Widok
Razem z męzem też podjęlismy decyzje o wyjezdzie .Pieniądze które człowiek zarabia wydaje na opłaty i skromne zycie.Nie starcza juz na nic więcej.Zapomniałam jak to jest iśc do kina, kawiarni a o kupieniu ksiązek czy płyt mogę zapomnieć.Ciągle tłumaczą nam,ze trzeba zaciskać pasa bo jest kryzys.W tym kraju od zawsze był,jest i będzie kryzys.Nie chcę tak żyć.Uczymy się 2 języków aby nie jechać jak analfabeci.Ma sie tylko jedno życie i to od nas zależy jak je przeżyjemy.Ja nie mam ochoty przezyć zycia na granicy nędzy i to pracując.
Zgadzam się też wolałbym pracować w Polsce ale tu nie ma pracy człowiek wysyła CV , chodzi po firmach prosi itp i nic cisza albo te ogłoszenia nawet na trójmieście.pl praca na lichwiarskich umowach za 5 - 6zł godzina to przecież jest kpina , nie oczekiwałbym tu wiele ale żeby nawet na podstawowe rzeczy nie wystarczy w PUP w Gdańsku jest ponad 1400 osób zarejestrowanych z wykształceniem wyższym to o czymś świadczy ... za granicą (mogę odnieść się tylko do Anglii) są agencje pracy którym zależy żeby zatrudnić pracowników bo sami mają z tego korzyści płacą za holidaye itp też trzeba uważać wiadomo ale bez przesady , a jak się ma trochę szczęścia i popracuje przez takie agencje 2-3 miechy to i kontrakt się dostanie oczywiście nie we wszystkich firmach. Ale tam ta praca poprostu jest i nie mają jakiś wygórowanych wymagań wystarczy znać chociaż komunikatywnie język ...
to co piszesz to zamierzchłe dzieje...teraz tak nie jest, na Wyspach nie jest wcale tak kolorowo jak kilka lat temu. A dla tych osób, które nie znają angielskiego i mają niskie kwalifikacje wyjazd może okazać się tragiczny w skutkach.
W dobie kryzysu rząd brytyjski przycina benefity, wyganiają swoich do pracy, bo Państwo ma dość darmozjadów na zasiłkach. Pracowałam w 2007 roku w okolicach Leeds w magazynach przez agencje i robota była, owszem. Najgorzej zawsze jest na początku roku, od stycznia do początku marca, bo wówczas w magazynach bezruch.
W zeszłym roku wyjechałam do Szkocji, do obskurnego Glasgow i ciężko, oj ciężko. Znam angielski komunikatywnie, ale Szkoci bełkoczą i nie sposób ich zrozumieć, poza tym tam też jest spore bezrobocie. Niewiele agencji pracy, bo rejon tez nie obfituje w fabryki czy warehouse'y. Martwy rejon. Pracowałam jeden dzien w pralni, pare tygodni w wyuczonym w Polsce zawodzie (dental nurse:))...i wróciłam. Lepsza bieda, ale własna. Na wyspach jesteś polakiem, a jak nie znasz języka i nie masz fachu w łapie, to jesteś bezużytecznym imigrantem. Teraz na wyjazd można się decydować jeśli się zna bardzo dobrze język. Dziwie się ludziom, którzy nie potrafią sklecić zdania a rzucają się z całymi rodzinami na głęboką wodę.
W dobie kryzysu rząd brytyjski przycina benefity, wyganiają swoich do pracy, bo Państwo ma dość darmozjadów na zasiłkach. Pracowałam w 2007 roku w okolicach Leeds w magazynach przez agencje i robota była, owszem. Najgorzej zawsze jest na początku roku, od stycznia do początku marca, bo wówczas w magazynach bezruch.
W zeszłym roku wyjechałam do Szkocji, do obskurnego Glasgow i ciężko, oj ciężko. Znam angielski komunikatywnie, ale Szkoci bełkoczą i nie sposób ich zrozumieć, poza tym tam też jest spore bezrobocie. Niewiele agencji pracy, bo rejon tez nie obfituje w fabryki czy warehouse'y. Martwy rejon. Pracowałam jeden dzien w pralni, pare tygodni w wyuczonym w Polsce zawodzie (dental nurse:))...i wróciłam. Lepsza bieda, ale własna. Na wyspach jesteś polakiem, a jak nie znasz języka i nie masz fachu w łapie, to jesteś bezużytecznym imigrantem. Teraz na wyjazd można się decydować jeśli się zna bardzo dobrze język. Dziwie się ludziom, którzy nie potrafią sklecić zdania a rzucają się z całymi rodzinami na głęboką wodę.
