Widok
to co piszesz to zamierzchłe dzieje...teraz tak nie jest, na Wyspach nie jest wcale tak kolorowo jak kilka lat temu. A dla tych osób, które nie znają angielskiego i mają niskie kwalifikacje wyjazd może okazać się tragiczny w skutkach.
W dobie kryzysu rząd brytyjski przycina benefity, wyganiają swoich do pracy, bo Państwo ma dość darmozjadów na zasiłkach. Pracowałam w 2007 roku w okolicach Leeds w magazynach przez agencje i robota była, owszem. Najgorzej zawsze jest na początku roku, od stycznia do początku marca, bo wówczas w magazynach bezruch.
W zeszłym roku wyjechałam do Szkocji, do obskurnego Glasgow i ciężko, oj ciężko. Znam angielski komunikatywnie, ale Szkoci bełkoczą i nie sposób ich zrozumieć, poza tym tam też jest spore bezrobocie. Niewiele agencji pracy, bo rejon tez nie obfituje w fabryki czy warehouse'y. Martwy rejon. Pracowałam jeden dzien w pralni, pare tygodni w wyuczonym w Polsce zawodzie (dental nurse:))...i wróciłam. Lepsza bieda, ale własna. Na wyspach jesteś polakiem, a jak nie znasz języka i nie masz fachu w łapie, to jesteś bezużytecznym imigrantem. Teraz na wyjazd można się decydować jeśli się zna bardzo dobrze język. Dziwie się ludziom, którzy nie potrafią sklecić zdania a rzucają się z całymi rodzinami na głęboką wodę.
W dobie kryzysu rząd brytyjski przycina benefity, wyganiają swoich do pracy, bo Państwo ma dość darmozjadów na zasiłkach. Pracowałam w 2007 roku w okolicach Leeds w magazynach przez agencje i robota była, owszem. Najgorzej zawsze jest na początku roku, od stycznia do początku marca, bo wówczas w magazynach bezruch.
W zeszłym roku wyjechałam do Szkocji, do obskurnego Glasgow i ciężko, oj ciężko. Znam angielski komunikatywnie, ale Szkoci bełkoczą i nie sposób ich zrozumieć, poza tym tam też jest spore bezrobocie. Niewiele agencji pracy, bo rejon tez nie obfituje w fabryki czy warehouse'y. Martwy rejon. Pracowałam jeden dzien w pralni, pare tygodni w wyuczonym w Polsce zawodzie (dental nurse:))...i wróciłam. Lepsza bieda, ale własna. Na wyspach jesteś polakiem, a jak nie znasz języka i nie masz fachu w łapie, to jesteś bezużytecznym imigrantem. Teraz na wyjazd można się decydować jeśli się zna bardzo dobrze język. Dziwie się ludziom, którzy nie potrafią sklecić zdania a rzucają się z całymi rodzinami na głęboką wodę.
Zgadzam się też wolałbym pracować w Polsce ale tu nie ma pracy człowiek wysyła CV , chodzi po firmach prosi itp i nic cisza albo te ogłoszenia nawet na trójmieście.pl praca na lichwiarskich umowach za 5 - 6zł godzina to przecież jest kpina , nie oczekiwałbym tu wiele ale żeby nawet na podstawowe rzeczy nie wystarczy w PUP w Gdańsku jest ponad 1400 osób zarejestrowanych z wykształceniem wyższym to o czymś świadczy ... za granicą (mogę odnieść się tylko do Anglii) są agencje pracy którym zależy żeby zatrudnić pracowników bo sami mają z tego korzyści płacą za holidaye itp też trzeba uważać wiadomo ale bez przesady , a jak się ma trochę szczęścia i popracuje przez takie agencje 2-3 miechy to i kontrakt się dostanie oczywiście nie we wszystkich firmach. Ale tam ta praca poprostu jest i nie mają jakiś wygórowanych wymagań wystarczy znać chociaż komunikatywnie język ...
Razem z męzem też podjęlismy decyzje o wyjezdzie .Pieniądze które człowiek zarabia wydaje na opłaty i skromne zycie.Nie starcza juz na nic więcej.Zapomniałam jak to jest iśc do kina, kawiarni a o kupieniu ksiązek czy płyt mogę zapomnieć.Ciągle tłumaczą nam,ze trzeba zaciskać pasa bo jest kryzys.W tym kraju od zawsze był,jest i będzie kryzys.Nie chcę tak żyć.Uczymy się 2 języków aby nie jechać jak analfabeci.Ma sie tylko jedno życie i to od nas zależy jak je przeżyjemy.Ja nie mam ochoty przezyć zycia na granicy nędzy i to pracując.