie ugniatając koleją bibułkę.

- Tak, to pewne inaczej byśmy ciebie nie nachodzili- bez namysłu odpalił Maskie, po czym dodał, że od tygodnia z Gilderoyem nie spożywali grzybków "halucinos zaroslakus" rosnących pod "mądrą sosną".



Niewiele wiadomo o Smokie Malone, poza tym, iż miał dwa metry wzrostu, przemierzył i przepłynął pół globu, oraz tego, że w promieniu 500km nie było nikogo żywego z ludzi kto pokonałby go na lewą rękę.

Jeszcze mniej było znać o Mangoli, poza tym, że rozkochiwała w sobie do białego szaleństwa każdego napotkanego na drodze mężczyznę. Miała ponoć 18 mężów, a kochanków więcej niż dni w roku. Jej dewizą życia było chasło: życie to gra-kto pierwszy mówi kocham ten przegrywa. Ciężko jednoznacznie określić w czym tkwiła jej siła. Była kimś pomiedzy szamanką, wiedźmą, gosposią, czarną jadowitą wdową i aniołem. Miała coś totalnie nieokreślonego w swoich r******h, kształcie piersi oraz sposobie bycia. W świetle oczu, sposobie artykułowania najzwyklejszych prawd, i w kącikach ust gdy się bezgłośnie uśmiechała, tak że mężczyźni po krótkiej bytności z Mangolią albo fisiowali na umyśle, albo odbierali sobie życie. O kilkunastu z nich jak niesie gminna wieść słuch głucho przepadł. Podobno źle skończyli.

Jedynym człowiekiem który do nieprzytomności i ze wzajemnością rozkochał w sobie Mangolię był Smokie Malone.

Wtem i Gilderoy i Maskie stanęli bez ruchu jak wryci i zgodnie stwierdzili:

- my dalej nie idziemy.

W tej samej sekundzie gdy to powiedzieli do nozdrzy Malone dotarł zapach kobiecych perfum. Bazą były tutaj bergamotka i wodny hiacynt. Jednak tylko Malone zdawał sobie jasno sprawę, że w tym zapachu są jeszcze ukryte irys, cedr, wetiwer, piżmo, róża i jaśmin.

Znał nazwę tych perfum.

Z kieszeni pod sercem wydobył czarnego specjala, wypił na dwa łyki, butelkę włożył napowrót, beknął, głęboko westchną i ruszył sam naprzód w kierunku Mangoli siedzącej pod drzewem.



ps. c.d.n - być może...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Smokie Malone nabił swoją misternie rzeźbioną fajkę fajkowym zielem. Usiadł sobie wygodnie na fotelu ustawionym na werandzie, oparł nogi o poręcz, odchylił się do tyłu i zaciągnął aromatycznym dymem.
Pierwszy dzień wiosny był wspaniały. Słońce muskało swoim ciepłym oddechem jego twarz i wprawiało w doskonały nastrój. A fajkowe ziele rozmarzało i sprowadzało błogość.
Nagle od strony rzeki dał się słyszeć hałas, jakby ktoś przedzierał się przez rosnące tam chaszcze. Po chwili na ścieżce ukazali się Gilderoy i Maskie.
- Smokie, jesteś potrzebny, chodź z nami - zawołał Gilderoy, kiedy tylko zobaczył wypoczywającego na werandzie Smokiego.
Smokie pociągnął długi łyk dymu, wypuścił serię kółek i spojrzał z góry na przybyszów.
- A po co? - zapytał.
- W wiosce pojawiła się Mangolia. Nie umiemy sobie z nią poradzić. Potrzebujemy ciebie.
- Mangolia - westchnął Smokie do swoich myśli - a tak ładnie zaczął się dzisiejszy poranek.
Smokie wstał z fotela, wysypał popiół z fajki i schował ją do kieszeni płaszcza.
- Idziemy - zakomenderował - to poważna sprawa.
I ruszył stanowczym krokiem za podskakującymi z radości Gilderoyem i Maskiem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
A potem było by tak:

http://www.youtube.com/watch?v=Cd0TplHAYI4&feature=fvw
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak mógłby zaczynać się kolejny dobry western w starym stylu:

"Tajemnicza Mangolia wprawiła mieszkańców osady w niemałe zakłopotanie. Jej każde wejście pobudzało mężczyzn do głośniejszych rozmów. W osadzie było niewiele kobiet, przybycie więc tak niezwykłej postaci wszystkich przyprawiało o niemałą konsternacje. W miejscowym komisariacie ludzie szeryfa z ukradkiem spoglądali na zbliżającą się ku nim Mangolię.
- Kim u licha jest ta samotna kobieta? - zagadnął stary Jim szturchając melancholijnie żującego tytoń Willa. Ten odruchowo przekrzywił kapelusz, splunął tytoniem po czym odpowiedział:
- Nie wiem.. - Jego słowa były jednak zbędne bowiem wzrok od dłuższego czasu błądził po zmysłowo rozkołysanych biodrach maszerującej błotnistą ulicą Mangoli. Kobieta zbliżyła się po czym szepnęła drżącym głosem:
- czy to pan jest tu szeryfem?"

;););)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mangolia znaczy.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Se myślę Mansonie, że Magnolia to super hiper fajna laska.
Nie należy do rasy ludzi, gdyż jak zauważyła ludzie to świnie.
Obstawiam, że Magnolia to Afrodyta jak z obrazka tylko nie wiem która z kolekcji.
http://med-orth.eu/image_func.php?img=gfx/fbd798265784a521973cf89335dc277e.jpg&maxwidth=356
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
P.S. Pragnę pokoju na świecie i darmowych hod-dogów;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zawsze mówiłem mamie że Manson jest ok;)))

W sumie co racja to racja - kij ma dwa końce - prawa własności intelektualnej to rzecz jasna i klarowna, mało przestrzegana w tym durnym kraju ale wydaje mi się że to dlatego że ludzi nie zawsze na to stać.

z jajami ze stali to przesadziłem - wybaczcie moją niewyparzoną gębę chciałem dobrze;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Dobra Mangolia, co mi tam, cofam, fajna laska jesteś, powodzenia w rozkręcaniu interesu, a na szefa napuść swojego faceta, powiedz mu, że jak się będzie czepiał softu, którego używasz, to twój facet czepi się hardu, którego on używa.
Aha, i nie podłączaj kompa z tym nielegalem do netu.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
KiK, całe życie spotykam ludzi, którzy rozkręcają swój interes cudzym kosztem. Może i tam MS mnie nie bawi, ale na wszelki wypadek nie chwaliłbym się tym, że używam ich kradzionego oprogramowania. W ogóle nie chwaliłbym się, że używam czegokolwiek MS. I czegokolwiek kradzionego. A wrzucić to mogę też Tobie, jak chcesz. Laska, nie laska, nie wiem. A złodziej to złodziej. I nie trzeba jaj żeby nazywać rzeczy po imieniu. Twoje zdrowie Panie Delikatny.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
do góry