potwierdzam to co napisałeś w UK nie jest już tak kolorowo jak w 2005 - 2007 roku i to zależy od regionu czy miasta w jednym jest więcej pracy w drugim mniej albo wcale jej nie ma (dlatego trzeba wiedzieć gdzie uderzyć w jakie miasto region które w miarę prężnie się rozwija gdzie jest sporo firm i fabryk) rząd angielski faktycznie przycina benefity praca przez agencje za 6,5 - 7f za godzinę na magazynach / werhousah / fabrykach jak masz jakieś uprawnienia np. na wózki widłowe nawet po Polsku warto je przetłumaczyć bo niektóre agencje je preferują ... jak się nie zna języka to faktycznie jest ciężko ( sam żałuje że nie znam np. jeżyka niemieckiego bo bym się do Anglii nie pchał tylko do Niemiec, lepiej i bliżej). Chodzi mi jednak o to że pracujące małżeństwo w PL zarabiające powiedzmy ( 2000zł + 1500zł ) = 3500zł i teraz wynajmując mieszkanie w GDA czy GDY 2 pokoje = min 1500 - 2000zł już z opłatami zostanie 1500 - 2000zł na życie / dolicz do tego dojazdy do pracy = 300zł = 1700zł na dwie osoby czyli 850zł na osobę na życie
w UK pracując za ich min 6,19f przez agencje pracy masz miesięcznie 850f x 2 osoby = 1700 f miesięcznie. Koszt wynajęcie 1 bedroom ( w tym mieście w którym mieszkam) 400 - 550f (zależy gdzie jaka dzielnica)
dajmy na to 550 zostanie 1150f jedzenie i dojazdy 300f x 2 = 600f
Czyli 550f + 600 = 1150f - 1700f = zostaje 500f x 5 zł = 2500zł
I to jest życie pracując przez agencje pracy za stawkę minimalną, jeżeli dostaniesz się na kontrakt to Twoja pensja jak sam wiesz minimum 1000f i w górę ... także powiem tak jeżeli w Polsce ludzie zarabiają na umowach o pracę powyżej 2500zł to bym się jeszcze zastanowił nad wyjazdem ale jeżeli pracują poniżej i na śmieciowych umowach albo przez kilka / kilkanaście miesięcy wcale nie mogą znaleźć pracy a znają jednak język komunikatywnie to nie ma się nad czym zastanawiać ... wiadomo że tam jest inny kraj inna kultura i mentalność i język ludzi ... ale nie powiesz mi że tam nie żyje się prościej jak u nas ... po prostu rząd w UK nie da Ci zdechnąć a u nas jak nie ma się koneksji i znajomości albo nie jest się wybitnie wykształconym to zapomnij o pracy.
dajmy na to 550 zostanie 1150f jedzenie i dojazdy 300f x 2 = 600f
Czyli 550f + 600 = 1150f - 1700f = zostaje 500f x 5 zł = 2500zł
I to jest życie pracując przez agencje pracy za stawkę minimalną, jeżeli dostaniesz się na kontrakt to Twoja pensja jak sam wiesz minimum 1000f i w górę ... także powiem tak jeżeli w Polsce ludzie zarabiają na umowach o pracę powyżej 2500zł to bym się jeszcze zastanowił nad wyjazdem ale jeżeli pracują poniżej i na śmieciowych umowach albo przez kilka / kilkanaście miesięcy wcale nie mogą znaleźć pracy a znają jednak język komunikatywnie to nie ma się nad czym zastanawiać ... wiadomo że tam jest inny kraj inna kultura i mentalność i język ludzi ... ale nie powiesz mi że tam nie żyje się prościej jak u nas ... po prostu rząd w UK nie da Ci zdechnąć a u nas jak nie ma się koneksji i znajomości albo nie jest się wybitnie wykształconym to zapomnij o pracy.
dużo racji jest w tym co piszesz. Ktoś, kto zarabia 1200f miesiecznie jest w stanie się utrzymac. Placąc za 1 bedroom flat (czyli sypialnia plus livingroom) 350f (koszt wynajecia mieszkania w Glasgow) plus opłaty raz na 3mce i council tak to masz 550f miesiecznie. Do tego bilet na autobus do pracy (nie majac auta, pracując w centrum) to 15f tygodniowo, 60f miesiecznie. I masz 610f. Do tego jedzenie np 30f tygodniowo- 120f miesiecznie. No, masz 750f miesiecznie na życie z mieszkaniem, opłatami, wyżywieniem i dojazdami. Zostaje Ci 450f i mozesz je sobie wydać wedle uznania. Lub odłożyc chociażby 200. Ciuchy relatywnie tanie, za dniówke w fabryce można kupić markowe buty. Za dwa dni pracy glany Dr. Martens, ktore u nas pochłonęłyby 1/3 lub połowe wypłaty (400zl). Jedzenie jest dość drogie na wyspach, bo za 20f kupisz mniej wiecej tyle ile u nas za 50zl (np puszka czipsów Pringles to ok 2f, w promocji 1.24f w Tesco :)). Są plusy i minusy ale jedno pewne. Mając pracę i stały dochód z głodu nie zdechniesz :) W Polsce za 1200zl opłacisz wynajem mieszkania (1000zl) a reszta na bilet i telefon. I po pieniadzach.
dokładnie tylko że w Trójmieście nie wynajmiesz mieszkania za 1000zł ?? najtaniej za obskurną kawalerkę na byle jakiej dzielnicy płacisz właścicielowi (ang.landlordowi) 800zł do ręki + musisz opłacić czynsz 300zł a do tego jeszcze jakieś opłaty licznikowe = 50zł więc takie naprawdę już minimum za wynajem w Trójmieście 1150zł za np 25m kawalerkę ... sam wynajem pokoju to koszt rzędu 500zł - 600zł
więc wynajem 1150zł + dojazdy do pracy i telefon +250zł to już masz 1400zł + jedzenie dajmy na to 30zł dziennie x 30dni = 900zł = 1400zł+900zł = min musiał/a byś mieć 2300zł NETTO ... powiedz mi kto jaki pracodawca do Tobie tyle w ( sklepach typu TESCO, CARFOURE, BIEDRONKA, lub w firmach PRODUKCYJNYCH czy MAGAZYNOWYCH)
porównanie kasjer w TESCO w mieście w którym pracuje ma 1100f na rękę ... a u nas ?? 1700zł ? a co do jedzenie i życia fakt niektóre artykuły w Anglii są droższe ale nie dużo 20% 30% np mięso ale też są rzeczy które są dużo tańsze w promocjach a nie oszukujmy się w Anglii cały czas są promocje i tak w Gdańsku np w Carrefoure ryż uncle bance 5zł 70gr w Anglii w tesco (promocja) 0.99p = 5zł snickers PL 1,70zł x 4 =6.80zł Anglia tesco 4 x snickers = 0.99p = 5zł przykładów można mnożyć droższe jest mięso i mleko a reszta jest w takiej samej cenie albo i tańsza
więc wynajem 1150zł + dojazdy do pracy i telefon +250zł to już masz 1400zł + jedzenie dajmy na to 30zł dziennie x 30dni = 900zł = 1400zł+900zł = min musiał/a byś mieć 2300zł NETTO ... powiedz mi kto jaki pracodawca do Tobie tyle w ( sklepach typu TESCO, CARFOURE, BIEDRONKA, lub w firmach PRODUKCYJNYCH czy MAGAZYNOWYCH)
porównanie kasjer w TESCO w mieście w którym pracuje ma 1100f na rękę ... a u nas ?? 1700zł ? a co do jedzenie i życia fakt niektóre artykuły w Anglii są droższe ale nie dużo 20% 30% np mięso ale też są rzeczy które są dużo tańsze w promocjach a nie oszukujmy się w Anglii cały czas są promocje i tak w Gdańsku np w Carrefoure ryż uncle bance 5zł 70gr w Anglii w tesco (promocja) 0.99p = 5zł snickers PL 1,70zł x 4 =6.80zł Anglia tesco 4 x snickers = 0.99p = 5zł przykładów można mnożyć droższe jest mięso i mleko a reszta jest w takiej samej cenie albo i tańsza
dlatego mówię jak w Polsce zarabiasz minimum te 2500zł i więcej na normalnej umowie to nie ma co wyjeżdżać ... natomiast wszyscy Ci co mają mniej albo w ogóle nie mają pracy a jednak znają ten język angielski(to podstawa do wyjazdu gdziekolwiek ) to powinni się głęboko zastanowić czy warto dalej męczyć się w naszym kraju ..hmmm Ja nikogo nie namawiam do wyjazdu bo też nie oto chodzi żeby wyjechać z własnego kraju do innego bo to przykre i ludzie są temu nie winni. ... niestety to wina rządów, cwaniaków i nieudaczników rządowych sprawiła że jest tak jak jest. w Polsce już nie ma żadnych autorytetów
pare miesięcy temu byłam tu częstym gościem, a teraz weszłam tu z ciekawości. Po paru miechach szukania pracy w Trójmiescie, bezowocnej pomijając oferty za tysiaka z grosikiem, za którego nie utrzymałabym swojego pokoiku, stwierdziłam, że wyjadę. Moja znajomość języków to tylko podstawy podstaw niemieckiego, nie miałam do kogo wyjechać, dosłownie zero znajomości, ale co tam:) wobec powyższego i także wobec tego, że chcę wreszcie komunikatywnie szprechać stwierdziłam, że wyjadę jako au-pair. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Bez pośrednictwa biura (na to nie miałam kasy), tylko przez darmową stronkę, po 2 tygodniach od zalogowania znalazłam chętną na przygarnięcie mnie rodzinkę w Austrii:) ktoś powie, że au-pair to marny zarobek, ok, nie ma szaleństwa przeliczając na warunki zagraniczne, ale ma się wikt, opierunek i kurs językowy:)ma się też czas na zwiedzanie, wycieczki bo bycie au-pair to nie praca na etat, po 8 h. Może ktoś kto, nie ma znajomości, nie zna super języka(a chce to poprawić ) skorzysta z "mojego" sposobu na zagranicę.